Awans zawodowy, publikacje nauczycieli, nauczyciele
Strona głównaForumSklep
 
   
 
 

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Czytanie "listów" uczniów
Autor Wiadomość
Basso profondo 

Wiek: 40
Dołączył: 04 Sie 2007
Posty: 4421
Post nr 31, Wysłany: 2010-12-08, 20:04   

Włączamy intuicję. Napisałem przecież, że intymnych spraw nie.
Nie oczekuj jednak ode mnie, że będę z daleka trzymał się od liścików latających na lekcji, żeby przypadkiem intymnego sekretu nie poznać. Poznam, to zachowam w tajemnicy - a dziecko musi wiedzieć, że pisanie o swoich tajemnicach niejako publicznie może skutkować tym, że ktoś te tajemnice pozna. Przynajmniej tak wychowuję swoje dzieci.

Granice są, ale to musi być kwestia intuicji nauczyciela właśnie, a nie urzędowy zakaz naruszania absurdalnie przeinterpretowanej prywatności dziecka.
_________________
Nemo suo iure uti debet, ut alteri laedat.
 
 
vuem 


Dołączył: 18 Cze 2009
Posty: 3321
Post nr 32, Wysłany: 2010-12-08, 20:28   

miwues napisał/a:
Napisałem przecież, że intymnych spraw nie.


W jaki sposób będziesz wiedział, czy to co przeczytasz jest intymna tajemnica, czy wygłupami? Tylko czytając...i koło się zamyka.

Ograniczając się w rozmowie tylko do sytuacji podrzucania karteczek podczas zajęć, nie odpowiedziałeś też, dlaczego ważne jest, by poznać treść tego liściku przekazywanego podczas lekcji?

Czy pomoże ustalić karę, będzie formą kary, czy coś jeszcze innego?

Wg mnie nie ma żadnego znaczenia, stąd ciekawość.

miwues napisał/a:
Nie oczekuj jednak ode mnie, że będę z daleka trzymał się od liścików latających na lekcji, żeby przypadkiem intymnego sekretu nie poznać.


Wcale tego nie oczekuję. Korespondowanie zamiast pracy jest postępowaniem niewłaściwym. Uczeń musi być uświadomiony, ewentualnie ukarany.

czy treść listu nie może pozostać tajemnica dziecka? Nie można go po prostu wyrzucic do kosza/nakazac wyrzucenie?

koniecznie trzeba czytać?

Po co?

miwues napisał/a:
Poznam, to zachowam w tajemnicy - a dziecko musi wiedzieć, że pisanie o swoich tajemnicach niejako publicznie może skutkować tym, że ktoś te tajemnice pozna. Przynajmniej tak wychowuję swoje dzieci.


Uświadomienie im takiego zagrożenia nie wystarcza? Trzeba koniecznie wyrwać karteczkę i przeczytać, by im to zademonstrować?

miwues napisał/a:
Granice są, ale to musi być kwestia intuicji nauczyciela właśnie, a nie urzędowy zakaz naruszania absurdalnie przeinterpretowanej prywatności dziecka.


No takie stwierdzenie rozumiem.

jeśli znając ucznia wiem, że zdarza mu się naruszać w taki sposób godność drugiego człowieka, to ten list zarekwiruję, a on nie może mieć pretensji o podejrzewanie "recydywy".

Ale w tym wątku o tym nie było mowy Miwuesie.

To tak jakbym kategorycznie stwierdził, że można kopnąć ucznia w d_____ę...no bo przecież jeśli uczeń bandyta atakuje z nożem kolegę, to trzeba życia ofiary bronić.

ty pisałeś kategorycznie o prawie do ingerencji w prywatne sprawy uczniów i jeszcze uzasadniałeś to obowiązkiem wychowawcy.



Reasumując, moim zdaniem każdy, nawet dziecko, ma prawo do intymności, prywatnych spraw, nawet jeśli one pojawiają sie naruszając jakiś ustalony porządek. Nikt nie powinien tego prawa naruszać.

Sam fakt naruszenia go stanowi podstawę do określonych działań, a poznanie tych "tajemnic" niczego do sprawy nie wniesie. nie wpłynie na rodzaj kary, nei wpłynie też na "resocjalizację" delikwenta.
Wręcz przeciwnie w niektórych przypadkach może doprowadzić do niepożądanych efektów.

Natomiast w sytuacjach patologicznych, wyjątkowych kontrola jest możliwa, czy nawet wskazana.

Nie rewidujmy każdego ucznia prewencyjnie. Zrewidujmy tego, który z dużym prawdopodobieństwem handluje dragami.
 
 
Basso profondo 

Wiek: 40
Dołączył: 04 Sie 2007
Posty: 4421
Post nr 33, Wysłany: 2010-12-08, 20:51   

vuem napisał/a:
Ograniczając się w rozmowie tylko do sytuacji podrzucania karteczek podczas zajęć, nie odpowiedziałeś też, dlaczego ważne jest, by poznać treść tego liściku przekazywanego podczas lekcji?

To jest podstawa do ewentualnego ukarania ucznia, więc jest to dowód w sprawie.
Muszę poznać treść, żeby ocenić, czy i jaka kara się uczniowi należy. A może wystarczy upomnienie?
Może w ogóle uznam to za nic nie znaczący wygłup ucznia i nie podejmę żadnych działań?

Muszę mieć pełny obraz sprawy, żeby podjąć właściwą decyzję.
_________________
Nemo suo iure uti debet, ut alteri laedat.
 
 
vuem 


Dołączył: 18 Cze 2009
Posty: 3321
Post nr 34, Wysłany: 2010-12-08, 21:15   

miwues napisał/a:
To jest podstawa do ewentualnego ukarania ucznia, więc jest to dowód w sprawie.


Że tak zacznę zgryźliwie :wink: Od kiedy Miwuesie potrzebujesz fizycznych dowodów?

Czy fakt, że widzisz, iż uczniowie robią coś, na co nie pozwalasz nie wystarczy?

miwues napisał/a:
Muszę poznać treść, żeby ocenić, czy i jaka kara się uczniowi należy. A może wystarczy upomnienie?


Karać chcesz za treść liściku, czy za jego dystrybucje podczas zajęć - przeszkadzanie, nie koncentrowanie się na zajęciach i nie wypełnianie poleceń nauczyciela.?

To jest nieistotne? Ważne jest o czym piszą? (sic!)


miwues napisał/a:
Może w ogóle uznam to za nic nie znaczący wygłup ucznia i nie podejmę żadnych działań?


Wg Ciebie występkiem nie są same liścikowe pogaduchy, tylko ich treść?

A jeśli uczniowie rozmawiają, to tez nie decydujesz o karze, dopóki nie poznasz treści rozmowy? Każesz im stenogram pisać?

miwues napisał/a:
Muszę mieć pełny obraz sprawy, żeby podjąć właściwą decyzję.


I treść tego liściku naprawdę dopełnia Ci ten obraz?

Czy przeczytanie "Leon to ciul" albo "Widziałaś tego nowego? Niezłe ciacho" dopełni obraz i dopiero wtedy pozwoli nauczycielowi zdecydować, czy uczeń zasługuje na karę i ewentualnie jaką?

Oj, Miwuesie :wink:
 
 
Basso profondo 

Wiek: 40
Dołączył: 04 Sie 2007
Posty: 4421
Post nr 35, Wysłany: 2010-12-08, 21:23   

vuem napisał/a:
Karać chcesz za treść liściku, czy za jego dystrybucje podczas zajęć - przeszkadzanie, nie koncentrowanie się na zajęciach i nie wypełnianie poleceń nauczyciela.?
To jest nieistotne? Ważne jest o czym piszą?
Tak, jest ważne.

vuem napisał/a:
A jeśli uczniowie rozmawiają, to tez nie decydujesz o karze, dopóki nie poznasz treści rozmowy?
Tak, bardzo często pytam, o czym rozmawiali. Jeżeli uda im się mnie przekonać, że o treści lekcji, to raczej nie wyciągam konsekwencji.
_________________
Nemo suo iure uti debet, ut alteri laedat.
 
 
iTulka 


Przedmiot nauczania: edukacja wcz.
Dołączyła: 16 Maj 2010
Posty: 390
Post nr 36, Wysłany: 2010-12-08, 21:47   

Vuem, Ty jako wychowawca naprawdę nie widzisz sensu zapoznania się, choćby pobieżnego, z treścią uczniowskiej lekcyjnej korespondencji? Przecież właśnie znajomość tej treści pozwala podjąć odpowiednie kroki wychowawcze. Inaczej zareaguję na liścik z obelgami (włączenie do akcji rodziców), inaczej na wyznania miłosne kolegi do koleżanki (dyskretne "schowaj to teraz, napiszesz na przerwie"), inaczej na krótkie hasła, inaczej na dłuższe wypowiedzi (nie uważał przez dłuższy czas), inaczej na ściągę (możliwość obniżenia oceny). To nie jest wtykanie nosa w prywatne sprawy dziecka, myślę nawet, że powinniśmy czytać co naszym uczniom po głowach chodzi, kiedy nie uważają :)
 
 
malgala 
Administracja
matematyk-optymista


Przedmiot nauczania: matematyka
Wiek: 61
Dołączyła: 30 Lip 2007
Posty: 6212
Skąd: łódzkie
Post nr 37, Wysłany: 2010-12-08, 21:58   

vuem napisał/a:
Czy przeczytanie "Leon to ciul" albo "Widziałaś tego nowego? Niezłe ciacho" dopełni obraz i dopiero wtedy pozwoli nauczycielowi zdecydować, czy uczeń zasługuje na karę i ewentualnie jaką?

Nie tylko takiej treści karteczki się zdarzają.
Sytuacja z ubiegłego tygodnia. Miałam okienko i na chwilę potrzebowałam dziennika swojej klasy. Idę więc po ten dziennik i w momencie, gdy dyskretnie proszę o niego nauczycielkę prowadzącą lekcję widzę jak na jednym ze stolików uczniowskich ląduje zmięta kartka, którą natychmiast siedzący tam uczeń chowa do kieszeni. Zareagowałam odruchowo. Podeszłam do niego i poleciłam oddać mi tę kartkę. Z dziennikiem i kartką nadal zmiętą wyszłam z klasy.
Okazało się, że moi chłopcy umawiali się, żeby po lekcjach sprawić, delikatnie mówiąc, łomot jednemu chłopcu z klasy II gimnazjum.
Zaraz na początku przerwy trzech moich gagatków poprosiło o chwilę rozmowy. Rozmowa była znacznie dłuższa niż tylko chwilę, ale sami przyznali się do tego, co planowali zrobić. Bardzo prosili o oddanie im tej kartki, jednak rozczarowani nie byli, gdy dowiedzieli się, że jej nie dostaną i w przypadku, gdyby tamten od kogoś oberwał oni będą najbardziej podejrzani. Jestem pewna, że chłopak ma teraz potrójnego osobistego anioła stróża, a moje urwisy żadnego numeru nie wywiną.
No i teraz załóżmy, że nie byłabym w tym momencie w klasie i nauczycielka nie zauważyłaby kartki, albo udała, że nie widzi, albo zabrała ją i bez poznania jej treści wyrzuciła do kosza. Ciekawie by się to nie skończyło.
Inna sytuacja.
Wakacyjny wyjazd, spotkania.Rozmawiam z jedną ze swoich dawnych znajomych o jej córce. Dziewczynka bardzo się zmieniła, w domu nie można się z nią dogadać, stała się skryta i podejrzliwa, nie rozstaje się z komórką. Matka się niepokoi. Poradziłam dyskretne skontrolowanie komórki. Okazało się, że dziewczynka prowadzi z kimś bardzo erotyczną korespondencję i nawet się z tą osobą umówiła. Matka wie o planowanym spotkaniu, jego czasie i miejscu. Dyskretnie obserwuje i okazuje się, że czternastolatka spotyka się z mężczyzną w wieku średnim. Interweniuje natychmiast, gdy ten próbuje jej córkę pocałować.

vuem napisał/a:
Natomiast w sytuacjach patologicznych, wyjątkowych kontrola jest możliwa, czy nawet wskazana.

Nie rewidujmy każdego ucznia prewencyjnie. Zrewidujmy tego, który z dużym prawdopodobieństwem handluje dragami.


Opisane przeze mnie przypadki ani patologiczne, ani wyjątkowe nie są.
Jak widzisz, naruszenie prywatności dziecka okazało się w tych przypadkach bardzo pomocne.

vuem napisał/a:
Reasumując, moim zdaniem każdy, nawet dziecko, ma prawo do intymności, prywatnych spraw, nawet jeśli one pojawiają sie naruszając jakiś ustalony porządek. Nikt nie powinien tego prawa naruszać.

Czasami ma nie tylko prawo, ale i obowiązek tę prywatność naruszyć.
_________________

 
 
 
vuem 


Dołączył: 18 Cze 2009
Posty: 3321
Post nr 38, Wysłany: 2010-12-09, 06:12   

miwues napisał/a:
Tak, jest ważne.


No cóż, dalej nie piszesz dlaczego, ale trudno.

miwues napisał/a:
Tak, bardzo często pytam, o czym rozmawiali. Jeżeli uda im się mnie przekonać, że o treści lekcji, to raczej nie wyciągam konsekwencji.


Doświadczony nauczyciel kątem oka patrząc i rozmowy nie słysząc jest w stanie odróżnić pytanie o znaczenie słówka w tekście, czy dlaczego taki wzór zastosowano od zwykłych pogaduszek.

Rozpaczliwie bronisz postawionej tezy MIwuesie pisząc coś, co do Ciebie nie podobne.

iTulka napisał/a:
Vuem, Ty jako wychowawca naprawdę nie widzisz sensu zapoznania się, choćby pobieżnego, z treścią uczniowskiej lekcyjnej korespondencji? Przecież właśnie znajomość tej treści pozwala podjąć odpowiednie kroki wychowawcze. Inaczej zareaguję na liścik z obelgami (włączenie do akcji rodziców), inaczej na wyznania miłosne kolegi do koleżanki (dyskretne "schowaj to teraz, napiszesz na przerwie"), inaczej na krótkie hasła, inaczej na dłuższe wypowiedzi (nie uważał przez dłuższy czas), inaczej na ściągę (możliwość obniżenia oceny). To nie jest wtykanie nosa w prywatne sprawy dziecka, myślę nawet, że powinniśmy czytać co naszym uczniom po głowach chodzi, kiedy nie uważają :)


Czy Ty jako wychowawca nie widzisz sensu uczenia tych dzieci szacunku do drugiego człowieka również poprzez okazywanie im go?
czy nie uczysz ich właśnie poszanowania prawa drugiego człowieka do prywatności, dając im go?

Parafrazując zdanie Miwuesa "dziecko ma prawo przede wszystkim nie mieć prawa"?

Oczywiście, że w pewnych sytuacjach uzurpować będę sobie prawo do poznania treści, ale to dotyczy sytuacji, w których zachodzi uzasadnione podejrzenie złych postępków.

Jeśli z zasady mam sprawdzać zachowanie moich uczniów poprzez czytanie wszystkiego, zaglądanie wszędzie i nadstawianie gumowego ucha, to będę żandarmem, szpiegiem, wścibską babą z magla.

Przy okazji polowania na autorów niecnych słów podepczę 10 innych.

A to będzie nie fair.

Nie wymyślaj ściągawek, czy temu podobnych rzeczy, bo nie o tym mowa.

iTulka napisał/a:
To nie jest wtykanie nosa w prywatne sprawy dziecka, myślę nawet, że powinniśmy czytać co naszym uczniom po głowach chodzi, kiedy nie uważają :)


W jakim celu?

Bo to wpłynie na rodzaj podjętych środków w celu zainteresowania ich lekcją, czy rodzaj i wysokość kary im wymierzonej? :wink:


malgala napisał/a:
Opisane przeze mnie przypadki ani patologiczne, ani wyjątkowe nie są.
Jak widzisz, naruszenie prywatności dziecka okazało się w tych przypadkach bardzo pomocne.


Na ile oceniasz odsetek takich sytuacji by uznać z zasady, że dziecko ma prawo nie mieć prawa do prywatności?

Czy gdy napiszę o przypadku, gdy ujawnienie treści listu doprowadziło dziewczątko do myśli samobójczych, to zmienisz zdanie?
zapewne nie, bo będzie to równie sporadyczna sytuacja.

Równie dobrze Malgalo moge podjąć decyzję o rewidowaniu każdego przed lekcją, bo przecież któregoś pięknego dnia ktoś może przynieść broń swojego ojca i uratuję w ten sposób życie.

malgala napisał/a:
Czasami ma nie tylko prawo, ale i obowiązek tę prywatność naruszyć.


Czasami tak, sam o tym pisałem, ale w określonych sytuacjach, a nie profilaktycznie z zasady.
Nie z powodu przekonania, że dziecko prawa do prywatności nie ma i to dla jego dobra.

O tym co się z dzieckiem dzieje, można wiedzieć bez ładowania się buciorami w każdy zakątek jego życia.

Bo dojdziemy do nauczyciela-urzędnika państwowego i to w północnokoreańskim wydaniu.

Czytasz pamiętniki swoich dzieci, ich korespondencję, przeszukujesz ich szuflady i rzeczy?

Zapewne nie, bo masz zaufanie. Bo czujesz, że potrzebują tej "własnej przestrzeni", tak jak Ty.

A autorzy tego przeczytanego przez Ciebie liściku zapewne mieli już wtedy co nieco na sumieniu, więc i można było ich o neicne słowa posądzać.

Napisałem wcześniej, że oczywiście w pewnych sytuacjach należy to zrobić, ale nie jako naczelna zasadę postępowania wychowawcy.
 
 
edzia 

Dołączyła: 05 Lut 2008
Posty: 4122
Post nr 39, Wysłany: 2010-12-09, 07:25   

Obiecałam już sobie wczoraj, że nie będę tego wątku rozwalać, ale czuję się zmuszona. ;)
vuem napisał/a:
No cóż, dalej nie piszesz dlaczego, ale trudno.
Ma Ci to za każdym pisać, w każdym poście? Mało było na ten temat napisane? I miwues pisał, i ja pisałam, i inni pisali powody.

Bo tu, widzisz, bardziej o zasadę chodzi, niż o rozpatrywanie każdej sytuacji z osobna. A zasadą nauczyciela w opisanej sytuacji powinno być zaglądanie w te liściki. Bo żadna z nich korespondencja i żadna tajemnica, skoro uczniowie sami nie dbają o jej intymność. Niechże i odstąpi niekiedy od tej zasady, ale niech uczniowie wiedzą, że raz na jakiś czas, albo nawet i częściej, zależy już wtedy od konkretnej sytuacji, nauczyciel tę zasadę zastosuje, bo ma do tego prawo. I żadne tam zasłanianie się tajemnicą korespondencji, intymnością, czy brakiem zaufania! To nie o to chodzi! A właśnie taka zasada nauczyciela, jeśli uczniowie ją poznają, będzie działać na nich prewencyjnie. :)

Ok, Ty stosujesz odwrotną zasadę. Ty zaglądasz w te liściki dopiero w sytuacji realnych podejrzeń, a nie z zasady. I pewnie mocą swojego autorytetu i tak nie masz tych sytuacji na lekcjach częstych. Niech Ci będzie. Jesteś i tak skuteczny.

Uważam jednak, że udzielając rady na publicznym forum, jesteśmy odpowiedzialni za wszystkich, którzy te rady przeczytają. Nie tylko za nauczycieli, którzy nie dają sobie wmówić różnych głupot. Bo oni problemu z przeczytaniem liściku i tak nie mają. Ich uczniowie znają swoje miejsce w szeregu.

Ale czyta nas wielu młodych nauczycieli, czytają i doświadczeni, ale omamieni różnymi pseudoszkoleniami. To właśnie dla nich piszemy, że liściki na lekcji to żadna korespondencja, że nie podlegają pod żadne przepisy o tajemnicy tej korespondencji, że są wręcz wskazania wychowawcze, by w te liściki zaglądać, że jak najbardziej można mieć taką zasadę wśród swoich zasad. A i tak każdy w swoim sumieniu, w swoich możliwościach, i w swoim rozeznaniu w konkretnej sytuacji, zastosuje ją lub nie.

Odpowiedziano więc Jedlińskiemu, że nie ma przeszkód w zaglądaniu, że można. Uzasadniono.

Po co więc tak to rozdrapywać?

vuem napisał/a:
Czy Ty jako wychowawca nie widzisz sensu uczenia tych dzieci szacunku do drugiego człowieka również poprzez okazywanie im go?
czy nie uczysz ich właśnie poszanowania prawa drugiego człowieka do prywatności, dając im go?
Czyli nie dotarło to, co pisałam wcześniej?

vuem napisał/a:
Oczywiście, że w pewnych sytuacjach uzurpować będę sobie prawo do poznania treści, ale to dotyczy sytuacji, w których zachodzi uzasadnione podejrzenie złych postępków.
Stosujesz zasadę odwrotną i jesteś raczej przy tym skuteczny. Ok. Dlaczego jednak nie przyzwyczaić uczniów do zasady takiej, jaką my proponujemy? Co w niej widzisz złego, oprócz "nieposzanowania czyjejś godności i tajemnicy jego korespondencji"? A poza tym jw.

vuem napisał/a:
O tym co się z dzieckiem dzieje, można wiedzieć bez ładowania się buciorami w każdy zakątek jego życia.

Czytasz pamiętniki swoich dzieci, ich korespondencję, przeszukujesz ich szuflady i rzeczy?
No i widzisz, nie rozumiesz tego, co napisaliśmy wyżej.
 
 
iTulka 


Przedmiot nauczania: edukacja wcz.
Dołączyła: 16 Maj 2010
Posty: 390
Post nr 40, Wysłany: 2010-12-09, 09:39   

vuem napisał/a:

Czy Ty jako wychowawca nie widzisz sensu uczenia tych dzieci szacunku do drugiego człowieka również poprzez okazywanie im go?


Gdybym zobaczyła, że dziecię pisze autentyczny list gdzieś w tylnej ławce, na estetycznej kartce, a przyłapany nakreśli mi sytuację i powiedzmy przeprosi, na pewno nie odczuję potrzeby analizy jego wypocin :) Wtedy skarcę za zajmowanie się nie tym co trzeba na lekcji.
Ale mówimy o pogniecionych karteczkach, przekazywanych ukradkiem wśród znających ryzyko odtajnienia uczniów.
Klawisze więzienni też nie powinni odczytywać grypsów, bo szanują tajemnicę korespondencji więźniów? :lol:
Może porównanie troszkę nie na miejscu, jednak służące odróżnieniu prawdziwej korespondencji od łamania regulaminu komunikowania się.
 
 
Basso profondo 

Wiek: 40
Dołączył: 04 Sie 2007
Posty: 4421
Post nr 41, Wysłany: 2010-12-09, 11:22   

vuem napisał/a:
Doświadczony nauczyciel kątem oka patrząc i rozmowy nie słysząc jest w stanie odróżnić pytanie o znaczenie słówka w tekście, czy dlaczego taki wzór zastosowano od zwykłych pogaduszek.

Może nie jestem jeszcze aż tak bardzo doświadczony, bo niekiedy mam z tym problem na pierwszy rzut oka.
_________________
Nemo suo iure uti debet, ut alteri laedat.
 
 
vuem 


Dołączył: 18 Cze 2009
Posty: 3321
Post nr 42, Wysłany: 2010-12-09, 13:43   

edzia napisał/a:
Obiecałam już sobie wczoraj, że nie będę tego wątku rozwalać, ale czuję się zmuszona. ;)


Edziu, rozwalaniem wątku zawsze będzie pisanie czegokolwiek innego niż "masz rację" i "zgadzam się"? :wink:

edzia napisał/a:
Bo tu, widzisz, bardziej o zasadę chodzi, niż o rozpatrywanie każdej sytuacji z osobna. A zasadą nauczyciela w opisanej sytuacji powinno być zaglądanie w te liściki.


No a ja z taka się zasada nie zgadzam. nie widzę powodu, by w taki sposób interpretować prywatność człowieka.

Supremacja nauczyciela nad uczniem nie powinna oznaczać totalnej kontroli.

edzia napisał/a:
Bo żadna z nich korespondencja i żadna tajemnica, skoro uczniowie sami nie dbają o jej intymność.


Nie zgadzam się z Twoja definicją korespondencji, gdyby Twoja koleżanka złapała kartke napisana przez Ciebie do kogoś innego np. podczas zebrania, chyba nie uznałabyś tyego za normalne zachowanie....choć może własnie starasz się udowodnić, że jednak tak.

edzia napisał/a:
Niechże i odstąpi niekiedy od tej zasady, ale niech uczniowie wiedzą, że raz na jakiś czas, albo nawet i częściej, zależy już wtedy od konkretnej sytuacji, nauczyciel tę zasadę zastosuje, bo ma do tego prawo.


Prawo? Przepis prawny masz na myśli, czy moralną legitymacje do takich działań?

nie odmawiam tego prawa w pewnych sytuacjach, kilkakrotnie o tym pisałem.

Sprzeciwiam się stosowaniu takiej zasady.

edzia napisał/a:
A właśnie taka zasada nauczyciela, jeśli uczniowie ją poznają, będzie działać na nich prewencyjnie. :)


Oczywiście nie licząc sytuacji, gdy uczeń sie zaprze i powie, że kartki nie odda.

Zapewne więcej pożytku przyniesie użeranie sie z nim i walka o to, by te kartke przeczytać, zamiast skoncentrowanie sie na samym fakcie nie uważania na lekcji i ukaraniu za w trymiga.

edzia napisał/a:
Ale czyta nas wielu młodych nauczycieli, czytają i doświadczeni, ale omamieni różnymi pseudoszkoleniami. To właśnie dla nich piszemy, że liściki na lekcji to żadna korespondencja, że nie podlegają pod żadne przepisy o tajemnicy tej korespondencji, że są wręcz wskazania wychowawcze, by w te liściki zaglądać, że jak najbardziej można mieć taką zasadę wśród swoich zasad. A i tak każdy w swoim sumieniu, w swoich możliwościach, i w swoim rozeznaniu w konkretnej sytuacji, zastosuje ją lub nie.


Skoro apelujesz do sumienia i rozumu, to jak możesz propagować to jako zasadę?

Jakież to wskazania wychowawcze i czyje mówią o tym, by z zasady wścibiać nos w takie liściki?

edzia napisał/a:
Ok, Ty stosujesz odwrotną zasadę. Ty zaglądasz w te liściki dopiero w sytuacji realnych podejrzeń, a nie z zasady. I pewnie mocą swojego autorytetu i tak nie masz tych sytuacji na lekcjach częstych. Niech Ci będzie. Jesteś i tak skuteczny.


I uważam, że tak powinno być Edziu, bo wystarczy, że stosując metodę "monitorowania przechwyconych liścików"z zasady skrzywdzi się choćby jedną duszyczkę, to bilans zysków i strat będzie na minus...nawet w obliczu znalezienia powodu do wlepienia kolejnej nagany jakiemuś obibokowi.

edzia napisał/a:
Uważam jednak, że udzielając rady na publicznym forum, jesteśmy odpowiedzialni za wszystkich, którzy te rady przeczytają. Nie tylko za nauczycieli, którzy nie dają sobie wmówić różnych głupot. Bo oni problemu z przeczytaniem liściku i tak nie mają. Ich uczniowie znają swoje miejsce w szeregu.


Z tego samego powodu jestem przeciw doradzaniu wszem i wobec, że tajemnica korespondencji karteczek przekazywanych na terenie szkoły nie obowiązuje i wręcz należy - takie sa wskazania wychowawcze - stawać na głowie, by treść każdej takiej przechwyconej kartki poznać.

edzia napisał/a:
Odpowiedziano więc Jedlińskiemu, że nie ma przeszkód w zaglądaniu, że można. Uzasadniono.


Nikt nie napisał, że sa przeszkody i nie uzasadnił...no OK, nikt znaczący tyle, co Ty, czy Miwues.

Wasze argumenty są właściwe, innych nie.

Uzasadniono, Jedliński zakodował, spieprzac z wątku. KROPKA.

Musze chyba zapamiętać, że forum 45minut służy zadawaniu pytań do Edzi i Miwuesa, a gdy tylko rozstrzygną kwestię wątku nie ma sensu "rozdrapywać. :mrgreen:

edzia napisał/a:
No i widzisz, nie rozumiesz tego, co napisaliśmy wyżej.


Może trzeba innymi słowami pisać? Cierpliwość dla rozmówcy, to równiez element szacunku dla niego.

Ja napisałem, że z zasady nie powinniśmy ich czytać, w uzasadnionych przypadkach jednak należy.
Jeśli delikwent jest podejrzewany o dokuczanie innej osobie, czynienie jej krzywdy, to treść tejże rozmowy, czy listu ma znaczenie oczywiście.

Wy piszecie, że z zasady należy, czasem można tego nie robić.

Po pierwsze nie zgadzam sie z tą opinią, po drugie w pierwszych postach pisaliście tylko o tym, że należy...co do reszty sugerowałaś włączenie intuicji.

...a potem sugerujesz, że różni ludzie forum czytają i w związku z tym trzeba uważać, co sie pisze... :wink:


iTulka napisał/a:
Gdybym zobaczyła, że dziecię pisze autentyczny list gdzieś w tylnej ławce, na estetycznej kartce, a przyłapany nakreśli mi sytuację i powiedzmy przeprosi, na pewno nie odczuję potrzeby analizy jego wypocin :) Wtedy skarcę za zajmowanie się nie tym co trzeba na lekcji.
Ale mówimy o pogniecionych karteczkach, przekazywanych ukradkiem wśród znających ryzyko odtajnienia uczniów.
Klawisze więzienni też nie powinni odczytywać grypsów, bo szanują tajemnicę korespondencji więźniów? :lol:
Może porównanie troszkę nie na miejscu, jednak służące odróżnieniu prawdziwej korespondencji od łamania regulaminu komunikowania się.


Znowu mam dyskutować, ze zdaniem, że dopóki coś nie jest napisane na papierze z pięknej papeterii, to listem nie jest?

czy na takiej brudnej kartce nie można napisać czegoś intymnego?

A PORÓWNANIE SZKOŁY DO WIĘZIENIA, TYCH LIŚCIKÓW DO GRYPSÓW KRYMINALISTÓW MNIE ROZWALIŁO :mrgreen:

GRATULUJĘ :twisted:


miwues napisał/a:
Może nie jestem jeszcze aż tak bardzo doświadczony, bo niekiedy mam z tym problem na pierwszy rzut oka.


Nie wierzę, byś nie był w stanie prawidłowo rozpoznać większości takich przypadków.

Po drugie po raz kolejny powtarzam moja opinię, że tak w sumie to nie ma znaczenia o czym rozmawiali, czy o czym sobie pisali. Zajmowali się nie tym, co trzeba, więc należy sprawę "naprostować"...czy jak to Edzia napisała "pokazać ich miejsce w szeregu"....byle nie więźniów północnokoreańskiego reżimu. :wink:
 
 
Jedliński 

Przedmiot nauczania: Inne
Wiek: 33
Dołączył: 20 Wrz 2008
Posty: 531
Skąd: Polska
Post nr 43, Wysłany: 2010-12-10, 12:16   

Dz za udział w dyskusji (jeszcze to kiedyś wszystko przeczytam) :) , ale taka rada na przyszłość: nie piszcie takich wielgaśnych postów (nie wiem kto czyta takie monstrualne posty, lepiej krótko i zwięźle :) )...
pozdrawiam
_________________
W Chinach nauczycieli nazywa się budowniczymi narodu; czas, byśmy naszych nauczycieli nazywali tak samo. Barack Obama
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  



login
hasło
 
   Program druk świadectw

Druki szkolne: świadectwa, gilosze, druki, dzienniki


Zdobądź zaświadczenie do dokumentacji składanej w komisji kwalifikacyjnej.

Zaświadczenie o umiejętności posługiwania się technologią komputerową i informacyjną

Zbiory testów: polski, angielski, matematyka, niemiecki
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Skocz na górę

 
Ministerstwo Edukacji Narodowej Centrum Edukacji Szkolnej European Schoolnet
Copyright © 1995-2009 Centrum Edukacji Szkolnej