[student]stokrota1
Przedmiot nauczania: Inne
Wiek: 27 Dołączyła: 30 Sie 2010 Posty: 3 Skąd: dolnośląskie
Post nr 1, Wysłany: 2010-08-30, 08:17 dyscyplina na przykładach
Początek jest ważny i od niego będzie zależał cały rok. Rozumiem, ze trzeba reagować szybko, być konsekwentnym, ale jak to zrobić, by nie wdać się w głupią dyskusję i nie ośmieszyć siebie?
Dodam, że ma być to szkoła zawodowa, gdzie jedynki czy obniżone zachowanie nie robi na uczniach wrażenia, bo to nie pierwsza i nie ostatnia. A jeśli uczniowi "dzieje się krzywda", to rodzice dzwonią do kuratorium na skargę.
Im bliżej tym bardziej zastanawiam się czy dobrze zrobiłam godząc się na pracę.
Podam przykład:
N- nauczyciel
U - uczeń
1. Uczeń bawi się telefonem na lekcji, ogląda filmiki przeszkadzając.
N - Proszę schować telefon
U - Bo co jak nie schowam?
cała klasa się śmieje
jeśli podam co jest w statucie szkoły uczeń może odpowiedzieć: zawsze tak straszycie
2. Uczeń się kręci rozmawia.
N- rozmawiasz
U - wiem
N - przeszkadzasz mi
U - no i co z tego
............ i co dalej??
3. Uczeń rzuca papierami
N - przestań rzucać
U - ty mi nie będziesz mówić, co mam robić a co nie
Jeśli mam wziąć delikwenta po lekcji na rozmowę to co mu powiedzieć. Jakich słów użyć, by w nerwach nie obrazić i by użyte słowa nie obróciły się przeciwko mnie, gdy uczeń naskarży rodzicom, wychowawcy.
A tak poważnie, to co to znaczy, że jedynka, czy obniżone zachowanie robi wrażenia? 50% uczniów co roku powtarza klasę lub wylatuje ze szkoły, a reszta ma to gdzieś i czeka na swoja kolej?
Basso profondo
Wiek: 40 Dołączył: 04 Sie 2007 Posty: 4421
Post nr 3, Wysłany: 2010-08-30, 14:05
stokrota1 napisał/a:
1. Uczeń bawi się telefonem na lekcji, ogląda filmiki przeszkadzając.
N - Proszę schować telefon
U - Bo co jak nie schowam?
Widzisz, odpowiedź wcale nie jest prosta, bo wszystko zależy od tzw. całokształtu. Najważniejszy jest stanowczy kontakt wzrokowy. Ja bym na przykład nic nie mówił, tylko uporczywie patrzył na ucznia. Potem albo bym podszedł i stanął z wyciągniętą ręką, albo kazałbym uczniowi przyjść do mnie (raczej to drugie). Uczeń podchodzi, a ja półgłosem (to sprawa między mną, a uczniem, całej klasy raczej nie należy w to wciągać):
- Przynieś swój telefon i połóż mi na biurku!
Jak nie wykona tego polecenia, to zostawiam go po lekcji w klasie (albo wzywam do siebie 2-3 przerwy później - ale nie wolno zapomnieć, nie wolno odpuścić!) i ma ze mną przykrą rozmowę, określam też ewentualnie konsekwencje.
Po takiej rozmowie uczeń musi być w stanie sam powiedzieć, co zrobił źle, musi też być gotowy, przeprosić mnie na następnej lekcji przy klasie, że nie wykonał mojego polecenia. Umawiam się z nim, że po sprawdzeniu listy obecności wstanie i wygłosi krótkie oświadczenie na ten temat. Ja przyjmę przeprosiny i sprawę uznamy za zakończoną (nie wolno do tego wracać, uczeń ma czyste konto, nie wolno wykorzystywać sytuacji przeprosin do moralizowania i ględzenia).
Ewentualnie dopuszczam na podsumowanie przeprosin krótkie przypomnienie uczniom:
- Zasadą jest, że ja tu ustalam reguły gry i każde moje polecenie uczeń ma obowiązek wykonać.
W szkole ponadgimnazjalnej dodam:
- Wyjątki są, ale bardzo nieliczne.
Potem natychmiast wracam do lekcji, jak gdyby nigdy nic. Nauczyciel konsekwentny jest konsekwentny w czynach, nie w słowach.
Najważniejsze podczas rozmów dyscyplinujących nie ulegać emocjom, co nie oznacza wyrażać swojego sprzeciwu, czy nawet nieraz gniewu (wtedy słowem i postawą, nie czynem)
stokrota1 napisał/a:
cała klasa się śmieje
Klasa przestanie się śmiać, gdy spokojnie wyegzekwujesz polecenie.
stokrota1 napisał/a:
jeśli podam co jest w statucie szkoły uczeń może odpowiedzieć: zawsze tak straszycie
Bo to prawda,. Najczęstszym grzechem nauczycieli jest niekonsekwencja. Za słowami nie idą czyny, złe zachowania, naruszenia reguł są ignorowane, bo albo nie ma sensownego katalogu kar, albo nie jest on stosowany, bo nauczyciel woli odpuścić, unika konfrontacji, boi się uczniów.
Zachowanie ucznia jest dowodem na to, że jest on rozzuchwalony bezkarnością. W takim przypadku wyłącznie żelazna (przemyślana, nic na hurra) konsekwencja.
stokrota1 napisał/a:
2. Uczeń się kręci rozmawia.
N- rozmawiasz
U - wiem
N - przeszkadzasz mi
U - no i co z tego
Bardzo podobnie jak wyżej.
stokrota1 napisał/a:
3. Uczeń rzuca papierami
N - przestań rzucać
Źle! Nie "przestań rzucać", lecz "podnieś ten papier, który rzuciłeś". W razie potrzeby jestem gotów zostawić go po lekcji i posprząta całą klasę.
stokrota1 napisał/a:
U - ty mi nie będziesz mówić, co mam robić a co nie
Mówienie nauczycielowi na ty to już zakrawa na demoralizację nieletniego, więc prędzej niż poprzednio skory byłbym do karania. Kluczem jest jednak najpierw spokojnie wyegzekwować polecenie, albo wezwać go znów później do siebie i jak wyżej.
Rozważyłbym też od razu wezwać rodziców (oboje), aby zimno im zakomunikować, że nigdy nie pozwolę sobie, aby ich dziecko w kontakcie ze mną pomijało obowiązujące formy grzecznościowe i aby mnie uczeń w ich obecności przeprosił.
stokrota1 napisał/a:
gdy uczeń naskarży rodzicom, wychowawcy
Jak to naskarży rodzicom czy wychowawcy? To do ciebie musi należeć inicjatywa, od początku do końca. Gdy zgłosi się wychowawca, trzeba powiedzieć:
- A to dobrze się składa, bo sama już dochodziłam do wniosku, że trzeba panią/pana w to włączyć.
Podobnie z rodzicami.
Opisać rzeczowo zachowanie ucznia i swoje oczekiwania (bardzo konkretnie). Czego oczekujesz: a/ od ucznia ew. b/od wychowawcy, c/ od rodziców.
Ew. do czegoś się zobowiązać ze swojej strony, np.
- Ze swojej strony obiecuję, że wezmę tego ucznia/Państwa dziecko pod wzmożoną obserwację i podczas naszej następnej rozmowy zdam dokładną relację, czy jego zachowanie uległo zmianie, czy też nie. Z tym że nie wyobrażam sobie, żeby tej zmiany miało nie być.
W przypadku gdy uczeń nakłamie wychowawcy albo rodzicom, doprowadzić do konfrontacji (nie ulegać emocjom! pytać o fakty i mówić o faktach!) i ukarać ucznia za kłamstwo. Najlepiej ukarać we własnym zakresie i poinformować wychowawcę/rodziców po fakcie ukarania.
_________________ Nemo suo iure uti debet, ut alteri laedat.
Przedmiot nauczania: edukacja wcz.
Dołączyła: 16 Maj 2010 Posty: 390
Post nr 4, Wysłany: 2010-08-30, 14:36
Studia wykształciły we mnie (i pewnie nie tylko we mnie) błędne przekonanie, że aby okiełznać niesfornego ucznia, wystarczy z nim szczerze porozmawiać, poprosić, uszanować jego wybory, przedstawiać komunikaty w formie "ja" itp. Życie i praktyka zweryfikowały te poglądy...
Polecam książkę R.J.MacKenzie Kiedy pozwolić, kiedy zabronić w klasie. Poruszono w niej ważne w wychowaniu kwestie, m.in. te, o których pisze miwues: zasady, dyscyplina, konsekwencja, opanowanie.
Wcześniej nie mówiono mi o tym, że jako wychowawca mam prawo tyle wymagać i egzekwować, że to najczęściej dzieci, nie nauczyciel są winne swoich występków. Niestety, nie wszystkie porady z książki można odnieść do polskiej rzeczywistości szkolnej, ale na pewno warto pamiętać, że to nauczyciel, nie uczeń dyktuje warunki i że współczesne dzieciaki potrzebują jasnych zasad, stałych granic, a nie pobłażania czy przymykania oczu na występki.
Sama niestety czasem o tym zapominam
mr_pl
Przedmiot nauczania: Podobno angielski
Wiek: 13 Dołączył: 27 Maj 2010 Posty: 235
Post nr 6, Wysłany: 2010-08-30, 17:35
Oj miwues, w mojej podstawówce (do której chodziłem jako uczeń) szybko byś po głowie krzesłem oberwał ; D (przypadki grożenia bronią, bicia nauczycieli na korytarzu, duszenia nauczycielki krzesłem... to tylko kilka).
Ja od siebie proponuję rozwinąć współpracę szkoły z policją. O ile nauczycieli i rodziców się dzieciaki nie boją, o tyle jak dzielnicowy przychodził do szkoły i wzywał do gabinetu to chodzili jak w zegarku... przynajmniej na jakiś czas.
_________________ Cokolwiek napisałem powyżej na pewno nie jest prawdą. Młodzi ludzie nigdy nie mają racji.
Oj miwues, w mojej podstawówce (do której chodziłem jako uczeń) szybko byś po głowie krzesłem oberwał ; D (przypadki grożenia bronią, bicia nauczycieli na korytarzu, duszenia nauczycielki krzesłem... to tylko kilka).
No widziałem coś takiego ...w filmie o jakiejś szkole w Bronxie
Basso profondo
Wiek: 40 Dołączył: 04 Sie 2007 Posty: 4421
Post nr 8, Wysłany: 2010-08-30, 18:03
mr_pl napisał/a:
(przypadki grożenia bronią, bicia nauczycieli na korytarzu, duszenia nauczycielki krzesłem... to tylko kilka)
Nie jesteś Polakiem?
_________________ Nemo suo iure uti debet, ut alteri laedat.
mr_pl
Przedmiot nauczania: Podobno angielski
Wiek: 13 Dołączył: 27 Maj 2010 Posty: 235
Post nr 9, Wysłany: 2010-08-30, 19:16
No tak się składa, ze takie rzeczy się działy w polskich podstawówkach (kilkanaście lat temu).
Ofiarą grożącego bronią był brat koleżanki z klasy. Osobą grożącą pistoletem w ubikacji - sąsiad, 2 ulice dalej.
Ofiarą pobicia na korytarzu - nauczyciel geografii. Napastnikiem - uczeń 7 klasy, kolega, jakby nie patrzeć.
OK, w Twojej szkole miała miejsce patologia...którą zakładam, że zduszono. Sytuacja wyjątkowa na tyle, że statystycznie można ją uznać za nieprawdopodobną.
Natomiast to:
mr_pl napisał/a:
To jest codzienność.
jest wierutną bzdurą. To nie jest codzienność. To wyjątkowa, niezmiernie rzadko spotykana sytuacja.
Przesadzasz. Fajnie to brzmi, gdy siedzisz sobie przy piwku i zaczynacie opowieści typu "a w mojej szkole, to...".
Natomiast nie jest to w żaden sposób właściwy uogólniony obraz problemów szkolnych.
mr_pl
Przedmiot nauczania: Podobno angielski
Wiek: 13 Dołączył: 27 Maj 2010 Posty: 235
Post nr 11, Wysłany: 2010-08-30, 19:56
No dobra, może nie codziennie.
Chodzi o to, że to nie są przypadki specjalnie przekolorowane, o których by się na TVNie programy robiło. Żadna telewizja, żadne radio... w tej szkole pobito nauczyciela, w tamtej złapano trzech nieletnich dilerów, w następnej doszło do bójki na noże, w innej zniszczono samochody nauczycielom.... i tak zleciało. Ustawki szkoła na szkołę, naloty z wyciąganiem dzieciaków poza teren szkoły... żadnego Bronxu tutaj nie trzeba.
Takie sytuacje były nagminne. I jestem pewien, że wciąż jest ich sporo.
Sam nawet nożem oberwałem w gimnazjum, a i swój nóż na wszelki wypadek też czasami nosiłem.
Niektórzy nie wiedzą w jakim świecie żyją. Dla nich jak ich podwarszawska szkółka prywatna jest pełna grzecznych dzieci to myślą, że w całej Polsce tak jest. Niestety nie jest. A może stety? W sumie wstyd by mi było, gdyby mój syn nie umiał się bronić, a na każdą zaczepkę reagował ucieczką i skarżeniem.
W sumie wstyd by mi było, gdyby mój syn nie umiał się bronić, a na każdą zaczepkę reagował ucieczką i skarżeniem.
Wolałbyś, by swoim nożem oddał?
Ja tak. Ale ja mam "swoisty" system wartości
_________________ "A teraz weźmy taką statystykę [..] zakładając, że państwa razem ze mną jest sto [..] a ja nie mam jednej nogi, to statystycznie [..] każdy z państwa ma po 1,99 nogi [...] jak cena w Biedronce."
Eliminacja agresji to środek długofalowy, zaś obrona przed nią - działa doraźnie. Jednakże wolałbym, aby moje dziecko umiało się obronić przed napastnikiem, niż padło ofiarą "eliminowania agresji". W co średnio wierzę
_________________ "A teraz weźmy taką statystykę [..] zakładając, że państwa razem ze mną jest sto [..] a ja nie mam jednej nogi, to statystycznie [..] każdy z państwa ma po 1,99 nogi [...] jak cena w Biedronce."
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum