Post nr 1, Wysłany: 2012-01-22, 13:24 wartościowe filmy i bajki
Temat debiut.:)
Chciałem poruszyć wątek filmów i bajek dla najmłodszych. Pomijam celowo literaturę bo można ją podpiąć pod lektury szkolne (lub ich propozycje). Liczę też po cichu na to, że wypowiedzą się tu może jacyś pedagodzy zajmujący się filmowym odpowiednikiem bajkoterapii lub po prostu doświadczeni rodzice.
Nie chodzi mi również o wpisywanie wyłącznie tytułów, niech towarzyszą im jakieś przemyślenia.
Zacznę od rzucenia pytania w forumową przestrzeń. Czy brak przemocy w bajce jest już dobrym miernikiem jakości?
Ja może nie jestem bajkoterapeutką czy nawet rodzicem, ale brak przemocy w bajce z pewnością NIE jest miernikiem jakości. Spójrzmy np. na programy dziecięce TVP (te z kukiełkami czy też żywymi aktorami) - czy na pewno są one czymś cudownym, tym, co chcemy pokazywać dzieciom? Nie - są one zrobione "na odczepnego", byleby tylko zapełnić czymś ramówkę. Wieje od nich nudą, sztucznością, a często niestety kiczem. Treści w nich przekazywane często są banalną powtórką z podręczników szkolnych. Nic dziwnego zatem, że dzieci, zamiast czy obok tych programów, wybierają często bajki pełne przemocy czy nawet programy dla dorosłych. Można karmić dzieci obrazami przemocy, ale można też zagłaskać i zanudzić na śmierć - i w tym drugim z pewnością specjalizują się nasze rodzime programy.
Do arcydzieł wśród naszych polskich telewizyjnych bajek należą z pewnością dawne przedstawienia Teatru Dla Dzieci czy Sceny Młodego Widza, gdzie nie było miejsca na realizacyjną tandetę (takie jak "Mechaniczna Magdalena" czy wywołujące wiele emocji "O pięknej Pulcheryi i szpetnej Bestyi" lub "Bromba i inni"). Cóż jednak z tego, skoro ostatnio na TVP2 emitowano te dzieła w godzinach porannych, gdy każde normalne dziecko śpi zmęczone po szkole (a rodzice po pracy zresztą też). Po raz kolejny teatr dla dzieci został zdjęty z ramówki, bo jacyś decydenci orzekli, że nie ma pieniędzy - a jakże o takiej porze program mógł zarobić na siebie.
To prawda, że mamy kanały kablowe typu Minimini itp - ale na nich oferta jest czysto komercyjna, nie zawsze dostosowana do potrzeb polskiego widza i poza tym naszpikowana reklamami. Nie przygotowuje dziecka do udziału w kulturze jak niegdyś czyniły to dawne bajki Teatru TV. Bajki na Minimini są może dobrym wyborem dla rodzica chcącego ustrzec dzieci przed medialną przemocą, cóż jednk wtedy, gdy dziecko wyrasta z Minimini? Nie ma w naszym kraju alternatywy, programu, który byłby dla młodzieży i mówił językiem młodzieży o ich problemach. W Polsce albo jesteś dzieckiem, albo od razu dorosłym.
Należy zresztą pamiętać, że nie samą bajką żyje człowiek. Nowoczesny, szybko zmieniający się świat sprawia, że należałoby emitować również programy o trudnych społecznych problemach mogących dotknąć nasze dzieci. Takich jak np. obsypany nagrodami zachodni film "Będę Niną", który traktuje o chłopcu o niejasnej tożsamości płciowej. Ktoś może powiedzieć, że jak dzieci naoglądają się tego typu filmów, to sami zaczną postępować jak ich bohaterowie. Nic bardziej błędnego - "Będę Niną" pokazuje małego człowieka, który musiał znieść wiele szykan w związku ze swoją odmiennością i na pewno nikt by mu nie zazdrościł.
Hersylio dziękuje za fachowy głos. Rzeczywiście rzuciłem niefortunne pytanie o tą przemoc. Ciągle jednak mam przed oczami telewizyjne "dzieła" typy Tom i Jerry gdzie mili bohaterowie serwują sobie raz po raz ciosy. To jest dramatyczne gdy dorosły człowiek spojrzy na taką bajkę z boku.
Muszę jeszcze się z tobą zgodzić, dobranocki rzeczywiście się popsuły i są najzwyczajniej nudne a przecież kiedyś miały rangę ważnego wydarzenia w życiu każdego dziecka. Na niektóre czekało się cały tydzień.
Dobry przykład z filmem edukacyjnym. Szkoda, że taki program zostałby u nas przekreślony jako obłąkańczo ideologiczny chociaż traktujący o ludzkich sprawach.
Na koniec uprę się jeszcze raz tezy o braku przemocy. Mam po prostu wrażenie, że nasze dobranocki miały jej o wiele mniej niż dzisiejsze kreskówki i cieszyły się podobną popularnością (albo i większą bo wybór był ograniczony).
Wiek: 37 Dołączył: 20 Mar 2011 Posty: 26 Skąd: mazowieckie
Post nr 4, Wysłany: 2012-02-03, 23:52
Przemoc w bajkach to jedna sprawa, a kompletny brak waloru socjalizacyjno-edukacyjnego w większości z nich to jeszcze inna kwestia. Obie niestety stanowią poważny problem, bo dziś bardziej stawia się na rozrywkę niż edukacje. Zresztą nie tylko od dziś, tak się dzieje właściwie od początku lat 90-tych gdy masowo zaczęła do nas przenikać zachodnia kultura, głównie produkcje amerykańskie mam na myśli. Bajki typu Spider-Man, Power Rangers, Batman, He-Man - przecież tam jest sama rozrywka, przemoc i zero jakiegokolwiek waloru. Poprawy zupełnie nie widać, nawet rzekłbym, że w dobie internetu jest pod tym względem coraz gorzej.
Pamiętam, jak byłam mała i w latach 90-tych w moim domu zakładano kablówkę. Wiercili, wiercili, a mnie szlag trafiał. Mężnie znosiłam jednak swe "cierpienie", ponieważ "jak założą kablówkę, to będę mogła oglądać dużo bajek". A lata 90-te były czasami bez programów typu MiniMini i naprawdę ofertę każdego z istniejących wtedy kablowych kanałów dla dzieci wypełniały bajki o raczej pośledniej jakości. Dopiero jak Publiczna, już w XXI wieku zignorowała dzieci, komercyjne szybko wyczuły trend "pokojowych bajeczek" i zaczęły modernizować ramówki .
Dziś modlę się, żeby moje dzieci, o ile kiedykolwiek będę je mieć, zostały uwolnione od bajek na kablówce i mogły oglądać wartościowe, zapierajace dech w piersiach programy nie-bajkowe, edukacyjne właśnie. Swoją drogą dziwi mnie, dlaczego skoro zakupuje się sporo pięknych, mądrych, zachodnich kolorowych bajek, nikt nie kwapi się do zakupu i lokalizacji programów edukacyjnych przeznaczonych dla dzieci... Chociaż taka ze mnie "nacjonalistka", że i tak wyróżniam te polskie - problem w tym, że nikt nie chce wyłożyć na nie pieniędzy, ani nawet emitować starych i sprawdzonych...
MY znaleźliśmy na to sposób. Nasze młodsze dziecko, prawie wcale nie ogląda tv.
Włączamy jej konkretną bajkę i koniec. Wolimy, żeby obejrzała pełnometrażową produkcję, niż godzinę przed kanałem dziecięcym, z czego prawie polowa czasu to sieczka reklamowa.
Ze dwa razy w roku wybieramy sie z dziećmi do kina, z tym, że trudno znaleźć coś dla 4latki i 11latka jednocześnie.
Też jestem bajkowym nacjonalistą albo takim trochę udawanym:) bo lubię dzieci z Bulerbyn, mumunki a to wszystko skandynawskie. Myślę tym bardziej o muminkach bo niedługo idziemy na nie do kina. To jest przykład obrazujący moją intuicję co do bajek tzn brak przemocy ale dużo przygód. Są tam refleksje- głównie za sprawą włóczykija. Nie wiem czy bajka jest edukacyjna- jest w pewien sposób mądra bo bajki są na podstawie książek świetnej pisarki ale no nie wiem. Wypowiedzcie się na ten temat.
Bajka edukacyjna to taka w której dorosły szybko się połapie jaki materiał chcą przekazać dziecku autorzy czy też taka jak muminki gdzie są "mądrości" i przysłowia ale nie konkretna wiedza?
Bajka edukacyjna to taka, która wzrusza dorosłego i dziecko. Która nie jest nafaszerowana fałszywą dydaktyką. Która jest świetnie zrealizowana, co już samo w sobie jest edukacyjne. Która stawia ważne pytania i uwrażliwia widza na coś.
Ale w kwestii Andresena, to zabroniłam mężowi, czytać 4-latce "Dziewczynkę z zapałkami".
Sama ryczę przy tej baśni, a nasza wrażliwa istotka, pewnie nie mogłaby po niej usnąć...
Boze... ja też cenię sobie Twoje wypowiedzi, w wszczególności te o fizyce. Dopiero zajarzyłam, że jesteś kobietą
Co do Andersena zgodzę się. "Dziewczynka która podeptała chleb" którą podlinkowałam wyżej wycisnęła z oczu łzy mnie, kiedy jako już stara i cyniczna krowa która ugryzła spory kęs życia, obejrzałam ją na TVP Kultura. "Królowa Śniegu" zawsze mnie przerażała (i ten Kay, który nie mógł sobie przypomnieć pacierza, a co najwyżej tabliczkę mnożenia, gdy ona go pochwyciła). Ale wiem jedno - te baśnie są po prostu czymś w rodzaju szczepionki życiowej. Szczepionka musi boleć, ale dzięki niej uodparniamy się na wiele chorób. Przykład Gerdy z "Królowej Śniegu" czy chłopca z "Dziewczynki która podeptała chleb", który swoim żalem uwalnia Inger z piekła mówią o potędze dzieci, którzy chociaż mali, wiele mogą w życiu osiągnąć jeśli tylko ich intencje są szczere. Nam dorosłym również dają pokrzepienie, bo w zetknięciu z tym światem często jesteśmy po prostu mali...
Jeśli wykreślimy te baśnie z księgozbioru ludzkości, szybko się okaże, że proza życia która nas otacza jest po prostu przytłaczająca i nie będziemy potrafili jej nazwać jakoś metaforycznie
Zgadza się. Tylko dla kilkulatków jednak wybiorę metaforyczność muminków (z kim się utożsamiasz? ja chyba z mamą muminka...), a "Dziewczynki..." zostawię już dla szkolniaków. Psychika przedszkolaka jest jeszcze nieukształtowana i delikatna.
Bracia Grimm o Andersen to bajki z brutalnymi scenami. Chociaż jak się człowiek nie zastanawia to odruchowo krzyknie "jak to?". Dziewczynka z zapałkami też zapadła mi w pamięć. Może niektórzy potrafili sobie wyobrazić że tam bohaterka powoli umiera a to odpowiednio dotyka widza. No jak ma choć krztynę empatii.
Bajki to też trudny temat z racji przystosowania do wieku. Wspomniałaś, że w naszym kraju albo jest się dzieckiem albo dorosłym od razu jeżeli chodzi o wybór literatury. Wśród dzieci również mamy takie zróżnicowanie. Co będzie dobre dla 4 latka już niekoniecznie zainteresuje 11 albo jak piszecie często te nowe bajki 3d świeca w dzieci efektami specjalnymi a teksty cieszą wyłącznie niewybrednych dorosłych.
Zgadza się. Tylko dla kilkulatków jednak wybiorę metaforyczność muminków (z kim się utożsamiasz? ja chyba z mamą muminka...)
Z każdym po trochu Trochę z Muminkiem, bo jest "Łatwowierny i naiwny, ma dobre serce i łagodne usposobienie. Do wszystkiego podchodzi niezwykle entuzjastycznie." Po części z Paszczakiem, ponieważ wykazuje żyłkę kolekcjonerską i tak jak ja rozumie świat z własnego punktu widzenia. No i wreszcie z panną Migotką, wielbicielką biżuterii
Bardzo lubię też bohaterów z "Kubusia Puchatka" - uważam, że Milne umieścił tam sporą galerię ciekawych postaci.
Przedmiot nauczania: Język angielski
Wiek: 23 Dołączyła: 19 Sty 2012 Posty: 6 Skąd: mazowieckie
Post nr 14, Wysłany: 2012-02-17, 15:31
Nie wie, czy czytałabym małemu dziecku baśnie braci Grimm, choć z drugiej strony, wiele pokoleń je czytało i jakoś nie zaszkodziła im zawarta w nich przemoc. Dla kogoś kto jednak ma wątpliwości, zawsze zostają klasyki książek dziecięcych typu A.A. Milne, Astrid Lingren czy Tove Jansson, w których świat jest bezpieczny, rodzice cudowni i nikogo nie ścigają złe czarownice. Do tego takie klasyki mają ekranizacje, które też spokojnie można dziecku pokazywać, Kubuś niedawno był w kinach, teraz będą Muminki, chyba cześć w pogoni za kometą.
Coś w tym jest dutko, choć Kubuś już przechodził tyle wariacji, że ja się gubię w tych nowościach... np. mamy puzzle, gdzie jest jakiś biały piesek i rudowłosa dziewczynka z przyjaciółmi Kubusia... Kto to?
O muminkach już tu wspominaliśmy Widać bardzo utkwiły wzystkim w pamieci
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum