Post nr 1, Wysłany: 2009-05-03, 18:22 Czy według Was należy uświadamiać rodzicom, że źle postępują
Zdarza się niekiedy, że specjaliści (nauczyciele, rehabilitanci, psycholodzy) widzą niewłaściwe postępowanie rodziców ze swoim dzieckiem. Widzą na przykład jek rodzic nadmiernie forsuje swoje dziecko, stawiając mu wymagania przekraczające jego możlowści, albo widzą jak rodzic wyręcza we wszyskim swoje dziecko, nie stawia mu granic, jest wobec dziecka jak slużący, albo zanieduje dziecko - nie chodzi z nim do lekarza gdy jest chore, nie myje, nie obcina paznokci, nie ma czasu, aby przyjść do szkły na wywiadówkę itp.itd.
Specjaliści zazwyczaj próbują uświadomić rodzicowi, że źle postępuje. Moim zdaniem to błąd. Rodzice bowiem nie pytają się specjalisty o zdanie czy dobrze czy źle postępują.
Takie postępowanie specjalistów wpędza rodziców jedynie w poczucie winy bądź też sprawia, że najeżają się oni jeszcze bardziej, broniąc słuszności swojego nie najlepszego postępowania.
Różne próby zwrócenia uwagi na negatywne postępowanie rodziców ranią więc rodzica, a nie pomagają mu się zmienić. Dołują go, a nie podnoszą.
Błąd specjalistów polega na tym iż sądzą, że postawa rodzicielska jest efektem wyboru, że jak się rodzicowi coś tam wytłumaczy to on się zmieni. Moim jednak zdaniem, nikt nie wybiera sobie postawy rodzicielskiej. Nie jest ona elementem wyboru i siłą woli nie może zostać zmieniona.
Powinno się zwracać uwagę rodzicom ale forma tego zwracania jest istotna. Inaczej brzmi "źle pan robi" a inaczej "marcinek szybciej by się rozwijał jeśli..."
Moim zdaniem należy uświadamiać rodziców, że źle robią, jeśli taka sytuacja ma miejsce. Reakcja musi być zdecydowana, lecz delikatna, gdyż niewłaściwe zwrócenie uwagi może postawić nauczyciela (specjalistę) w złym świetle, a przez to efekt byłby zupełnie inny niż zamierzony. Trzeba rozważnie podchodzić do rozmów z rodzicami. Charakter i przebieg rozmowy będzie zależał od tego, jakiej wagi będą poruszane problemy.
Trzeba mówić to co się myśli i czuje – stopniowo i z szacunkiem.
Można opracować plan zmiany, taki normalny na kartce (co w ogóle nam się nie podoba) i krok po korku wprowadzać zmiany w życie.
I bardzo ważne ten plan musi być realny.
Jednym z elementów pracy nauczyciela jest pedagogizacja rodziców. Bez wsparcia w domu rodzinnym moja praca z uczniem może być nieefektywna.
Tak jak z lekarzem Dobry to taki, który oprócz wypisania recepty podpowie jak się zachowywać w trakcie choroby. Doktor wypisujący recepty to kowal w produkcji taśmowej. Tak i nauczyciel walący głową w mur bez wyeliminowania błędów domu rodzinnego to kowal z produkcji taśmowej, który sobie nabazgrze w sprawozdaniu, że "odbębnił" jednostkę produkcyjną.
Jeśli rodzice sa oporni to trzeba tak ich zmanipulować aby wyszło na nasze
_________________ We gonna ride the sea,
we pray to the wind and the glory
That's why we are raging wild and free
Uważacie, że zwracając uwagę można coś zmienić u matki która nie ma dla swojego niepełnosprawnego intelektualnie dziecka czasu? Nie chodzi z nim do lekarza gdy jest chore? Nic z nim nie robi? Zapomina go nakarmić? Zapomina go odebrać ze szkoły? Nie obcina mu paznokci? Nie myje go?
Albo czy uważacie, że można coś zmienić u matki o postawie nadopiekuńczej, tłumacząc jej, że ważne jest stawianie dziecku wymagań?
Ja uważam, że nie!
A to są przecież klasyczne problemy z jakimi muszą się mierzyć nauczyciele. Moim zdaniem mówicie o sytuacjach rodziców zaangażowanych jakoś pozytywnie w pracę ze swoim dzieckiem. Rodziców chcących i umiejących się nauczyc postepowania ze swoim niepełnosprawnym dzieckiem itp.
Problem "złego rodzica" (o negatywnej postwie rodzicielskiej) podobny jest do problemu złego nauczyciela. Czy zwracając uwagę "złemu nauczycielowi" (co oznacza, że sobie kompletnie nie radzi i np. olewa sobie pracę, albo nie lubi uczniów i nauczania, albo mówi do uczniów tak, ze go nie rozumieją itp. - spotkaliście "złych" nauczycieli?) można coś zmienić w jego postepowaniu
Czasami ludzie nie zdają sobie sprawy z tego co robia, a logiczne rozumowanie do nich trafia. Są też tacy co nie nic w sobie nie zmieniają. Ale przed rozmową z nimi trudno ustalić, którzy są którzy.
Uważacie, że zwracając uwagę można coś zmienić u matki która nie ma dla swojego niepełnosprawnego intelektualnie dziecka czasu? Nie chodzi z nim do lekarza gdy jest chore? Nic z nim nie robi? Zapomina go nakarmić? Zapomina go odebrać ze szkoły? Nie obcina mu paznokci? Nie myje go?
Jest taka instytucja jak Sąd rodzinny – dość często ludzie będąc w sądzie zmieniają punkt widzenia o 180 stopni.
A jeżeli nie, to oznacza, że najwidoczniej matka niedojrzała do macierzyństwa. Więc należy odebrać dziecko.
Jacol napisał/a:
Albo czy uważacie, że można coś zmienić u matki o postawie nadopiekuńczej, tłumacząc jej, że ważne jest stawianie dziecku wymagań?
Z nadopiekuńczością jest trudna sprawa, ponieważ problem jest „głęboko zakorzeniony” w rodzicu. Taka matka po prostu nie otrzymała lub nie otrzymuje miłości i ciepła od partnera (męża) i dlatego też dziecko zastępuje jej drugą połówkę. W skrajnych przypadkach również trzeba zgłosić sprawę do sądu rodzinnego. Przez wychowanie nie możemy rozumieć mentalne ograniczanie dziecka, lecz kształtowanie go w duchu zasad powszechnie przyjętych.
Tłumaczyć matce nadopiekuńczej to można podczas pierwszego lub drugiego spotkania. Później trzeba innych środków interwencyjnych.
Jacol napisał/a:
Problem "złego rodzica" (o negatywnej postwie rodzicielskiej) podobny jest do problemu złego nauczyciela. Czy zwracając uwagę "złemu nauczycielowi" (co oznacza, że sobie kompletnie nie radzi i np. olewa sobie pracę, albo nie lubi uczniów i nauczania, albo mówi do uczniów tak, ze go nie rozumieją itp. - spotkaliście "złych" nauczycieli?) można coś zmienić w jego postepowaniu
„Złego nauczyciela” dyrekcja na początku zaprasza na dywanik, rozmawia z nim. Upomina raz, dwa, a przeważnie za trzecim razem podaje rękę na pożegnanie.
Jeśli dana osoba nie widzi problemu, nie chce nic zmieniać - pomimo oczywistych błędów dydaktycznych lub wychowawczych to oznacza, że praca w szkole nie dla niej.
Jacol, czy czasem nie szukasz sobie usprawiedliwienia do nic nie robienia?
Tak może powiedzieć osoba, która oprócz zwracania uwagi, że rodzice źle postepują, nie ma żadnych innych pomysłów.
Gdybyś kliknęła w linka, który podałem, tak byś nie twierdziła.
praca z rodzicami
W ogóle uważam, że zwracanie komuś uwagi (także uczniom), że sobie nie radzi, jest niemądre - bo nie pomaga się zmienić.
Sztuką jest nie tyle wiedzieć jak dobry rodzic powinien postepować, ale pomóc mu takim być.
Podobnie, nie sztuką jest wiedzieć, że dzieci powninny pilnie się uczyć, ale pomóc dzieciom to zrobić.
Moja córka (razem z cała klasą) bardzo nie lubiła historii w podstawówce. uważała, że to głupi przedmiot. Nie lubiła się go uczyć.
Ta sama moja córka bardzo lubiła historię (razem z cała klasą) w gimnazjum. Lubiła sie jej uczyć i uważała, że znajomość historii jest ważna.
Pani od historii w gimnazjum ani razu nie zwróciła nikomu uwagi, że się słabo uczy, albo, że historia jest jakoś ważna i należy sie jej uczyć.
Z rodzicami trzeba postepować wg. mnie tak jak ta nauczycielka historii w gimnazjum.
Zagadka więc brzmi - czym rózniła się pani w podstawówce od pani w gimnazjium.
W ogóle uważam, że zwracanie komuś uwagi (także uczniom), że sobie nie radzi, jest niemądre - bo nie pomaga się zmienić.
Uważam inaczej. Owszem zwrócenie uwagi może początkowo u człowieka (młodego jaki i dojrzałego) wywoływać bunt, negatywną postawę, a czasami nawet odrzucenie. Lecz w perspektywie czasowej najczęściej to właśnie dzięki tej uwadze jest pożądana zmiana.
Inna spraw, że uwagi muszą być konstruktywne. Konkretne i rzeczowe, a nie typu: „jesteś głupi”.
Trzeba też pamiętać, aby na początku pochwały z uwagami się równały. Na przykład: dwie pochwały, dwie uwagi. Same uwagi wywołują z zasady negatywne skutki.
Później lepiej dbać o to, aby pochwały przeważały nad uwagami.
Owszem zwrócenie uwagi może początkowo u człowieka (młodego jaki i dojrzałego) wywoływać bunt, negatywną postawę, a czasami nawet odrzucenie. Lecz w perspektywie czasowej najczęściej to właśnie dzięki tej uwadze jest pożądana zmiana.
Czy mówisz te słowa myśląc o rodzicu prezentującym którąś z negatywnych postaw rodzicielskich? Uważasz, że rodzic może zmienić swoją negatywną postawę rodzicielską na pozytywną jeśli zrozumie, że robił do tej pory źle? Inaczej: Czy uważasz, że postawy rodzicielskie rodziców są przez nich wybierane? Że można zadecydować, czy jest się rodzicem o takiej a nie innej postawie i można siłą woli zmienić swoją postawę?
Pytanie na bardzo podstawowym poziomie: Czy można za pomocą jakiejkolwiek kary (a tym jest zwrócenie uwagi rodzicowi) nauczyć kogokolwiek prawidłowego postępowania?
Jacol, czy czasem nie szukasz sobie usprawiedliwienia do nic nie robienia?
Tak może powiedzieć osoba, która oprócz zwracania uwagi, że rodzice źle postepują, nie ma żadnych innych pomysłów.
Gdybyś kliknęła w linka, który podałem, tak byś nie twierdziła.
W ogóle uważam, że zwracanie komuś uwagi (także uczniom), że sobie nie radzi, jest niemądre - bo nie pomaga się zmienić.
Gdybym była kobietą to bym kliknęła. Ty gdybyś nie był ignorantem to nie skakałbyś z tematu Uświadamiania rodzicom, że błędnie postępują do kwestii zwracania uwagi uczniowi to może byś zauważył ogromną różnicę między pedagogizacją rodziców, a ględzeniem starego ramola: słabo się uczysz
Jeśli uważam, ze rodzic swoim postępowaniem (często nieświadomym) krzywdzi dziecko to nie będę dywagował czy moje działanie będzie skuteczne tylko próbuje działać. Najlepiej jak umiem. Nie da się sformułować ogólnej zasady postępowania, bo ile przypadków tyle sposobów na efektywne działanie.
Czasami się nie udaje, to naturalne, ale porażka nie może sprawiać, że wycofam się.
_________________ We gonna ride the sea,
we pray to the wind and the glory
That's why we are raging wild and free
Ty gdybyś nie był ignorantem to nie skakałbyś z tematu Uświadamiania rodzicom, że błędnie postępują do kwestii zwracania uwagi uczniowi to może byś zauważył ogromną różnicę między pedagogizacją rodziców, a ględzeniem starego ramola: słabo się uczysz
Nie mam zielonego pojęcia czym jest pedagogizacja rodziców wg Ciebie. Jeżeli jest ona tłumaczeniem rodzicom "jak dobry rodzic powinien postepować", to moim zdaniem trafi to tylko do tych, którzy gotowi są usłyszeć te dobre rady. Gotowi są usłyszeć, bo już są rodzicami o pozytywnej postawie rodzicielskiej. Nie da się jakąkolwiek pogadanką zmienić postępowania rodzica o postawie negatywnej, tak samo nie da się nauczyć się bycia rodzicem o postawie pozytywnej z książki o wychowaniu dzieci.
Moim zdaniem, większą krzywdę rodzicom robią nauczyciele, którzy w bardzo grzeczny i przystępny sposób tłumaczą rodzicom, że należałoby postępować inaczej z dzieckiem niż stare ramole, które wywalą rodzicowi wprost, że źle postępuje. W tym pierwszym wypadku rodzicowi trudniej obronić poczucie własnej wartości. W drugim przypadku łatwiej rodzicowi bronić poczucie własnej wartości i godności, bo może w myślach zdeprecjonować takiego niemiłego nauczyciela myśląc o nim, że jest np. "niewychowanym chamem".
Jolly Roger napisał/a:
Jeśli uważam, ze rodzic swoim postępowaniem (często nieświadomym) krzywdzi dziecko to nie będę dywagował czy moje działanie będzie skuteczne tylko próbuje działać. Najlepiej jak umiem. Nie da się sformułować ogólnej zasady postępowania, bo ile przypadków tyle sposobów na efektywne działanie.
Czasami się nie udaje, to naturalne, ale porażka nie może sprawiać, że wycofam się.
Rodzice z definicji postępują nieświadomie. Z DEFINICJI postawa rodzicielska nie jest przez rodziców wybierana. Wynika z osobistych doświadczeń rodziców. Moim zdaniem nie masz racji twierdząc, że nie da się sformuować ogólnej zasady postepowania, Ja takie zasady sformułowałem - podaje linka raz jeszcze: praca z rodzicami
Jeżeli specjalista nie ma sformuowanej ogólnej zasady postepowania, to znaczy, że w ogóle nie posługuje się wiedzą. Wiedza jest zawsze jakimś algorytmem.
To o co pytam w tym wątku, jest pytaniem o zasady. Zasady, które warto mieć przemyślane zanim cokolwiek spróbujemy zrobić. Tylko zasady pozwalają na refleksję pozwalającą dojść przyczyn porażek. Tylko posiadanie przemyślanych zasad pozwala nam gromadzić wiedzę i czynić postępy w naszym rozwoju zawodowym.
Bez posiadanej wiedzy na temat postępowania z rodzicami, Twoje słowa "najlepiej jak umiem" są jedynie deklaracją jak najlepszych chęci, a nie profesjonalizmu.
Uważam, że nauczyciele, którzy potrafią spierać się o zasady, czynią swój zawód wysokokwalifikowanym. Jeśli spierają się na poziomie pojedyńczego dziecka, spowadzają swój zawód do profesji niskowalifikowanej, gdzie nie potrzeba się wykazywać specjalną wiedzą.
Generalnie uważam, że nauczyciel pracujący z uczniami niepełnosprawnymi intelektualnie, powinien być też specjaistą od postępowania z ich rodzicami, gdyż efekty pracy nauczyciela w zdecydowanie większym stopniu, są zależne od postawy rodzica wobac swojego dziecka niż nauczaniu masowym. Sama materia zawodu wymusza na specjalistach od dzieci by stali się dla rodziców "supernianiami", gdyż w wielu przypadkach niewłaściwe postępowanie rodziców niweczy absolutnie całą pracę nauczyciela.
Byli u nas nauczyciele ze szkoły specjalnej z Wielkiej Brytani. U nich jest taki system, że do rodziców, którzy maja kłopoty z postępowaniem ze swoimi dziećmi idzie do domu para nauczycieli na dwa dni - sobotę i niedzielę - od rana do wieczora. Tam modelują rodzicom właściwe postępowanie z dzieckiem (wg określonych zasad). Ostatnio w pracy z rodzicami niepełnosprawnych dzieci stosuje się (także w Polsce) kamerę wideo. Nagrywa się interakcję rodziców z ich dziećmi a potem je omwawia wg ściśle kreślonych zasad. Podaję ci przykłady gdzie są formuowane ogólne zasady postępowania. Może inne niż np. moje. Ale da się je sformuować. Specjaliści o pracy z niepełnosprawnymi dziećmi na całym świecie zastanawiają się jak postępować z rodzicem dziecka niepełnosprawnego. Skoro oni to robią to może możemy i my?
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum