emms
Przedmiot nauczania: Inne
Dołączył: 10 Wrz 2009 Posty: 17
Post nr 31, Wysłany: 2010-02-04, 14:01
Tak, to bardzo zniechęcające, że uczniów zamiast ciekawej lekcji interesuje tylko ile zostało do dzwonka. Najlepiej by chcieli, żeby nie zadawać prac domowych, nie pytać na lekcji, broń Boże wymagać! Najlepiej być dobrym wujkiem/ciocią, nieszanowanym, takim któremu wchodzi się na głowę i można się z niego pośmiać. Forma sprawdzianu, najodpowiedniejsza dla ucznia to test wyboru, bo a nuż się trafi szczęśliwie właściwą odpowiedź. Takie sytuacje, też mnie denerwują. Najlepiej w takiej sytuacji chyba wyrobić w sobie tę znieczulicę, nie słuchać w ogóle uczniów, poprowadzić lekcję, zrobić sprawdzian i tak w koło, bez angażowania się w sytuację emocjonalnie. Straszne, ale do tego wszystko zmierza.
Postaw sie w ich sytuacji. Czy ty też entuzjastycznie reagujesz na kolejne bzdurne wymysły dyrekcji czy ministerstwa, które dokłada ci nikomu nie potrzebnej papierologii??
Tak jak uczniowie maja prawo dążyć do minimalizmu, bo to siedzi w naturze człowieka tak nauczyciela zadaniem jest wymagać i wskazywać drogę do zdobycia jak najlepszych kompetencji wbrew oporu materii. a beznamiętne wykonywanie zadań to argument za tym aby skomputeryzować edukację, bo maszyna będzie sprytniejsza niż nauczyciel-robot wyprany z emocji.
Poza tym po co siebie i innych męczyć swoją zmumifikowana wersją?? Nie lepiej zmienic zawód?
_________________ We gonna ride the sea,
we pray to the wind and the glory
That's why we are raging wild and free
emms
Przedmiot nauczania: Inne
Dołączył: 10 Wrz 2009 Posty: 17
Post nr 33, Wysłany: 2010-02-13, 23:19
Jolly Roger, nie wiem jak inni, ale ja prowadzę teraz dyskusję czysto akademicką. Wiadomo przecież, że nie stanę się nagle cyborgiem egzekwującym, weryfikującym i liczącym.
Co do reszty również nie miałem na myśli zanudzania czy męczenia uczniów. Chodzi o prowadzenie ciekawych lekcji, atrakcyjnych dla ucznia (taki przynajmniej jest temat w tym wątku) i również o to, że znajdą się tacy uczniowie, których nawet najbardziej interesująca lekcja nie będzie obchodziła i będą próbować siać ferment.
Jeśli z mojej lekcji ma skorzystać chociaż jedna osoba to ja i tak widzę sens nauczania.
znajdą się tacy uczniowie, których nawet najbardziej interesująca lekcja nie będzie obchodziła i będą próbować siać ferment.
Nalezy się z tym pogodzić, a nie rozpaczać. Jak kumple zaczynają opowiadać o motocyklach to też ziewam. Jeszcze się taki nie urodził co by wszystkim dogodził
Cytat:
Jeśli z mojej lekcji ma skorzystać chociaż jedna osoba to ja i tak widzę sens nauczania.
no to świetnie, bo z poprzedniego wpisu trudno to było zauważyć
_________________ We gonna ride the sea,
we pray to the wind and the glory
That's why we are raging wild and free
Pearl
Przedmiot nauczania: Język angielski
Wiek: 26 Dołączyła: 05 Wrz 2010 Posty: 45 Skąd: wielkopolskie
Post nr 35, Wysłany: 2012-01-31, 21:12
Powiedzcie mi, czy wam też zdarza się czuć jak szmaty po kontaktach z rodzicami???
Jest wielu fajnych rodziców ale zawsze znajdzie się ktoś kto zepsuje mi humor, a wręcz wprowadza w depresję.
Tłumaczenie:" Moje dziecko takie nie jest", " To niemożliwe", "Nie wierzę...", "Nie życzę sobie aby pani...", "To inne dzieci...", "Mój syn/córka tego nie zrobił/a"
Nie przebiję głową ściany a na moje nieszczęście wszystkim się przejmuję...
_________________ Take me away. A secret place
A sweet escape. Take me away
To better days. Take me away
Take me away. A hiding place
Pearl, coraz więcej takich rodziców obserwujemy. Całe życie chcesz być zdołowana? Coraz więcej rodziców z roszczeniami. Musisz ogarnąć emocje i nauczyć się rozmawiać z takimi rodzicami.
_________________ Trzeba umieć iść słoneczną stroną życia
Rzeczywiście takich roszczeniowych rodziców jest niestety chyba coraz więcej, choć nie uczę długo i dlatego właśnie piszę chyba. Ja zawsze staram się takiemu rodzicowi spokojnie wytłumaczyć, co i jak. Nie podchodzę do niego na huraaa, jakie to Pani/Pana dziecko niedobre, bo wtedy rodzic staje się jeszcze bardziej "nabuzowany" emocjami. Jako, że do tej pory zdarzały mi się prawie zawsze rozmowy dotyczące osób zagrożonych lub z jedynkami, mam ze sobą prace pisemne, żeby rodzic mógł zobaczyć "dzieła", do tego zawsze wyliczam: ta jedynka za odmowę odpowiedzi, ta za "aktywną pracę" na lekcji, ta za brak tego i tego zadania. A jeśli mówię o złym zachowaniu na lekcji a rodzic twierdzi "niemożliwe" to zawsze zapraszam go na zajęcia. I do tego podaję przykłady co ciekawszych odzywek. Jak do tej pory jakoś wychodziłam w kontaktach z rodzicami obronną ręką. Chyba jestem w stanie dogadać się bardziej
z nimi niż z dziećmi.
Pearl napisał/a:
Nie przebiję głową ściany
Racja, natomiast mnie bardziej martwi to w kontekście podejścia uczniów do nauki. Niestety nie jestem w stanie pokazać im namacalnych, realnych korzyści z uczenia się angielskiego. Kiedy mówię, że pojedziesz za granicę i nic nie załatwisz, nie dogadasz się, jak nie będziesz znać chociaż podstaw języka, słyszę "to sobie wynajmę tłumacza" albo "ja na pewno nigdzie nie wyjadę". Dalsze dyskusje nie mają sensu. Tylko kto jest rozliczany później za wyniki egzaminów? Wiadomo, nauczyciel. Czasem mam wrażenie, że obracam się w jakimś błędnym kole: ja się staram czegoś ich nauczyć, oni wszystko olewają a jak wyniki będą słabe to i tak ja będę winna. Jak gdybym mogła łopatą do głowy nałożyć.
PAN DYREKTOR
Przedmiot nauczania: Język rosyjski
Wiek: 37 Dołączył: 11 Paź 2011 Posty: 4 Skąd: wielkopolskie
Post nr 39, Wysłany: 2012-02-16, 13:25 BĘDZIE TYLKO GORZEJ !
Przeczytajcie artykuł na temat nauczycieli w Niemczech i ich problemach psychicznych - depresje, nerwice kupa dolegliwosci psychicznych. W Polskiej szkole juz od dawna jest podobnie, dzisiaj to uczen rzadzi chocby dlatego ze jest niż demograficzny i dyrekcja nie bardzo wie zrobic z uczniem, kiedyy im zalezy na liczbie uczniow ktora wciaz spada, czasy kiedy sie wywalalo uczniow tak jak bylo za komuny, dawno sie skonczyly. ;D Kazdy nauczcyiel musi wyrobic swoje metody wychowacze i to takie na granicy prawa: Twardy gromki głos i krzyk, wulgaryzmy kiedy trzeba , szantazowanei uczniow kiedy rozmowa odbywa sie w 4 oczy, wszystko robic tak aby byc o ktrok przed uczniem i nie mial na nas haka, w koncu polegnie - zawsze go mzoemy udupić!!! I nie dac sie uprosic wtedy rodzicom ani wychowawcom co nei chca meic dodaktowych klopotow i wola puszczac i promowac do nastepnej klasy baranów. A to woda na młyn wlasnie!! Za moich czasoe w kazdej klasie co rok nie zdwalo 2 uczniow, dzisiaj jedna osoba na 3-4 lata to srednia. Czasy ida coraz gorsze 0 ja ogolnie uwazam ze nastepuje kres szkół w swiecie cywilizowanym. Internet zabija myslenie i wypiera swoimi mozliwosciami. Dzisiaj uczen na pytanie kto jest prezydentem i w jakim kraju mieszka odpowiada Czy widzialem na chamsko.pl, kwejk,pl itp. obrazki jak zrobić mydło z żyda. Czyli takie CHAMSKO.PL wychowuje nasze dzieci, jesli ktos nie wie co to jest to niech sprawdzi. Acha i jeszcze jedno, ktory minister edukacji z tych ostatnich mowil o WYCHOWANIU??? Nawet komuchy i postkomuchy mowia ze najlepszym ministrem byl GIERTYCH bo jako jedyny mowil o wychowaniu!
Germanistka1987
Przedmiot nauczania: Język niemiecki
Wiek: 32 Dołączyła: 08 Wrz 2011 Posty: 28 Skąd: śląskie
Post nr 40, Wysłany: 2012-03-08, 13:23
Błagam powiedzcie mi.....czy NA GIMNAZJALISTÓW NIE MA RADY????????? ja jestem kompletnie załamana. Mam 6 grup i tylko z jedną sobia nie radzę - ale kompletnie. Dziewczynki są grzeczne i spokojne, ale chłopaki (poza dwoma wyjątkami) rozwalają mi KAŻDĄ lekcję. Już nie mam pomysły na nich - nic nie dają karne kartkówki, karne zadania, wzywanie rodziców, nagany dyrektora. Na każdej lekcji próbuję tylko jakoś przetrwać...dziś w połowie lekcji spasowałam. Kazałam im samym dokończyć temat i zapowiedziałam pytanie z tej lekcji. Nie mam sił. Łażą, wrzeszczą, przeklinają, rzucają czym popadnie....eh
A ja miałam okazję rozmawiać ostatnio z kolegą, który pracuje w małej wiejskiej szkole podstawowej, która została przeznaczona do likwidacji i przestanie istnieć z końcem roku szkolnego. Ma zostać przejęta jak wiele szkół w całym kraju przez stowarzyszenie rodziców. I z jego słów wynika, że moment likwidacji stał się początkiem ich katastrofy. W miarę spokojni i grzeczni dotychczas uczniowie przeszli totalną metamorfozę. Zaczęło się tragiczne zachowanie, wandalizm, totalne ignorowanie nauczycieli. Rodzice nastawiają dzieci przeciwko szkole na zasadzie "Jak będzie podskakiwać to ją/go zwolnimy." Dzieci zupełnie przestały się uczyć, robią łaskę, ze przychodzą do szkoły. Zastanawiam się co będzie się działo kiedy rodzice już rzeczywiście dostaną władzę w swoje ręce. Kolega mówi, że nauczyciele maja dość. Wszyscy piszą jak to w szkołach stowarzyszeniowych jest cudownie, jaka rodzinna atmosfera, współpraca. Zastanawiam się ile w tym prawdy, a ile pozorów i strachu przed utratą pracy. Jak widać ogólnokrajowa nagonka na nauczycieli osiągnęła zamierzony cel.
upieczona.anglistk
Przedmiot nauczania: Język angielski
Wiek: 83 Dołączyła: 12 Paź 2008 Posty: 209
Post nr 42, Wysłany: 2012-04-05, 21:05
Moi drodzy, czytając wasze posty miałam wrażenie jakbym czytała o własnej szkole i własnym dyrektorze. Ale tak sobie myślę, czyja to wina? Dzieci, rodziców? NIE. TO TYLKO I WYŁĄCZNIE NASZA WINA, WINA NAUCZYCIELI. Dlaczego pozwalamy na bezpłatne godziny karciane? dlaczego pozwalamy na jakieś IPET-y? Dlacego zgadzamy się an prawo, które pozwala uczniowi poprawiać wszystkie oceny? To wszystko umniejsza autorytet nauczyciela. Nie dziwię się naprawdę, że ani uczniowie, ani rodzice nie szanują naucziela, skoro cokolwiek wymyśli ministerstwo edukacji nauczyciele akceptują. Oczywiście, pomarudzą sobie, ponarzekają na forach,w pokojach nauczycielskiech, ale nic więcej nie zrobią. Nawet strajku porządnego nie potrafimy zrobić. Jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz
Co do godzin karcianych, to swego czasu był jakiś ruch wśród nauczycieli, że są one niezgodne z prawem, bo kodeks pracy nie przewiduje wykonywania pracy, za którą nie otrzymuje się wynagrodzenia.
W ramach karcianych mam specjalistyczne zajęcia trwające po 60 minut. W wyniku tylko i wyłącznie wolnych dni (np. majowy długi weekend)oraz zmiany w podziale godzin w związku z egzaminem gimnazjalnym i sprawdzianem po VI klasie, braknie mi godzin. Jutro piszemy OBUT. Mam dużo później do pracy. Mam wstawić się do pracy na czas pisania badania (dla mnie to dodatkowe 3 godziny lekcyjne). Potem iść na własne lekcje. A tych godzin nie mogę wpisać do karcianych, bo to nie są specjalistyczne zajęcia. Podobnych przypadków miałam kilka. Takich niespecjalistycznych godzin mam ponad 30.
Chore.
_________________ Trzeba umieć iść słoneczną stroną życia
Właśnie, jak to jest z liczeniem godzin karcianych? Np. w tygodniu egzaminu gimnazjalnego czy świąt wielkanocnych, gdzie przepada tylko część tygodnia? Albo tegoroczny długi majowy weekend, gdzie część szkół pracowała tylko np. 30.04? Z tego, co pisze linczerka, wynika, że jak przepadną mi wtedy jakieś zajęcia to muszę te godziny później nadrobić, tak?
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum