[...]Takie relacje bywają nieprawdziwe, choć nie są ani kłamstwem, ani matactwem.
Ale tak czy siak zakładamy, że nie przedstawiają rzeczywiste wydarzenia w krzywym zwierciadle.
Coś, choćby przypadkiem, ukrywają.
Być może i masz rację. Nikt z nas nie ma zapisu wideo z tych rozmów.
Mnie jedynie chodzi o to, że zakładając, że sytuacja wyglądała dokładnie tak jak została przedstawiona uważam za słuszne "potępić" postępowanie tej osoby.
Bo by usprawiedliwić słowa i zachowanie tej nauczycielki trzeba by założyć naprawdę chamskie zachowanie "naszej uczennicy" - autorki wątku.
A tego właśnie nie chcę robić.
Jakie drugie dno miałbym widzieć w sytuacji, gdy dziewczę grzecznie pyta dlaczego dostało taka a nie inna ocenę słyszy oskarżenia o bezczelność?
Jakich słów miałaby ta dziewczyna użyć, by zamiast uzasadnienia oceny usłyszeć takie słowa?
miwues napisał/a:
uwaga na zbyt nisko latające kwantyfikatory
Uważam, uważam To tylko taki przerysowany przykład:)
676 napisał/a:
z ucznia, który został pobity na korytarzu przez bandę wyrostków robi się uczeń, który "brał czynny udział w bójce", albo z ucznia siedzącego cicho (nierzadko wręcz przysypiającego) robi się nagle "gaduła rozbijająca lekcje". Nie raz byłem świadkiem poświadczania podpisem nieprawdy przez nauczycieli w szkolnym dzienniku.
Widzisz, tak to już jest, że podczas internetowych pogaduszek można napisać wszystko i nikt tak na prawdę nie udowodni, że mijamy się z prawdą.
Co do pierwszego przykładu, to sam to obserwuję w brukowcach. Ale sposób ich działania chyba nie pozostawia wątpliwości. Zostawmy szmatławce.
Co do poświadczenia nieprawdy w dzienniku.
Chcesz powiedzieć, że nauczyciel napisał o uczniu, który dosłownie siedzi cicho podczas zajęć, że nagle krzyczy, rozrabia itp?
Nie wierzę.
Po co i dlaczego?
Ile razy byłeś świadkiem takiej sytuacji?
Napisałeś, że nie raz.
Opisz kilka przypadków.
O ile możesz, bo może to tylko taka luźna dygresja...;) bo wiesz ... na tej planecie są i tacy przedstawiciele tego zawodu, którzy mordują swoich uczniów...
Co do pierwszego przykładu, to sam to obserwuję w brukowcach. Ale sposób ich działania chyba nie pozostawia wątpliwości. Zostawmy szmatławce.
Najgorsze, że ja nie mówiłem o brukowcach...
Cytat:
Chcesz powiedzieć, że nauczyciel napisał o uczniu, który dosłownie siedzi cicho podczas zajęć, że nagle krzyczy, rozrabia itp?
Nie wierzę.
Po co i dlaczego?
Sam nie mogłem uwierzyć w to, co widzę i słyszę.
Motywów może być kilka.
- Albo nienawiść, niechęć (którą nauczyciel może obecnie wyładowywać w ten sposób kiedy mu się tylko żywnie podoba wychodząc z założenia, że może wszystko, bo w razie co "nikt gówniarzowi nie uwierzy", a poza tym "tylko spróbuje, to gówniarza usadzę");
- albo ułatwienie sobie pracy (nauczycielowi nie chce się rozglądać po klasie, więc wpisuje uwagę losowej osobie, której nie lubi, bo on tu "nie jest od robienia śledztwa" <- autentyczny zasłyszany cytat, który padł z ust nauczyciela w takiej sytuacji, przy próie jej wyjaśnienia przez Zainteresowanego);
- albo, czego również nie możemy pomijać... poważne, psychiczne zaburzenia - różnej natury i o różnym podłożu.
Ile razy byłem świadkiem takiej sytuacji? Nie powiem Ci. Nie zliczę. To się zdarza nagminnie. Kilka przypadków? Proszę bardzo:
- uczeń mojego gimnazjum został pobity przez bandę trzech wyrostków z tej samej szkoły. Nauczyciel był świadkiem tej sytuacji, nasmarował w dzienniku, że uczeń "brał udział w bójce". Z tego tytułu obniżono mu również zachowanie;
- przypadek sprzed miesiąca. Mój dobry kolega siedzi w ławce za mną, i spokojnie notuje w zeszycie. Wokół rzesza kretynów, którzy nie mają zamiaru zachowywać się przyzwoicie. Nauczyciel sporządził w dzienniku notatkę na jego temat (i tylko jego!) oskarżając go o... rozbijanie (!) lekcji;
- przypadek z podstawówki (!) - na podstawie doniesień o "bójce" na korytarzu wychowawczyni klasy zgaduje (!), że jest to wina "najbardziej niegrzecznego" ucznia, który w tym czasie siedział ze mną w szkolnym sklepiku (!!! - "no bo kto inny? dziewczynki?" - szowinistycznie zaironizowała rzeczona pani). Stanąłem w obronie kolegi mówiąc, że to na pewno nie on, bo w tym czasie robił zupełnie co innego - oberwało się i mi za "podważanie autorytetu nauczyciela", a poza tym to ja "kombinator" jestem i wychowawczyni mi "nie wierzy".
Wymieniłem wyłącznie te co ciekawsze przypadki. Jesteś w stanie coś z nich wywnioskować, czy może mam wypisać kilka kolejnych? A może mi się po prostu przywidziało, wiesz, taka prawidłowość rozwojowa? Halucynacje, znaczy się?
Lista obecności sprawdzana "na odwal" to też duży problem. Dopiero po miesiącu, dwóch, albo przy podsumowaniu semestru wychodzi na to, że ktoś rzekomo wagaruje sobie. Tak było i w moim przypadku. Nigdy nie opuściłem samowolnie ani jednej godziny zajęć. Natomiast okazało się, że znikałem notorycznie z fizyki i niemieckiego. Sprawę z niemieckim szybko wyjaśniłem, bo była świeża. Pani od fizyki pokazałem kartkówkę, podczas której pisania rzekomo wagarowałem. Ale nie każdy miał tyle szczęścia, co ja. Zdaję sobie sprawę, że byki w liście obecności to rzadko kiedy efekt złośliwości, a częściej niechlujności, niedokładności, olewatorstwa i wynikających z tego pomyłek (dla przykładu - moja rzekoma nieobecność na fizyce wynika z tego, że się pani magister "zlały" rubryczki, osoba nade mną była na zwolnieniu lekarskim). Ale nie umniejsza to wcale powadze problemu. Nie wolno podpisywać w dokumentach bzdur własnym nazwiskiem, choćby w najszczerzej czystych intencjach.
_________________ Szanuj ucznia swego, możesz nie mieć żadnego...
Część z nich kwalifikuje jako złamanie prawa. Głównie molestowanie psychiczne i fałszywe oskarżenia. Zleciłbym też śledztwo przeciwko lekarzowi, który podpisał orzeczenie o zdolności do wykonywania tego zawodu tym świrom.
Proponuję zgłosić się do odpowiednich organów.
Albo daj mi namiary zrobię to sam.
Aha, zmień szkołę, a najlepiej namów rodziców, by załatwili nauczanie indywidualne - te psychole mogą kiedyś zabić.
Ech. Jestem jedyny w Polsce z takim problemem? Z tego, co tu czytam, miałem "wyjątkowego pecha", bo "wszędzie indziej jest normalnie" (pomijając jakieś tam prawidłowości rozwojowe ).
Czy to oznacza, że przez moją dzielnicę przebiega jakaś... wielka żyła wodna, każąca pedagogom zachowywać się nieprofesjonalnie? Problem konsekwentnie ciągnął się od podstawówki.
Zmiana szkoły już nie wchodzi w rachubę. Ostatnie pół roku przede mną.
Namiarów Ci nie podam. Przez te wszystkie lata nie zbierałem dowodów, świadkowie pewnie wolą o tym zapomnieć. Jak sprawa wyjdzie na wierzch, a nie zostanie poprowadzona do końca z powodu kiepskiego udokumentowania, będę obawiał się o życie moje i rodziny.
Jeżeli natomiast pojawi się w tym roku szkolnym jakiś przypadek, który udokumentuję (obecnie czynię to nieustannie na bieżąco, od ostatniej aferki w której fałszywie przypisywano mi pewien zarzut), zgłoszę się do Ciebie z prośbą o pomoc, jeśli już takową oferujesz.
_________________ Szanuj ucznia swego, możesz nie mieć żadnego...
Przedmiot nauczania: chemia, przedmioty informatyczne
Wiek: 39 Dołączył: 07 Mar 2008 Posty: 641 Skąd: Nowa Ruda
Post nr 50, Wysłany: 2010-02-15, 21:47
uważaj, 676. vuem był bardzo sarkastyczny i nie miał zamiaru udzielać Ci pomocy. Zwraca Twoją uwagę na to, co podnosił miwues. Dramatyzujesz i koloryzujesz. Pomyłki (także u nauczycieli) zdarzają się, ale co do ich podłoża - trochę ubarwiasz dodając złośliwość, uprzedzenia, szowinizm i co tam jeszcze. W miażdżącej większości przypadki te da się rozwiązać w 10 minut z pomocą rodzica lub wychowawcy.
_________________ Powyższy post wyraża jedynie opinię autora w dniu dzisiejszym. Nie może on służyć przeciwko niemu w dniu jutrzejszym, ani każdym innym następującym po tym terminie. Ponadto autor zastrzega sobie prawo zmiany poglądów, bez podawania przyczyny
Nie bój się, uważam. Nawet bardzo, stąd przecież taka, a nie inna odpowiedź...
Co do reszty wypowiedzi... Pomyłki się zdarzają, to prawda, ale kiedy mówimy o notorycznych pomyłkach mogących zrujnować czyjeś życie - jeśli są one nauczycielowi jednoznacznie wskazywane, a mimo to w dalszym ciągu nie są poprawiane to mogą i MUSZĄ - jeśli tylko mamy się za zdrowy organizm państwowy - budzić wątpliwości co do poziomu wyznawanych etycznych wartości, profesjonalizmu zawodowego i faktycznych intencji mylącego się.
_________________ Szanuj ucznia swego, możesz nie mieć żadnego...
Witam!
W każdej szkole obowiązuje coś takiego jak regulamin oceniania - tam musi być szczegółowo opisane co się dostaje i za co. Ocena musi byś umotywowana - ustnie lub pisemnie - przy czym motywacja nie jest "tak bo tak" tylko - np "nie napisałeś o..., nie ujełaś... itp. Sytuacja wymaga rozmowy z nauczycielem ale najlepiej gdyby to Twoi rodzice na taką się zdecydowali - poproś ich, powiedz, co Ci na sercu leży. Niech na spokojnie, ale stanowczo tę sprawę spróbują wyjaśnić. W regulaminie nauczanie stoi czarne na białym co i jak i tego się trzeba trzymać.
Znam tylko Twoja relację, ale (niestety) jako nauczyciel spotykałem się z podobnymi przypadkami.
Jeszcze raz podkreślę - spokojnie ale stanowczo. Jeśli rozmowa nauczycielką nic nie da pozostaje droga służbowa - dyrektor. Jednak musisz być całkowicie pewna swoich relacji - jeśli coś kombinujesz to lepiej sobie odpuść.
Pozdrawiam.
W każdej szkole obowiązuje coś takiego jak regulamin oceniania - tam musi być szczegółowo opisane co się dostaje i za co.
Chyba nie aż na tyle szczegółowo, by było tam opisane, co się dostaje i za co. A już na pewno nie na tyle szczegółowo, by autorka tematu w regulaminie oceniania znalazła odpowiedź na swoje pytanie.
I tu się mylisz - jest regulamin oceniania i są kryteria ocen gdzie dokładnie jest opisane co i za co się dostaje. W mojej szkole np. są nawet wyszczególnione procentowe wartości zdobytych punktów na poszczególne oceny. Te dokumenty są jawne, kazdy ma prawo sie z nimi zapoznać, mało tego - regulamn oceniania co roku odczytuje się uczniom jak i rodzicom. Ci ostani kwitują to w niektorych placówkach podpisem, ale relacja działa w dwie strony tzn. jeśli rodzic prosi o wyszczególnienie co za co i dlaczego jego pociecha dostała , to nie ma lewara - musi to otrzymać.
Pozdrowienia.
Ale to dotyczy w sumie tylko kwestii jaką ocenę otrzymuję za określoną liczbę punktów lub wynik ujęty procentowo.
A nie dlaczego za daną wypowiedź otrzymuje tylko 50% punktów możliwych do zdobycia.
Żadne WSO nie jest w stanie objąć wszystkich możliwych przypadków, a w niektórych przedmiotach nadal pozostaje pewna cząstka oceny odpowiadająca subiektywnemu odczuciu sprawdzającego.
I tu się mylisz - jest regulamin oceniania i są kryteria ocen gdzie dokładnie jest opisane co i za co się dostaje.
Jest dokładnie opisane, co i za co się dostaje z każdego przedmiotu, u każdego nauczyciela, z każdego działu programowego, z każdej umiejętności??? I to wszystko w regulaminie oceniania??? No co ty?
J23 napisał/a:
jeśli rodzic prosi o wyszczególnienie co za co i dlaczego jego pociecha dostała , to nie ma lewara - musi to otrzymać.
Nauczyciel na prośbę ucznia lub rodzica musi uzasadnić wystawioną ocenę, ale to nie znaczy, że to uzasadnienie ma wynikać z zapisów w regulaminie oceniania. Żaden regulamin nie jest w stanie uwzględnić wszystkich obszarów aktywności ucznia z każdego przedmiotu, u każdego nauczyciela, nie jest w stanie opisać wszystkich przypadków. Regulamin może tylko ogólnie traktować ocenianie. Dlatego po uzasadnienie oceny trzeba się udać bezpośrednio do nauczyciela przedmiotu, jak radzili przedmówcy, a nie do regulaminu oceniania.
A tak na marginesie: co to jest regulamin oceniania? Masz na myśli statut szkoły?
Basso profondo
Wiek: 40 Dołączył: 04 Sie 2007 Posty: 4303
Post nr 58, Wysłany: 2010-02-16, 22:44
J23 napisał/a:
W mojej szkole np. są nawet wyszczególnione procentowe wartości zdobytych punktów na poszczególne oceny.
Zastanowiłeś się kiedyś, na jakiej podstawie prawnej statut szkoły, akt prawny dość niskiej rangi przecież, ingeruje w treść oceny, która to powinna być autonomiczną opinią nauczyciela? Statut może ewentualnie rozstrzygać jakieś kwestie proceduralne dotyczące oceniania, ale ingerować w treść oceny?
To cię nie oburza?
_________________ Nemo suo iure uti debet, ut alteri laedat.
_________________ Powyższy post wyraża jedynie opinię autora w dniu dzisiejszym. Nie może on służyć przeciwko niemu w dniu jutrzejszym, ani każdym innym następującym po tym terminie. Ponadto autor zastrzega sobie prawo zmiany poglądów, bez podawania przyczyny
jeszcze pozostaje kwestia wiarygodności przekazu medialnego. Konfabulacje to nie tylko doemna dzieci. Wystarczy włączyc informacje i dla jednego jest afera, a dla drugiego zdarzenie.
_________________ We gonna ride the sea,
we pray to the wind and the glory
That's why we are raging wild and free
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum