Ależ złoty środek jest zawsze najlepszy. Jak już pisałem "ostateczność" decyzji sędziego wynika z braku sprawdzonej technologii, która pozwalała by na bardzo szybką konsultację w celu podjęcia właściwej decyzji. Na boisku liczą się sekundy.
Nasze decyzje podejmujemy mając mnóstwo czasu na przemyślenie (porównując ze sportem). Jeśli budzą wątpliwości, to należałoby im się przyjrzeć...mając znów mnóstwo czasu na rozpatrzenie takiej reklamacji.
Jeśli zakładamy mądrość nauczyciela, a stąd poprawność oceny, to czego mielibyśmy się obawiać? Co byśmy ryzykowali?
Natłok reklamacji? Szybko można pokazać, że powód musi być poważny i niewątpliwy.
Moim zdaniem wiele szkody czyni niesprawiedliwa i niesłuszna ocena, szczególnie, że w majestacie prawa stawiana.
Basso profondo
Wiek: 40 Dołączył: 04 Sie 2007 Posty: 4303
Post nr 122, Wysłany: 2010-07-03, 06:03
Sędzia na boisku jest powietrzem i zarazem Bogiem.
A mnie tam się podoba ta zasada. Ceterum censeo Carthaginem esse delendam.
_________________ Nemo suo iure uti debet, ut alteri laedat.
Ale ma być autorytetem (a w naszych czasach autorytety są niezbędne zagubionemu młodemu pokoleniu), więc uczeń musi się liczyć z jego opiniami.
Teza o tym, że młode pokolenie jest zagubione jest bardzo wyświechtana i jeżeli już rozmawiamy, to chciałbym się dowiedzieć na czym ją opierasz.
Poza tym - bycie autorytetem dla ucznia, wydaje mi się, zmniejsza się odwrotnie proporcjonalnie do kolejnych awansów edukacyjnych uczniów. Bycie autorytetem w 1 klasie szkoły podstawowej jest niemal niezbędne. Jednak w III klasie liceum być autorytetem, prawdę powiedziawszy, bym osobiście nie chciał. To są dorośli ludzie, w większości mają plany, wiedzą czego chcą, mają ugruntowany światopogląd. Wkraczanie w to byłoby dla mnie w pewien sposób niezręczne.
Cytat:
Wychowanie to kierowanie dzieckiem. Kierowanie - czyli jest ktoś, kto wyraża wiążące opinie i podejmuje ostateczne decyzje. Jak sędzia na boisku; będę bronić tego porównania.
Przyznaję - niekiedy kierowanie (rozumiane według zaprezentowanej przez Ciebie definicji) jest niezbędne. Aczkolwiek jestem zwolennikiem minimalizmu. Tam gdzie dziecko zagraża sobie lub innym, tam gdzie jego decyzje mogłyby w jakiś kiepski sposób wpłynąć na jego życie - należy zdecydowanie podjąć, na bazie własnego doświadczenia, decyzję. Jednak tam, gdzie są tylko moje arbitralne poglądy, nie mam ochoty narzucać ich dziecku. Moje dziecko (a tym bardziej tyczy się to moich uczniów) nie musi być kopią mnie, nie musi używać mojego języka, wyznawać mojej religii, kierować się tymi samymi zasadami co ja.
_________________ "Każdy cytat jest skrajnym uproszczeniem i uogólnieniem. Ten też"
Jednak w III klasie liceum być autorytetem, prawdę powiedziawszy, bym osobiście nie chciał. To są dorośli ludzie, w większości mają plany, wiedzą czego chcą, mają ugruntowany światopogląd. Wkraczanie w to byłoby dla mnie w pewien sposób niezręczne.
Trudno mi się z tym zgodzić.
Zbyt wielu jest na tyle niedojrzałych, by na nich zrzucić całą odpowiedzialność za ich własną edukację. A już na pewno "arbitralność" w podejmowaniu decyzji dotyczących egzekwowania obowiązków szkolnych w grę nie wchodzi, nie na szeroka skalę przynajmniej.
To nauczyciel decyduje czego i jak uczyć na podstawie podstawy programowej i przyjętego programu nauczania, określając wymagania dla poszczególnych ocen.
Arbitralnośc w tej dziedzinie nie doprowadziłaby do niczego dobrego.
Podobnie w ocenianiu. To nauczyciel - ten sam, który określił wymagania - ma te oceny ustalić - żaden arbiter mu w tym nie powinien pomagać.
Natomiast mnie osobiście nie podoba sie podejście Miwuesa, które nie dopuszcza możliwości podważenia takiej oceny, jeśli została ustalona niezgodnie z ustalonymi zasadami.
To pokazuje uczniom, że można nie dotrzymywać słowa, zmieniać reguły gry, a i tak wykorzystując swój nadrzędny status na swoim postawić.
Vilfredo napisał/a:
Jednak tam, gdzie są tylko moje arbitralne poglądy, nie mam ochoty narzucać ich dziecku.
Z punktu widzenia oceniania, czy ustalania wymagań dla uczniów, czy choćby zakresu pracy do której uczniowie są zobowiązani widzisz pole dla "arbitralnych poglądów"?
Przypominam o temacie wątku i zarazem kontekście wyrażanych tu opinii.
Vuemie, ja mówię o wychowaniu a nie o nauczaniu. Przecież to oczywista sprawa, że jestem "specjalistą" w swojej dziedzinie (który naucza), a mam nad sobą jeszcze większych specjalistów (którzy ustalają mi podstawę programową).
Natomiast dopuszczam dyskusję z uczniem, który twierdzi, że dany pakiet treści jest mu niepotrzebny. Z pewnością takich uczniów nie karcę moim "jowiszowym" spojrzeniem
Cytat:
Natomiast mnie osobiście nie podoba sie podejście Miwuesa, które nie dopuszcza możliwości podważenia takiej oceny, jeśli została ustalona niezgodnie z ustalonymi zasadami.
To pokazuje uczniom, że można nie dotrzymywać słowa, zmieniać reguły gry, a i tak wykorzystując swój nadrzędny status na swoim postawić.
We wszystkich sferach nauczania obowiązuje zasada uczciwości, którą staram się wdrażać w życie. Nie da się ukryć, że uczniowie bywają niekiedy pokrzywdzeni przez nauczycieli (zdarza się także, rzecz jasna, sytuacja odwrotna!). Wtedy należy ich wspierać w dochodzeniu sprawiedliwości, a nie kierować się jakąś źle pojętą solidarnością zawodową.
Cytat:
Z punktu widzenia oceniania, czy ustalania wymagań dla uczniów, czy choćby zakresu pracy do której uczniowie są zobowiązani widzisz pole dla "arbitralnych poglądów"?
Nie, mówiłem o wychowaniu
_________________ "Każdy cytat jest skrajnym uproszczeniem i uogólnieniem. Ten też"
Dlatego zwróciłem uwagę na kontekst dyskusji.
Biorąc pod uwagę tak szeroki aspekt relacji nauczyciel-uczeń, to oczywistym jest dla mnie, że nie można kształtować młodego człowieka ignorując jego poglądy, czy prawa do ich wyrażania. Zresztą dialog temu służy.
Vilfredo napisał/a:
Natomiast dopuszczam dyskusję z uczniem, który twierdzi, że dany pakiet treści jest mu niepotrzebny. Z pewnością takich uczniów nie karcę moim "jowiszowym" spojrzeniem
Ależ oczywiście, że uczeń ma prawo mieć negatywny stosunek do danej partii materiału z programu nauczania, a nawet przedmiotu, skoro jest przekonany, że jest on dla niego "niepotrzebny" (pomijam tu wagę wykształcenia ogólnego, czyli wiedzy z wielu dziedzin). Niechaj tak myśli, moge jedynie próbować go przekonywać.
Ale skoro dany przedmiot, czy cześć programu nauczania z takiej, czy innej przyczyny jest obowiązkowa i nie ma mowy o "wyrzuceniu jej z zakresu naszej pracy, to nie ma mowy o żadnej dyskusji, czy współdecydowaniu ucznia w tej mierze. Wtedy decyzja nauczyciela jest nieodwołalna, a uczeń musi ja zaakceptować, choćby wbrew własnej opinii.
Vilfredo napisał/a:
We wszystkich sferach nauczania obowiązuje zasada uczciwości, którą staram się wdrażać w życie. Nie da się ukryć, że uczniowie bywają niekiedy pokrzywdzeni przez nauczycieli (zdarza się także, rzecz jasna, sytuacja odwrotna!). Wtedy należy ich wspierać w dochodzeniu sprawiedliwości, a nie kierować się jakąś źle pojętą solidarnością zawodową.
Zgadzam się w 100%. Dlatego tez jestem zwolennikiem reguły, by ocena nauczyciela, choć "ostateczna" wg litery prawa podlegała jednak kontroli i dawała skrzywdzonemu uczniowi możliwość obrony.
Przedmiot nauczania: chemia, przedmioty informatyczne
Wiek: 39 Dołączył: 07 Mar 2008 Posty: 641 Skąd: Nowa Ruda
Post nr 127, Wysłany: 2010-07-03, 20:08
Też uważam, że nadawanie komukolwiek nadmiernej autonomii połączonej z możliwością decydowania o czyimś dalszym losie może rodzić (i rodzi!) patologie, rodem z PRL-owskich komedii.
Pamiętacie imć Pana Prezesa? Albo Gospodarza Domu? Albo Towarzysza Pierwszego Sekretarza?
Problem w tym, że miwues zakłada niepokalaną czystość intencji i niewzruszony kręgosłup moralny nauczyciela. Podobnie zakładali twórcy komunizmu - że człowiek jest z natury swej dobry i szlachetny i w żaden sposób nie skłania się ku patologii.
I rzeczywiście, gdyby ludzie byli tacy, jacy mieli być to żylibyśmy obecnie w raju na ziemi. Komunizm święciłby triumfy na całym świecie.
Rzecz w tym, że ludzie są słabi, podatni na wpływy i manipulacje a co najgorsze - kierują się często niskimi pobudkami - chciwością, pychą, żądzą władzy. Dać komuś nadmiar władzy to jak dać małpie brzytwę. Jedna na tysiąc się gładko ogoli, pozostałe 999 powyrzyna się nawzajem w walce władzę.
To dlatego komunizm padł na pysk, a zastąpiła go demokracja, czyli ustrój oparty na dużo niższych instynktach. Nie zakładamy że wszyscy są aniołami. Zakładamy, że przy odpowiedniej motywacji każdy kto chce sam się "uanieli". Niemniej jednak podstawą demokracji jest rywalizacja, patrzenie innym na ręce i nieustanne wytykanie błędów. Ludzie chcą dyskutować, spierać się, walczyć o swoje i to jest normalny, zdrowy odruch. Twierdzenie, że nauczyciel jest tylko dlatego boski, bo ma pewne zadanie do wykonania zajeżdża mi wizją Kaliguli, który widywał nad sobą "boską aurę światłości", a to z racji zajmowanej funkcji. Lansowanie teorii, że czyjś wyrok jest ostateczny jest równie przystające do demokracji jak twierdzenie, że faszyzm to tylko pewna odmiana harcerstwa.
Tak, chcę nauczyć ucznia podważania wszelkich decyzji, które uważa za niesłuszne. Walka o swoją pozycję jest istotą demokracji. Niech uczą się od małego nie wpadać w kompleksy, znać swoje prawa (a co za tym idzie i obowiązki). Niech uczą się świadomego obywatelstwa.
Nie chcę uczyć ich, że walka o swoje nie ma sensu, bo zawsze gdzieś trafi się jakiś Pan Prezes roszczący sobie boskie prawa, o którego rozbije się cała ta walka.
Wychowam wtedy niedorosłego i niezaradnego niezgułę, który nic nie zrobi bez wskazania palcem i nie podejmie żadnej inicjatywy w swojej i czyjejś obronie, nawet widząc przejawy oczywistych nadużyć. Bo będzie miał zakodowane, że są inni, którzy ustalają mu reguły i że dyskusja z nimi nie ma sensu.
_________________ Powyższy post wyraża jedynie opinię autora w dniu dzisiejszym. Nie może on służyć przeciwko niemu w dniu jutrzejszym, ani każdym innym następującym po tym terminie. Ponadto autor zastrzega sobie prawo zmiany poglądów, bez podawania przyczyny
To dlatego komunizm padł na pysk, a zastąpiła go demokracja, czyli ustrój oparty na dużo niższych instynktach. Nie zakładamy że wszyscy są aniołami. Zakładamy, że przy odpowiedniej motywacji każdy kto chce sam się "uanieli". Niemniej jednak podstawą demokracji jest rywalizacja, patrzenie innym na ręce i nieustanne wytykanie błędów. Ludzie chcą dyskutować, spierać się, walczyć o swoje i to jest normalny, zdrowy odruch. Twierdzenie, że nauczyciel jest tylko dlatego boski, bo ma pewne zadanie do wykonania zajeżdża mi wizją Kaliguli, który widywał nad sobą "boską aurę światłości", a to z racji zajmowanej funkcji. Lansowanie teorii, że czyjś wyrok jest ostateczny jest równie przystające do demokracji jak twierdzenie, że faszyzm to tylko pewna odmiana harcerstwa.
Komunizm nie mógł upaść, bo go nigdy nigdzie nie wprowadzono. Usiłowano go wprowadzić, tworząc coś w rodzaju demokracji ludowej. Która upadła, nie dlatego, że zrealizowano podstawowe założenia komunizmu, ale dlatego, że zamiast komunizmu, osiągnięto stan zdegenerowanego państwa robotniczego. Z powodu braku wyczucia potrzeb rynku i nastawienia przemysłu na zbrojenia, zaczęło brakować podstawowych towarów, co doprowadziło do niezadowolenia społeczeństwa, a w konsekwencji czego, demontażu systemu. Podejrzewam, że większość ludzi, gdyby miała pełną kiszkę, to nawet by słowem o wolności wypowiedzi nie rzekła.
Społeczeństwo obywatelskie uważam za dalece zły pomysł. Banda jednych idiotów, pod kierownictwem innych idiotów, decyduje co reszta idiotów będzie robiła. A ludzie, którzy nie mają awersji do druku, stoją i się przyglądają, przecierając oczy ze zdumienia.
_________________ "A teraz weźmy taką statystykę [..] zakładając, że państwa razem ze mną jest sto [..] a ja nie mam jednej nogi, to statystycznie [..] każdy z państwa ma po 1,99 nogi [...] jak cena w Biedronce."
Korwina nie czytam, bo to oszołom. Ja stwierdzam fakty. Może i faktycznie zaleciało mikkizmem, ale ja mam zupełnie inny pogląd na większość spraw, niż on.
Chociaż przyznaj, że niektóre stwierdzenia to ma celne, a jeżeli nie celne, to przynajmniej śmieszne
_________________ "A teraz weźmy taką statystykę [..] zakładając, że państwa razem ze mną jest sto [..] a ja nie mam jednej nogi, to statystycznie [..] każdy z państwa ma po 1,99 nogi [...] jak cena w Biedronce."
Przedmiot nauczania: chemia, przedmioty informatyczne
Wiek: 39 Dołączył: 07 Mar 2008 Posty: 641 Skąd: Nowa Ruda
Post nr 132, Wysłany: 2010-07-04, 09:01
"Demokracja to najgorszy system, ale nie wymyślono nic lepszego" - Winston Churchill
O kierunku produkcji i dystrybucji dóbr w "komuniźmie" czyli "ludowej demokracji" decydował tak naprawdę I Sekretarz. Decyzję Szefa przekazywano "w teren" za pomocą kolejnych ogniw systemu. I każdy zawsze powtarzał, że ma monopol na prawdę, bo przekazuje "myśl wodza", który jako jedyny wie, co należy czynić.
Utwierdzano obywateli w przekonaniu, że są od pracy, a od myślenia są inni, zaś wszelka dyskusja jest niezdrowym objawem podważania autorytetów. Politycznie podejrzani "dyskutanci" z oficjalnym, centralnie zatwierdzonym stanowiskiem z całą pewnością byli zdemoralizowani, a u źródeł ich pieniactwa i wywrotowej działalności z całą pewnością stał obcy element dążący do destabilizacji jedynie słusznego ustroju.
Autorytet w postaci Jakiegoś Prezesa lub Sekretarza podejmował trudne, ale przemyślane decyzje o tym, co akurat ma być potrzebne innym ludziom. Miał taką władzę, ponieważ masy pracujące wymagały nieustannej troski wychowawczej i kierowania na właściwe tory. Kwestionowanie decyzji Autorytetu karane było zazwyczaj z całą stanowczością.
I tak oto Pierwszy Autorytet utwierdzał się w przekonaniu o swojej wszechmocy i nieustającej słuszności (rosnącej w siłę z każdym rokiem), a także w przekonaniu, że ma taką misję dziejową aby wychować i oświecić szeroko pojęte "masy". Zaś "masy" miały za zadanie wyłącznie z entuzjazmem (i bez dyskusji!) przyjmować punkt widzenia Wodza i z identycznym entuzjazmem rzucać się do natychmiastowej i ponadnormatywnej pracy, aby myślom Wodza czym prędzej podołać.
Oczywiście Wódz w swej mądrości ustalał przemyślane reguły i wychowawczo słuszne metody, które ogłaszał (lub nie) "masom" jako prawo.
W sumie założenia szlachetne, tylko tyle, że Wódz pozbawiony jakiejkolwiek kontroli szybko przeistaczał się w zwyrodniałego tyrana i despotę, którego jedynym celem stawała się walka z klasowym wrogiem dążącym do obalenia ustroju. Ludzie ośmielający się dyskutować z Wodzem lub mający czelność wskazywać błędy w Jego rozumowaniu lub ocenach byli wieszani, topieni i rozstrzeliwani.
W imię "ojcowskiej troski" oczywiście. Bo Wódz zawsze kochał swoje masy...
_________________ Powyższy post wyraża jedynie opinię autora w dniu dzisiejszym. Nie może on służyć przeciwko niemu w dniu jutrzejszym, ani każdym innym następującym po tym terminie. Ponadto autor zastrzega sobie prawo zmiany poglądów, bez podawania przyczyny
Też uważam, że nadawanie komukolwiek nadmiernej autonomii połączonej z możliwością decydowania o czyimś dalszym losie może rodzić (i rodzi!) patologie
Nawet w tak ważnej i poważnej sprawie, jaką jest egzamin maturalny, jest ktoś (komisja), kto autonomicznie decyduje o ocenie (czytaj: o dalszych losach ucznia) i ta ocena jest niepodważalna. Nawet, gdy istnieją tzw. niezbite dowody na niesłusznie wystawioną ocenę.
Ale jest to komisja, nie jeden człowiek, której przewodniczący jest przeszkolonym egzaminatorem. Te osoby wspólnie podejmują decyzję o ocenie, stąd ryzyko nieprawidłowości jest ograniczone do minimum. Nie ma mowy o "wolnej amerykance".
Stąd i reguła, że nie ma możliwości odwołania się od decyzji tej komisji nie jest obarczona ryzykiem...przynajmniej nie tak dużym, jak w przypadku oceny klasyfikacyjnej.
Egzamin pisemny zakłada możliwość obejrzenia pracy i rozpatrzenia ewentualnego odwołania.
No tak przynajmniej to wygląda w zakresie egzaminu z języka obcego.
Szkolenie egzaminatora i zasada obsady komisji "osobami z zewnątrz" ma zagwarantować rzetelną, uczciwą i obiektywną ocenę.
Co do przypadku z Rabki.
Jeśli nagranie faktycznie udowadnia, że uczniowie byli dobrze przygotowani (czy oceniał to ktoś poza tymi uczniami?), to oznacza, że te 2 osoby z komisji zmówiły się i postąpiły niezgodnie z zasadami.
I choćby dla tego promila (raczej niż procenta) przypadków tak źle potraktowanych przydałoby się mieć jakąś procedurę odwoławczą.
Jest to oczywiście trudne, bo trzeba skutecznie zapobiec lawinie odwołań tych, którzy licząc na 90% otrzymali tylko 80%, ale dla uchronienia choćby tej garstki "ofiar pseudo-nauczycieli", czy "pseudo-egzaminatorów" warto spróbować.
Przedmiot nauczania: chemia, przedmioty informatyczne
Wiek: 39 Dołączył: 07 Mar 2008 Posty: 641 Skąd: Nowa Ruda
Post nr 135, Wysłany: 2010-07-15, 14:46
Ocena komisyjna jest już bardziej "demokratyczna". Zapobiega to nadużyciom wynikającym ze słabości jednego człowieka. Prawdopodobieństwo zmowy kilku osób jest wykładniczo mniejsze, co w praktyce ogranicza patologie do pomijalnego minimum, zaś te promilowe wypadki są tak niezwykłym odstępstwem od norm, że aż stają się tematem dla gazet.
Tymczasem zachowania nie licujące z godnością zawodową nauczyciela w przypadku "zwykłych" ocen (zwłaszcza klasyfikacyjnych) stały się już takie zwyczajne i powszechne, że nikogo to już nie bulwersuje.
Belfer jest niesprawiedliwy? - aleś Amerykę odkrył, to przecież nudne i codzienne. Komisja zrobiła przekręt? - o, to już zjawisko medialne!
_________________ Powyższy post wyraża jedynie opinię autora w dniu dzisiejszym. Nie może on służyć przeciwko niemu w dniu jutrzejszym, ani każdym innym następującym po tym terminie. Ponadto autor zastrzega sobie prawo zmiany poglądów, bez podawania przyczyny
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum