Post nr 1, Wysłany: 2011-10-11, 14:24 REZYGNACJA Z MATURY
Witam. Jestem w klasie maturalnej i niedawno złożyłem deklarację dotyczącą zdawania matury, mój problem polega na tym że teraz nie chce zdawać matury ponieważ jestem słabym uczniem i mogę mieć przez to powody z ukończeniem szkoły poniewąz dopiero teraz wyszło już na jaw jak są tępieni uczniowie którzy zdają mature i tu jest moje pytanie czy moge w jakiś sposób teraz zadeklarować niezdawanie matury lub wycofać tę deklaracje ??? proszę o pomoc
Dokładnie jak post powyżej,w tym roku tez nie powinno się nic zmienić. Mimo wszystko zachęcam do zdawania matury,musisz przynajmniej spróbować,najłatwiej jest poddać się bez walki.
A ja bym ci powiedział: Nie łam się, nie uginaj i pisz.
Po pierwsze sama praktyka "udupiania" ucznia, żeby nie pisał matury choć często stosowana jest wręcz karygodna. Po drugie znam osoby które jak ty zrezygnowały, a które miałyby spore szanse zdać. Maturę można napisać bez żadnego przygotowania nie licząc prezentacji, więc pisz chłopie. Potem będziesz żałował.
Po pierwsze sama praktyka "udupiania" ucznia, żeby nie pisał matury choć często stosowana jest wręcz karygodna.
Też tak sądzę.
Tylko trzeba być niezmiernie ostrożnym, by za takie tępienie nie uznać egzekwowania obowiązku osiągnięcia pozytywnej oceny z przedmiotu, co jest warunkiem koniecznym do ukończenia szkoły i w konsekwencji dopuszczenia do egzaminu maturalnego.
Jednym biegunem/ekstremum byłoby "eliminowanie" abiturientów słabych, aczkolwiek uzyskujących wyniki wystarczające dla pozytywnej oceny z uwzględnieniem PSO ze strachu przed zaniżeniem statystyki zdawalności, a drugim przekonanie niektórych uczniów, że maturę można zdać bez przygotowania i stąd brak konieczności sprostania jakimkolwiek wymaganiom nauczycieli poszczególnych przedmiotów, bo "ten dop to mi się należy za to,że jestem".
Moim zdaniem maturę na poziomie obecnym, można równie dobrze zdać po gimnazjum - oczywiście mówię tu tylko o przedmiotach obowiązkowych.
Co do tzw. dop-a, to jeżeli się jest na zajęciach i słucha o czym nauczyciel mówi, to nie robiąc samemu nic, nie ma problemu żeby tego dop-a uzyskać. Chociaż to może tylko mi wystarczy posłuchać, żeby zaliczyć.
Może powiem jak wyglądała moja matura...
Jedynym co zrobiłem, żeby ją zdać było przygotowanie prezentacji na ustny polski, co jest łatwe i przyjemne jeżeli wybierzesz sobie interesujący Cię temat (np. mój czyli "Warszawa - w literaturze, malarstwie i/lub filmie", czyli temat o którym można mówić dowolnie, ja np. podszedłem do tego w sposób historyczny czyli tak naprawdę zrealizowałem temat "Warszawa na przestrzeni wieków". Aha, prezentacje robiłem 2 dni przed maturą. wynik: 70%.
Polski pisemny, to śmiech, wiedzieć nie musisz nic, jedyne co musisz potrafić to czytanie - czyli umiejętność z klas 1-3 podstawówki.
Matematyka - tu musisz znać tylko podstawy - resztę masz w tablicach które dostajesz na egzaminie.
Angielski - tu już trzeba "coś" wiedzieć, ale też niezbyt dużo, wystarczy ci wiedza z gimnazjum żeby zdać na poziomie 50-60%. Ja nie ucząc się przed maturą nic i mając tak naprawdę tylko rok angielskiego w szkole średniej(z powodów opisanych w innym wątku), zdałem ustny na 100 i pisemny na 96%.
Moim zdaniem maturę na poziomie obecnym, można równie dobrze zdać po gimnazjum - oczywiście mówię tu tylko o przedmiotach obowiązkowych.
Można osiągnąć minimum, jeśli jest się pilnym uczniem. Tylko, że osoby na przednówku studiów takimi wynikami nie są zainteresowani.
Matury nie zdaje się dla samej matury, jej wynik jest przepustka do studiów.
Vasir napisał/a:
Co do tzw. dop-a, to jeżeli się jest na zajęciach i słucha o czym nauczyciel mówi, to nie robiąc samemu nic, nie ma problemu żeby tego dop-a uzyskać. Chociaż to może tylko mi wystarczy posłuchać, żeby zaliczyć.
W przypadku niektórych przedmiotów tak. W większości przypadków bez aktywnego udziału nie osiągniesz tego poziomu. Jeśli w swej szkole odniosłeś inne wrażenie w odniesieniu do wszystkich, to znaczy, że nie traktowano wymagań określonych podstawa programowa poważnie.
Wymagania matury podstawowej nie powalają niestety na kolana, może kiedyś się to zmieni...Ty za to niezmiennie lansować się będziesz na geniusza
Niestety geniuszem nie jestem i bardzo dobitnie uświadomili mi to gimnazjaliści 2 lata temu na zajęciach OKI .
Cytat:
Można osiągnąć minimum, jeśli jest się pilnym uczniem. Tylko, że osoby na przednówku studiów takimi wynikami nie są zainteresowani.
Niestety, matura w niektórych zakładach umożliwia awans, a bez niej nie możesz awansować.
Oczywiście, jeżeli chcesz iść na studia, to musisz mieć coś ponad to. Ja miałem np. Informatykę, Fizykę i Matematykę rozszerzoną.
Zdałem, studiuję, a gimnazjum kończyłem ze średnią 2,4 (80% z egzaminu) - ale to wina tego, że olewałem i spałem/czytałem książki/rysowałem/uczyłem się czegoś zupełnie innego na lekcjach.
Zdałem, studiuję, a gimnazjum kończyłem ze średnią 2,4 (80% z egzaminu) - ale to wina tego, że olewałem i spałem/czytałem książki/rysowałem/uczyłem się czegoś zupełnie innego na lekcjach.
Chwalisz się, czy żalisz?
_________________ "A teraz weźmy taką statystykę [..] zakładając, że państwa razem ze mną jest sto [..] a ja nie mam jednej nogi, to statystycznie [..] każdy z państwa ma po 1,99 nogi [...] jak cena w Biedronce."
16 jedynek z angielskiego za prace domowe/prace na lekcji, a wszystkie sprawdziany na 5, wynik końcowy 3 Tak mi się na wspomnienia zebrało Nie ma to jak "słuchanie" nauczyciela. Angielski w gimnazjum pamiętam troszkę jak leżakowanie
Z gimnazjum nie ma się co śmiać. Tu trzeba ręce załamywać. Nie wnikam już w twoje oceny, bo to indywidualna sprawa, ale sama idea zebrania młodzieży w burzliwym okresie dojrzewania w jednym miejscu skutkuje patologiami.
_________________ "A teraz weźmy taką statystykę [..] zakładając, że państwa razem ze mną jest sto [..] a ja nie mam jednej nogi, to statystycznie [..] każdy z państwa ma po 1,99 nogi [...] jak cena w Biedronce."
"Za moich czasów" (czyli nie aż tak dawno), w gimnazjum nie było, aż tak źle. Ogólnie teraz "poziom" młodzieży pojechał ostro w dół. Mówię tu o rocznikach młodszych od nas o jakieś 3-5 lat.
Ostatnio wracam sobie z uczelni i widzę 2ch chłopaków może 6ta klasa sz. Podst. i obaj z petem w ręku. Albo w ostatnią środę wracam z uczelni i wsiada 3 gimnazjalistów z pannami narąbanych tak, że ledwo stali - oczywiście kultura pełną gębą...
Co do ocen w gim. żeby się trochę chociaż usprawiedliwić, to zawsze należałem do tych osób które stwierdzają "a po co mi to" i na lekcjach czytały zupełnie o czymś innym. Co oczywiście przyniosło efekty w postaci wiedzy z mojej dziedziny w której się kształcę od gimnazjum.
"Za moich czasów" (czyli nie aż tak dawno), w gimnazjum nie było, aż tak źle. Ogólnie teraz "poziom" młodzieży pojechał ostro w dół. Mówię tu o rocznikach młodszych od nas o jakieś 3-5 lat.
Za moich czasów nie było dużo lepiej
Vasir napisał/a:
Co do ocen w gim. żeby się trochę chociaż usprawiedliwić, to zawsze należałem do tych osób które stwierdzają "a po co mi to" i na lekcjach czytały zupełnie o czymś innym. Co oczywiście przyniosło efekty w postaci wiedzy z mojej dziedziny w której się kształcę od gimnazjum.
Oraz efekty w postaci braku wiedzy z innych dziedzin.
_________________ "A teraz weźmy taką statystykę [..] zakładając, że państwa razem ze mną jest sto [..] a ja nie mam jednej nogi, to statystycznie [..] każdy z państwa ma po 1,99 nogi [...] jak cena w Biedronce."
Każdy będzie uważał, że pokolenie wstecz było lepsze:) a jak spojrzeć na to z innej strony to ilość wiedzy i informacji jakie muszą przyswajać i przetwarzać nowe generacje znacznie się zwiększa. Ale tylko statystycznie. Jeżeli dzisiaj część młodzieży niczym się nie interesuje to wiedzcie, że dawniej wcale nie było inaczej.
Ja sobie nie przypominam, żeby któryś z moich znajomych w podstawówce palił (a to widzę prawie non-stop teraz) i tylko raz zdarzyło się, że wypili alkohol w 6 podst. oczywiście ponosząc konsekwencje.
Nie przypominam sobie też, gimnazjalistów którzy na wycieczce szkolnej (3 dniowej) narąbali się tak, że wylądowali w szpitalu (sytuacja z przed 3 lat z mojego byłego gimnazjum).
Mógłbym sporo wymieniać. W każdym razie, jak ja byłem w gim-podst tak zachowywało się kilka osób na szkołę, a teraz kilka na szkołę tego nie robi.
Wystarczy przejść się na spacer w piątek w godzinach wieczornych do parku, opuszczonych budynków lub ewentualnie pojeździć pociągiem
Oczywiście, nie mówię, że ja byłem święty, bo w gim. ja też swoje wypiłem, ale naprawdę nie było tak jak jest teraz.
Cytat:
z innej strony to ilość wiedzy i informacji jakie muszą przyswajać i przetwarzać nowe generacje znacznie się zwiększa.
W szkole raczej nie - wystarczy porównać zeszyty np. mój z Technikum a mojej nauczycielki z Liceum kilka lat wcześniej.
Zainteresowania młodzieży pozostawię bez komentarza.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum