Uczeszczalem do liceum na pocz. lat 90-tych i rowniez utarty byl zwrot "Panie/Pani Profesor" Nawet licealista wiedzial ze jest to tytuł zaledwie symboliczny i mnie osobiscie to nie przeszkadzalo. Mówiło sie tak nawet do osob bez tyt magistra, np uczacych jezyka po jakims kolegium.
Moim zdaniem to wyraz szacunku, tak jak mówi sie do Lecha Wałęsy "Panie Prezydencie", czy do Marcinkiewicza "Panie Premierze", choć nimi ptrzeciez juz nie są.
Ktos tu napisal, ze mimo tego ze uzywalo sie tego zwrotu on/ona go nie uzyl/la, po prostu nie dazyla tej osoby szacunkiem i tyle
Mieszkam w malej Gminie gdzie mamy Burmistrza w moim wieku, poniewaz, wiele razy uadlo mi sie zobaczyc jego prace z bliska wiec nie mam do niego szacunku. Bo nigdy nie bede mial szacunku do czlowieka, ktorego udalo mi sie przylapac na klamstewkach, ktore sluzyly do oczerniania przeciwników politycznych.
Tak wiec zwracam sie (jezeli musze) na Ty a gdyby przyszlo mi zwrocic sie do niego publicznie uzył bym zwrotu np. "prosimy Burmistrza o wypowiedz" lub "Prosimy Pana XXXXX o wypowiedz" a nie "Prosimy Pana Burmistrza o wypowiedz". W takich sytuacjach jest trudniej, bo to badz co badz reprezentant spolecznosci lokalnej
Dziwnie by było mówić na Ty do nauczycielki starszej stażem niż ja życiem, a na "Pani profesor" do nauczycielki, która zaczynała karierę jak ja zaczynałam liceum
Dlaczego dziwne? Jeśli obecnie mówisz do swojej koleżanki z pracy na "Ty", choćby i była ona dużo starsza od Ciebie, to jest to inny rodzaj relacji, niż z nauczycielką, która cię uczyła w szkole. To, że teraz jesteś "jedną z nich" nie ma większego znaczenia chyba.
katty
Przedmiot nauczania: Język angielski
Wiek: 27 Dołączyła: 14 Maj 2008 Posty: 415 Skąd: mazowieckie
Post nr 34, Wysłany: 2010-01-23, 08:00
Edziu, wiem, nie musisz mi tego tłumaczyć. Napisałam tego posta pół żartem, pół serio. Niemniej zastanawia mnie, jak by się człowiek czuł, gdyby zaczął pracę w szkole, którą sam skończył i nagle relacje przestałyby być relacjami typu nauczyciel-uczeń.
Takie sytuacje często się zdarzają. Jeśli były uczeń zostaje nauczycielem i pracuje w gronie swych byłych nauczycieli, to przecież staje się "jednym z nich". Przy czym nie musi to od razu oznaczać przyjścia na "ty". Z czasem te relacje stają się mniej krępujące i bardziej się klarują.
katty
Przedmiot nauczania: Język angielski
Wiek: 27 Dołączyła: 14 Maj 2008 Posty: 415 Skąd: mazowieckie
Post nr 36, Wysłany: 2010-01-23, 10:23
Na pewno, choć z pozątku każde takie zderzenia ról społecznych musi być niezręczne. Tak samo dziwnie bym się pewnie czuła, gdyby moje dziecko, dla którego jestem matką, nagle zostało również moim uczniem w szkole.
Przedmiot nauczania: Język polski, biblioteka
Wiek: 31 Dołączyła: 10 Gru 2008 Posty: 52 Skąd: mazowieckie
Post nr 37, Wysłany: 2010-01-25, 09:12
Pracuję z nauczycielami, którzy mnie uczyli, nawet z moją byłą wychowawczynią i naprawdę jest miło. Przyjęli mnie ciepło, doradzają i traktują jak koleżankę z pracy. troche na początku byłam skrępowana, ale okazało się, że nie potrzebie.
Każdego lekarza tytułujemy panem doktorem, panią doktor...a ilu z nich taki tytuł naukowy posiada?
Wbrew pozorom, wielu. Jednakże niewielu z nich pracuje jako lekarz POZ.
vuem napisał/a:
Mnie osobiście do szczęścia nie jest to potrzebne, ale skoro szkoła kultywuje taką tradycję, to czemu nie?
Dla mnie osobiście było śmieszne wymaganie tytułowania profesorem w LO. Głównie żądali tego młodsi nauczyciele, co potęgowało poczucie uczestnictwa w czymś gombrowiczowskim.
_________________ "A teraz weźmy taką statystykę [..] zakładając, że państwa razem ze mną jest sto [..] a ja nie mam jednej nogi, to statystycznie [..] każdy z państwa ma po 1,99 nogi [...] jak cena w Biedronce."
Wbrew pozorom, wielu. Jednakże niewielu z nich pracuje jako lekarz POZ.
Domyśl się których miałem na myśli;)
haLayla napisał/a:
Dla mnie osobiście było śmieszne wymaganie tytułowania profesorem w LO. Głównie żądali tego młodsi nauczyciele, co potęgowało poczucie uczestnictwa w czymś gombrowiczowskim.
Takie żądanie zapewne śmiesznie brzmi. Ja natomiast, co chyba jasno sformułowałem, pisałem o kultywowaniu tradycji, a wtedy od młodszych roczników nie muszą tego żądać ani młodsi nauczyciele, ani starsi, bo ci przejmują zwyczaje od starszych kolegów.
Wbrew pozorom, wielu. Jednakże niewielu z nich pracuje jako lekarz POZ.
Domyśl się których miałem na myśli;)
Otorynolaryngologów?
vuem napisał/a:
haLayla napisał/a:
Dla mnie osobiście było śmieszne wymaganie tytułowania profesorem w LO. Głównie żądali tego młodsi nauczyciele, co potęgowało poczucie uczestnictwa w czymś gombrowiczowskim.
Takie żądanie zapewne śmiesznie brzmi. Ja natomiast, co chyba jasno sformułowałem, pisałem o kultywowaniu tradycji, a wtedy od młodszych roczników nie muszą tego żądać ani młodsi nauczyciele, ani starsi, bo ci przejmują zwyczaje od starszych kolegów.
Rozumiem co masz na myśli. W moim LO, tytułowało się profesorami starszych nauczycieli. Tych młodszych nie i można to uznać za swoistą tradycję tejże placówki. Raczej nie wyobrażam sobie zwracania się do osoby raptem 10 lat starszej od siebie per panie profesorze, bądź pani profesor. Zwłaszcza, że tego tytułu nie posiada. Inna sprawa ze starszymi nauczycielami, bo oni mają dużo doświadczenia zawodowego i należy im się szacunek z racji wieku.
vuem napisał/a:
To tak jak z mundurkami...
Nietrafiony pomysł.
_________________ "A teraz weźmy taką statystykę [..] zakładając, że państwa razem ze mną jest sto [..] a ja nie mam jednej nogi, to statystycznie [..] każdy z państwa ma po 1,99 nogi [...] jak cena w Biedronce."
No w sumie, to nie...raczej tych których doktorami nazywamy najczęściej, choć tytułu takowego nie piastują.
haLayla napisał/a:
Rozumiem co masz na myśli. W moim LO, tytułowało się profesorami starszych nauczycieli. Tych młodszych nie i można to uznać za swoistą tradycję tejże placówki. Raczej nie wyobrażam sobie zwracania się do osoby raptem 10 lat starszej od siebie per panie profesorze, bądź pani profesor. Zwłaszcza, że tego tytułu nie posiada. Inna sprawa ze starszymi nauczycielami, bo oni mają dużo doświadczenia zawodowego i należy im się szacunek z racji wieku.
I to moim zdaniem byłoby bez sensu. "Psorowanie" wynikało z piastowanego stanowiska - bycia nauczycielem LO, a nie wieku.
W którym momencie życia zacząć tytułować starszego nauczyciela Panie Profesorze? Po 40-stce, 50-tce? I kto nagle zmieni zwyczaj mówienia Panie Kowalski lub Panie Janie na Panie Profesorze? Który rocznik?
To takie rozdwojenie jaźni, które musiało prowadzić do porzucenia zwyczaju.
I zanikłoby z momentem śmierci ostatniego starego nauczyciela, bo ci, którzy by sie po drodze starzeli, z przyzwyczajenia od lat byliby tytułowani inaczej.
Bez względu na wiek, zwyczajowe formy bywają w danym środowisku stosowane i tyle.
Jak zwracasz się do swojego lekarza rodzinnego? Panie lekarzu medycyny? Czy może pytasz o datę urodzenia, by dobrać odpowiednią formę?
haLayla napisał/a:
vuem napisał/a:
To tak jak z mundurkami...
Nietrafiony pomysł.
_________________
Tak jak z mundurkami, czyli kwestia określonego zwyczaju, przyjętego w danym miejscu.
Nie miałem na celu wzniecać dyskusji o sensowności pomysłu ówczesnego ministra.
Wszedłbyś do szkoły z 200-letnią tradycją - stosującej nakaz noszenia mundurków - z tekstem, że to nie trafiony pomysł?
Udowadniałbyś im, że noszenie ich nic dobrego nie przynosi?
Czy może uznałbyś, że skoro czynią tak od dekad, to może lepiej pozostawić ten zwyczaj takim jaki jest?
Podobnie z tradycja tytułowania w LO, była powszechna, skoro odchodzi w przeszłość, trzeba to zaakceptować i tyle.
Ale argumentowanie sensowności wiekiem, czy faktem, że nauczyciele tego typu szkoły nie posiadają takowego tytułu naukowego uważam za totalnie bez sensu.
No w sumie, to nie...raczej tych których doktorami nazywamy najczęściej, choć tytułu takowego nie piastują.
Tak często bywa, ale nie spieram się w tej materii
vuem napisał/a:
haLayla napisał/a:
Rozumiem co masz na myśli. W moim LO, tytułowało się profesorami starszych nauczycieli. Tych młodszych nie i można to uznać za swoistą tradycję tejże placówki. Raczej nie wyobrażam sobie zwracania się do osoby raptem 10 lat starszej od siebie per panie profesorze, bądź pani profesor. Zwłaszcza, że tego tytułu nie posiada. Inna sprawa ze starszymi nauczycielami, bo oni mają dużo doświadczenia zawodowego i należy im się szacunek z racji wieku.
I to moim zdaniem byłoby bez sensu. "Psorowanie" wynikało z piastowanego stanowiska - bycia nauczycielem LO, a nie wieku.
W którym momencie życia zacząć tytułować starszego nauczyciela Panie Profesorze? Po 40-stce, 50-tce? I kto nagle zmieni zwyczaj mówienia Panie Kowalski lub Panie Janie na Panie Profesorze? Który rocznik?
To takie rozdwojenie jaźni, które musiało prowadzić do porzucenia zwyczaju.
I zanikłoby z momentem śmierci ostatniego starego nauczyciela, bo ci, którzy by sie po drodze starzeli, z przyzwyczajenia od lat byliby tytułowani inaczej.
Miałoby to jakieś uzasadnienie, gdyby nie to, że LO jest trzyletnie, a nie np. dziesięcioletnie. Więc w międzyczasie, kolejne roczniki będą odchodzić, zaś nauczyciele ci, nabiorą jakiejś szlachetności i zaczną być tytułowani profesorami. Tak przynajmniej było w moim LO.
Bez względu na wiek, zwyczajowe formy bywają w danym środowisku stosowane i tyle.
vuem napisał/a:
Jak zwracasz się do swojego lekarza rodzinnego? Panie lekarzu medycyny? Czy może pytasz o datę urodzenia, by dobrać odpowiednią formę?
Ciociu
Tak zresztą na boku. Nie istnieje coś takiego jak lekarz medycyny. Jest to częsty, aczkolwiek nadal błąd. Tytuł, uzyskiwany po ukończeniu uczelni medycznej na kierunku lekarskim, to tytuł lekarza, równoznaczny z tytułem magistra. Tytuł, uzyskany po ukończeniu kierunku lekarsko-dentystycznego, to lekarz dentysta (bądź stomatolog, nie jestem pewien - sprawdzę), a po weterynarii lekarz weterynarz.
vuem napisał/a:
Tak jak z mundurkami, czyli kwestia określonego zwyczaju, przyjętego w danym miejscu.
Nie miałem na celu wzniecać dyskusji o sensowności pomysłu ówczesnego ministra.
Wszedłbyś do szkoły z 200-letnią tradycją - stosującej nakaz noszenia mundurków - z tekstem, że to nie trafiony pomysł?
Udowadniałbyś im, że noszenie ich nic dobrego nie przynosi?
Czy może uznałbyś, że skoro czynią tak od dekad, to może lepiej pozostawić ten zwyczaj takim jaki jest?
Tutaj problem dotyczy czego innego. Wprowadzając mundurki do szkół publicznych, ministerstwo chciało konkretny cel osiągnąć. Nie oceniam ani celu, ani jego zasadności. Problem z mundurkami był tego typu, że najczęściej były brzydkie, nijakie i kiepskiej jakości. O ile nie miałbym nic przeciwko mundurkom takich, jak np. nosi się w prestiżowych szkołach w Anglii, o tyle polska wersja tych mundurków, które wprowadzać usiłowano także w moim LO, była po prostu żałosna. U nas wprowadzono coś w rodzaju zgrzebnej podomki, takiej jaką personel sprzątający nosi. Obowiązkowo. Kiedyś, przyszedłem w samym mundurku i bieliźnie. Genialny mundurek.
vuem napisał/a:
Ale argumentowanie sensowności wiekiem, czy faktem, że nauczyciele tego typu szkoły nie posiadają takowego tytułu naukowego uważam za totalnie bez sensu.
To Twoja opinia
_________________ "A teraz weźmy taką statystykę [..] zakładając, że państwa razem ze mną jest sto [..] a ja nie mam jednej nogi, to statystycznie [..] każdy z państwa ma po 1,99 nogi [...] jak cena w Biedronce."
Tak często bywa, ale nie spieram się w tej materii
Ale spierasz się w kwestii tytułowania nauczycieli. A to analogiczna w 100% sytuacja.
haLayla napisał/a:
Miałoby to jakieś uzasadnienie, gdyby nie to, że LO jest trzyletnie, a nie np. dziesięcioletnie. Więc w międzyczasie, kolejne roczniki będą odchodzić, zaś nauczyciele ci, nabiorą jakiejś szlachetności i zaczną być tytułowani profesorami. Tak przynajmniej było w moim LO.
Te roczniki wchodzą co roku, pierwszaki patrzą na 3-klasistów itd.
W jaki sposób ten nauczyciel miałby na brać tej "szlachetności"? Kto i w którym momencie zdecyduje, że należy zmienić sposób tytułowania?
W jaki sposób chciałbyś wpłynąć na rzeszę uczniów, by nagle z Panie Gienku przeszli na Panie Profesorze?
Tak było w Twoim liceum?
Możesz opisać choć jeden przykład "uszlachetnienia" nauczyciela, który miał miejsce za Twojej kadencji?
W jakich okolicznościach przestaliście używać zwrotu Panie Profesorze, zamiast Proszę Pana, czy anie Janie?
Kto zdecydował o tym i w jaki sposób upowszechnił ten sposób?
haLayla napisał/a:
Nie istnieje coś takiego jak lekarz medycyny.
Nie mnie decydować, czy lekarze popełniają sami błąd, gdy na drzwiach do gabinetu wypisują to na tabliczkach ze swoim nazwiskiem.
Może Ty czujesz się do tego uprawniony.
haLayla napisał/a:
Tutaj problem dotyczy czego innego. Wprowadzając mundurk.....
No właśnie, problem dotyczy czegoś innego, nie dyskutujemy tu o mundurkach.
Wspomniałem o nich tylko jako przykładzie zwyczaju, nie mam zamiaru w tym wątku dyskutować, czy wprowadzenie w Polsce tego obowiązku było trafione.
Otóż jest coś takiego jak "lekarz medycyny", bowiem jest coś takiego również jak "lekarz weterynarii" oraz "lekarz stomatologii", więc gwoli rozróżnienia istnieje.
A propos tytułowania "pani profesor" - jest to tytuł zwyczajowy, który w mojej szkole średniej (lata 90-te) był jak najbardziej stosowany w stosunku do wszystkich nauczających, a równiez obecnie (bo uczę w szkole średniej), jest także stosowany przez wszystkich uczniów do wszystkich nauczycieli.
Stosowanie tych tytułów jak "doktór" i profesor są miłym reliktem starych, dobrych czasów. Nie wiem, czy warto walczyć z tradycją, gdy każdy wie, że istniej takie cos jak tutuły zwyczajowe.
Tak często bywa, ale nie spieram się w tej materii
Ale spierasz się w kwestii tytułowania nauczycieli. A to analogiczna w 100% sytuacja
Nie do końca. Jeżeli zwrócisz się do lekarza per panie lekarzu, bądź proszę pana, nie sądzę, byś został pouczony. A ja mówiłem o sytuacji, która zdarzyła się w moim LO.
haLayla napisał/a:
Miałoby to jakieś uzasadnienie, gdyby nie to, że LO jest trzyletnie, a nie np. dziesięcioletnie. Więc w międzyczasie, kolejne roczniki będą odchodzić, zaś nauczyciele ci, nabiorą jakiejś szlachetności i zaczną być tytułowani profesorami. Tak przynajmniej było w moim LO.
vuem napisał/a:
Te roczniki wchodzą co roku, pierwszaki patrzą na 3-klasistów itd.
Podam przykład niepedagogiczny. Moja klasa, zazwyczaj paliła wyroby tytoniowe przed szkołą. Nowsze roczniki, zaczęły kopcić w kiblu, lub za garażami koło szkoły. Podobnie też, my nie zmienialiśmy obuwia, a młodsze roczniki owszem. Oczywiście, nie zachęcam do palenia tytoniu, a wręcz to odradzam. Jak ktoś ma ochotę na dłuższy wykład dot. szkodliwości palenia - zapraszam na PW.
vuem napisał/a:
W jaki sposób ten nauczyciel miałby na brać tej "szlachetności"? Kto i w którym momencie zdecyduje, że należy zmienić sposób tytułowania?
Jakoś tak się czuło.
vuem napisał/a:
W jaki sposób chciałbyś wpłynąć na rzeszę uczniów, by nagle z Panie Gienku przeszli na Panie Profesorze?
W naszej szkole, przykład szedł z dołu. Pojedynczy uczniowie zaczęli się zwracać do danego nauczyciela per panie profesorze, a następnie się to rozpowszechniało. Z drugiej strony, nigdy nie ośmieliłbym się, a także podejrzewam, że większość uczniów, zwrócić do nauczyciela per panie Gienku, Władziu, Kowalski itd. Zawsze mówiliśmy proszę pana, bądź, jak już pisałem - panie profesorze.
vuem napisał/a:
Tak było w Twoim liceum?
Tak.
vuem napisał/a:
Możesz opisać choć jeden przykład "uszlachetnienia" nauczyciela, który miał miejsce za Twojej kadencji?
Opiszę go bez nazwisk. Ale jeden z nauczycieli, gdzieś w okolicach drugiej klasy, awansował do miana pana profesora. Wcześniej było proszę pana.
vuem napisał/a:
W jakich okolicznościach przestaliście używać zwrotu Panie Profesorze, zamiast Proszę Pana, czy anie Janie?
Kto zdecydował o tym i w jaki sposób upowszechnił ten sposób?
Inicjatywa oddolna.
vuem napisał/a:
haLayla napisał/a:
Nie istnieje coś takiego jak lekarz medycyny.
Nie mnie decydować, czy lekarze popełniają sami błąd, gdy na drzwiach do gabinetu wypisują to na tabliczkach ze swoim nazwiskiem.
Może Ty czujesz się do tego uprawniony.
To tak jakby napisać, nauczyciel nauki. Nie ma to sensu. Ale to wątek poboczny.
vuem napisał/a:
haLayla napisał/a:
Tutaj problem dotyczy czego innego. Wprowadzając mundurk.....
No właśnie, problem dotyczy czegoś innego, nie dyskutujemy tu o mundurkach.
Wspomniałem o nich tylko jako przykładzie zwyczaju, nie mam zamiaru w tym wątku dyskutować, czy wprowadzenie w Polsce tego obowiązku było trafione.
Ty zacząłeś - trochę jak w piaskownicy się poczułem z tym stwierdzeniem
vuem napisał/a:
Porzuć swe zapędy;)
Zatem to czynię
vuem napisał/a:
haLayla napisał/a:
To Twoja opinia
No dokładnie, moja, sam ją napisałem.
Ty wygłaszasz opinie innych osób?
Zdarza mi się. Zwłaszcza, jeżeli są to opinie uznanych specjalistów w danej dziedzinie
_________________ "A teraz weźmy taką statystykę [..] zakładając, że państwa razem ze mną jest sto [..] a ja nie mam jednej nogi, to statystycznie [..] każdy z państwa ma po 1,99 nogi [...] jak cena w Biedronce."
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum