;) Normalnemu człowiekowi wydaje się to dziwne, może po prostu koleś się wydurniał(często rozmawiając z kolegami używam jakiś trudnych słów 'dla śmiechu')?
Nooo, właśnie nie. Dla śmiechu to i ja często tak robię. A tamten po prostu nie potrafi inaczej, nawet w swobodnej rozmowie!
Cytat:
No nie wiem, czy tak się da Np. ekspedientki,kasjera czy policjanta nie będziesz dopasowywał wg. uznania
Aaaa, to co o mnie myśli ekspedientka, czy policjant, to akurat mam w głębokim poważaniu.
Cytat:
Wiesz, rozmawiasz z kimś, o kim wiesz, że sie orientuje w tych sprawach i nie posądzi Cię o wywyższanie się, to możesz mówić śmiało
No ale daj spokój! Podstawowe słowa, zwroty z codziennego użytku, których używa się przy każdej możliwej okazji, nawet w tabloidach i głupich pisemkach dla równie głupich pań co poniektórym potrafią przeszkadzać (vide ten "kamień milowy")! I skąd ja mam wiedzieć, czy ktoś nie uzna za wywyższenie się użycia słowa "toaleta"? Fakt, że nie ma co się przejmować takimi ludźmi, bo to przejaw zwykłego ludzkiego kretynizmu, a na opiniach kretynów też mało komu zależy. Ale trzeba się z nich moim zdaniem śmiać.
_________________ Szanuj ucznia swego, możesz nie mieć żadnego...
yo, man, nigga, gangsta,motherfucker, fuck, bitch(oczywiście przekleństw nie za często)co wiąże się z naszym zafascynowaniem 'kulturą raperską'.
a ta fascynacja musi opierać się na kserowaniu jezyka, który ma swoje korzenie gdzieś hen daleko, a transplantacja na nasze warunki jest głupia i pretensjonalna.
Nie pisze tu żeby si ę wyzłośliwiać tylko po części ze wzgledu na podobne własne zachowanie kilkanaście lat temu. Tylko, ze wtedy rap był rzeczą świeżą (NWA, Public Enemy, Ice Cube, Snoop etc) dzisiaj to już skansen. Skąd więc ta ciagota ku temu by zostać "czarnuchem" i udawać kogoś kto jest zupełnymm kosmitą w naszych rodzimych warunkach.
_________________ We gonna ride the sea,
we pray to the wind and the glory
That's why we are raging wild and free
tysol
Przedmiot nauczania: Język niemiecki
Wiek: 43 Dołączył: 22 Kwi 2009 Posty: 12 Skąd: mazowieckie
Post nr 33, Wysłany: 2010-02-04, 23:19
Każdy z nas, nauczycieli był kiedyś młodzieżą, słówka sprzed 20-30 lat dziś są niemal archaiczne (chyba żaden z moich uczniów A.D. 2010 nie wyraził się o, cholera, natomiast było o, k... i to często w sąsiedztwieo jezu. To ostatnie piszę małą literą, bo mówiący chyba nie miał szacunku do Syna Bożego). Różnice, które ja widzę są takie
1. Starałem się jako nastolatek oddzielać świat komunikacji w stosunku do dorosłych od świata komunikacji do rówieśników. I obserwując rówieśników widziałem, że tak wszyscy robią. Wśród rówieśników mogły lecieć najgorsze przekleństwa, ale do nauczycieli był to ułożony, staranny język. I to, czego nie potrafią w większości moi uczniowie - umiejętność niemal automatycznego przestawienia się. Wielokrotnie poprawiałem moich uczniów z nieprawidłowego użycia w stosunku do mnie słowa żal (jaka szkoda), na sorry reagowałem z akcentem prze-pra-szam, powtórz, co, za długie słowo, zmęczysz się?
2. Rzadziej używałem przekleństw. W ogóle jak przeklinam to do dziś czuję, niemal fizycznie, ciężar zła tych słów. Widać wielu nie czuje skoro potrafi co drugie słowo nak... i h... Jeśli już przeklinam, to staram się na tyle panować nad emocjami, żeby dobierać przekleństwa adekwatnie do sytuacji i otoczenia, czyli np. osób słuchających. Nie przeklinam przy własnych dzieciach i uczniach.
3. Starałem się rozwijać swój język, poznając synonimy. Tymczasem ostatnio jeden z moich uczniów opowiadając jakąś historyjkę stwierdził - no i on się sp.... ze schodów. Powiedz to samo inaczej - starałem się zmotywować ucznia. On się wyje... słyszę podpowiedź i śmiechy. W końcu stanęło na wywalił się a nikt nie powiedział, że spadł. Język moich uczniów jest ubogi. Moja koleżanka polonistka stwierdziła, że wielu osobom wystarcza znajomość przedrostków, wy-, roz-, s-, u-, na-, prze-, w-, bo łączą je z jednym wyrazem (no, może dwoma, p... i j...) i są w stanie wyrazić niemal wszystko, więc po co im nauka o bogactwie języka? Ostatnio na próbie przed studniówkowym polonezem stojąca za mną uczennica oburzyła się - oni tam stoją a my będziemy zap.... po sali? Na to ja - ty może będziesz zet, ja będę chodził. Śmiech stojących wokół był dla mnie dowodem, że nieadekwatne użycie tego słowa zostało zrozumiane.
4. Skręca mnie jak widzę moich 40-letnich rówieśników (zwłaszcza nauczycieli) używających młodzieżowych słów żeby się przypodobać Ostatnio słuchałem nagrania konceru Muńka Staszczyka - Dzięki, jesteście z.... (a nie lepiej wspaniali, 47 letni artysto?). Dla wyjaśnienia - z... jest dla językoznawców wyrazem o źródłosłowie przekleństwa, a dokładnie wulgarnego określenia aktu seksualnego. Mówili o tym wielokrotnie m.in. prof. A. Markowski z UW i prof. J. Miodek z UŚ. Użycie tego słowa boli mnie szczególnie, uwierzcie, droga młodzieży - przez lata było ono dla mnie jednym z najgorszych słów i nagle ma oznaczać coś najwspanialszego, najfajniejszego?
Żeby zakończyć optymistycznie - cieszę się, że powstał taki wątek, a tym bardziej, że nie założony przez oburzonych nauczycieli, lecz przez myślących uczniów, którzy widzą, że z tymi słowami jest coś nie tak.
Wiek: 16 Dołączyła: 21 Sie 2008 Posty: 300 Skąd: lubelskie
Post nr 34, Wysłany: 2010-02-07, 02:40
Hm... Niewątpliwie mowa potoczna, jak już wspominano w tym temacie, zawsze funkcjonuje w jakiejś formie. Inną sprawą jest to, że wydaje mi się, iż w dzisiejszych czasach nastolatkowie są jakby... bardziej... niegrzeczni? Nigdy nie słyszałam, żeby kiedyś używano przekleństw przy nauczycielach, a teraz takie słowa są niemalże w kanonie języka polskiego.
Ale pewnie kiedyś w przyszłości moda na wulgaryzmy przeminie i pozostaną tylko wspomnienia. Taką przynajmniej mam nadzieję.
_________________ "Nie pluj do wody... kiedyś będziesz musiał się z niej napić..."
Katja
"Idź do przodu, nie do tyłu. Patrz w górę, nie w dół."
Misia Z.
tysol
Przedmiot nauczania: Język niemiecki
Wiek: 43 Dołączył: 22 Kwi 2009 Posty: 12 Skąd: mazowieckie
Post nr 35, Wysłany: 2010-02-11, 20:48
No nie zgadzam się, że te słowa są w kanonie języka polskiego, raczej są na marginesie. Ale rzeczywiście przeklinają na moich lekcjach i niewiele sobie z tego robią. Wyplenić się nie da, można tylko reagować. Niektórzy chwilowo przestają. Obawiam się niestety, że to nie jest tylko przemijająca moda. Całe szczęście jest pewna grupa młodzieży, która temu nie ulega i wręcz się tym oburza. Zapewniam w imieniu nauczycieli, że każdemu z nas milej i ciekawiej pracuje się z osobami starannie dobierającymi słowa, niż z tymi, co mówią wulgarnie. Ale to idzie w parze z faktem, czy ktoś ma coś do powiedzenia, albo, czy ma pewną głębię. Osoby płytkie, których głównym zainteresowaniem są komórka, ścigacze, szminka i papieros chcą mówić dużo, a ponieważ nie mają wiele do powiedzenia, to wypełniają swoją i tak krótką wypowiedź wulgarnymi przerywnikami. A robią to o tyle bezkarnie, że nikt im nie zwróci uwagi. I tu działa pewien sprawdzony mechanizm psychologiczny - tak jak informacja od rówieśnika jest lepiej zapamiętywana niż ta przekazywana przez nauczyciela, tak samo zwrócona uwaga rówieśnicza jest skuteczniejsza niż gadanie nauczyciela. Tak więc młodzi - do dzieła. Pozdrawiam inteligentną i wrażliwą młodzież. P.S. Chciałbym was uczyć.
Kiedyś uciąłem sobie pogaduchę na ten temat z moimi uczniami.
Było tam dziewczę, które uznawało słowo "zajebisty" za zupełnie normalne, nie widząc podłoża wśród wulgaryzmów.
To daje do myślenia, zapewne taka jest kolej rzeczy, że język żywy się zmienia, pewne wyrazy zmieniają charakter, czy znaczenie.
Wystarczy wspomnieć z literatury, ba klasyki polskiej literatury wszelkie "ruchania" i "kutasiki".
Co do wulgarności codziennej młodzieży, to myślę, że nie odstają w żaden sposób od średniej wśród dorosłych, swoich rodziców, nauczycieli i przechodniów.
Problem widzę w tych, co "swobody w doborze słownictwa" nie ograniczają do kameralnego grona i nie potrafią zrozumieć, że publicznie, na ulicy, w szkole, sklepie powinniśmy jednak trzymać się pewnych zasad.
Ja zaś poczyniłem pewną obserwację. O ile, aż do końca liceum, język z którym miałem styczność wśród rówieśników był dość wulgarny, z nadużywaniem słowa zajebiście, czy ***. Teraz, na studiach, język którym się posługujemy może być niezrozumiały, ale nie jest wulgarny. Dla przykładu małe porównanie:
W LO na szczególnie udanych imprezach, mówiło się: Anka poszła się wyrzygać. ***.
Teraz, gdy już studiuję, na jednej z imprez usłyszałem takie zdanie: Anka ma odruch repulsacyjny. Jest w klo. R95.
Ludzie dojrzewają, zmieniają się i zostawiają sobie przekleństwa na takie okazje, jak uderzenie się w duży palec u nogi, bądź rozsypanie patyczków do uszu.
_________________ "A teraz weźmy taką statystykę [..] zakładając, że państwa razem ze mną jest sto [..] a ja nie mam jednej nogi, to statystycznie [..] każdy z państwa ma po 1,99 nogi [...] jak cena w Biedronce."
pół roku temu w okolicach Zamościa spotkałem reklamę, wielki baner
ZAJEBISTA WYPRZEDAŻ
i zastanawiam się czy to słowo to jeszcze margines czy już jednak spowszedniało.
Przykro słuchać, jak człowiek jedyne co ma do powiedzenia to słowo na K odmieniane w przerózny sposób. Sądzę, że naszym zadaniem (nauczycieli) jest pokazywanie szerokiego wachlarza możliwości jakie stwarza język polski. Do uczniów mówić językiem zrozumiałym, ale bez tych sezonowców, aczkolwiek sam czasem zapożyczam ze słownika młodzieżowego aby lepiej trafić do młodego odbiorcy. Jednak takie słownictwo nie może zdominowac treści. Forma nie może przerosnąć treści, bo staje się karykaturą zwłaszcza w ustach tatuśka
_________________ We gonna ride the sea,
we pray to the wind and the glory
That's why we are raging wild and free
Wiek: 16 Dołączyła: 21 Sie 2008 Posty: 300 Skąd: lubelskie
Post nr 39, Wysłany: 2010-02-17, 23:53
Tak, zdarzają się przypadki, gdy nauczyciel używa słowa potocznego, abyśmy mogli lepiej zrozumieć dane pojęcie. NIe powiem, jest to pewien sposób nauczania, ale - i tu znów się zgodzę - nie można ich nadużywać. Chociaż w sumie nie spotkałam się z przypadkiem nadużywania takich słów. Wyjątkiem jest ksiądz katecheta, który pyta się nas o znaczenia różnych potocznych słów, o to jak się mówi w języku młodzieżowym na daną rzecz i ogólnie interesuje się młodzieżą. Tak bardzo się interesuje, że aż czasem niektórzy mu czytają "Bravo" na lekcji... I to jest żenujące. Np. gdy uczeń czyta list do Bravo z prośbą o pomoc, podpisany "Emo-nastolatka", i wszyscy się śmieją, nawet ksiądz się uśmiecha...
Ale, jak wspomniałam, są to pojedyncze przypadki.
_________________ "Nie pluj do wody... kiedyś będziesz musiał się z niej napić..."
Katja
"Idź do przodu, nie do tyłu. Patrz w górę, nie w dół."
Misia Z.
Ksiądz chce być "cool", by przekonać do siebie i religii. czy jest naturalne zachowanie w jego wydaniu, czy gra nie mnie oceniać i zresztą chyba nieistotne.
W sumie to chyba lepszy sposób niż rozliczanie z frekwencji na roratach.
Ja na co dzień używam zwrotów slangowych, które nie każda osoba choć trochę starsza zrozumie :p z rówieśnikami łatwiej jest się nam tak porozumiewać, bo jest poprostu krócej niż gdybyśmy mieli mówić do siebie nie wiadomo jak rozbudowanymi zdaniami.
Co do nauczycieli to ogólnie mówią "normalnie" ale nauczycielka biologii jest dość młoda, a poza tym ma syna w liceum więc często zdarza jej się rzucić do nas jakieś "spoko" albo czy "czaimy to co nam tłumaczy" szczerze to bardzo przyjemnie się siedzi u niej na lekcji i nie moge powiedzieć żeby nie była szanowana przez to jak się do nas odnosi. Wręcz przeciwnie, wiemy że jak wysłuchamy w ciszy tego co ma do powiedzenia, to będzie i czas na żarty
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum