Post nr 1, Wysłany: 2009-05-17, 16:41 sztuka a matematyka - po co matura
Hm...ja pamiętam upokorzenia na lekcji z matematyki...Nie mam w ogóle żadnych zdolności do liczenia- szczególnie w pamięci. Takie "146 odjąć 79" to dla mnie wyższa matematyka, bez długopisu nie dam rady...No, takie ograniczenia mam. Do dziś pamiętam, jak pociłam się przed tablicą, a pani z matmy wyśmiewała mnie przed całą klasą, że taka tępa jestem...Czy ona uwzględniała moje ograniczenia? Czy miała dla mnie litość...? I żebym się nie starała...ale ja taki typ kujona byłam, strasznie się przejmowałam...
Na każdym przedmiocie może się zdarzyć "brak zdolności". I jakoś nikogo to nie wzrusza. Dodam, że mi matematyka w życiu wcale się nie przydaje( kalkulatora używam i już), a multum wzorów, które kazali mi wykuć też już nie pamiętam i do niczego mi one. I jeżę się na myśl o przymusowej maturze z matematyki- gdybym miała ją zdawać, dziś nie miałabym wyższego wykształcenia i pewnie...pracowałabym w sklepie...korzystając z kalkulatorów obficie...
Ostatnio zmieniony przez malgala 2009-05-25, 13:31, w całości zmieniany 1 raz
Matematyka to nie rachunki!To umiejętność logicznego rozumowania-tego uczymy na lekcjach.Rachunki to tylko jedno z narzędzi.Czy jako nauczycielka muzyki na pewno nie wykorzystujesz matematyki?A ciąg Fibbonaciego na progach gitary,a metrum
W materii muzycznej, a więc w dźwiękach, tym z czego tworzona jest muzyka z pewnością doszukać się możemy porządku matematycznego. Dotyczy to już częstotliwości poszczególnych dźwięków w stroju równomiernie temperowanym1, ich wzajemnych stosunków w ramach systemu dur-moll (a tym samym także zasad harmonii klasycznej) lub późniejszych systemów tonalnych (skale całotonowa bądź dwunastodźwiękowa).
Niewątpliwie także we współczesnym układzie wartości nut widać proste arytmetycznie
proporcje.
Nawet nie wiesz kiedy korzystasz z matematyki.Kalkulator to nie matematyka.
Zapewne - ale ja mówię tu o matematyce, jaką pamiętam ze szkoły, a i jaką dzisiaj widzę na lekcjach choćby moich prywatnych dzieci.
I jakoś nie ma żadnych problemów z korzystaniem "porządku matematycznego" przy odczytywaniu nut, natomiast miałam ogromne problemy ze znalezieniem sposobu na rozwiązanie zadania z treścią( szczególnie w zakresie geometrii- zero widzenia przestrzennego).
Ale wyciągać wnioski, pisać rozprawki, czytać w kontekście, interpretować sensy przenośne potrafię śpiewająco, tudzież twórcza jestem w dziedzinie poezji, prozy też popełniłam trochę i parę piosenek. Zatem najwyraźniej są różne rodzaje inteligencji.
Ciekawa rzecz mi się kiedyś przydarzyła- badałam sobie poziom inteligencji. Dano mi jakiś test oparty na rysunkach- wyszło na to, że jestem ***. W tradycyjnym teście - przeciętniaczka. Natomiast tam, gdzie przeważało SŁOWO- całkiem niczego sobie
A wracając do matematyki w szkole...jakoś nikt mi nigdy nie tłumaczył, po co mi te abstrakcyjne wzory, rachunki prawdopodobieństwa, trygonometria itp.(mało co pamiętam, uraz mam ) Może i wtedy byłoby ciut łatwiej.
Prawda jest taka, że na sam dźwięk "matematyka" robi mi się słabo, a moje córki też nie grzeszą zdolnościami w tym zakresie- widocznie takie obciążenie genetyczne Dlatego z całych sił będę protestować przeciw przymusowej matematyce na maturze- w imieniu własnym i mi podobnych.
A logika...A gdzie logika w doszukiwaniu się różnego rodzaju uporządkowań, a potem dokonywaniu przekształceń tych uporządkowań...Czemu to ma służyć? Jeśli nawet zauważę, że -ojej- ten ziarnka słonecznika zwijają się w spiralkę, a potem sobie tę spiralkę "wyliczę' i "odkryję" ją w paru innych miejscach( wśród gwiazd...chociażby)- TO CO Z TEGO MA NIBY WYNIKAĆ? Że istnieje Stworzyciel, skoro to takie "uporządkowane"? Ja i bez tego wierzę w Boga, a ci, co nie wierzą- nic ich nie przekona. Dlatego matma to dla mnie jedna wielka abstrakcja. I o ile nie mam nic przeciwko temu, żeby w szkołach o tym uczono, pokazano, to czemu w s z y s t k i c h się zmusza do zdawania z czegoś takiego egzaminów...? Jaki będzie efekt? Gorsze wyniki na maturach. Innego nie będzie- zapamiętajcie moje prorocze słowa.
Matematyka była kiedyś obowiązkowym przedmiotem maturalnym i błędem była rezygnacja z tego. Kolejne roczniki uczniów przyzwyczaiły się do tego, że można się jej nie uczyć, bo na maturze nie jest obowiązkowa. Często własne lenistwo usprawiedliwiano brakiem zdolności matematycznych.
Cytryn napisał/a:
I o ile nie mam nic przeciwko temu, żeby w szkołach o tym uczono, pokazano, to czemu w s z y s t k i c h się zmusza do zdawania z czegoś takiego egzaminów...?
A jeżeli ktoś nie ma zdolności językowych, to czemu zmusza się go do zdawania egzaminu z języka?
Cytryn napisał/a:
Prawda jest taka, że na sam dźwięk "matematyka" robi mi się słabo, a moje córki też nie grzeszą zdolnościami w tym zakresie- widocznie takie obciążenie genetyczne Dlatego z całych sił będę protestować przeciw przymusowej matematyce na maturze- w imieniu własnym i mi podobnych.
Tym samym utwierdzasz własne dzieci w przekonaniu, że i tak się jej nie nauczą i zwalniasz z podejmowania w tym zakresie wysiłku.
Cytryn napisał/a:
A wracając do matematyki w szkole...jakoś nikt mi nigdy nie tłumaczył, po co mi te abstrakcyjne wzory, rachunki prawdopodobieństwa, trygonometria itp.(mało co pamiętam, uraz mam ) Może i wtedy byłoby ciut łatwiej.
Z tym się zgodzę i jakoś nie wyobrażam sobie uczenia matematyki bez ukazywania jej zastosowań.
Posługiwanie się językiem polskim j e s t koniecznością w kraju, gdzie ten język obowiązuje. I jest to potrzebne, choćby po to, żeby podanie o pracę napisać i C.V.
Natomiast znajomość matematyki na poziomie wymaganym w szkole średniej- niekoniecznie.
I nieprawdą jest, że poprzez swoją postawę zniechęcam swoje dzieci do nauki matematyki. Po prostu uważam, że absurdem jest zmuszać do zdawania z niego egzaminu osoby, które nie mają zdolności do tego przedmiotu i jeszcze uzależniać od tego przyszłość młodego człowieka( jeśli np. ktoś chce być muzykiem albo historykiem, to po kiego ma wkuwać matmę na egzamin maturalny...? Niechże się uczy matematyki w szkole średniej- bo podstawy , jako człek wykształcony, musi mieć. Ale zaraz egzamin...?Na co mu ten stres???)
Znam wiele osób, które musiały zdawać kiedyś obowiązkową maturę z matematyki. Wielu z nich mówi "Gdyby nie ściąga, oblałbym".
Po co to powtarzać...? Jak ktoś chce sobie studiować na Politechnice, to sam sobie matematykę na maturze wybierze i będzie to jego "konik". Zmuszać ludzi do obowiązkowej matury z matematyki to tak, jakby zmusić wszystkich do matury ze śpiewu.
Wyobraźmy sobie, że życie to nie koncert życzeń i kolejny minister ustala, że na maturze obowiązkowo należy zaliczyć śpiew. I że punkty z tego egzaminu będą się liczyć na wyższej uczelni. Fajnie...?
Nie mam zdolności do matematyki. NIE POTRAFIĘ rozwiązywać zadań z treścią. I moje dzieci też nie potrafią. Owszem, coś prostego zrobią. Ale na maturze nie będzie "prosto". Będzie tragicznie. Ja już dziś na wszelki wypadek tłumaczę dzieciom, że nie wszyscy muszą iść na studia i jest wiele pięknych zawodów, a książki( bo "polot" w tym kierunku mają) można pisać i bez mgr przed nazwiskiem...Gorzej,jeśli na Akademię Muzyczną się nie dostaną( starsza córka pięknie na skrzypcach gra, młodsza na flecie), bo maturę z matmy obleją albo jakąś dwójczynę dostaną i punktów im zabraknie.
Dyskryminacja humanistów!
Bo matematyk napisze coś z polskiego- choć i bez polotu. A humanista z matmy sobie ...nie poradzi. Choćby pękł. Chyba, że da mu się zadanie, które będzie polegało na prostym wykorzystaniu danego wzoru, który trzeba było wcześniej wykuć na pamięć. Tylko...po kiego?!?!
Wiem, off top, ale wszystko się we mnie na coś takiego gotuje i boję się, że moje dzieci będą miały schrzanione życie przez tę cholerną matematykę. A one mają tyle potencjału, jeśli chodzi o muzykę...tyle wrażliwości..Starsza zaczęła komponować proste utwory...i coś w tym jest...
Z tym się zgodzę i jakoś nie wyobrażam sobie uczenia matematyki bez ukazywania jej zastosowań.
Nie zauważyłam, żeby dzieciom ktoś tłumaczył, na co mu liczyć ile objętości ma graniastosłup( a jak na godz. wych. mamy odmierzyć pół litra wody, to dzieciaki pojęcia nie mają, jak to zrobić, ale objętość graniastosłupa "na sucho" to policzą!) albo dlaczego musi wyciągać pierwiastki. Do dziś nie wiem, na co komu trygonometria i czemu ma służyć liczenie do entej potęgi. W ogóle nie wiem, po co to jest i gdzie to ma zastosowanie. Skąd się wzięła liczba pi, fi ( nie chce mi się znaków szukać), na co one komu i dlaczego musiałam je stosować podczas wyliczania czegoś tam. Wolałabym, żeby w szkole ktoś tłumaczył jak działa telefon komórkowy, komputer i telewizja( albo ich prostsze prototypy), ale na to nie ma co liczyć. Żeby można było zbudować jakieś proste urządzenie lub coś w tym stylu. Coś praktycznego. Napychanie głowy dziwacznymi wzorami, któe nie wiadomo do czego są potrzebne to jakaś makabra. Brrr...
Cytryn, pisząc o zdolnościach językowych i egzaminie z języka nie miałam na myśli języka polskiego, bo to chyba oczywiste.
Czy wszystkim będzie w przyszłości [potrzebna znajomość języka obcego?
Większość po roku już niewiele będzie pamiętać, a jednak na maturze jest obowiązkowy, czego osobiście nie neguję.
A wracając do egzaminu z matematyki. Nie każdy musi zdawać na poziomie rozszerzonym. A z niektórymi zadaniami maturalnymi z poziomu podstawowego nawet moi gimnazjaliści sobie radzą. Nie taki więc diabeł straszny jak go malują.
No i z jakiego niby powodu człowiek legitymujący się wykształceniem średnim ma być matematycznym ignorantem?
Jak ktoś nie wie jak się np. odmienia słowo robaczek-to jest tuman i osioł ale jak nie wie że liczba pi jest niewymierna-to jest HUMANISTA.To nie ja wymyśliłam.To Einstein.
I to zawsze powtarzam w klasach humanistycznych które uczę.
To nie jest tak że humaniści nie umieją i nie rozumieją matematyki.Humanista-człowiek wszechstronnie wykształcony a liceum ogólnokształcące rozwija wszystkie umiejętności.Sama będąc matematykiem śpiewam i gram na 2 instrumentach.Się da.
Istnieje duża zależność między umiejętnościami matematycznymi i muzycznymi(badania amerykańskie z poprzedniego wieku)
A matura z matmy na poziomie podstawowym jest prostacka.
marcin k
Przedmiot nauczania: Inne
Wiek: 35 Dołączył: 03 Maj 2009 Posty: 17 Skąd: mazowieckie
Post nr 10, Wysłany: 2009-05-20, 11:32
Jak na ironię choć nigdy nie byłem matematycznym orłem i bez korków nie przetrwałbym ale zdawałem z niej maturę i to z całkiem przyzwoitym wynikiem. Po krótkim epizodzie z informatyką gdzie katowali nas matematyką wyższą (prawili herezje przeróżne w rodzaju 2 + 2 <> 4) uciekłem w rejony humanistyczne. Ale i tu matematyka mnie dopadła... z tym, że teraz jak robię animację z ruchem po okręgu itp. to wiem gdzie powinienem szukać wzorków z sinusami, że pi coś tam muszę pomnożyć itp. Nie znam wzorów i nigdy nie uważałem, że muszę je znać ale mam świadomość, że istnieją, z czym się wiążą i wiem gdzie je znaleźć. Przeliczanie klatkarzu, transponowanie parametrów efektów specjalnych ze standardowej rozdzielczości do wysokiej, ile światła stracę odsuwając lampę o 2m dalej od aktora uwzględniając regułę odwrotności kwadratu... cholera... chciałem być "humanistą" ale bez matematyki się nie da
Cytryn napisał/a:
działa ..... i telewizja( albo ich prostsze prototypy
To mogę Ci wytłumaczyć
Generalnie jestem za maksymalnie wszechstronnym kształceniem od maleńkości ale pewne rzeczy takie jak śpiew wchodzą dla mnie w sferę zbyt osobistą żeby zostawić to tępym wymogom regulaminu. Nie chcę wchodzić w kompetencje pedagogów z doświadczeniem i wykształceniem i mam cichą nadzieję, że to co pamiętam sprzed 20kilku lat odchodzi jednak w przeszłość (choć pewnie trzeba poczekać na wymianę pokoleniową).
Pozwolę sobie zacytować wielkiego Stanleya Kubricka:
"I never learned anything at all in school and didn't read a book for pleasure until I was 19 years old. I think the big mistake in schools is trying to teach children anything, and by using fear as the basic motivation. Fear of getting failing grades, fear of not staying with your class, etc. Interest can produce learning on a scale compared to fear as a nuclear explosion to a firecracker."
Kocham muzykę. Tworzę ją, słyszę w głowie, czuję. Wyczuwam talenty muzyczne na odległość i wcale nie zauważyłam jakiejś tam reguły, że muzyk ma zdolności matematyczne. To bzdura. Nie wierzę w te całe badania. Muzyki nie da się zmierzyć ani wyliczyć. Owszem, nutki sobie policzysz, podzielisz, zasady potworzysz, powtarzalność jakąś zauważysz.Ale prawdziwa muzyka to nie matematyka, bo ma duszę. Mam gdzieś Einsteina i jego wywody. Jak ktoś umie odmienić wyraz "robaczek" ...jeszcze nic nie znaczy. Ale jak ktoś posługuje się słowami, aby tworzyć, przekazać jakąś rzeczywistość, mądrość...no, to jest już coś więcej. Nie trzeba znać matematyki żeby być mądrym człowiekiem. I można być kimś bardzo inteligentnym i znać definicję "liczb wymiernych" czy co tam jeszcze, a być po prostu...głupim człowiekiem...
I nie wiem, czemu ma służyć to zmuszanie wszystkich do zdawania matury z matematyki. W tym okropnym wyścigu szczurów będzie nowa kategoria: ci od "prostackiej matury z matematyki"...Humanista-słowo już dziś wymawiane z pogardą, co nie Anna...?
Jak ktoś nie ma zdolności z matematyki,nie lubi jej, nie chce się w tym kierunku rozwijać...to po co go zmuszać do ślęczenia nad nią w stresie na korkach przed egzaminem..?( żeby w efekcie zdać "prostacką" maturę na jakąś tróję czy dwóję...?). Czy to nie jest strata czasu dla kogoś, kto pragnie być historykiem, muzykiem, polonistą, anglistą czy co tam...I nikt mi nie przetłumaczy dobrodziejstwa przymusowej matury z matmy. Choćby nie wiem, co. I teraz już się modlę, żeby moim dzieciom jakoś poszło...i jako matka mam stres...i zmartwienie...bo one mają duszę artystyczną, a nie ścisły umysł...
Niedługo to już w ogóle nie będziemy potrafili rozmawiać i przekazywać za pomocą słów swych myśli. Zastąpią je obrazki, skróty i wzory. Będzie kolorowo, szybko i bezdusznie. Po co nam muzyka, dobra powieść czy powiastka filozoficzna. Na co nam muzyka i przeżycia, jakie ze sobą niesie. Po co nam sztuka. "Liczą się" liczby...cyferki, wzorki, układy, schematy, wszystko da się opisać za pomocą numerków...Odmeldowuję się. Numer z lamusa. Przestarzały, niechciany, wykpiony, niepotrzebny. Matura z polskiego...? Klucz. Schemacik. Też...matematyka...A gdzie refleksja? Głębsza myśl...?
Na co to komu...Niech już będzie...ten koniec świata...
Przedmiot nauczania: muzyka,plastyka,wiedza o kulturze,j.angielski
Dołączył: 12 Mar 2009 Posty: 402
Post nr 12, Wysłany: 2009-05-20, 19:09
Oj tak sztuka żyje w nas. Potrafi rozbudzić nas w środku, nowe wrażenia, nowe uczucia. Za to ją kocham. Przykro, że dzisiaj tylko jak się wykonuje rachunki to ma się zapewnioną dobrą płacę.
-To że nie wierzysz w badania jeszcze nie oznacza że one nie istnieją.Najpierw poczytaj a potem oceń że to bzdura.
-Prawdziwa muzyka to nie matematyka ale matematyka to prawdziwa muzyka-jedno i drugie ma duszę ale nie wszyscy dostrzegają jej piękno-to dotyczy zarówno muzyki jak i matematyki
-Mądrość człowieka nie mierzy się znajomością matematyki
-NIGDY nie używam słowa humanista z pogardą bo to oznaczałoby że gardzę Leonardo da Vinci, Michałem Aniołem,Canovą, Newtonem, Einsteinem Mozartem i wielu, wielu wspaniałymi prawdziwymi humanistami!!!!!
-Człowiekiem jestem i nic co ludzkie nie jest mi obce-ten kto tak mówi jest dla mnie humanistą!
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum