Awans zawodowy, publikacje nauczycieli, nauczyciele
Strona głównaForumSklep
 
   
 
 

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Brak zgody rodziców na badania w PPP
Autor Wiadomość
anka torunianka 

Przedmiot nauczania: Język angielski
Wiek: 42
Dołączyła: 16 Sie 2011
Posty: 1
Skąd: kujawsko-pomorskie
Post nr 1, Wysłany: 2011-08-16, 14:02   Brak zgody rodziców na badania w PPP

Bardzo jestem ciekawa, co robicie gdy rodzic się nie zgadza na badanie dziecka w PPP.
Czy można to zrobić bez zgody rodzica? Nie chodzi mi o porady typu pogadaj, przekonaj bo to nic nie daje. To dotyczy rodziny bardzo patologicznej. Dziecko nie wykonuje żadnych czynności samoobsługowych, robi kupę w majtki, wydziera się, atakuje innych a dyrekcja się zamyka w gabinecie i problemu nie widzi. Zakazała wystawiania dziecku ocen ndst. Mam bunt rodziców a nie wiem co czynić? Dyrekcja obiecała coś zrobić, ale zaraz nowy rok szkolny a sprawa leży. Wiem, że szkoły jakoś sobie z tym radzą, u nas dyrektorka nie umie nawet obsługiwać telefonu i tylko krzyczy na pracowników. Może poprzez sądy rodzinne się to załatwia, ale jak to zrobić? Po dobroci nie da rady. Jestem załamana.
 
 
Basso profondo 

Wiek: 40
Dołączył: 04 Sie 2007
Posty: 4421
Post nr 2, Wysłany: 2011-08-16, 23:50   

Zostawić dziecko na drugi rok. Co da przebadanie w poradni?
_________________
Nemo suo iure uti debet, ut alteri laedat.
 
 
vuem 


Dołączył: 18 Cze 2009
Posty: 3321
Post nr 3, Wysłany: 2011-08-17, 07:24   

anka torunianka napisał/a:
To dotyczy rodziny bardzo patologicznej. Dziecko nie wykonuje żadnych czynności samoobsługowych, robi kupę w majtki, wydziera się, atakuje innych


miwues napisał/a:
Zostawić dziecko na drugi rok. Co da przebadanie w poradni?


Pozostawienie na drugi rok będzie tym panaceum? :shock:

To czemu służą i jakie zadania mają te poradnie?

Jaka jest rola nauczyciela? Ocenić i przepuścić do następnej klasy albo zostawić na drugi rok, czy również pomóc dziecku i jego rodzicom?
 
 
Basso profondo 

Wiek: 40
Dołączył: 04 Sie 2007
Posty: 4421
Post nr 4, Wysłany: 2011-08-17, 07:55   

vuem napisał/a:
Jaka jest rola nauczyciela? Ocenić i przepuścić do następnej klasy albo zostawić na drugi rok, czy również pomóc dziecku i jego rodzicom?
Na pewno nie pomagać za wszelką cenę, wbrew woli rodziców, wbrew zdrowemu rozsądkowi, kosztem pozostałych uczniów w klasie, kosztem celów nauczania.

Ocenić - i podjąć odpowiednie decyzje. Szkoła nie może być placówką terapeutyczną. Nie tu środek ciężkości winien być położony.
_________________
Nemo suo iure uti debet, ut alteri laedat.
 
 
vuem 


Dołączył: 18 Cze 2009
Posty: 3321
Post nr 5, Wysłany: 2011-08-17, 11:24   

miwues napisał/a:
Na pewno nie pomagać za wszelką cenę,


Ależ tak, za wszelka cenę. dziecka nie można pozostawić samemu sobie. Nawet, a może szczególnie wtedy, jeśli rodzice to swoje dziecko w nosie mają lub nie trzeźwieją.

miwues napisał/a:
wbrew woli rodziców,


Rodzina patologiczna ponoć, więc sadzisz, że są wydolni wychowawczo i można ot tak pozostawić im wolną rękę, a dzieckiem się nie przejmować i ograniczyć się do nie udzielenia promocji?

miwues napisał/a:
wbrew zdrowemu rozsądkowi, kosztem pozostałych uczniów w klasie, kosztem celów nauczania.


Wbrew temu wszystkiemu będzie nawiązanie współpracy z poradnią? Co Ty bredzisz Miwuesie?

miwues napisał/a:
Ocenić - i podjąć odpowiednie decyzje. Szkoła nie może być placówką terapeutyczną. Nie tu środek ciężkości winien być położony.


A ma być fabryką, która produkuje promocje, a gdy uczeń - bez względu na wiek - nie osiąga określonego poziomu postępu, to repetuje?

Ma spełniać swe funkcje wychowawcze. Sam nie raz o tym pisałeś. Co miałeś na myśli? Tylko ocenę zachowania wg określonych przepisów i zgodnie z warunkami ustalenia oceny?

Miwuesie, powinieneś był zostać nauczycielem akademickim. Tam empatia, czy to bardziej "misyjne" rozumienie swoich nauczycielskich (że o wychowawczych nie wspomnę) obowiązków nie jest niezbędne.

Pozostawienie na drugi rok bez określonych działań - w tym we współpracy również z poradnią - nic nie da, powinieneś to wiedzieć.
Samo nie udzielenie promocji nie przynosi rezultatu nawet jeśli problemem jest tylko lenistwo ucznia, a tu wszystko wskazuje na to, że problem jest bardziej złożony.

Piszesz o środku ciężkości. U Ciebie leży on na skraju szali.
 
 
Basso profondo 

Wiek: 40
Dołączył: 04 Sie 2007
Posty: 4421
Post nr 6, Wysłany: 2011-08-17, 13:15   

Daj spokój, uczeń w szkole robi kupę w majtki, a nauczyciel zamiast uczyć ma się bawić w psychiatrę? Coś się w tym naszym społeczeństwie ludziom w głowach pomerdało.

Dla dzieci z problemami psychicznymi są wyspecjalizowane placówki. Szkoła masowa musi też pełnić funkcję selekcyjną.
_________________
Nemo suo iure uti debet, ut alteri laedat.
 
 
vuem 


Dołączył: 18 Cze 2009
Posty: 3321
Post nr 7, Wysłany: 2011-08-17, 14:11   

I w ramach tej selekcji chcesz po prostu bez kontaktu z poradnią zostawić tego dzieciaka na drugi rok?

Jaką selekcje masz na myśli? Prosty podział na dwie grupy: normalni i ci, co się do szkoły specjalnej jedynie nadają? A może są jakieś inne możliwości?
 
 
Basso profondo 

Wiek: 40
Dołączył: 04 Sie 2007
Posty: 4421
Post nr 8, Wysłany: 2011-08-17, 15:03   

Tu selekcja jest prosta: ci, co nie robią kupy w majtki, kontra ci, co robią.
Poradnia psychologiczno-pedagogiczna też chyba nie jest od podcierania tyłka dziecku w wieku szkolnym.

Uczeń ma opanować podstawę programową, a nauczyciel ma to wyegzekwować. To prymarne zadanie nauczyciela. Służba zdrowia to zupełnie inny fragment rzeczywistości.
_________________
Nemo suo iure uti debet, ut alteri laedat.
 
 
vuem 


Dołączył: 18 Cze 2009
Posty: 3321
Post nr 9, Wysłany: 2011-08-17, 19:12   

Skąd wiesz jaki jest powód walenia w gacie? Bardzo szybko stawiasz diagnozy...nie tylko prawne, ale i medyczne jak widzę.

Skoro nauczyciel widzi problem, to powinien coś z tym zrobić. Może to zrobić sam, we współpracy z innymi pracownikami szkoły, we współpracy z poradnią lub też przekazując jej choćby ten problem skoro nie może zostać rozwiązany przez szkołę wespół z rodzicami.

Nie może natomiast ograniczyć swej działalności do stwierdzenia "dziecko opóźnione w taki, czy inny sposób, więc zostawmy na drugi rok, a problemem niechaj inni się martwią...jak zauważą...bo to przecież nie mój problem". :wink:

Opanowanie podstawy programowej to jeden z celów edukacyjnych, ale nie jedyny.

A jednym z obowiązków nauczyciela jest to wyegzekwować. Jednym z obowiązków...
 
 
Basso profondo 

Wiek: 40
Dołączył: 04 Sie 2007
Posty: 4421
Post nr 10, Wysłany: 2011-08-17, 22:12   

Jasne, dzisiaj uczeń może walić w gacie, wydzierać się, atakować innych, nic to.
Mogą to mieć w d*** rodzice i cała reszta społeczeństwa, łącznie z zamykającą się w gabinecie dyrektorką szkoły i panią menister (tą od opuszczonych gaci).

Jedyną osobą, która ma się pochylić (bo "dziecku trzeba pomóc") jest nauczyciel przedmiotu. W przerwach między podcieraniem dziecku tyłka być może zdąży przekazać pozostałym uczniom jakąś szczątkową wiedzę.

Do bycia konsumentem i odbiorcą reklam taka szkoła przygotuje wystarczająco, nie ma się co martwić.
_________________
Nemo suo iure uti debet, ut alteri laedat.
 
 
Basso profondo 

Wiek: 40
Dołączył: 04 Sie 2007
Posty: 4421
Post nr 11, Wysłany: 2011-08-17, 22:24   

Max Hasting z „The Daily Mail” zauważa, że winą za rozróby w Anglii należy obarczyć liberalne dogmaty, pomoc społeczną i demoralizację społeczną spowodowaną zniszczeniem rodziny.

„Lata panowania dogmatu liberalnego zaowocowały amoralną, brutalną i niewykształconą młodzieżą, która uzależniona jest od pomocy społecznej i terroryzuje normalnych obywateli” - pisze znany brytyjski żurnalista, który porównuje zachowanie młodych Brytyjczyków do tego co robili murzyni w 1967 roku podczas zamieszek w Detroit. Jego zdaniem dziś również młodzież traktuje rozróby jak dobrą zabawę. „Są jak dzika zwierzyna, która nie potrafi odróżnić dobra od zła i bezmyślnie odpowiada jedynie na instynkty: głodu, pragnienia, seksu, niszczenia itp.” – pisze o współczesnej młodzieży Hastings.

Publicysta dodaje, że dzisiejsza młodzież w Anglii nie ma żadnych zahamowań i obce im jest pojęcie poczucia wstydu. Na dodatek, jego zdaniem, coraz więcej ludzi z marginesu społecznego jest analfabetami, którzy potrafią tylko grać na komputerze i bawić się nowoczesnymi komórkami. Na dodatek nie czują się oni Brytyjczykami i nie dbają o wartości rodzinne. Zdaniem Hastingsa powodem rozpuszczenia społeczeństwa jest brak surowych kar i wysokie zasiłki, które powodują, że nikt nie musi martwić się już o głód i dach nad głową. „Kogo powinniśmy winić? Rozpad rodziny, promowanie wychowywania dziecka przez samotne matki, rozbicie wewnętrznej wspólnoty rodzinnej, która powoduje, że nie jadamy już nawet wspólnie posiłków. To wszystko wpływa na młodych ludzi” - pisze publicysta i dodaje, że „te dzieci są jakie są, ponieważ nikt nic nie robi, by były lepsze”.

Według dziennikarza młodzież w Wielkiej Brytanii jest leniwa i dlatego brytyjscy przedsiębiorcy wolą zatrudniać ludzi z Europy Wschodniej. Hasting uważa, że Brytyjczycy są rozpuszczeni. „Mogą bezkarnie bić kolegów w szkole, słuchać na cały regulator muzyki, załatwiać potrzeby fizjologiczne przed pubami, a nawet popełniać przestępstwa” - zauważa. Według niego winą należy obarczyć również fatalny system szkolnictwa, który spowodował, że nauczyciele są zastraszeni i nie mają prawa nawet krzyknąć na ucznia. „Jak budować wartości skoro jedynym autorytetem dla dzieci jest piłkarz Wayne Rooney? Jak przekonać dzieci do skończenia z przeklinaniem skoro w BBC klną wszyscy celebryci? Jak walczyć z chamstwem i brutalizacją młodych, skoro przekonuje się ludzi, że nie mają prawa reagować na niewłaściwe zachowanie, jednocześnie tłumacząc je „trudną sytuacją w domu” - pyta żurnalista.

„Oni są raczej ofiarami wypaczonego etosu społecznego, który wywyższa wolność osobistą, nadając jej charakter absolutny i zaprzecza dyscyplinie – tzw. twardej miłości - która jako jedyna może ich wyprowadzić z chuligaństwa” – pisze dziennikarz krytykując liberalne dogmaty o wykluczeniu przez los.

Ł.A/PiotrSkarga.pl/ The Dailly Mail
_________________
Nemo suo iure uti debet, ut alteri laedat.
 
 
Basso profondo 

Wiek: 40
Dołączył: 04 Sie 2007
Posty: 4421
Post nr 12, Wysłany: 2011-08-17, 22:33   Albion i jego motłoch

Marek Magierowski

źródło: AP
Niektórzy twierdzą, że w Londynie nastały rządy motłochu. Ale ten motłoch Brytyjczycy sami sobie wychowywali.

Upadkowi brytyjskiej cywilizacji są winne tamtejsze elity, które straciły kontrolę nad własnym państwem. Dla większości polityków hasłem przewodnim stało się: „nie drażnić społeczeństwa" – uważa publicysta „Rzeczpospolitej".
Kiedy jeden 20-latek włamuje się do salonu z telefonami komórkowymi i wynosi z niego kilka nokii, jest zwykłym złodziejem. Gdy 500 zakapturzonych  20-latków rozbija witryny i kradnie dwa tysiące telefonów – o, to już zupełnie co innego. Wtedy mamy do czynienia ze "społecznym buntem" ludzi zdesperowanych i wykluczonych, bezbronnych ofiar dzikiego kapitalizmu. Gdyby brytyjscy policjanci zabili w strzelaninie jakiegoś białego skinheada, znanego ze swoich rasistowskich wybryków, media nie wyrażałyby żalu i nie roztrząsały, czy funkcjonariusze przypadkiem nie nacisnęli na spust zbyt szybko.
Ale policjanci zabili śniadoskórego, obwieszonego złotem handlarza narkotyków i sprowokowali jego kumpli do wywołania "społecznego buntu". A to już zupełnie co innego.

Laptop hitem
Mam nadzieję, że czytelnicy "Rzeczpospolitej" nie zapomnieli jeszcze czasów, gdy pewne rzeczy nazywano po imieniu. Człowiek, który o godzinie 2 w nocy rozwala młotem szybę sklepu jubilerskiego i pospiesznie ładuje do kieszeni swój łup (jak zdarzyło się z wtorku na środę w Bristolu) nie jest żadnym buntownikiem ani nawet anarchistą. Jest zwykłym bandziorem. Ludzie, którzy w Birmingham wtargnęli do sklepu z markowymi ubraniami, nie są "zdesperowaną młodzieżą". Są zgrają oprychów.
W jednej z dzielnic Londynu splądrowano magazyn H&M. Według świadków złodzieje byli na tyle bezczelni, że... przymierzali ciuchy na miejscu, żeby przypadkiem nie plądrować bez sensu. Publicystka "Guardiana" zauważyła, że jak na biednych bezrobotnych, walczących o słuszną sprawę, "buntownicy" byli zaskakująco mało zainteresowani sklepami z żywnością, natomiast wyjątkową popularnością cieszyły się laptopy. Zapewne kradli je po to, by szukać ofert pracy przez Internet.

Londyn stał się polem bitwy. Mieszkańcy metropolii są zszokowani. A nie powinni, bo tego wybuchu można było się spodziewać od lat. Gdy się nie opróżnia kloaki, to szambo – niestety – w końcu wybija. Pewnych prawd przyrody nie da się przeskoczyć.
Upadkowi brytyjskiej cywilizacji, jaką dotąd znaliśmy, są winne brytyjskie elity, które straciły kontrolę nad własnym państwem. Dla większości polityków hasłem przewodnim stało się: "nie drażnić społeczeństwa". Nie drażnić dotkliwymi reformami, nie drażnić przypominaniem o obowiązkach, nie drażnić złymi ocenami w szkole ani gadaniem o "moralności".
Moralność została wyrugowana z języka debaty publicznej, za to niepodzielnie króluje freedom. Dlatego Brytyjczycy mają kłopot z odróżnieniem dobra od zła.
Można olewać szkołę, nie czytać książek i mieć wszystko gdzieś, a jak zabraknie na szykowne spodnie, to się je po prostu buchnie z H&M. Bezkarnie. Można zajarać skręta na przerwie między lekcjami, bo i tak nikogo to nie obchodzi. Można sobie pograć w fajną gierkę na PlayStation i zarzynać seryjnie przeciwników za pomocą piły mechanicznej, bo mamusia nie ma nic przeciwko temu. Można spędzić całą noc przy komputerze, oglądając pornole, bo mamusia i tak nie zajrzy do pokoju (o tatusiach nie wspominam, bo na Wyspach większość tatusiów ma już zazwyczaj nowe żony).
15-letnie dziewczyny mogą się ścigać w "zaliczaniu" kolejnych kolegów z klasy, a potem spokojnie się wyskrobać – mamusie o niczym się nie dowiedzą. A w nagrodę wyzwolone dziewczęta dostaną jeszcze od państwa paczkę prezerwatyw czekającą w dystrybutorze na szkolnym korytarzu. Oraz obejrzą filmik sfinansowany przez Ministerstwo Zdrowia, z którego się dowiedzą, jaką straszną rzeczą jest... zajście w ciążę.
Nigdy w życiu żadnemu brytyjskiemu urzędasowi nie przyjdzie do głowy, żeby sfinansować kampanię ostrzegającą przed zgubnymi skutkami pornografii. Albo namawiać nastolatki do tego, by jednak zaczynały współżycie płciowe nieco później, kiedy będą bardziej dojrzałe. Co to, to nie. Najważniejsze, żeby nie zaszły w ciążę. A poza tym mogą robić, co chcą: oralnie, analnie, od przodu, od tyłu, na boku. Totalny freedom.
I totalna sieczka w mózgu.

Szkoła zła
W 2010 roku torysi zaprosili na swój kongres niejaką Katharine Birbalsingh, skromną nauczycielkę, która w swoim blogu opisywała fatalny stan brytyjskiego szkolnictwa. Szybko zyskała sławę jako odważna kobieta mówiąca głośno to, co inni przekazywali sobie szeptem.
Dziś Birbalsingh ma stały felieton w "Daily Telegraph". W jednym z ostatnich tekstów wspominała spotkanie z grupą czarnoskórych rodziców, z którymi wspólnie zastanawiała się, jak nie dopuścić do tego, by ich dzieci zeszły na złą drogę:
"Postanowiłam nie owijać niczego w bawełnę. Powiedziałam im, że czarni Brytyjczycy często nie chcą wziąć odpowiedzialności za samych siebie. Rodzice kupują dzieciom komórki i telewizory, pozwalają im na wysyłanie esemesów w trakcie lekcji czy na oglądanie MTV do pierwszej w nocy. Mówiłam o braku zaufania do nauczycieli, o tym, że nie należy bronić za wszelką cenę własnego dziecka, gdy nauczyciel mówi, że ono źle się zachowuje. Upierałam się, że powinni zabrać swoje pociechy do Muzeum Historii Naturalnej, zorganizować piknik w parku, spędzać więcej czasu w gronie rodzinnym. Mówiłam im też o tym, jak fatalnie funkcjonują nasze szkoły. Nie dlatego jednak, że nauczyciele są rasistami, którzy dyskryminują Czarnych, lecz dlatego, że cały system edukacyjny jest skonstruowany tak, iż od dzieci za mało się wymaga – od wszystkich dzieci, niezależnie od koloru skóry".
Birbalsingh wskazała jednak na głębsze podłoże dzisiejszych problemów:
"Wszystko w naszym państwie, od szkolnictwa poprzez wymiar sprawiedliwości aż po świadczenia społeczne opiera się na zasadzie, którą można streścić jednym zdaniem: "To nie jest twoja odpowiedzialność". Mamy to już we krwi. Zawsze, gdy mówię o odpowiedzialności – nauczycieli, ojców, matek, zwykłych obywateli – jestem za to besztana. Nikt już nie chce rozmawiać o osobistej czy wspólnej odpowiedzialności, absolutnie nikt".

Czy coś się zmieni?
Niektórzy twierdzą, że w Londynie nastały "rządy motłochu". Ale ten motłoch Brytyjczycy sami sobie wychowywali. Gdyby w ulicznych starciach z policją uczestniczyli tylko Pakistańczycy czy Jamajczycy, komentatorzy mieliby ułatwione zadanie i zwalili wszystko na "multikulturalizm".  Ten motłoch jednak składa się z ludzi białych, czarnych, śniadych, a pewnie i żółtych. Zachłyśnięcie się mirażem wielokulturowości tylko przyspieszyło zapaść brytyjskiego społeczeństwa. Wszelkie autorytety, polityczne i religijne, zostały obalone już dawno. I nie obalili ich przybysze z Azji czy z Karaibów.
Za jakiś czas zamieszki się skończą, ulice zostaną posprzątane, a londyńscy szklarze zainkasują fortunę za nowe witryny w sklepach. Jeśli jednak Brytyjczycy nie zaczną brać odpowiedzialności za siebie samych, za swoje rodziny, za swoje otoczenie – nic się nie zmieni. Jeżeli nie zaczną rozmawiać o moralności – nic się nie zmieni. Jeżeli rodzice nadal będą się masowo rozwodzić, a dzieci będą zaczynać współżycie seksualne w wieku 15 lat – nic się nie zmieni.
I dopóki MTV będzie wygrywało z Muzeum Historii Naturalnej – nie zmieni się absolutnie nic.
_________________
Nemo suo iure uti debet, ut alteri laedat.
 
 
vuem 


Dołączył: 18 Cze 2009
Posty: 3321
Post nr 13, Wysłany: 2011-08-18, 08:18   

miwues napisał/a:
Jasne, dzisiaj uczeń może walić w gacie, wydzierać się, atakować innych, nic to.
Mogą to mieć w d*** rodzice i cała reszta społeczeństwa, łącznie z zamykającą się w gabinecie dyrektorką szkoły i panią menister (tą od opuszczonych gaci).


No właśnie nie może. Moim zdaniem nasza rola jest wstępnie problem rozpoznać i pomóc lub zapewnić pomoc, a nie ograniczyć się do negatywnej diagnozy i zostawić ewentualnie na drugi rok.

Właśnie to co sugeruję może nie pozwolić rodzicom na ignorowanie swoich obowiązków, stąd sugestia, by i im w tym pomóc.

miwues napisał/a:
Jedyną osobą, która ma się pochylić (bo "dziecku trzeba pomóc") jest nauczyciel przedmiotu. W przerwach między podcieraniem dziecku tyłka być może zdąży przekazać pozostałym uczniom jakąś szczątkową wiedzę.


Absolutnie nie. Ja protestuję przeciwko sugestii, że ten nauczyciel nie musi "sie pochylić",a wystarczy by ocenił wiedzę, odrzuciłeś pomysł kontaktu z poradnią w sytuacji, gdy rodzice nie wypełniają swej roli właściwie. Więc kto i jak miałby pomóc...chyba, że naprawdę wierzysz, że powtarzanie klasy samo w sobie będzie lekarstwem :wink:

A co do sytuacji w Wielkiej Brytanii, to co wg Ciebie powinni z ta młodzieżą zrobić?

Pozostawić na drugi rok i po kłopocie?

Ukarać tylko i wyłącznie i sprawa załatwiona?

...czy może w jakiś sposób popracować nad ich wychowywaniem? Jeśli tak, to czy tu też zechcesz twierdzić, że to nie rola nauczycieli? Również nauczycieli oczywiście?
 
 
Basso profondo 

Wiek: 40
Dołączył: 04 Sie 2007
Posty: 4421
Post nr 14, Wysłany: 2011-08-18, 10:31   

vuem napisał/a:
odrzuciłeś pomysł kontaktu z poradnią w sytuacji, gdy rodzice nie wypełniają swej roli właściwie. Więc kto i jak miałby pomóc...chyba, że naprawdę wierzysz, że powtarzanie klasy samo w sobie będzie lekarstwem
Jestem wrogiem państwa nadopiekuńczego, państwa zbyt zinstytucjonalizowanego. Administracja publiczna nie powinna co do zasady rozwiązywać za obywateli problemów, z którymi powinni oni radzić sobie sami, taki system produkuje jednostki o wyuczonej bezradności.

Problem jest w skali zjawiska. Kiedy obywatele mają nawyk brać sprawy we własne ręce, to nielicznym bezradnym jednostkom państwo może pomóc. Ale teraz w Polsce idzie w tym kierunku co na przeżartym socjalistyczną ideologią Zachodzie, więc obywatele mają nawyk nie robić nic i czekać. Niech coś zrobi szkoła, opieka społeczna, niech mi załatwią, niech mi dadzą, niech mi zrobią.

W tym stanie rzeczy uważam, że trzeba ludziom pozwolić ponieść konsekwencje, pokazać, że nikt za nich życia nie przeżyje; niech się zmobilizują, wezmą się za siebie i za swoje dziecko. Nie dadzą rady, niech się uruchomi dalsza rodzina, sąsiedzi, społeczeństwo znaczy.

Nie chcę państwa na wzór szwecjo-, norwego-, brytokratyczny, gdzie instytucje państwowe typu opieka społeczna i sądy zastępują (i niszczą w efekcie) więzi rodzinne i sąsiedzkie, multiplikując osobniki o wyuczonej bezradności albo agresji.

Jak pokazuje doświadczenie ww. krajów społeczeństwo powinno się jednak samoorganizować, nie wolno tłumić mechanizmów samoregulacyjnych. Instytucje typu pomoc społeczna nigdy nie pomogą ludziom lepiej, niż ci mogą pomóc sobie sami.

Uczniowie w szkole mają spełniać pewne standardy i to rodzicom powinno zależeć, żeby do wymagań szkoły doskoczyć. Niespełnianie wymagań nauczycieli (rozsądnych oczywiście) musi w zdrowym państwie prowadzić do wykluczenia społecznego. Dopiero wtedy obywatele zaczną się przed tym bronić rękami i nogami, uruchamiając swoje wewnętrzne siły i zdolności.

Niestety ale uczeń, który w wieku szkolnym robi kupę w majtki, nijak nie mieści mi się w choćby minimalnym standardzie. Trzeba go zostawić na drugi rok i zobowiązać rodziców albo dalszą rodzinę do zrobienia z dziecka przez następny rok normalnego człowieka. rola szkoły jest uczyć, nie zaś zajmować się każdą patologią, bo to patologię wzmacnia i rozmnaża.

Niestety w szkołach mamy ostatnio socjalizm. Przypomnę, że jest to ustrój, który bohatersko zmaga się z trudnościami nieznanymi innym systemom.

PS.
Ludzie! Jak mi świat się nie podoba!
(o raj, oh yes, blues)
Ludzie! Ja przeżywam ciągły stres!
(stres? A… yes, yes, stres)
Równość miała być i sprawiedliwość,
Więc się pytam, gdzie ta równość jest?!

Ot na przykład inni są nadziani,
Ja pomarzyć mogę tylko o tym,
Bo mnie forsa jakoś się nie trzyma,
Wczoraj zgubiłem 20 złotych.

A uroda? Proszę spojrzeć wokół –
Oj, nie każda ładna jak Jane Fonda...
No i teraz proszę, spójrzcie na mnie!
Czy ja wyglądam jak Belmondo?

Co na to policja?
Czemu nic nie robi?
Niech mi da pieniądze!
Niech mnie przyozdobi!
Jeśli ma być równość,
Tak jak mówi się,
Niech mi zrobi dobrze
Albo innym źle!


Życie już w ogóle mnie nie cieszy,
Trutkę zjem lub wypiję atrament,
Ciągle ktoś bogatszy lub piękniejszy...
Ja się pytam – co na to parlament?!

Cierpię, ale mam nadzieję
(o raj, oh yes, blues),
Że przylecą piraci bombowcem
(yes, yes, blues)
I bogatym zabiorą pieniądze,
A na pięknych założą pokrowce!

Co na to policja?
Czemu nic nie robi?
Niech mi mu pieniądze!
Niech go przyozdobi!
Jeśli ma być równość,
Tak jak mówi się,
Niech mi zrobi dobrze
Albo innym źle!

http://kabaretpotem.mp3.w...TU5ODguaHRtbA==
_________________
Nemo suo iure uti debet, ut alteri laedat.
 
 
[student]haLayla 
El Comediante


Przedmiot nauczania: Medycyna
Wiek: 21
Dołączył: 23 Sie 2008
Posty: 2374
Skąd: Krakuff
Ostrzeżeń:
 1/3/6
Post nr 15, Wysłany: 2011-08-18, 10:36   

vuem napisał/a:
A co do sytuacji w Wielkiej Brytanii, to co wg Ciebie powinni z ta młodzieżą zrobić?


Zaordynować ciężką pracę w czynie społecznym w ramach zadośćuczynienia stratom na jakie narazili całe społeczeństwo. Jakby jeden z drugim przez osiem godzin malował ławki albo sprzątał ulice to by się potem dwa razy zastanowił przed ich niszczeniem :wink:
_________________
"A teraz weźmy taką statystykę [..] zakładając, że państwa razem ze mną jest sto [..] a ja nie mam jednej nogi, to statystycznie [..] każdy z państwa ma po 1,99 nogi [...] jak cena w Biedronce."
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  



login
hasło
 
   Program druk świadectw

Druki szkolne: świadectwa, gilosze, druki, dzienniki


Zdobądź zaświadczenie do dokumentacji składanej w komisji kwalifikacyjnej.

Zaświadczenie o umiejętności posługiwania się technologią komputerową i informacyjną

Zbiory testów: polski, angielski, matematyka, niemiecki
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Skocz na górę

 
Ministerstwo Edukacji Narodowej Centrum Edukacji Szkolnej European Schoolnet
Copyright © 1995-2009 Centrum Edukacji Szkolnej