katty
Przedmiot nauczania: Język angielski
Wiek: 27 Dołączyła: 14 Maj 2008 Posty: 428 Skąd: mazowieckie
Post nr 1, Wysłany: 2009-05-10, 14:27 Prowadzenie notatek
Chciałam Was spytać, czy zbieracie czasem zeszyty dzieci do oceny? Zebrałam ostatnio zeszyty dzieci z pierwszej klasy i trochę mi skrzydła opadły. Okazuje się, że wiele dzieci nie uzupełnia notatek z lekcji, na których ich z jakiejś przyczyny nie było, choć wielokrotnie im powtarzam, jak to ważne. Niektóre nawet mają niekompletne notatki z lekcji, w których uczestniczyły. Zdarzają się zeszyty, które są podarte, pomazane. Jak ja chodziłam do szkoły i pani ostrzegała, że na następnej lekcji zbierze zeszyty, wszyscy skrupulatnie uzupełniali wszelkie braki. Czy aż tak się rzeczywistość zmieniła? Przecież jeśli dzieci się w szkole podstawowej nie nauczą robić notatek, jak sobie poradzą na wyższych szczeblach edukacji? Jak to wygląda u Was?
Zebrałam ostatnio zeszyty dzieci z pierwszej klasy i trochę mi skrzydła opadły. Okazuje się, że wiele dzieci nie uzupełnia notatek z lekcji, na których ich z jakiejś przyczyny nie było, choć wielokrotnie im powtarzam, jak to ważne. Niektóre nawet mają niekompletne notatki z lekcji, w których uczestniczyły.
Wcześniej tych braków nie widziałaś?
Pierwszakom notatkę dyktujesz, czy może robią ją samodzielnie
Maluchów nie uczę, ale nawet w klasie IV (zwłaszcza przez pierwsze 2 miesiące) spaceruję po klasie i zerkam do zeszytów, czy zadania z tablicy są dokładnie przepisane.
W przypadku nieobecności w szkole mają ustalony ze mną czas na uzupełnienie braków w zeszycie.
_________________
katty
Przedmiot nauczania: Język angielski
Wiek: 27 Dołączyła: 14 Maj 2008 Posty: 428 Skąd: mazowieckie
Post nr 3, Wysłany: 2009-05-10, 16:15
Tak, dyktuję po pięć stron na każdej lekcji i jeszcze dodatkowo jedną stronę notatek każę zrobić samidzielnie... Po co to lekceważenie w tonie i naskakiwanie? Widziałam to wcześniej, zwracałam dzieciom uwagę, każdemu powiedziałam dokładnie, jakie ma braki, potem jeszcze przypominałam, że trzeba uzupełnić zeszyty i że je zbiorę. W przypadku bardziej roztrzepanych dzieci napisałam informację do rodziców w dzienniczku, że będę zbierać zeszyty i że proszę o uzupełnienie braków. Mimo wszystko to, co dostałam od niektórych wygląda jak wygląda...
hanamat
Przedmiot nauczania: Zajęcia zintegrowane
Wiek: 52 Dołączyła: 29 Mar 2008 Posty: 145 Skąd: wielkopolskie
Post nr 4, Wysłany: 2009-05-10, 17:06
Katty, w klasie I dzieci poznają litery i uczą się pisać, o jakich notatkach ty mówisz? Na zajęciach ty jako n-l musisz dopilnować, by dziecko dany wyraz czy zdanie starannie zapisało w zeszycie....jeżeli dziecko jest nieobecne to nadrabiamy z nim materiał na zajeciach wyrownawczych, a rodzica (nie dziecko z klasy I) informujemy, jakie cwiczenia moze z nim przerobić by "nadgonić " zaległosci....Wymagać musimy adekwatnie do mozliwości dziecka i jego wieku.
Hanamat - nawet w 1 klasie jeśli dziecka nie było, rodzic ma dopilnować, by ewentualne rzeczy przepisało! Wiadomo, że nie chodzi o notatkę na 2 strony, przeważnie to są 2-3 zdania, temat lekcji. Ale jeśli nie rodzic - kto ma tego dopilnować, kiedy dziecko było nieobecne? Nauczyciel? No przepraszam bardzo.
Tak, dyktuję po pięć stron na każdej lekcji i jeszcze dodatkowo jedną stronę notatek każę zrobić samidzielnie...
Nie uważasz, że w I klasie pięć stron to trochę dużo?
_________________ Prywatnie żyję tak, jak każdy:
Jem, piję, sypiam, patrzę w gwiazdy
Ostatnio zmieniony przez ann 2009-05-10, 18:16, w całości zmieniany 1 raz
katty
Przedmiot nauczania: Język angielski
Wiek: 27 Dołączyła: 14 Maj 2008 Posty: 428 Skąd: mazowieckie
Post nr 7, Wysłany: 2009-05-10, 17:45
Ann, z całym szacunkiem, to była ironia w odpowiedzi na złośliwy komentarz, czy dyktuję dzieciom, czy każę samodzielnie sporządzić notatkę. Piszemy bardzo niewiele, nie na każdej lekcji, dzieci się dopiero oswajają z prowadzeniem zeszytu, więc zawsze to jest króciutki temat, czasem jakiś rysuneczek i jedno, dwa słowa (choć wiem, że na innych przedmiotach już teraz dzieci całkiem sporo piszą). Ja uczę angielskiego, więc mam sporo klas i nie mam tak częstego kontaktu z rodzicami każdego dziecka, żeby każdemu po każdej nieobecności mówić dokładnie, co dziecko ma nadrobić, dlatego mówię dzieciom, zaznaczam im w ćwiczeniach i przypominam o zeszycie, jeśli coś akurat notowaliśmy. Wydaje mi się jednak, że to do rodziców powinno należeć przypilnowanie, żeby dziecko wzięło od kogoś lekcje, ja spędzam z klasą raptem 45 minut i nie mam możliwości posadzenia każdego ucznia i przypilnowania, żeby nadrobił braki. Tak jak powiedziałam, u tych najbardziej roztargnionych napisałam informację w dzienniczku, by na pewno dotarła do rodziców - bez skutku. Najbardziej jednak przeraża mnie stan niektórych zeszytów: podarte, pomazane, podziurawione, pełne różnych rysunków i notatek z innych lekcji - tego dzieci przecież pod moim okiem nie zrobiły.
Hanamat, zajęcia wyrównawcze z angielskiego w młodszych klasach nie są niestety u nas przewidziane.
katty, to nie była złośliwość tylko zdziwienie.
Tak jak napisałam niżej w tamtym poście, nawet w klasie IV muszę na bieżąco dopilnować, żeby uczniowie z tablicy przepisali.
Twoje stwierdzenie, że uczniowie w klasie I nie prowadzą w zeszycie notatek i nawet mają braki w notatkach z lekcji gdy na tej lekcji są obecni, zaskoczyło mnie.
Dopiero teraz napisałaś, że jest to najczęściej jedno zdanie, dwa, trzy wyrazy, jakiś rysunek. Przecież na lekcji jesteś i widzisz czy dziecko robi w zeszycie to co poleciłaś, czy też nie. Zeszyty też chyba na bieżąco widzisz jak wyglądają. Zdziwiło mnie więc, że dopiero odkryłaś że są podarte, pomazane jak je zebrałaś. Jeżeli tak, to mogę podejrzewać, że na bieżąco do uczniowskich zeszytów nie zerkasz. Przecież to są pierwszaki i język obcy. Tym bardziej trzeba kontrolować czy zapisują poprawnie, bo przepisując z tablicy każde dziecko może to zrobić inaczej.
Malgala, ok, ale dziewczyna głównie napisała - nie mają notatek, jak są nieobecni w szkole. A to już obowiązek rodzica - przypilnować, by dziecko miało uzupełnione wszystko.
Niektóre nawet mają niekompletne notatki z lekcji, w których uczestniczyły. Zdarzają się zeszyty, które są podarte, pomazane.
_________________
katty
Przedmiot nauczania: Język angielski
Wiek: 27 Dołączyła: 14 Maj 2008 Posty: 428 Skąd: mazowieckie
Post nr 12, Wysłany: 2009-05-10, 18:43
Malgala, przepraszam, tekst pisany odarty jest z intonacji i przez to zapewne odebrałam to jako złośliwość, nie zdziwienie. Z zeszytami pracujemy w miarę od niedawna, bo w pierwszym semestrze czekałam aż dzieci nauczą się jako tako pisać. Jak dzieci piszą, zawsze chodzę między ławkami i patrzę, podpowiadam, jeśli zrobiły błąd, odpowiadam na pytania (a zawsze jest ich całe mnóstwo), jak zobaczę że coś jest pomazane lub podarte to robię krótką pogadankę na ten temat z dzieckiem, jak zauważę że dziecko ciągle gadało zamiast pracować i ma przez to nieskończoną "notatkę" (bywa, że rysunek jest zrobiony tylko do połowy albo w ogóle nic nie przepisane z tablicy), zwracam na bieżąco uwagę a na koniec wpisuję informację dla rodzica, co ma dziecko do uzupełnienia - po czym i tak to w większości przypadków nie jest uzupełnione, jednak bywa, że ze względu na natłok pytań od dzieci, które ładnie i chętnie pracują lub też przez ilość dzieci zebranych w jednej klasie, nad którymi trzeba stać, żeby cokolwiek robiły, nie każdego dam radę upilnować Staram się jak mogę i w niektórych klasach widzę, że dzieciom zależy, zasypują pytaniami np. o to, czy nie szkodzi, że coś będzie w zeszycie nie w takiej kolejności bo zapomniały miejsce zostawić, a w innych mówię i mówię, pokazuję palcem, zaznaczam i... i nic.
Witam!
Może włożę kij w mrowisko, ale wypowiem się w imieniu rodziców.
Szanowni pedagodzy!
Dydaktyka jest zadaniem szkoły i to Państwo jesteście odpowiedzialni za jej jakość .
Jak sobie wyobrażacie nadrabianie zaległości z mamusią i tatusiem w domu, jeśli żadne z rodziców nie ma pojęcia o języku np. angielskim? Co da przepisywanie notatek przez ucznia z innego zeszytu, jeśli dziecko nie wie,co tam jest napisane? Proponujecie korepetycje w I etapie edukacyjnym? REWELACJA!!!
Proszę znaleźć metodę na motywowanie uczniów do starannego wypełniana zeszytów, nie będę podpowiadać, ale może konkurs na zeszyt miesiąca?
A tak w ogóle, czy nie lepiej byłoby wrócić do pedagogiki zabawy, odpuścić sobie te zeszyty i notatki, a zacząć dzieci zachęcać do nauki obcego języka w stricte zabawowej formie?
Moja córka w II klasie mówi, że nie cierpi języka angielskiego, bo pani krzyczy, każe pisać trudne wyrazy i rozwiązywać (nota bene) standaryzowane testy. A ja jej na to, że to jest przedmiot maturalny !!!!!!!! i w takim razie obklejamy jej pokój tymi trudnymi - pisanymi wyrazami.
Tylko, że moja córcia ma trochę szczęścia - ja odrobinę znam język, jednak znam sytuacje, kiedy nie jest tak różowo.
Co potwierdza Twoja ostatnia wypowiedź Katty - "zwracam na bieżąco uwagę a na koniec wpisuję informację dla rodzica, co ma dziecko do uzupełnienia - po czym i tak to w większości przypadków nie jest uzupełnione".
Smutnym jest też to, że zdolnym i chętnym poświęcasz uwagę, a na "gadających" nie starcza Ci czasu...
Myślałaś nad tym, dlaczego one całą lekcję gadają?... Może jest nudna?
Pozdrawiam.
Imazur, to do tego wszystkiego wyobraź sobie, że gro rodziców tyłka nie ruszy, by zdobyć zeszyt od innego ucznia po tygodniowej nieobecności dziecka, i dziecko przychodzi z nieuzupełnionymi notatkami, ćwiczeniami itd. Na tyle rodzica chyba stać, nie?
_________________
hanamat
Przedmiot nauczania: Zajęcia zintegrowane
Wiek: 52 Dołączyła: 29 Mar 2008 Posty: 145 Skąd: wielkopolskie
Post nr 15, Wysłany: 2009-07-19, 07:02
Imazur, jako n-l edukacji wczesnoszkolnej w pełni sie zgadzam z tym, co napisałaś.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum