Może wiele zależy od nauczyciela, czy uczniów - niektórzy łatwiej respektują postanowienia spisane, dzieki temu nie zapominają o regułach, a może spisana forma ma dla nich większą wagę.
Innym wystarcza "słowna umowa", a i nieraz ludzie rozumieją się bez słów.
Na pewno MEN, czy inny organ nie musi ich zatwierdzać. Co to jest "moc prawna" kontraktu? Skoro taka moc ma postanowienie nauczyciela, ustanowienie reguł obowiązujących w sali lekcyjnej, to czemu poddawać w wątpliwość umowę spisana między tym nauczycielem i jego uczniami?
Może wiele zależy od nauczyciela, czy uczniów - niektórzy łatwiej respektują postanowienia spisane, dzieki temu nie zapominają o regułach, a może spisana forma ma dla nich większą wagę.
Jak widać w wątku tacy ludzie są w mniejszości - chyba na zasadzie "papier przyjmie wszystko" I całe szczęście, bo dla mnie to taka automatyzacja - zamienienie wychowania przez autentyczny kontakt z uczniem na papierki.
Naprawdę, rzadko (zwłaszcza, jeśli już podjęli naukę w szkole średniej) zdarzają się autentyczne obiboki czy leserzy - jeśli uczeń nie chodzi do szkoły, to coś musi być w niej nie tak. Może warto zapytać ucznia (jeśli rokuje jakiekolwiek zdolnosci intelektualne), co jest powodem jego wymigiwania się od obowiązków, wgryźć się w to "głębiej". Zadać proste pytanie: "czego oczekujesz od szkoły?" i zaznajomić go z tym, co on musi dla szkoły zrobić. Tak byłoby łatwiej - np. ze mną. Ja musiałam np. powtarzać rok, bo wcześniej spisywano ze mną kontrakty, które wydawałyby się totalnym oszustwem. Później na szczęście trafiłam na mądrzejszych ludzi
Jak widać w wątku tacy ludzie są w mniejszości - chyba na zasadzie "papier przyjmie wszystko" I całe szczęście, bo dla mnie to taka automatyzacja - zamienienie wychowania przez autentyczny kontakt z uczniem na papierki.
To raczej szczegół techniczny. Nic więcej.
Hersylia napisał/a:
Naprawdę, rzadko (zwłaszcza, jeśli już podjęli naukę w szkole średniej) zdarzają się autentyczne obiboki czy leserzy - jeśli uczeń nie chodzi do szkoły, to coś musi być w niej nie tak.
Powodów może być wiele. Zdarzają się leserzy, zdarzają się tez uczniowie z problemami, które należy uznać za obiektywny i nie zawiniony powód problemów szkolnych. Oczywiście może się zdarzyć, że powodem są jakieś nieprawidłowości w szkole.
Niczego by tak kategorycznie i automatycznie za przyczynę nie uznawał.
Hersylia napisał/a:
Tak byłoby łatwiej - np. ze mną. Ja musiałam np. powtarzać rok, bo wcześniej spisywano ze mną kontrakty, które wydawałyby się totalnym oszustwem.
To znaczy, że powodem Twoich niepowodzeń było nie wywiązanie się nauczyciela z kontraktu? A co niby konkretnie "zmusiło Cię" do porzucenia swoich obowiązków?
Jakie konkretnie punkty tej umowy nie zostały dochowane, skoro zdecydowałaś się "olać" szkołę?
Co musi zrobic nauczyciel, by uczeń zdecydował się nie wywiązać ze swoich obowiązków...w ramach jakiegoś protestu, na złość...
miwues napisał/a:
Bo to co najwyżej umowa w sensie potocznym, mocy prawnej nijak toto nie ma. Moc prawną ma za to polecenie nauczyciela.
A jakie niby to Miwuesie ma znaczenie? Wg mnie żadne.
Jakie praktyczne znaczenie ma fakt, że nauczyciel ma prawo - z mocy prawa, ustaw i rozporządzeń - wydawać polecenie uczniom. Oni się nad tym nie zastanawiają nawet, dla nich to nie ma znaczenia. Jeśli je wykonują, to nie dlatego, że te polecenia mają moc prawną, a dlatego, że czują konieczność/potrzebę/chęć ich wykonania.
A jeśli już bardzo chciałbyś tej "mocy prawnej", to skoro moje polecenie ma moc prawną, to nie ma sprawy, wydam polecenie, by taka umowa była wiążąca.
Basso profondo
Wiek: 40 Dołączył: 04 Sie 2007 Posty: 4421
Post nr 21, Wysłany: 2011-11-14, 22:36
vuem napisał/a:
A jakie niby to Miwuesie ma znaczenie? Wg mnie żadne.
Wg mnie takoż. Ale to Hersylia pytała o moc prawną kontraktu, na co w odpowiedzi pytałeś, co to takiego ta "moc prawna". Więc czułem się w obowiązku wyjaśnić
_________________ Nemo suo iure uti debet, ut alteri laedat.
Wg mnie takoż. Ale to Hersylia pytała o moc prawną kontraktu, na co w odpowiedzi pytałeś, co to takiego ta "moc prawna". Więc czułem się w obowiązku wyjaśnić
To znaczy, że powodem Twoich niepowodzeń było nie wywiązanie się nauczyciela z kontraktu? A co niby konkretnie "zmusiło Cię" do porzucenia swoich obowiązków?
Jakie konkretnie punkty tej umowy nie zostały dochowane, skoro zdecydowałaś się "olać" szkołę?
Co musi zrobic nauczyciel, by uczeń zdecydował się nie wywiązać ze swoich obowiązków...w ramach jakiegoś protestu, na złość...
Nie zrozumiałeś. Nie podpisywano początkowo ani ze mną, ani z moją klasą żadnego kontraktu. To później, kiedy z moimi ówczesnymi rówieśnikami i nauczycielami zaczęło się "psuć" (choć w sumie od początku było popsute, ale to temat na inny wątek), olałam szkołę i podpisano ze mną kontrakt. Dotyczył uczęszczania do szkoły - oczywiście nie wywiązałam się z tego, gdyż zmiana rówieśników i nauczycieli poprzez nie zdanie do następnej klasy była moim założeniem. I naprawdę, warto było zawalić rok dla klasy a przede wszystkim kochanych nauczycieli, których mam teraz Niebo a ziemia. Dodam, że nie miałam możliwości zmiany szkoły itp., gdyż w mojej miejscowości ich ilość jest ograniczona.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum