Post nr 1, Wysłany: 2010-06-11, 18:31 Poważny problem
Witajcie. Bardzo często zaglądam na tę stronę, lecz nigdy wcześniej nie potrzebował konta. Aż do teraz. Przejdę od razu do sedna sprawy.
Otóż zawsze byłam wzorową uczennicą - przez całą "podstawówkę" miałam średnią "grubo" ponad 5,0, ale zmieniło się to, gdy poszłam do gimnazjum. Tu nauczyciele zaczęli o wiele więcej wymagać, nie wystarczyło być przygotowanym na sprawdzian, gdyż nauczyciele w gimnazjum mają zwyczaj "brania do odpowiedzi"... I w tym roku "nie poszczęściło" mi się, co do ocen, miałam wystawione aż 8 czwórek, a do "czerwonego paska" można mieć maksymalnie trzy. Dodam tylko, że w mojej szkole ocenę na koniec roku wylicza się za pomocą średniej ważonej. Wpadłam więc z koleżankami - które były w podobnej sytuacji - na pewien pomysł... Otóż panu od wf-u powiedziałyśmy, że pani od fizyki prosi o dziennik. Ten oczywiście nic nie podejrzewał i dał go nam... Chyba każdy się domyśla, co było dalej. We 4 weszłyśmy do kabiny w toalecie, a piąta z nas stała przed wejściem, stale nas informując, czy ktoś nie idzie. W dziennika każda wpisywała sobie, że prace klasowe ma poprawione na "5" (wszystkie!) i dopisywałyśmy też oceny z odpowiedzi. Zmianie oczywiście uległy również oceny końcoworoczne. Ja zmieniłam sobie oceny z aż pięciu przedmiotów! Wiedziałyśmy, że gdy nauczyciel pomyli się przy wystawianiu oceny końcoworocznej, przekreśla ją i z boku pisze czerwonym długopisem ocenę właściwą. Tak też poprawiałyśmy swoje oceny.
W sumie, to wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to, że wpisałam sobie, że z poprawy pracy klasowej z matematyki dostałam "5", ale... ona jej jeszcze nie oddała!
Obawiam się, że to się wyda, gdyż jeszcze rano, gdy wychowawczyni przeglądała dziennik, nie miałam żadnej końcoworocznej oceny poprawionej na czerwono, a teraz mam aż pięć... W dodatku to pismo: przy każdej ocenie takie samo. Jest małe prawdopodobieństwo, że wszystko ujdzie nam płazem i będziemy miały świadectwa z czerwonym paskiem.
Wydaje mi się, że na radzie pedagogicznej nie będą dociekać, kto się pomylił, czy kto pamięta jaką mi wystawił ocenę...
Chciałabym, żeby to był - jak to nazwałeś - "spreparowany" problem. Jest on niestety prawdziwy. Chyba nie będę do końca roku chodziła do szkoły, może będą mniejsze konsekwencje w razie wpadki...
Jedyna rada to taka, że w poniedziałek z samego rana maszerujcie do wychowawczyni i do wszystkiego się przyznajcie.
To co zrobiłyście, to fałszerstwo i grożą za to poważne konsekwencje.
Przygotujcie się na to, że je poniesiecie. O waszym przestępstwie radzę również poinformować rodziców, bo i tak się dowiedzą.
Na pobłażliwość ze strony nauczycieli, ani na to że się uda nie liczyłabym.
Lepiej będzie, jeżeli przyznacie się same. Może zostanie to potraktowane jako drobna okoliczność łagodząca.
Nie dość, że świadectw z wyróżnieniem nie będzie (które i tak wam się nie należały), to jeszcze ocena zachowania poleci i cieszcie się, jeżeli tylko tak się to skończy.
No cóż, za błędy trzeba płacić.
Nawet wyrzucenie ze szkoły. I nie liczcie na to, że nauczyciele się nie zorientują.
Britney napisał/a:
Wiedziałyśmy, że gdy nauczyciel pomyli się przy wystawianiu oceny końcoworocznej, przekreśla ją i z boku pisze czerwonym długopisem ocenę właściwą. Tak też poprawiałyśmy swoje oceny.
A czy przy tych poprawionych ocenach podpisałyście się własnym nazwiskiem, czy może podpis nauczyciela też podrobiłyście?
Nauczyciel dokonując poprawki w dokumencie (w tym przypadku w dzienniku) musi się również podpisać.
Gdy nauczyciel poprawiał mi ocenę na półrocze, nie podpisał się. Zresztą gdy oglądałyśmy dziennik, to przy żadnej poprawce nie było podpisu... Poza tym bałabym się podrobić podpis, bo to już chyba nawet pod paragraf podchodzi...
Nie głaszczą po głowach i nie są oszustami. Po prostu tak jak ja wyznają zasadę "po trupach do celu"... I nie nudzi mi się. Trzęsę się cała, nie wiem, co ze sobą zrobić...
I czy w ogóle mogą wyrzucić mnie ze szkoły, w której mam rejon?
Może to i lepiej, bo powiedziałaby pani coś, czego później by żałowała.
Czyli podsumowując: mamy nie liczyć, że coś nam ujdzie płazem i przyznać się do tego, żeby były mniejsze konsekwencje? Bo na pewno żałowałabym gdyby nikt nic nie zaczął podejrzewać, a my byśmy się przyznały...
Może to i lepiej, bo powiedziałaby pani coś, czego później by żałowała.
I tu się mylisz. To raczej Twoim rodzicom byłoby przykro, gdyby wiedzieli jakie masz o nich zdanie. Chyba, że faktycznie są tacy, to wtedy na Twoim miejscu bym się obawiała, czy po moim trupie nie zechcą swojego jakiegoś celu osiągnąć.
Britney napisał/a:
Czyli podsumowując: mamy nie liczyć, że coś nam ujdzie płazem i przyznać się do tego, żeby były mniejsze konsekwencje?
Ja wcale nie gwarantuję, że będą one mniejsze. Może tylko trochę łagodniejsze.
Ale przyznając się poniesiecie je świadomie.
Britney napisał/a:
I czy w ogóle mogą wyrzucić mnie ze szkoły, w której mam rejon?
Mogą. Przeniosą do innej szkoły za zgodą kuratorium (a w przypadku fałszowania dokumentów i jeszcze ukrywania tego z myślą, że się uda, nikt was bronił nie będzie.
Umiałyście zaplanować i świadomie sfałszować oceny, to wykażcie się teraz cywilną odwagą i przyjmijcie karę z godnością. I niech to będzie nauczka, że cel nie uświęca środków.
Wątpię, żeby wyrzucili mnie ze szkoły. I tak mam dobre oceny... a zachowanie... hmm... nikomu tym krzywdy nie zrobiłyśmy przecież
Szczerze mówiąc, na początku gdy chciałam napisać temat na forum, miał mieć inną treść ale dotyczyć tej sprawy:
Czy nauczyciele na radach pedagogicznych jeszcze raz liczą średnią ważoną? A może to wychowawca spisuje tylko oceny, jak są długopisem, bez żadnej konsultacji z nauczycielami uczącymi przedmiotów? Jak to w ogóle wszystko wygląda?
#Edit
A Tobie, vuem, o co chodzi?
Wybacz, ale na prawdę nie rozumiem...
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum