Post nr 1, Wysłany: 2010-01-07, 00:13 "Depresja" u nauczyciela
Jestem młodym nauczycielem, pracuję od niedawna. Coraz częściej myślę o zmianie pracy. Jestem zniechęcony do pracy postawą uczniów. W ogóle nie zależy im na ocenach, nic ich nie interesuje. Staram się przygotowywać do lekcji jak najlepiej - maja to w dupie, przeszkadzają mi rozmowami. Próbowałem przemówić do nich różnymi sposobami ale efektów brak Co robić???? Czy na tym forum są nauczyciele, którzy maja podobne problemy???? Pozdrawiam
evee1
Przedmiot nauczania: biblioteka szkolna
Wiek: 36 Dołączyła: 26 Sie 2009 Posty: 4 Skąd: śląskie
Post nr 2, Wysłany: 2010-01-07, 12:47
Uczysz może w gimnazjum?? Albo w zawodówce?? Ja wprawdzie jeszcze nie uczę, ale obawiam się, że będzie podobnie jak u Ciebie
Uczę w zawodówce, technikum i w liceum. Najgorzej jest oczywiście w zawodówce.
Maja21
Przedmiot nauczania: Język polski
Wiek: 2003 Dołączyła: 07 Sty 2010 Posty: 3 Skąd: małopolskie
Post nr 4, Wysłany: 2010-01-07, 17:30
Ja od niedawna uczę w gimnazjum i zachowanie uczniów, które opisujesz, na początku mnie szokowało, też popadałam w psychiczne dołki - że przecież tak się staram, przygotowuje, a uczniowie jeszcze utrudniają prowadzenie lekcji. Moja rada jest taka: trzeba wypracować sobie zawodową znieczulicę. Robić swoje, egzekwować zadania i nie przejmować się ich ignorancją. I oczywiście znaleźć dla każdej klasy najlepszą metodę na utrzymanie dyscypliny, a to nie jest łatwe. Ja niektóre klasy już sobie "wychowałam", nad innymi wciąż pracuję.
Ja niestety też mam takie problemy. Szczególnie zadziwiające jest to, że uczę w podstawówce. I co do niektórych również nic nie dociera. Cały czas przeszkadzają. Rozmawiają. To strasznie rozprasza na lekcji - nie tylko mnie, ale również innym uczniom, bo tamci nie słyszą co się mówi. Upomnienia nie pomagają, nie pomaga uwaga do dziennika. Czy są jakieś metody skuteczne? Proszę o radę.
Praca w szkole doprowadziła mnie do depresji z różnych względów, zachowanie uczniów też miało na to wpływ. Teraz czuję się trochę lepiej.
Jeśli jest się młodym, a już ma się takie objawy zniechęcenia, lepiej uciekać, póki czas. To zawód dla twardzieli. Szczególnie jeśli chodzi o gimnazja i szkoły zawodowe.
A jeśli nie ma się wyjścia i trzeba zostać w zawodzie, warto wyrobić sobie faktycznie tę "znieczulicę zawodową". Robię swoje, zabieram zabawki i idę do domu. Mam gdzieś, że Jasiu dorysował cztery fallusy w moim osobistym albumie, który przyniosłam na lekcję, żeby dzieciom trochę sztuki pokazać, ze stoickim pokojem wymieniam kolejny raz oponę przebitą przez niezadowolonych gimnazjalistów( brak dowodów- nie ma jak wskazać sprawcy, ale jest to tajemnica poliszynela), a już w ogóle nie przejmuję się tym, że na lekcji Krzysiu mi oznajmił, że mój przedmiot ma w d*, nie zamierza nic robić, bo ma Internet i to mu wystarczy.
Trzeba raz a dobrze zakodować sobie, że niektórym się nie pomoże, że się ich nie nauczy i skoncentrować się na tej malutkiej garstce, której jeszcze cokolwiek się chce( zawsze się tacy znajdą). I dobrze jest wbić sobie do głowy, że ludzie( ci dorośli też) są cholernie niesprawiedliwi i nie czekać na nagrody za ciężką pracę i zaangażowanie- a jeśli się nie potrafi, to lepiej za dużo się nie angażować( w szkole za osiągnięcia nie dostaje się żadnej premii, nagród czy zwykłego uznania- przynajmniej u mnie tak jest).
A potem można żyć długo i szczęśliwie.
I dobrze jest znaleźć sobie jakieś hobby, żeby ciągle o pracy nie myśleć
Piszecie o wyrobieniu "znieczulicy", hmm.... może to jest dobry pomysł. Jednak ja mam za plecami dyrektora, który raz zwrócił mi uwagę, że u mnie na lekcji jest za głośno. Pech chciał, że wszedł do mnie na lekcję w najmniej odpowiednim momencie. Ktoś pisał o uwagach - one w ogóle nie skutkują. Oczywiście wpisuję uwagi do dziennika ale tylko po to by wychowawca "miał o czym mówić" podczas zebrania rodziców. Moimi metodami dyscyplinującymi są:
a) dodatkowa praca domowa np. referat napisany ręcznie (by uniemożliwić uczniom bezmyślne kopiowanie z Internetu), 10 stron A4
b) jeśli uczeń nie pracuje to otrzymuje pałę za pracę na lekcji
Na niektórych one działają a inni robią dalej swoje.
Dyrekcją również należy się nie przejmować. Robić swoje i już.
Moja dyrekcja potrafi dać mi do zrozumienia, że źle pracuję akurat wtedy, kiedy odwalę kawał dobrej roboty. Już się przyzwyczaiłam. Mam dystans. I trzeba pamiętać złotą zasadę - dyrektor ma zawsze rację, nawet kiedy jej nie ma, jest najlepszy i na wszystkim się zna.
Kiedy Cię niesłusznie ochrzania, puszczaj mimo uszu, weź głęboki oddech i kiwaj głową grzecznie, kiedy daje ci takie wspaniałe rady( wpisuj uwagi, dyscyplinuj , uwrażliwiaj), jakbyś był co najmniej idiotą. NIGDY nie radź się swej dyrekcji i ZAWSZE dawaj do zrozumienia, że świetnie sobie radzisz. I tak ci nie pomoże, a opinia poleci, jak nic.
Maja21
Przedmiot nauczania: Język polski
Wiek: 2003 Dołączyła: 07 Sty 2010 Posty: 3 Skąd: małopolskie
Post nr 10, Wysłany: 2010-01-08, 14:53
Ja rozmawiałam z dyrektorem o problemach w klasach i on sam przyznał, że niemal każdy nauczyciel przechodził to co ja. Dał kilka rad, które oczywiście okazały się bezskuteczne - odsyłanie uczniów do wychowawcy, w ostateczności do niego samego. Z tym że rozmowa z ucznia z dyrektorem wygląda jak zagłaskiwanie go - milusie mówienie o tym, że to nieładnie, że to świadczy o jego wychowaniu w domu itd. Tak więc wysłanie ucznia na dywanik dyrektora nie pomaga.
Kolejnym sposobem może być wzywanie rodziców do szkoły tak często, jak potrzeba - aż im się uprzykrzy życie i wtedy rzeczywiście może zainteresują się tym, co ich pociechy wyprawiają w szkole i na nich wpłyną.
Z tym że rozmowa z ucznia z dyrektorem wygląda jak zagłaskiwanie go - milusie mówienie o tym, że to nieładnie, że to świadczy o jego wychowaniu w domu itd
Otóż to. U nas jest to samo. Łobuz idzie do dyrekcji, która zamiast wyciągnąć konsekwencje częstuje go cukierkami i głaszcze po główce. W końcu- dyrekcja chce być lubiana ( dotyczy głównie kobiet) i uchodzić za "dobrą ciocię". A nauczyciele niech się męczą.
olla
Przedmiot nauczania: Język polski
Wiek: 25 Dołączyła: 13 Lip 2009 Posty: 65 Skąd: śląskie
Post nr 12, Wysłany: 2010-01-08, 18:03
Też mam trudnych uczniów - najgorsze jest to, że dwóch, czy trzech w klasie potrafi rozwalić totalnie lekcję. Też mają wszystko w d**** i ja robię jedno - za wszystko smaruję uwagi, wpisuje oceny, na koniec semestru postawiłam jedynki (nie ze złośliwości, ale tak im się ułożyły stopnie, nie mniej jednak, gdyby byli grzeczni, robiłabym wszystko, by ich wyciągnąć na dwóje). Wychowawca albo nauczyciel, który miał problem na lekcji, dzwoni do rodziców. Czasem piszemy do nich pisma - z pieczątką szkoły. Jest kilka przypadków, w których to nie pomaga, ale w większości skutkuje. Problem też będzie wtedy, gdy dyrekcja jednak stwierdzi, że mimo zagrożeń, wszyscy przechodzą do następnej klasy.... to się ponoć zdarza
Basso profondo
Wiek: 40 Dołączył: 04 Sie 2007 Posty: 4421
Post nr 13, Wysłany: 2010-01-08, 21:06
olla napisał/a:
Problem też będzie wtedy, gdy dyrekcja jednak stwierdzi, że mimo zagrożeń, wszyscy przechodzą do następnej klasy
Jak to "dyrekcja stwierdzi"? Z tego co wiem, ocenę ustala nauczyciel...
_________________ Nemo suo iure uti debet, ut alteri laedat.
olla
Przedmiot nauczania: Język polski
Wiek: 25 Dołączyła: 13 Lip 2009 Posty: 65 Skąd: śląskie
Post nr 14, Wysłany: 2010-01-08, 21:09
To NIGDY nie słyszałeś hasła w stylu: w naszej szkole wszyscy przechodzą, bo ci co mieliby zostać sprawiają tylko kłopoty a chwasty się wyrywa a nie pielęgnuje ???
W mojej skzole oficjalnie tego nie usłyszałam, ostatnio wystawiamy zagrożenia, więc mi poradzono: postraszyć ich możesz, że 1 postawisz
Znajoma dowiedziała się oficjalnie, że zagrożenia może stawać, ale na koniec i tak musi być dwója.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum