Post nr 1, Wysłany: 2010-12-15, 12:43 "Miłość" do polonistki
Witam!
Piszę tutaj, bo jestem zrozpaczona. Mam nadzieję, że skoro jestem tu anonimowa, nasza dyskusja nie wyjdzie gdzieś poza to forum. Ale do rzeczy.
Jestem uczennicą klasy drugiej liceum profilowanego i staram się tego trzymać, bo właśnie zlikwidowano nasz profil (nie było naboru do klas pierwszych), więc jeśli nie zdam, zostanę na przysłowiowym "lodzie", a tego wolałabym uniknąć. Tym bardziej, że jestem drugoroczna (nie zaliczyłam pierwszej klasy, bo dostałam strasznej fobii szkolnej). Znaczy się, obecnie zdałam do drugiej - żeby była jasność. A że nie jestem typem lesera i do szkoły chodzić chciałam acz nie mogłam, walczyłam o nauczanie indywidualne, którego nie chciano mi przyznać.
Moja fobia z "pierwszej" I klasy związana była z moją polonistką. Jestem dosyć zdolną uczennicą, która z jęz. polskiego otrzymuje głównie oceny bardzo dobre i celujące, więc zależy mi na tym przedmiocie. Ale po prostu od pierwszego dnia nie mogłam pogodzić się z moją wychowawczynią, która za razem uczyła u nas języka polskiego. Uważałam (razem z całą moją klasą), że nie potrafi przekazać nam we właściwy sposób wiedzy, za cicho mówi i generalnie nie ma siły przebicia, a że zależy mi na tym przedmiocie bo wykazuję zdolności w tym kierunku i zdaję z niego rozszerzoną maturę, a korepetytora z polskiego trudno wynajmować skoro umie się prawie wszystko (tak przynajmniej twierdzi moja obecna polonistka), uznałam, że z tą Panią się nie "rozwinę" i celowo przewagarowałam cały rok, żeby nie uczęszczać do szkoły i na drugi rok mieć lepszą polonistkę (jakakolwiek zmiana szkoły nie wchodziła w rachubę, ponieważ mieszkam w małym miasteczku i jako że jestem osobą mało zaradną, rodzina w życiu nie puściłaby mnie na stancję).
Kiedy nie zdałam, byłam bardzo usatysfakcjonowana, bo nie dość, że "felerna" polonistka została zmieniona, to jeszcze dano nam prawdopodobnie najwybitniejszą Panią od polskiego z całej szkoły. Bardzo się polubiłyśmy, najpierw z wzajemnością, później jednak zaczęło przybierać to niebezpieczne kształty. "Załamanie" przyniósł początek obecnego roku szkolnego gdy okazało się, że owa nauczycielka zaszła w ciążę po 13 latach pracy. Początkowo nie dawałam temu wiary nawet, gdy inni mówili, że tak jest, ale kiedy sama zainteresowana to potwierdziła, wpadłam w szał. W szkole dowiedziałam się, że mam jakąś schizofrenię, chociaż regularnie leczę się u psychiatry i psychologa i oni nic takiego mi nie wykazują, po prostu mówią, że jestem nieszczęśliwa i tyle. To, co zrobiłam, to była prawdziwa "egzekucja pod tablicą" i miałam potworne wyrzuty sumienia z tego powodu, a Pani (przecież w ciąży!) przeze mnie płakała Oczywiście przeprosiłam Panią na forum całej klasy. Może źle postąpiłam, ale (mam nadzieję, że tu już siebie za bardzo "nie wybielam") nie mogę znieść rozstania z tą nauczycielką. Była ona naprawdę wyjątkowa oraz jedyna w swoim rodzaju i to jest opinia całej szkoły, nie tylko moja.
Pomóżcie, co mam ze sobą zrobić? Jak wziąć się w garść? Mimo, że nauczycielka została przeproszona, ja czuję się z tym paskudnie i nie mogę się w żaden sposób ogarnąć. Czuję się, jakbym po raz drugi straciła rodziców.
_________________ "A teraz weźmy taką statystykę [..] zakładając, że państwa razem ze mną jest sto [..] a ja nie mam jednej nogi, to statystycznie [..] każdy z państwa ma po 1,99 nogi [...] jak cena w Biedronce."
A mógłbyś mi naświetlić, na czym polega moja "nienormalność"? Wiem, że trudno to ocenić na podstawie jednego posta, aczkolwiek byłabym bardzo wdzięczna, bo osoby trzecie z pewnej perspektywy może łatwiej widzą... Tylko nie piszcie, że jestem jakimś trollem, bo jak widzicie moja data rejestracji na forum raczej nie sprzyja trollowaniu...
Zakładając, że rok 1986 jest twoim rokiem urodzenia, to możesz mi wyjaśnić jakim cudem ty jeszcze jesteś w liceum?
Strasznie literalnie do tego podchodzisz. "Wiek" na tym forum to nie rok urodzenia, tylko ilość lat. Rejestrowałam się już dość dawno i nie spodziewałam się, że kiedykolwiek tu "zapostuję" i do czegoś będzie to potrzebne, więc wpisałam co popadnie. Mam 18 lat, ale pewnie dalej ktoś będzie uważał mnie za trolla, bo "osiemnastka" to takie słowo-wytrych
A ja nie rozumiem istoty problemu, mogłabyś rozwinąć o co właściwie chodzi? Jakiej pomocy oczekujesz?
Jak sobie radzić z uczuciami, a nawet agresją, która pojawia się u mnie w związku z w/w sytuacją, bo wyrzuty sumienia i w ogóle świadomość, jak przetrwam bez tej pani i czy znowu nie nabawię się fobii (zwłaszcza, że nie rozstałyśmy się w przyjaźni) nie dają mi spać... Była ona moją największą i ulubioną szkolną przyjaciółką i jakoś "niemiętowo" mi jest w związku z tą sytuacją, a niczego wyjaśnić w 4 oczy nie mogę, bo w związku z tym, że niedługo jej nie będzie, Pani pędzi z materiałem i ani ona, ani nikt nie chce mnie słuchać...
Przedmiot nauczania: edukacja wcz.
Dołączyła: 16 Maj 2010 Posty: 390
Post nr 8, Wysłany: 2010-12-15, 15:40
Ojej, chciałabym Ci pomóc, ale bardzo dziwne jest to co piszesz Chyba nie ma innej możliwości jak rozmowa sam na sam z panią, przecież nie odmówi Ci kilku minut rozmowy po lekcjach? Co to znaczy, że nie rozstałyście się w przyjaźni, chyba nie sądzisz, że nauczycielka się obraziła? A może nie chce Cię słuchać, bo nie widzi już problemu?
Może moje 18-letnie doświadczenie życiowe jest znikome, ale intuicja podpowiada mi, że nawet ludzie dorośli chociaż wszystko "z wierzchu" jest ok, gdzieś w głębi duszy chowają urazę do tego, kto ich w jakiś tam sposób skrzywdził czy "zdeprywował"... Najbardziej boję się tego, że nauczycielka straciła do mnie zaufanie bo to najgorsze, co może być... Najlepiej byłoby, gdybym wypaliła jej prosto w oczy po prostu: "czy Pani mnie jeszcze lubi?" Generalnie może to ja dzielę włos na czworo, bo obiektywnie rzecz biorąc nie daje mi chyba żadnych oznaków antypatii, ale z drugiej strony - sympatii też nie... Jasne, że zaraz pewnie ktoś powie: "olaboga, Ty nie dajesz odpocząć kobiecie w ciąży!", ale jest to trochę dziwne...
Tak z wierzchu to widzę, że nauczycielka, choć przewspaniała i chwalona przez uczniów i rodziców, jest po prostu chyba zmęczona pracą w szkole i z utęsknieniem czekała na macierzyństwo... Mam po prostu wrażenie, że nic ją to nie obchodzi - postawa typu "ja pójdę ma macierzyński, a Ty/Wy uczennico/uczniowie radź(cie) sobie sami..." I to mnie jakoś tak boli i nie wiem, jak to "zacząć", żeby nie rozdrapywać ran, bo jednak boję się, że pozostanę z poczuciem "niewyjaśnienia"...
Szkoda było zaczepiać tak wspaniałą osobę... Po co mi to było Ale uznałam to po prostu za konieczne, zwłaszcza, że Pani już od dawna wiedziała, co do niej "czuję", jeśli tak to można nazwać i od początku "kariery" w szkole z utęsknieniem czekałam na pojawienie się kogoś, kto mnie trochę zmotywuje... Szkoda, że ta motywacja przerodziła się w de-motywację. Chociaż gdybym nie "wybuchnęła", to nic by przecież nie polepszyło, najwyżej rozstanie przebiegłoby w nieco lepszym nastroju, a tak przynajmniej pokazałam, co czuję...
A mógłbyś mi naświetlić, na czym polega moja "nienormalność"?
Takie odniosłem wrażenie.
_________________ "A teraz weźmy taką statystykę [..] zakładając, że państwa razem ze mną jest sto [..] a ja nie mam jednej nogi, to statystycznie [..] każdy z państwa ma po 1,99 nogi [...] jak cena w Biedronce."
Ekhmm.. Rozumiem co czujesz. Mam chyba tak jak Ty, że jak już sobie kogoś upatrzę to uwielbiam go do granic możliwości Tak po prostu. Rrany, jak ja sobie pomyślę, że moja polonistka mogłaby odejść to.. brrr... Wiem jedno : gdyby nastąpiła taka sytuacja nie robiłabym żadnych scen. Starałabym się cieszyć jej szczęściem A jakby założyć, że bym wybuchnęła topo prostu porozmawiałabym z panią Ja mam tak, ze nawet jak moja polonistka mnie rozwścieczy to tylko na chwilkę, bo ja nie umiem się na nia obrazić. Z drugiej strony ona nie lubi jak ja jestem smutna, więc jakoś tak obie nie możemy być na siebie obrażone może Twoja pani czeka na pierwszy ruch z twojej strony?
może Twoja pani czeka na pierwszy ruch z twojej strony?
Mam wrażenie, że ostatnio się trochę uspokoiło, ale... Kiedy zapytałam panią, czy jak już odejdzie "na dobre", będzie z nią jakiś kontakt, ona odpowiedziała mi śmiejąc się (bardzo lubi żartować, niestety najczęściej nie w tej sytuacji, kiedy potrzeba) że założy specjalną skrzynkę w szkole. A tak "poważniej" radziła, żeby kontaktować się przez panią bibliotekarkę, czy też inną polonistkę której my w ogóle nie widujemy i najprawdopodobniej nie będziemy mieli z nią lekcji. Ech... Od nikogo nie wymagam, żeby się ze mną kontaktował, bo to nie jest przecież obowiązek pani, tylko mogłaby trochę inaczej to potraktować. Wiem, że wiele innych uczniów posiada jej numer telefonu, a mi nie udało się jakoś tego załatwić. W tej sytuacji powinna przynajmniej powiedzieć mi prosto w oczy: "bardzo mi przykro, X, ale zachowałaś się wobec mnie bardzo źle i w konsekwencji tego nie chcę utrzymywać z Tobą na dzień dzisiejszy kontaktów", tudzież: "nie mam na to czasu - muszę wychowywać dziecko". A ona po prostu się ze mnie śmieje. Cóż. Wiem, że śmiech jest dobrą bronią, ale czemu akurat w ustach osoby dorosłej, największego autorytetu? Zresztą, jak poszłam do niej pod koniec zeszłego roku z kwiatami (po raz pierwszy w życiu), to także się śmiała. Wszyscy bardzo cenimy jej poczucie humoru, ale czasem oczekiwałabym minimum powagi...
A co Wy o tym sądzicie, inni nauczyciele? Wiem, że niektórzy Wasi koledzy uchodzą za "śmiesznych", ale czasami ten śmiech chyba jest trochę nie na mniejscu?
Tu już nawet zresztą nie chodzi o kontakty, tylko po prostu o dowiedzenie się, kto jej się urodził, ile ważył, jak ma na imię i takie tam szczegóły. A o to trudno przecież pytać chyba osoby trzecie.
Basso profondo
Wiek: 40 Dołączył: 04 Sie 2007 Posty: 4421
Post nr 13, Wysłany: 2010-12-18, 17:06
Hersylia napisał/a:
tylko po prostu o dowiedzenie się, kto jej się urodził, ile ważył, jak ma na imię i takie tam szczegóły
Nie wolno ci włazić z butami w życie prywatne nauczycielki.
_________________ Nemo suo iure uti debet, ut alteri laedat.
tylko po prostu o dowiedzenie się, kto jej się urodził, ile ważył, jak ma na imię i takie tam szczegóły
Nie wolno ci włazić z butami w życie prywatne nauczycielki.
Zgadzam się z Tobą, miwues. To prawda, co piszesz. Ale zawsze byłam przekonana, że cały cywilizowany świat raczej cieszy się z narodzin dziecka i chwali się tym faktem znajomym. Tobą też się chwalili Przynajmniej tak robią moi znajomi, a nie są to wcale jakieś "nastoletnie" ciąże i większości dorośli już ludzie...
Zdaję sobie sprawę z tego, że niczego nie można na nikim "wymóc", ale czasami dziwią mnie i zastanawiają takie, a nie inne decyzje dorosłych... Tak, wiem, że teraz napiszecie mi, że "dziwny jest ten świat" i nie ma co się przejmować, ale z drugiej strony wchodzenie z butami w życie to jedno, a zamartwianie się przez ponad pół roku tym, czy aby wszystko jest OK, to drugie.
Ja stoję dopiero u progu dorosłości i nie wiem zupełnie, jak to z tym wszystkim jest. Wielu z Was ma swoje własne dzieci, więc może mi to wyjaśnicie.
Zainteresowanie osobą, którą się lubi jest zupełnie naturalne, a i zainteresowanie nowo narodzonym członkiem jej rodziny zazwyczaj jest przyjmowane z zadowoleniem.
Byle nie było zbyyt nachalne, okazane w odpowiedni sposób, w odpowiednim momencie.
kategoryczne stawianie osoby nauczyciela za murem, którego uczeń nie ma prawa przekroczyć nie mam nadzieję tym, co Miwuesie sugerujesz.
Wszak "nietykalnymi" urzędnikami jesteśmu z nadania, a zwyboru członkami tej naszej wspólnej społeczności.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum