Polskie znaki to anachronizm! Po co uczyć dzieci języka żywego, skoro można im w to miejsce zaproponować coś cofającego w rozwoju
Parafrazując klasyka, źle się dzieje w państwie polskim.
_________________ "A teraz weźmy taką statystykę [..] zakładając, że państwa razem ze mną jest sto [..] a ja nie mam jednej nogi, to statystycznie [..] każdy z państwa ma po 1,99 nogi [...] jak cena w Biedronce."
Basso profondo
Wiek: 40 Dołączył: 04 Sie 2007 Posty: 4421
Post nr 4, Wysłany: 2010-10-14, 19:23
Zbiór 26 historyjek - po jednej na każdy tydzień jesieni i zimy. Przeznaczone są dla dzieci od lat 6 do samodzielnego czytania. W każdym tekście występują tylko 23 litery. Bez ą, ę, ó, h, zmiękczeń i dwuznaków.
O co wam chodzi? Sensu nie rozumiecie?
_________________ Nemo suo iure uti debet, ut alteri laedat.
Przedmiot nauczania: edukacja wcz.
Dołączyła: 16 Maj 2010 Posty: 390
Post nr 5, Wysłany: 2010-10-14, 22:59
Wyrazy do tekstów zostały dobrane na podobnej zasadzie, co pierwsze czytanki w elementarzu, czyli może wystąpić wyraz mama, tata, brat czy wujek, ale nie będzie już cioci, babci, dziadka, siostry.
Co w tym takiego złego?
Basso profondo
Wiek: 40 Dołączył: 04 Sie 2007 Posty: 4421
Post nr 6, Wysłany: 2010-10-14, 23:14
iTulka napisał/a:
Wyrazy do tekstów zostały dobrane na podobnej zasadzie, co pierwsze czytanki w elementarzu
No właśnie.
_________________ Nemo suo iure uti debet, ut alteri laedat.
Jak dla mnie, to takie trochę cofające w rozwoju. Ja się uczyłem czytać bez pomijania dwuznaków czy znaków typowych dla polszczyzny i mnie dziwi ich eliminacja.
_________________ "A teraz weźmy taką statystykę [..] zakładając, że państwa razem ze mną jest sto [..] a ja nie mam jednej nogi, to statystycznie [..] każdy z państwa ma po 1,99 nogi [...] jak cena w Biedronce."
Przedmiot nauczania: edukacja wcz.
Dołączyła: 16 Maj 2010 Posty: 390
Post nr 8, Wysłany: 2010-10-15, 17:45
haLayla napisał/a:
Ja się uczyłem czytać bez pomijania dwuznaków czy znaków typowych dla polszczyzny i mnie dziwi ich eliminacja.
Ale jest to niemetodyczne i jednak dzieci łatwiej syntezują w wyraz podstawowe literki. Nie wierzę, że pierwsze słowa, które przeczytałeś lub napisałeś zawierały dwuznaki lub zmiękczenia
To nie cofanie w rozwoju, a stopniowanie trudności raczej.
Poza tym Strzałkowska jest rewelacyjna i nie mogłaby stworzyć nic cofającego w rozwoju!
iTulka, mnie rodzice uczyli czytać i pisać, jeszcze zanim poszedłem do szkoły, więc zapewne było to niemetodyczne. Ale jednak skuteczne.
Co nie zmienia faktu, że dziwi mnie, iż ktoś zadał sobie tyle trudu, by pousuwać dwuznaki.
_________________ "A teraz weźmy taką statystykę [..] zakładając, że państwa razem ze mną jest sto [..] a ja nie mam jednej nogi, to statystycznie [..] każdy z państwa ma po 1,99 nogi [...] jak cena w Biedronce."
dziwi mnie, iż ktoś zadał sobie tyle trudu, by pousuwać dwuznaki
Myślę, że nikt ich nie usuwał. Tekst został tylko tak dobrany,, że nie występują one w nim.
Moim zdaniem niczemu to nie przeszkadza. Przeciwnie, dziecko może ćwiczyć czytanie w zakresie poznanych literek na zupełnie nowym tekście, a nie tylko tym podręcznikowym i na dodatek samodzielnie.
iTulka, wiem. Zaczyna się od nauki trzech literek i składania tekstów typu "Mama ma <tutaj rysunek czegoś> a tata ma <rysunek czegoś innego>
Swoją drogą, strasznie mi elementarz działał na nerwy
_________________ "A teraz weźmy taką statystykę [..] zakładając, że państwa razem ze mną jest sto [..] a ja nie mam jednej nogi, to statystycznie [..] każdy z państwa ma po 1,99 nogi [...] jak cena w Biedronce."
Przedmiot nauczania: edukacja wcz.
Dołączyła: 16 Maj 2010 Posty: 390
Post nr 13, Wysłany: 2010-10-15, 23:22
haLayla napisał/a:
Swoją drogą, strasznie mi elementarz działał na nerwy
To fakt, dla pewnej grupy dzieci był zbyt infantylny. Zanim poszłam do szkoły czytałam sobie w domu baśnie Andersena i wiele innych, a potem trzeba było przykładnie otworzyć elementarz i jak każdy pierwszoklasista uczyć się czytania, powtarzając po wielokroć "To dom Adama" Ale i tak mam sentyment do tych prostych czytanek, kolorowych obrazków i beztroskiej nauki.
Ja się frustrowałem. Miałem poczucie zmarnowanego czasu i zwyczajnie się nudziłem, kiedy inne dzieci z trudem dukały zdania "Mama ma <rysunek torebki>, a tata ma <rysunek teczki>"
PS Moją pierwszą książką jaką ponoć zdjąłem z półki, gdy byłem mały dzieckiem, które nie umiało jeszcze czytać była "Klasyczna teoria rynków kapitałowych" Do tej pory do niej nie zajrzałem, i jakoś mnie nie ciągnie
_________________ "A teraz weźmy taką statystykę [..] zakładając, że państwa razem ze mną jest sto [..] a ja nie mam jednej nogi, to statystycznie [..] każdy z państwa ma po 1,99 nogi [...] jak cena w Biedronce."
Mnie po dwóch tygodniach nauki wyrzucili z klasy I do II.
Na początku były tylko jakieś zabawy w kółeczku, powtarzanie prostych rymowanek i oprowadzając nas po szkole zaprowadzono również do biblioteki.
Oczywiście informacja, że jak się nauczymy czytać, to będziemy tu przychodzić po różne ciekawe książki.
Ja chciałam już ciekawą książkę. Gdy usłyszałam, że jeszcze za mała jestem, straszny ryk urządziłam.
No i zaczęło się. Jedna książeczka z wierszykami i czytaj ten wierszyk, potem ten i komentarze, że pewnie ktoś w domu mi to czytał i na pamięć się nauczyłam. Potem kazano mi coś napisać. Też sobie poradziłam.
Tym sposobem, żeby nie przeszkadzać w prowadzeniu lekcji w klasie I, wylądowałam w klasie II. To ja musiałam się przestawić - zostawić dzieci, z którymi przez te dwa tygodnie już się jakoś zżyłam, przejść do zupełnie obcej dla mnie grupy, pod opieką innej pani. Mama była temu przeciwna, ale w szkole ją jednak przekonano, że tak będzie najlepiej.
Teraz wiem, że faktycznie tak było najlepiej dla nauczycielki klasy I. Tylko wtedy nikt chyba jeszcze nie słyszał o indywidualnym podejściu do ucznia.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum