Post nr 1, Wysłany: 2010-09-07, 14:31 Wychowanie do życia w rodzinie
Sytuacja wygląda tak:
Moja siostra, obecnie uczennica I klasy gimnazjum, na lekcji wychowania do życia w rodzinie usłyszała, że nie wolno (sic!) rozmawiać na tematy poruszane na lekcji poza nią, a w szczególności w domu. Co o tym sądzić? Szczerze powiedziawszy, wiedząc jak się do nauczania tego przedmiotu zabierają, to jestem bardzo sceptycznie nastawiony, bo wiedza tam przekazywana jest nienaukowa i prezentuje poglądy tylko jednej strony. Jednakże, to sobie odpuszczam, bo to walka z wiatrakami. Pytanie moje brzmi, czy taki zakaz poruszania treści lekcji poza nią, to standard w tym przedmiocie?
_________________ "A teraz weźmy taką statystykę [..] zakładając, że państwa razem ze mną jest sto [..] a ja nie mam jednej nogi, to statystycznie [..] każdy z państwa ma po 1,99 nogi [...] jak cena w Biedronce."
A skąd pierwsze słyszę. Mało tego, akurat u mnie uczyła dzieciaki pani, którą wielokrotnie musiałam sprostowywać, tzn. wiedzę którą uczniom przekazywała, bo np. przychodziły do mnie dziewczynki z rewelacjami, że tampony są be i absolutnie NIE MOŻNA ich stosować Wyżyny dyplomacji, które wówczas osiągałam, pogrążają nawet Koronę Świata
dushka, trzeba było kobiecie powiedzieć, że do defloracji może dojść także podczas jazdy na rowerze, uprawiania intensywnie sportu, a nawet podczas wchodzenia po schodach
Właśnie się zastanawiam, co z tym fantem zrobić. Bo dla mnie to podejrzane.
_________________ "A teraz weźmy taką statystykę [..] zakładając, że państwa razem ze mną jest sto [..] a ja nie mam jednej nogi, to statystycznie [..] każdy z państwa ma po 1,99 nogi [...] jak cena w Biedronce."
Przedmiot nauczania: edukacja wcz.
Dołączyła: 16 Maj 2010 Posty: 390
Post nr 4, Wysłany: 2010-09-07, 15:51
haLayla napisał/a:
nie wolno (sic!) rozmawiać na tematy poruszane na lekcji poza nią, a w szczególności w domu
Może Twoja siostra coś źle zrozumiała? Albo pani wyrażała się niejasno? Ciężko mi uwierzyć, że w czasach, kiedy tyle mówi się o współpracy szkoła-dom, ktoś wydaje tego typu polecenia.
Oj, chyba będzie się przejść osobiście do prowadzącego zajęcia.
Basso profondo
Wiek: 40 Dołączył: 04 Sie 2007 Posty: 4421
Post nr 5, Wysłany: 2010-09-07, 18:49
haLayla napisał/a:
na lekcji wychowania do życia w rodzinie usłyszała, że nie wolno (sic!) rozmawiać na tematy poruszane na lekcji poza nią, a w szczególności w domu
Ja zaraz na drugi dzień byłbym u dyrektora w gabinecie.
_________________ Nemo suo iure uti debet, ut alteri laedat.
Czy Miwuesie nie sugerowałeś kiedyś, by sprawy sporne próbować najpierw załatwiać z nauczycielem prowadzącym zajęcia?
A to zaraz do dyrektora ... i to na drugi dzień
Może warto skonfrontować informację z innymi rodzicami, a jeśli okaże się to prawdą, to porozmawiać z nauczycielem, może wyraził się nieprecyzyjnie i teraz to zdementuje?
katty
Przedmiot nauczania: Język angielski
Wiek: 27 Dołączyła: 14 Maj 2008 Posty: 428 Skąd: mazowieckie
Post nr 7, Wysłany: 2010-09-07, 19:38
A może zajęcia oparte będą o dość osobiste osoby i zwierzenia i prowadząca prosiła, żeby te właśnie zwierzenia zostały w czterech ścianach klasy?
Basso profondo
Wiek: 40 Dołączył: 04 Sie 2007 Posty: 4421
Post nr 8, Wysłany: 2010-09-07, 19:51
vuem napisał/a:
porozmawiać z nauczycielem, może wyraził się nieprecyzyjnie i teraz to zdementuje?
Masz rację.
_________________ Nemo suo iure uti debet, ut alteri laedat.
Przedmiot nauczania: edukacja wcz.
Dołączyła: 16 Maj 2010 Posty: 390
Post nr 9, Wysłany: 2010-09-07, 20:04
Nawet jeśli było tak, jak pisze katty, to przecież nie powinno się dzieciom stawiać warunku, aby zdobytą wiedzą nie mogły się podzielić z rodzicami choćby. A jeśli dziecko usłyszy coś, czego nie zrozumie, z czym nie chciałoby zostać samo?
Ja tam pytałabym szczegółowo, czego dowiedziało się moje dziecko o życiu w rodzinie. Sama nazwa "wychowanie" wskazuje, że nie może się odbywać w ukryciu przed rodzicami. To chyba jakieś nieporozumienie, haLaylo. Ale jestem ciekawa, jakie będzie zakończenie sytuacji, mam nadzieję, że nam napiszesz.
Ja też myślałem nad pójściem bezpośrednio do dyrektora, jednakże po rozmowie z mamą i z siostrą, stwierdziliśmy, że damy nauczycielowi szansę i zadecydujemy co dalej po drugich zajęciach.
Jeżeli byłoby tak, jak pisze katty, to rozsądniej byłoby powiedzieć coś w rodzaju: Mamy specjalnego gościa. Opowie nam on o czymś tam. Ponieważ są to dość osobiste sprawy, proszę, abyście nie opowiadali o tym dalej.
Powiem jednak od siebie, że jestem bardzo sceptycznie nastawiony do tych zajęć i jeżeli treści tam prezentowane będą się rozmijały z wiedzą naukową, to zapewne wypiszemy siostrę z zajęć.
_________________ "A teraz weźmy taką statystykę [..] zakładając, że państwa razem ze mną jest sto [..] a ja nie mam jednej nogi, to statystycznie [..] każdy z państwa ma po 1,99 nogi [...] jak cena w Biedronce."
katty
Przedmiot nauczania: Język angielski
Wiek: 27 Dołączyła: 14 Maj 2008 Posty: 428 Skąd: mazowieckie
Post nr 11, Wysłany: 2010-09-08, 06:10
Wiesz, haLayla, termin "rzetelna, medyczna wiedza" ma u mnie trochę na pieńku, bo wiele aspektów tych kwestii, które mogą stanowić przedmiot zajęć, podchodzi pod jedną zasadę: co lekarz, to inna "rzetelna, medyczna" opinia. Niemniej domyślam się, że chodzi o poważne uchybienia. Nadal polecam rozmowę z nauczycielem. Siostrę można oczywiście wypisać, jednak jeśli "wiedza" przekazywana na zajęciach będzie bardzo z kosmosu, nie poprzestałabym na tym i udałabym się na rozmowę do dyrektora.
Wiecie co, a to tak trudno powiedzieć: moja opinia jest taka i taka, natomiast z medycznego punktu widzenia jest tak i tak. Zgadzam się z tym, nie zgadzam się, u mnie się nie sprawdziło/sprawdziło...
Odnośnie tych tamponów było tak, że pani rzekła: to samo zuoooo i tyle. Ani - dlaczego tak sądzi, ani nie wspomniała o zaletach, ba! nawet wad nie wymieniła, nawet tego, co na ulotce napisane! Dodam, że pani była kiedyś też położną.
Z drugiej strony, tak sobie myślę o wdż... chciałabym takie zajęcia prowadzić, pomijam teraz brak kwalifikacji (choć uważam że moje studia dają większe, niż kurs wdż), natomiast obawiałabym się jednego - że rodzice zaczną przylatywać ze skargami, że pani o bezeceństwach opowiada BO to jest często tak, że sami w domu o niczym nie powiedzą (pomijam wychowanie seksualne, ale ani o uczuciach, ani o relacjach międzyludzkich...), ale jak szkoła chce na poważnie podejść, to też problem.
Mnie chodzi o coś innego. Żyjemy w XXI wieku i jeżeli ktoś chce mówić o nauce kościoła w sprawach dotyczących seksualności czy rodziny, to jak najbardziej powinien. Od tego jest szkoła. Ale trzeba też przedstawić poglądy innych środowisk oraz rzetelną wiedzę naukową.
Ja swojego WDŻ nawet nie chcę wspominać. Naturalne planowanie rodziny przedstawiano jako jedyną słuszną metodę antykoncepcji. Z naukowego punktu widzenia NPR nie jest nawet antykoncepcją, gdyż ta z definicji zakłada możliwość współżycia niezależnie od dnia cyklu kobiety.
Ja uważam, że WDŻ nie powinny prowadzić osoby, które są na bakier z jakąkolwiek wiedzą naukową. Ale poczekamy do następnego tygodnia i zobaczymy, jaka jest tematyka zajęć. Zresztą, postaram wam się to ze szczegółami opisać.
_________________ "A teraz weźmy taką statystykę [..] zakładając, że państwa razem ze mną jest sto [..] a ja nie mam jednej nogi, to statystycznie [..] każdy z państwa ma po 1,99 nogi [...] jak cena w Biedronce."
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum