Post nr 1, Wysłany: 2011-03-07, 15:11 Sukces nauczycielski
Poniższy tekst był pisany gdy w moim organizmie znajdowały się jeszcze negatywne hormony. Jest to efekt wyrzucenia z siebie wszystkich moich emocji. Dziękuję za uwagę.
__
Od zawsze myślałem, że nauczyciel osiąga sukces wtedy, jeśli nabyta przez jego ucznia wiedza zostanie wykorzystania w celu innym aniżeli otrzymaniu dobrej oceny.
Myliłem się..?
Technika. Gimnazjum. Trzecia klasa.
Właśnie mamy lekcje 'elektroniczne' - elementy, symbole, łączenie oporników, obliczanie wartości... W pierwszej klasie wykonałem pewien projekt, który rozwijaliśmy wspólnie z kolegami z forum elektroda.pl. Chodzi o piórnik z wyświetlaczem
(godzina + notatnik) sterowany pilotem wbudowanym w mazak. Leży mi to już od dawna, uznałem, że skoro teraz mamy lekcje z tym tematem związane - zabiorę go do szkoły aby poznać opinię nauczyciela.
Uczniem nie jestem 'dobrym' - nie mam piątek i szóstek. Dotychczas na nowy semestr z kartkówek mam dwie oceny niedostateczne. Nienawidzę się uczyć(szczerze mówiąc- nie uczę się w ogóle) teorii tylko po to aby coś zaliczyć. Nie z przedmiotów które mnie interesują. Na lekcjach nie uważam, zdaję sobie sprawę, że przez rozmowy które prowadzę mogę czasami przeszkadzać.
Na dzisiejszą lekcję zabrałem swój projekt. Po dzwonku zaczekałem aż większość wyjdzie z klasy. Kilka osób zostało poprawiać kartkówki. Podszedłem do pani Marii. Jest to starsza osoba, moim zdaniem nie stworzona do pracy z dziećmi. Nie potrafi zainteresować ani utrzymać dyscypliny.
- Jako, że mamy obecnie lekcje elektroniczne postanowiłem przynieść piórnik, który wykonałem dwa lata temu. Jest szansa na uzyskanie pani opinii?
- Nie widzisz, że inni piszą? WYJDŹ STĄD!
Nie odpuściłem. Stanąłem obok niej i zaczekałem, aż wszyscy skończą pisać i opuszczą salę. Wtedy po raz kolejny podjąłem próbę nawiązania dialogu. Powiedziałem, że chciałbym porozmawiać, poznać opinię. Szczerze mówiąc zależało mi na usłyszeniu jakiejkolwiek pochwały, choćby- "Dobra robota". Niestety nie było na to szans. Na moją pracę chyba nawet nie spojrzała; może kątem oka gdy nie widziałem. W odpowiedzi usłyszałem tylko abym wyszedł, że nie będzie ze mną rozmawiać, że dyskusję mogę sobie prowadzić z kolegami.
- Myślałem, że nauczycielowi zależy na tym, aby uczeń rozwijał się także poza szkołą...
Trochę zmiękła. Mimo to otrzymałem serię niegrzecznych, głośnych uwag: "gdybyś to przy mnie robił", "nie będę z tobą rozmawiać", "ciekawe czy gdybym cię poprosiła o opisanie działania to byś potrafił...".
- Owszem. Sercem układu jest mikroprocesor Atmega8. Program został napisany w bascomie. Całość wykonałem samemu, projekt rozwijany był na znanym forum. Wspólnie opracowywaliśmy program. Nie podważam, że to nie ja jestem jego całkowitym autorem.
Nie oszukujmy się. Nie ma pewnie większego pojęcia o tym jak działa taki mikroprocesor. Ale nie o to mi chodzi.
- Zalicz najpierw te dwa sprawdziany. Dobrze, że ci koleżanka pomogła na lekcji bo byś nie potrafił przy tablicy obliczyć tego rezystora.
- Potrafię. Wykonałem ten piórnik. Taka wiedza jest z nim ściśle związana, nieprawdaż?
Nie było sensu abym dłużej się z nią sprzeczał. Było pewne, że do niczego to nie doprowadzi. Wyszedłem.
To oczywiście skrót tych wydarzeń, tak naprawdę było o wiele gorzej. Jej stosunek do mnie był totalnie olewający, w jej głosie czułem pogardę. Niektóre wypowiedzi były wymawiane takim tonem, że pewnie pół segmentu mogło je usłyszeć. Gdyby to jak do mnie mówiła się wydało, wyleciała by z pracy jeszcze w tym samym dniu. Pewnie nie wyobrażacie sobie, co czułem w momencie gdy szedłem do szatni...
Ja rozumiem, że może nie jestem uczniem i człowiekiem idealnym, czasami sprawiam trudności, często samemu nie okazuję do niej szacunku(choćby przeszkadzając na lekcji). Nigdy nie darzyła mnie sympatią(chyba nikogo nie darzy?). Jestem jej całkowicie obojętny. Dzisiaj jednak przesadziła. Czy to jednak jest usprawiedliwieniem takiego zachowania?
Tak sobie myślę: może poprawię te oceny i spróbuję po raz kolejny? Nie wiem jednak czy jest sens, co gdy znowu powie: "Dasz mi wreszcie spokój? Czego ty tak właściwie ode mnie chcesz?".
Gdybym ja był nauczycielem, podejrzewam, że ogromną radość sprawił by mi fakt gdyby mój uczeń przyszedł pochwalić się efektem wykorzystania wiadomości przekazanych przeze mnie. Nieważne jaki by był, gdyby z dobrą wiarą przyszedł porozmawiać - nie potraktował bym go w taki sposób.
Nie akceptuję takiej postawy, to fakt. Ale cieszę się, że to Cię spotkało. pomoże Ci to zrozumieć jak czują się ludzie, których praca, a nawet sama obecność i prawo do szacunku są ignorowane. To uczyni Cię lepszym człowiekiem.
Spróbuj na lekcjach uważać, szanować ją, wykonywać zadania, o które prosi. Potem spróbuj jeszcze raz. Piszesz: jestem tylko człowiekiem, uczniem. Ona ...też. Może jest zmęczona tłumem nastolatków( bo chyba już nie takich dzieci,co?), które ją lekceważą, nie uczą się, gadają na lekcjach, zaliczają na "odczep się". Może ma wiele lat pracy za sobą( piszesz "starsza pani"- ile ma lat, 40? ), może ma już dość. I jest takie przysłowie- "co posiejesz, to i zbierzesz".
Czy nauczycielka powinna Cię tak potraktować? Nie, nie powinna. Ale tu się zgodzę z Vuem- może przemyślisz parę spraw i zaczniesz inaczej się zachowywać, kiedy sam poczułeś, jak to boli, kiedy ci zależy na innym człowieku, a on cię...lekceważy i tobą...gardzi....
Jedna sprawa wymaga sprostowania, bo odnoszę wrażenie, że mnie nie zrozumieliście. Oczywiście ja ją darzę szacunkiem. Tak przecież zostałem wychowany. Każdy człowiek na ten szacunek zasługuje. Wiem coś na ten temat, bo sama moja mama jest nauczycielką. Rozumiem jaki cholernie ciężki jest ten zawód, ile pracy dodatkowo trzeba wykonać w domu. W dodatku pracy za którą nikt nie płaci.
Z nauczycielami zawsze staram się rozmawiać jakby byli ze mną spokrewnieni(nie umiem innego określenia znaleźć), zachowując jednak przy tym odpowiednią kulturę. Nigdy nie starałem się podlizywać, nie jestem prymusem. Odnoszę jednak wrażenie, że jestem lubiany przez kadrę pedagogiczną. Moim marzeniem jest doczekanie podobnej sytuacji jaka panuje np. w Hiszpanii. Miałem okazję być tam w jednej ze szkół przez tydzień. Relacje jakie panują pomiędzy nauczycielami a uczniami są po prostu nie do opisania: mówią do siebie po imieniu, zachowują się tak jakby byli oni ich dobrymi znajomymi. W Polsce od razu zostało by to odebrane jako lekcewaga czy brak szacunku. Ja tak nie uważam: takie rozwiązanie daje możliwość traktowania nauczyciela nie tylko jako osoby, która wykłada suchą wiedzę przez 45 minut, ale jako osoby, z którą można normalnie porozmawiać i do której zawsze zwrócić się o pomoc.
U nas takie przypadki się zdarzają(nawet w mojej szkole), ale jest to wciąż zjawisko powszechnie rzadkie.
Wracając jednak do mojego przypadku. Pani Maria ma około 52-55 lat. Ma swój specyficzny styl i 'skrzeczący' głos, co czyni ją tak naprawdę bardzo ciekawą osobą. Zazwyczaj nie miałem problemu z dogadywaniem się. Może dlatego ta dzisiejsza sytuacja tak bardzo mnie zszokowała.
Siedzę z tyłu klasy, z natury jestem cichym i spokojnym człowiekiem. Na jej lekcjach zawsze jest głośno. Niestety nie potrafi ona zapanować nad klasą, która może i dyskutuje na temat, ale robi to w sposób niezbyt kulturalny. W porównaniu z innymi myślę, że mam nawet do niej i jej pracy więcej szacunku. Niestety na tych lekcjach nie da się inaczej.
Nie potrafię tego inaczej opisać. Słowa do takiego czegoś nie wystarczą. Zapewne 20 sekundowe nagranie powiedziało by o całej sytuacji więcej niż milion słów, nie chcę jednak kusić losu i na koniec trzeciej klasy narobić sobie problemów. Pozostaje mi mieć nadzieję, że spotkaliście się z podobnymi przypadkami.
Postanowiłem zdać za tydzień te dwie kartkówki. Nie chcę jej niczego udowadniać, po prostu poprawię swoje oceny. Kolejnej próby z piórnikiem nie podejmę, chyba, że zostanę o to poproszony. W końcu to głupie prosić się nauczyciela w przypadku gdy ten w taki wyraźny sposób dał do zrozumienia, że nie jest zainteresowany.
Basso profondo
Wiek: 40 Dołączył: 04 Sie 2007 Posty: 4421
Post nr 5, Wysłany: 2011-03-07, 23:27
evolucja napisał/a:
Postanowiłem zdać za tydzień te dwie kartkówki. Nie chcę jej niczego udowadniać, po prostu poprawię swoje oceny. Kolejnej próby z piórnikiem nie podejmę, chyba, że zostanę o to poproszony. W końcu to głupie prosić się nauczyciela w przypadku gdy ten w taki wyraźny sposób dał do zrozumienia, że nie jest zainteresowany.
No i to jest dojrzała reakcja.
_________________ Nemo suo iure uti debet, ut alteri laedat.
_________________ "A teraz weźmy taką statystykę [..] zakładając, że państwa razem ze mną jest sto [..] a ja nie mam jednej nogi, to statystycznie [..] każdy z państwa ma po 1,99 nogi [...] jak cena w Biedronce."
katty
Przedmiot nauczania: Język angielski
Wiek: 27 Dołączyła: 14 Maj 2008 Posty: 428 Skąd: mazowieckie
Post nr 8, Wysłany: 2011-03-10, 11:31
Evolucjo, bardzo często tak, jak traktujemy innych, sami jesteśmy traktowani. Warto o tym pamiętać i pilnować przede wszystkim siebie, zastanawiać się, czy na pewno mamy czyste sumienie. Nie pochwalę postawy nauczycielki, warto jednak pamiętać, że w każdym zawodzie trafiają się różni ludzie. A i nawet najwspanialszy fachowcy miewają gorsze dni. Potraktuj szkołę nie tylko jako miejsce, gdzie zdobywasz wiedzę "podręcznikową", ale również życiową. W przyszłości przyjdzie Ci współpracować zarówno z ludźmi, z którymi dobrze będziesz się dogadywał i będziesz cenił, jak i z takimi, których zachowanie w Twoim odczuciu pozostawia wiele do życzenia.
Zupełnie odchodząc od tematu, podoba mi się sposób, w jaki formułujesz swoje myśli. Jasny, przejrzysty i poprawny językowo. Tak trzymaj!
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum