Post nr 1, Wysłany: 2010-02-03, 14:46 Problem z wychowawcą / nieobecności
Witam,
Mam pewien problem z wychowawcą, niezbyt mam kogo spytać o radę a i nie wiem czy w ogóle jestem w sytuacji w której mogę wykonać jakiś ruch i komuś takie a nie inne zachowanie nauczyciela zgłosić.
Jestem zwykłym uczniem Technikum, raz jestem - raz mnie nie ma, działa to dokładnie tak.
Pewne regulacje, chociaż nie powiem dokładnie jakie - aczkolwiek wiem że u mnie w szkole obowiązują mówią wyraźnie iż 51% nieobecności na przedmiocie jest powodem do nieklasyfikowania ucznia, czy to w semestrze, czy to na koniec roku. Nie oznacza to oczywiście że wystarczy iż będę na tych 51% a reszta - czyli pozostałe 49% jest niepotrzebna i można ją olewać, wychodzi to jednak jak wychodzi.
Bardzo dużo choruje przez co moja frekwencja spada, doliczając do tego zwykłe wyskoki - a to się zaśpi, a to nie bo coś-tam... (jak to u każdego ucznia) - frekwencja jest wręcz fatalna.
Mimo to nigdy nie miałem okazji być nieklasyfikowanym oraz nigdy nie miałem oceny niedostatecznej na semestr/rok szkolny.
Czyli wszystko powinno być ok, niestety mój wychowawca zwyczajnie mnie obgaduje po za moimi plecami, nie dość że z uczniami, to jeszcze z nauczycielami, ciągle sugerując iż moje pożegnanie ze szkołą jest blisko, wprost nic mi nie powie.
Jednym słowem - żywo czepia się o każdą nieobecną godzinę, chociaż prawie wszystkie mam usprawiedliwione ( i to lekarskimi zwolnieniami, bo od rodziców, choć pełnoletni nie jestem, przyjmować już nie chce ).
Te ciągłe komentarze, i to czego dowiaduje się przychodząc do szkoły od znajomych, powodują że całkowicie nie mam ochoty widzieć tego faceta (a niestety mam z nim wiodący przedmiot w szkole, 6h tygodniowo), widać, że mnie nie lubi, jest na mnie cięty i szuka na mnie haka, tylko nie może go znaleźć.
Niezbyt wiem co mogę zrobić w tej sytuacji, rozmowa nic nie da, a takie zachowania siadają po prostu na psychice. Nie wszyscy lubią słyszeć od obcych ludzi że się zasłyszało, że jest się dnem, marginesem, albo idzie się na dno, szczególnie kiedy się z klasy do klasy zdaje, obecność jest a i oceny nie takie złe.
Jestem bardzo ciekawy co ci doradza, bo mam dokładnie taki sam problem i też jestem w technikum mój nauczyciel skur...l ciągle mnie obgaduje z rożnymi klasami (i pewno nie tylko z uczniami). Jak on jest chory to wszystko w porządku ale jak uczeń to od razu oznacza ze należy go gnoi.. ,och ten temat mnie tak złości szkoda gadać. Ja unikam lekcji z tym nauczycielem jak tylko mogę bo on zawsze robi wszystko żeby mi dokopać problem w tym ze nawet jak mnie nie ma to i tak jestem obecny bo on potrafi cala lekcje gadać tylko o tym jaki to ja jestem zły, komentować mój styl, wygląd albo inne rzeczy które nie bardzo powinny go obchodzić najchętniej w ogóle bym nie chodził ale wtedy na egzamin klasyfikacyjny mnie nie dopuszcza jak będę miał zaliczone 0 % lekcji z nim więc trochę będę musiał się z nim pomęczyć
To pocieszajace ze ktoś inny ma też taki problem jak ja ale prawda jest taka ze z nauczycielem nie wygrasz, więc trzymaj się, bo jesteś na przegranej pozycji .
Life Is Brutal And Full of Zasadzkas And Sometimes Kopas w Dupas But Sa Chwile For Których Warto Life!
Ja również nie mam dobrej frekwencji - około 60% i nieraz byłem w takiej sytuacji jak Ty, nie jest to może powód do dumy, ale sądzę, że jeśli masz większość nieobecności usprawiedliwione to nauczyciel nie powinien się przyczepić. A już takie zachowanie Twojego wychowawcy jest żałosne, ja widzę tylko dwa wyjścia - nie zwracać na to żadnej uwagi i ignorować takie DZIECINNE wycieczki w Twoją stronę. Możesz też z nim pogadać i spytać się czy to prawda, a jeśli tak to powiedz, że Ci się to nie podoba, chociaż wnioskuję z jego wcześniejszego zachowania, że taka rozmowa raczej da skutek odwrotny do pożądanego. Zalecam Ci po prostu ignorowanie tego, na pewno masz ważniejsze sprawy na głowie i lepiej na nich się skup.
Dno? Margines? Takie epitety z ust kogoś, kto mieni się NAUCZYCIELEM?!
Po pierwsze - zebrać mocne dowody. Po drugie - koniecznie wraz z rodzicami udać się na spotkanie z panem dyrektorem, przedstawić rzeczone dowody i poprosić o regulaminowe ukaranie tego pana "nauczyciela" i o nakazanie jemu przez dyrektora publicznych przeprosin. Ten pan, co to niby jest nauczycielem, w takiej sytuacji powinien jeszcze podziękować, że sprawa pozostała w murach szkoły. Bo mogłaby je opuścić - nazywanie kogoś "marginesem" to zwykłe szkalowanie, a za takie coś w Polsce ponieść dotkliwą karę.
Jeżeli pan dyrektor nie będzie chciał współpracować, całą sprawę przedstawić jego przełożonym i zażądać ukarania i dyrektora, i nauczyciela.
Cytat:
ale prawda jest taka ze z nauczycielem nie wygrasz,
No niestety... prawdą jest, że nasze rodzime szkoły zostały takimi enklawami tego dawnego, totalitarnego reżimu w Polsce - podobnie, jak kolej, czy służba zdrowia. Takie stwierdzenia, jak Twoje, słyszę na każdym kroku - oznacza to, że w społecznej świadomości w istocie tak właśnie system oświaty jest postrzegany do tej pory. Skoro w społecznej, to zapewne i w nauczycielskiej... Ale mimo wszystko - ja bym osobiście doradzał spróbować coś zmienić, przecież jednak sporo się pozmieniało od tego 89-go.
_________________ Szanuj ucznia swego, możesz nie mieć żadnego...
Jeżeli komuś nie podoba się taka "swawola", to niech sobie ustali takie zasady, że po jednej godzinie jest lot ze szkoły. Tylko, że wtedy musiałby uczyć chyba powietrze w sali... Zwracam zresztą uwagę, że to nie temat o szkodliwości spóźniania się, a o nagannej postawie pewnego nauczyciela. Proszę nie rozmydlać sprawy.
_________________ Szanuj ucznia swego, możesz nie mieć żadnego...
Basso profondo
Wiek: 40 Dołączył: 04 Sie 2007 Posty: 4421
Post nr 7, Wysłany: 2010-02-05, 06:57
kowalsky napisał/a:
Jestem zwykłym uczniem Technikum, raz jestem - raz mnie nie ma
Skoro chodzisz w kratkę, to nie jesteś zwykłym uczniem, ale zwykłym leserem.
kowalsky napisał/a:
a to się zaśpi, a to nie bo coś-tam...
Gdybym był twoim ojcem, to dopiero poznałbyś, co to dyscyplina. Każdy normalny nauczyciel powinien się ciebie "czepiać".
_________________ Nemo suo iure uti debet, ut alteri laedat.
Jeżeli komuś nie podoba się taka "swawola", to niech sobie ustali takie zasady, że po jednej godzinie jest lot ze szkoły. Tylko, że wtedy musiałby uczyć chyba powietrze w sali.
Tak się zastanawiam, czy ty naprawdę nic nie rozumiesz czy tylko udajesz?
Przedmiot nauczania: chemia, przedmioty informatyczne
Wiek: 40 Dołączył: 07 Mar 2008 Posty: 641 Skąd: Nowa Ruda
Post nr 9, Wysłany: 2010-02-05, 08:33
U każdego zdrowo myślącego człowieka takie kombinatorstwo musi budzić odruchowe obrzydzenie. Nie dziw się, że nauczyciel, który ma mieć z Tobą częsty kontakt a widzi Cię raz w miesiącu nie tryska optymizmem i nie uśmiecha się ciepło na myśl o Twojej kolejnej "wpadce". Sam chętnie zadbałbym o lepsze Twoje wychowanie w duchu poczucia obowiązku i z troski o kompletność wykształcenia zafundowałbym Ci jeszcze jeden rok nauki.
Co do epitetów miotanych publiczne (?) - niedopuszczalny brak profesjonalizmu. Jeśli tylko w gronie nauczycieli lub w rozmowach prywatnych - to jedna rada - nie podsłu...
_________________ Powyższy post wyraża jedynie opinię autora w dniu dzisiejszym. Nie może on służyć przeciwko niemu w dniu jutrzejszym, ani każdym innym następującym po tym terminie. Ponadto autor zastrzega sobie prawo zmiany poglądów, bez podawania przyczyny
Basso profondo
Wiek: 40 Dołączył: 04 Sie 2007 Posty: 4421
Post nr 10, Wysłany: 2010-02-05, 09:07
kowalsky napisał/a:
albo idzie się na dno, szczególnie kiedy się z klasy do klasy zdaje, obecność jest a i oceny nie takie złe
Widać nauczyciel - jako starszy i bardziej życiowo doświadczony - dostrzegł wcześniej od ciebie, że idziesz na dno. Ty dostrzeżesz to dopiero wtedy, gdy będzie za późno.
_________________ Nemo suo iure uti debet, ut alteri laedat.
Skoro chodzisz w kratkę, to nie jesteś zwykłym uczniem, ale zwykłym leserem.
kiedy ja mam w 1 semestrze jakies 120h nieobecnych z czego max 20 nieusprawiedliwionych podczas gdy reszta klasy spokojnie miedzy 150 a 250 z czego gruba polowa nie uspr.
kowalsky napisał/a:
a to się zaśpi, a to nie bo coś-tam...
Gdybym był twoim ojcem, to dopiero poznałbyś, co to dyscyplina. Każdy normalny nauczyciel powinien się ciebie "czepiać".[/quote]
Przykro mi, ale czasy bicia dzieci raczej juz minely chyba ze masz cos innego na mysli.
Witold Telus napisał/a:
Co do epitetów miotanych publiczne (?) - niedopuszczalny brak profesjonalizmu. Jeśli tylko w gronie nauczycieli lub w rozmowach prywatnych - to jedna rada - nie podsłu...
jezeli takie teksty przy 20~~ osobach w klasie to rozmowa prywatna to ok, mi sie zawsze inaczej wydawało..
miwues napisał/a:
Widać nauczyciel - jako starszy i bardziej życiowo doświadczony - dostrzegł wcześniej od ciebie, że idziesz na dno. Ty dostrzeżesz to dopiero wtedy, gdy będzie za późno.
Na dno frekwencyjnie to moze i tak, ale w tym technikum moje oceny z przedmiotów wiodących tj zawodowe są grubo powyzej przeciętnej;/
ps. a z facetem sie widze tak srednio ze dwa razy w tygodniu minimum, więc to że mnie widzi raz na miesiąc i sie czepia to tez nie to.
Sprawa zaszła do tego stopnia ze ostatnio się dowiedzialem ze sprawdzal wiarygodnosc moich zwolnień:| Niestety sie przejechał troche bo wszystkie są jak najbardziej prawdziwe.
Może należałoby się zastanowić i postępować konsekwentnie. Nie liczyć, że może się uda, że coś spadnie ze stołu, że nie zauważą lub nie będą chcieli Cie skrzywdzić.
Jeżeli podlegasz jeszcze obowiązkowi szkolnemu, to chodź do szkoły, miast wagarować.
Jeżeli nie podlegasz, a nie chce Ci się chodzić do szkoły, to poproś o skreślenie z listy uczniów - nie wszyscy muszą mieć maturę i zawód.
Piszesz, że zawsze opuszczałeś, ale problemu nie było, bo byłeś klasyfikowany i zdawałeś z klasy do klasy.
A nie pomyślałeś, że dotąd nauczyciele szli Ci na rękę, myśleli, że zmądrzejesz - a teraz miarka się przebrała? Zonk!
A że nauczyciel mówi?? Skoro Ciebie nie ma, to mówi do klasy licząc, że może ktoś Ci przemówi do rozsądku.
Ktoś pisze wyżej, że szkoła sie nie zmieniła od 89.
Nieprawda - zmieniła się.
Przedtem mieliśmy mądrzejszych, sensowniejszych uczniów, którym naprawdę zależało na tym, aby być "kimś". Teraz uczniowie kombinują, jak tu zdobyć trójczynę i do przodu.
Sprawa zaszła do tego stopnia ze ostatnio się dowiedzialem ze sprawdzal wiarygodnosc moich zwolnień:| Niestety sie przejechał troche bo wszystkie są jak najbardziej prawdziwe.
Zauważ, że nauczyciel nie musi usprawiedliwić nieobecności, nawet na podstawie przedłozonego usprawiedliwienia.
Po drugie: nie ma znaczenia, czy nieobecności są usprawiedliwione czy nie. Jeżeli nie było Cię na więcej niż połowa zajęć, rada pedagogiczna może zadecydować, że jesteś nieklasyfikowany, bo do klasyfikacji nie ma podstaw. Czeka Cie wtedy egzamin klasyfikacyjny z przedmiotu, z którego zaliczenia nie masz.
Tak mówi rozporządzenie o ocenianiu, a wiec zamiast burczeć na nauczyciela, weź uszy po sobie i zacznij chodzib na lekcje. Chyba że wolisz egzamin klasyfikacyjny:)))
Wagarowanie i kombinowanie zwolnień lekarskich jest chorobą dzisiejszej szkoły. Niestety, chorobą jest również to, że nauczyciele traktują Was za dobrze! Nie zarządzają egzaminów klasyfikacyjnych, bo im szkoda uczniów (?). Sytuacja patologiczna doszła do takiego stadium, że nauczyciel, który próbuje wyegzekwować prawo, jest postrzegany jako mściwy typ. I jeszcze niektórzy mają zamiar gdzieś tam na niego skarżyć, hihihiii...
Gdybym był twoim ojcem, to dopiero poznałbyś, co to dyscyplina. Każdy normalny nauczyciel powinien się ciebie "czepiać".
Ja za to... Gdybym był Twoim szefem, to za tak żywiołowe stawanie w obronie nauczycieli łamiących obyczajowe i moralne normy, dopilnowałbym, by tacy jak Ty pracę znajdowali by przy sprawdzaniu nie kartkówek, a co najwyżej biletów w nocnych autobusach.
Cytat:
U każdego zdrowo myślącego człowieka takie kombinatorstwo musi budzić odruchowe obrzydzenie. Nie dziw się, że nauczyciel, który ma mieć z Tobą częsty kontakt a widzi Cię raz w miesiącu nie tryska optymizmem i nie uśmiecha się ciepło na myśl o Twojej kolejnej "wpadce".
No tak, ale czy tych niezbyt ciepłych myśli nie da się wyrazić w bardziej... nazwijmy to: dyplomatyczny (a przy tym co najmniej równie stanowczy) sposób? Jednak trzeba mieć trochę oleju w głowie, by zostać nauczycielem. Dorośli, inteligentni ludzie powinni mieć w głowie trochę więcej sposobów na kulturalne wyrażenie swojej dezaprobaty. Nie uważasz?
kowalsky, jak najszybciej zrób z panem "nauczycielem" porządek według moich wcześniejszych wskazówek, publiczne operowanie takimi określeniami wobec ucznia nie mieści się w nawet najbardziej liberalnych standardach etyki. Nie tylko zawodowej, ale i czysto ludzkiej. Interwencja w tym momencie to Twój obywatelski obowiązek, śmiem twierdzić. Jak w każdym innym przypadku naruszania prawa i porządku publicznego - powinieneś reagować.
Swoją drogą, tak między nami - uczniami... Po co komu nauczyciele, skoro chodząc w kratkę i tak jesteś w stanie uczyć się ponad przeciętną..? Może tutaj trzeba szukać budżetowych oszczędności w państwowej kasie?
_________________ Szanuj ucznia swego, możesz nie mieć żadnego...
Bardzo dużo choruje przez co moja frekwencja spada, doliczając do tego zwykłe wyskoki - a to się zaśpi, a to nie bo coś-tam... (jak to u każdego ucznia) - frekwencja jest wręcz fatalna.
Mimo to nigdy nie miałem okazji być nieklasyfikowanym oraz nigdy nie miałem oceny niedostatecznej na semestr/rok szkolny.
Może najwyższa pora zacząć ponosić konsekwencje braku odpowiedzialności?
kowalsky napisał/a:
mój wychowawca zwyczajnie mnie obgaduje po za moimi plecami, nie dość że z uczniami, to jeszcze z nauczycielami, ciągle sugerując iż moje pożegnanie ze szkołą jest blisko, wprost nic mi nie powie.
Czyli na własne uszy tego nie słyszałeś. A nie pomyślałeś, że to może koledzy zwyczajnie cię wkręcają? Poza tym rozmowa wychowawcy z pozostałymi nauczycielami uczącymi w jego klasie na temat wychowanków jest jednym z obowiązków wychowawcy.
676 napisał/a:
Ja za to... Gdybym był Twoim szefem, to za tak żywiołowe stawanie w obronie nauczycieli łamiących obyczajowe i moralne normy, dopilnowałbym, by tacy jak Ty pracę znajdowali by przy sprawdzaniu nie kartkówek, a co najwyżej biletów w nocnych autobusach.
No to przynajmniej się dowiedziałam, że rozliczanie ucznia z jego nieobecności jest łamaniem obyczajowych i moralnych norm. Tylko jak to się ma do faktu, że każdy wagarujący uczeń jest przez władze oświatowe, policję i sądy traktowany jako zagrożony demoralizacją?
676, zanim czyimkolwiek szefem zostaniesz wiele czasu upłynie i dużo się jeszcze o sobie i innych nauczyć musisz.
676 napisał/a:
Po co komu nauczyciele, skoro chodząc w kratkę i tak jesteś w stanie uczyć się ponad przeciętną..?
Pełnoletni uczeń chodzić do szkoły nie musi. Nie ma takiego obowiązku. A jeśli nie ma 18 lat, to też są na to sposoby. Nawet w naszym systemie oświatowym do przeskoczenia - nauczanie domowe i na koniec roku egzaminy ze wszystkich przedmiotów. Tylko to nie uczeń, a jego rodzice musieliby tę sprawę załatwić, zobowiązać się, że zapewnią odpowiednie przygotowanie do tych egzaminów, warunki nauki, pomoce dydaktyczne i jeszcze wiele innych rzeczy. Skoro jednak rodzice zdecydowali się, że ich niepełnoletnie dziecko będzie się w danej szkole uczyło, to ich obowiązkiem jest zagwarantować uczęszczanie tego dziecka na zajęcia. Może w końcu należy zacząć rozliczać rodziców z realizacji obowiązku szkolnego i obowiązku nauki ich pociech. A sankcje finansowe mogą być w tym przypadku dotkliwe.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum