laowai
Przedmiot nauczania: Język angielski
Wiek: 33 Dołączyła: 05 Sie 2009 Posty: 15 Skąd: mazowieckie
Post nr 1, Wysłany: 2009-08-31, 15:06 lekcja o rodzinie z dziećmi osieroconymi i z rozbitych rodzi
Witam serdecznie,
Mam nadzieję, że temat nie wyda się trywialny.
Chciałam spytać w jaki sposób podchodzicie do prowadzenia lekcji z dziećmi w takich przypadkach jak opisałam w tytule?
Czasem się wie, ale nie zawsze, jaką sytuację ma uczeń (np na kursach w szkołach językowych). A nawet jak się wie, to co można z tą informacją zrobić.
Chciałam zaznaczyć, że nie spotkałam się jeszcze z taką sytuacją, ale ostatnio przyszło mi do głowy pytanie, co bym wówczas zrobiła.
Wyobrażam sobie, że np.rysowanie family tree czy spiewanie piosenki My mum can... mogą być po prostu przykre dla tego ucznia.
Będę wdzięczna za podzielenie się Waszymi przykładami takich sytuacji i jak z nich wybrnęliście.
pozdrawiam
Przedmiot nauczania: Język angielski
Wiek: 37 Dołączyła: 13 Sie 2008 Posty: 638
Post nr 2, Wysłany: 2009-08-31, 16:26
Kiedyś miałam taką sytuację - przyszłam do nowej szkoły, poznaję się z uczniami, zadaję luźne pytania o rodzinę, zainteresowania. Rzucam pytania po klasie wskazując na różne osoby. Pada pytanie: co lubi robić twój tata - cisza. Powtarzam pytanie, bo myślałam, że dziewczyna nie zrozumiała, a ona wstaje i mówi: Mój tata nie żyje. Przeprosiłam, powiedziałam, że bardzo mi przykro, że nie wiedziałam. I zapytałam, jaki był twój tata - dziewczyna uśmiechnęła się i zaczęła opowiadać.
Od tamtej pory zawsze robię wywiad o uczniach, albo tak formułuję pytania, aby poznać sytuację uczniów.
I jeszcze taki przykład:
Uczyłam w domu ucznia z zanikiem mięśni.
Kolejna lekcja. Łukasz miał zły dzień i zapytał, czy możemy dziś tylko poczytać. Przewracamy kilka kartek - jest tekst: Mięśnie. Chwila zawahania z mojej strony. Łukasz to wyczuł i mówi: to nie o mnie, a ja powiedziałam: musimy to przeczytać i zaraz się okaże, że nie jest z nimi (mięśniami)tak źle. Cała lekcja zleciała przy czytaniu, dyskusji co jeszcze u niego działa, a co już nie. Na koniec usłyszałam
- dziękuję. Zapytałam
- za co - i usłyszałam
- za normalność.
Uczyłam Łukasza 2 lata w gimnazjum (byłam też jego wychowawczynią) i 3 miesiące w liceum.
W ostatnim tygodniu listopada, w czasie mojej lekcji Łukasz zasłabł. Pomogłam jeszcze jego mamie przy nim. Rano Łukasz zmarł. W tym roku mija 3 rocznica jego śmierci.
Andulencja ciary mnie przeszły po tej historii z Łukaszem. Ja na wakacjach się dowiedziałem, że zmarł (rak) mój dawny uczeń sprzed 3-4 lat. Takie sprawy mocno działają na wyobraźnię.
Co do wpadek to się zdarzają i czasem trudno je ominąć. W pierwszej klasie podstawówki gdzie jeszcze nie znam uczniów lekcje My family robię takie wirtualne. To znaczy maja sobie wyobrazić, ze są członkami rodziny królewskiej czy coś takiego i wtedy wypisują członków rodziny. Znaczące jest, ze niektórzy wolą na rysunku wstawić psa niż brata czy ojca.
_________________ We gonna ride the sea,
we pray to the wind and the glory
That's why we are raging wild and free
Przedmiot nauczania: Język angielski
Wiek: 37 Dołączyła: 13 Sie 2008 Posty: 638
Post nr 5, Wysłany: 2009-09-01, 17:12
Niestety takie sytuacje się zdarzają i długo tkwią w człowieku. Mnie trzymało kilka miesięcy. Zresztą chyba smutek zostanie już na zawsze.
Ale ta sytuacje wzmacniają, człowiek staje się mądrzejszy, wrażliwszy.
_________________
Szalona_Krycha
Przedmiot nauczania: Język niemiecki i angielski
Wiek: 30 Dołączyła: 22 Lut 2009 Posty: 5 Skąd: pomorskie
Post nr 6, Wysłany: 2009-09-01, 23:48
Laowai, w zeszłym roku miałam taką sytuację na zajęciach indywidualnych z siedmiolatkiem. Rysowaliśmy drzewo rodzinne, a kiedy przyszła kolej na tatę, dzieciaczek łamanym niemieckim powiedział "nein Papi", od razu załapałam, a potem przećwiczyłam to na postaciach z książki.
Pozdrawiam
laowai
Przedmiot nauczania: Język angielski
Wiek: 33 Dołączyła: 05 Sie 2009 Posty: 15 Skąd: mazowieckie
Post nr 7, Wysłany: 2009-09-03, 11:25
Dziękuję Wam za podzielenie się swoim doświadczeniem.
Andulencja, bardzo poruszająca ta Twoja historia. Powiem Wam, że pomijając moje pytanie, takie przykłady są dla mnie ważne w naszej pracy. Chociaż bardzo smutne, to dają poczucie, że bierze sie udział w czymś istotnym. Jest się częścią życia innych i ma tę unikalną możliwość w nim uczestniczenia. Tak jak np Andulencja jednym zdaniem wprowadziła "zwyczajność" w życie chorego chłopca. Miałam okazję jakiś czas pracować w tzw korporacji. Są oczywiście plusy takiej pracy także, ale mi bardzo brakowało takiego zwykłego kontaktu z ludźmi, poznawania ich różnych historii. Nie zrozumcie mnie źle, nie chodzi mi o big-brotherowanie i wchodzenie z butami w czyjeś życie. Tyle, że czuję, że każda nowa osoba bardzo mnie rozwija jako człowieka. Ojej, odbiegłam od tematu.
Pozdrawiam wszystkich i życzę sympatycznego i pełnego sukcesów pedagogicznych nowego roku szkolnego!
W podręczniku, z którego uczę, w dziale o rodzinie jest ładnie narysowane (plus miniaturki zdjęć) drzewo genealogiczne króla Hiszpanii Juana Carlosa. Jest tam jego żona, ich dzieci, wnuki. Dosyć proste drzewko, ale wszystkie najważniejsze relacje rodzinne da się w jasny sposób wytłumaczyć
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum