Post nr 1, Wysłany: 2009-12-19, 21:53 Dzielenie się opłatkiem
Już po lekcjach. Wszyscy nauczyciele i pracownicy przenieśli się do przytulnej resteuracyjki, gdzie z głośników sączą się cicho kolędy i świąteczne "jingle bells". Stół ugina się pod ciężarem "wigilijnych" potraw, z waz dymi się barszcz z uszkami. I...nadchodzi ta chwila, na talerzu przynieśli już go, już rozdają- OPŁATEK! Za moment tłumek ludzi zakołysze się wokół stołu, tłuszczyk z palców zostawi ślady linii papilarnych na białym przaśnym chlebku. Oto stają naprzeciw siebie, ustawieni parami- i składają sobie naj-, naj- najserdeczniejsze życzenia czegoś tam, ble, ble ble. I ta pani, co obsmarowała tamtą panią, że głupia i zarozumiała( życzy jej zdrowia i sukcesów...), kolejka do nielubianej szefowej, na którą na co dzień wszyscy narzekają- cmok, cmok, wszystkiego dobrego...I jeszcze tamta, na którą wszyscy się złoszczą, bo spóźnia się na dyżury i olewa to i tamto, buźka, uśmiech- zdrowia!
A potem wszyscy w tej miłej, świątecznej atmosferze siadają do stołów, aby zjeść darmowy w końcu obiad...Jedna, wielka rodzina!
Czy lubicie dzielenie się opłatkiem podczas "pracowniczych wigilii"?
Nigdy za tym nie przepadałam. Nie lubię jak mi ktoś składa życzenie tylko dlatego, że tak pasuje. Sama też w takich sytuacjach wobec osób, do których sympatii nie czułam, nie potrafiłam zdobyć się na więcej jak tylko "zdrowia i wesołych świąt".
Od kilku lat spotkania wigilijne wyglądają u nas trochę inaczej. Owszem, są wigilijne potrawy, jest ładnie nakryty stół, jest opłatek. Nie w jakiejś restauracyjce, tylko w szkole po lekcjach.
Spotykają się wszyscy pracownicy szkoły. Opłatek na talerzyku już połamany. Każdy bierze sobie kawałek. Są życzenia ogólne, składane przez dyrektora, nie ma indywidualnego łamania się opłatkiem. Co, co mają ochotę rozstać się składając sobie jakieś bardziej osobiste życzenia, zawsze znajdą chwilę, żeby to zrobić.
miło, że ludzie chociaż od święta wznoszą się ponad i potrafią powiedzieć kilka serdecznych słów. Jeśli są nieszczere to problem osoby jej wypowiadającej. Jest taki przesąd, ze trzeba długi spłacić w starym roku. Jest też opinia, że nie należy kłaść się spać w niezgodzie ze współdomownikami.
Wybaczać to piekna umiejętność. Miłować lubianych to niewielki wysiłek. Znaleźć miłość do osób nielubianych to już wielka i wspaniała umiejętność.
U mnie jest wigilia całej szkoły. Jasełka i wspólny posiłek na sali gimnastycznej. Potem życzenia. My się świńskiej grypy nie boimy
Jednak uważam to trochę zbyt rozbuchane. Wolałbym raczej kameralne spotkanie. We własnej klasie, a potem już w gronie pracowników szkoły. Z drugiej strony łatwo można zaobserwować, ze do pani Hani stoi kłębiący się tłumek z życzeniami, a panią Wandzię omijają łukiem.
_________________ We gonna ride the sea,
we pray to the wind and the glory
That's why we are raging wild and free
Wybaczać to piekna umiejętność. Miłować lubianych to niewielki wysiłek. Znaleźć miłość do osób nielubianych to już wielka i wspaniała umiejętność.
Myślę, że takie życzenia, "bo wypada" nie mają nic wspólnego ani z wybaczaniem, ani z miłością, ani z prawdziwą życzliwością...prędzej z obłudą.
Dzielenie się opłatkiem to taki symbol bycia we wspólnocie. A pracownicy szkoły...jakaż to wspólnota. Żadna. W każdym razie na pewno nie "wspólnota ducha"
Nie lubię dzielenia się opłatkiem...dla mnie jest to żenujące. I wcale nie dlatego, że komukolwiek źle życzę, czy ze komuś nie wybaczyłam...
Nienawidzę obłudy .Niestety niektórzy obłudnicy nie zdają sobie sprawy, że nimi są.Dlaczego?Tak zostali wychowani czy tak im wygodnie.A co do kolejki ustawionej do Pani Jadzi , a braku do Pani Wandzi...Cóż nie zawsze na wszystko mamy wpływ.
U nas w tym roku Pani Dyrektor "nie zaplanowała spotkania świątecznego".A dlaczego?Obecność nie była nigdy obowiązkowa, ale od kilku lat coraz mniej osób przybywało na tę uroczystość.To swoisty plebiscyt poparcia lub jego braku dla niej samej...
Podobno Ewy z naszego grona przygotowują przyjęcie imieninowe.Będziemy więc świętować.
Nowa tradycja .
Z powodu tych wigilii nienawidzę ostatniego dnia pracy! Nie jestem wierząca i zwyczajnie wnerwia mnie przymus uczestniczenia w tych... uroczystościach - najpierw obowiązkowe spotkanie z klasą (czyt. wigilia), potem jasełka i wigilia pracowników. Tak, jest to u nas przymus, wyrażony oczywiście okrężną drogą - macie lekcje skrócone, więc... .
To, co się u nas dzieje bardzo przypomina sytuację opisaną przez Cytryn. Gdyby to jeszcze wygladało tak, jak u dushki i malgali, dałoby sie wytrzymać. Ten wymiętolony opłatek to trochę ponad moje siły. Poza tym grono nie jest zgodne, a tu nagle wszyscy w uśmiechach, zioną, jak to pisał RAZ, miłością do siebie. Pewnie, że u niektórych działa magia chwili i w tym momencie szczerze może są życzliwi wszystkim, ale hipokryzji chyba jednak więcej.
A mnie dziwi też inna rzecz. Otóż każdy, z kim na ten temat rozmawiałam nie lubi dzielenia się opłatkiem i narzeka na ten obyczaj. Prawie nikt nie ma ochoty na tę "wspólną wigilię". Ale...każdy na nią idzie. Bo "wypada". Jak ktoś się wyłamie, to reszta go...potępia! Dla mnie- niepojęta rzecz. Nikt nie chce iść na tę imprezę, ale każdy grzecznie idzie( żeby się dyrekcji podlizać albo po prostu nie mieć kłopotów), a jak ktoś asertywnie powie "nie" (i nie wymyśla, że ma wizytę u lekarza ), to "huzia na józia"- "co , nie chcesz być z nami?".
Oj, to u was rzeczywiscie jakieś wredoty.
Ja 2 lata temu poszłam (normalnie miałabym o tej godzinie zajęcia) i na czas biegania z opłatkami stanęłyśmy sobie z koleżanką w kąciku, by przeczekać to zamieszanie. Ale trochę dziwaczna i mało komfortowa jest sytuacja, gdy ludzie się modlą a ja nie - stoję sobie tylko grzecznie.
U nas niektórzy chcą, ale większość idzie, bo wypada, bo musimy... Moim zdaniem po prostu szkoda kasy z socjalnego - a uroczystaść jest baaardzo wystawna.
W obecnej szkole pracuję pięć lat i nigdy przez ten czas nie było wszystkich na szkolnych wigiliach. nikt z tego nie robi problemu . Oprócz nauczycieli i pracowników niepedagogicznych zawsze przychodzi liczna grupa emerytowanych nauczycieli. Nikt nikogo nie rozlicza - był czy nie był
Dyrekcja składa życzenia ogólne dla wszystkich, a potem to tylko dzielimy się - ale niekoniecznie każdy z każdym. Raczej w gronie osób najbliżej siedzących.
No i po "opłatku" Jakoś mnie to ominęło, bo zapraszano na godzinę 14.00, a ja musiałam pracować prawie do 15.00( podobnie jak paru innych nauczycieli w tym dniu), więc w zasadzie zaproszenie mnie nie dotyczyło Zresztą po siedmiu lekcjach plus jasełka w środku, za które byłam współodpowiedzialna to taka dawka pracy, po której nie ma się już absolutnie żadnej ochoty na jakiekolwiek imprezy. Spocona i brudna wróciłam do domu, wypocząć. Ot, i po "szkolnej wigilii".
Przedmiot nauczania: język niemiecki
Wiek: 42 Dołączyła: 28 Gru 2007 Posty: 49 Skąd: Bielsko-Biała
Post nr 13, Wysłany: 2009-12-23, 15:13
Ja też od paru lat nie biorę udziału w tej szkolnej uroczystości jaką jest wigilia pracownicza. U nas był i jest taki zwyczaj, że każdy z każdym dzieli się opłatkiem składając sobie świąteczne życzenia. Dla mnie jest to czysta hipokryzja, obłuda i dwulicowość. Poza tym grono nauczycielskie mojej szkoły liczy prawie 70 osób i nawet nie znam do końca wszystkich z imienia i nazwiska, a co dopiero mam składać im życzenia, cmokać w policzki i ściskać się udając symapatię. Mam kilkoro przyjaciół, z którymi zawsze sobie składamy życzenia (poza szkolną imprezą) i na tym poprzestanę. Nie wyobrażam sobie takiego nieszczerego i udawanego składania życzeń. No, a jak za kimś nie przepadam, wręcz nie lubię, to nie umiem udawać Rozmawiając w tym roku z paroma koleżankami, żadna nie poszła tam z przyjemnością, tylko z obowiązku i "bo tak wypada". I wszystkie się dziwiły, że ja od lat mam odwagę nie uczestniczyć w wigilii i nikt się nie czepia. Zresztą nigdy nie byliśmy rozliczania z udziału w tego typu imprezach. Trzeba po prostu mieć trochę odwagi i swoje zdanie, a nie ślepo wykonywać polecania. A na wigilię jestem zapraszana, więc mogę odmówić. I nie szukam wykrętów typu: mam mnóstwo do załatwienia itp. Po prostu mówię, że nie lubię/ nie mam ochoty/ nie podoba mi się i już
Jedliński
Przedmiot nauczania: Inne
Wiek: 33 Dołączył: 20 Wrz 2008 Posty: 531 Skąd: Polska
Post nr 14, Wysłany: 2009-12-23, 17:02
W wielu zawodach (zwłaszcza w usługach) takie sztuczne udawanie szacunku ( czy uprzejmności) jest swego rodzaju normą (a la non stop). A tutaj przeraża "nas" (też tego nie lubię) 1 dzień takiej sztuczności
U mnie jest dokładnie tak samo jak napisała monia58 a ja byłam 2 lub 3 razy podczas mojej całej kariery nauczycielskiej (21 lat) na takich Wigiliach pracowniczych. I to było wtedy gdy byłam młodym nauczycielem i nie wiedziałam czy wypada czy nie, ale ja także nie znoszę fałszu, obłudy czy hipokryzji i jeżeli kogoś nie darzę sympatią to nie będę mu składać życzeń i się obściskiwać. Wystarczy 'dzień dobry' w pokoju nauczycielskim czy na korytarzu szkolnym. Teraz od wielu lat unikam tego typu spotkań i dziwi mnie podejście niektórych dyrektorów szkół w moim mieście (w mojej szkole na szczęście nikt nikogo nie rozlicza z tego rodzaju imprez) jak np. u mojej koleżanki - dyrekcja organizuje tylko jasełka, godzinę wychowawcy z klasą a potem obowiązkowo (bo to jest wliczone w pensum do wypracowania) wigilia pracowników szkoły a jak ktoś sobie nie życzy w niej brać udziału to ma siedzieć w świetlicy szkolnej. Zastanawiam się czy w ogóle jest to zgodne z prawem?
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum