Cytryn, a może technik farmacji>? 2 lata. Ew. technik terapii zajęciowej (do muzyki genialnie pasuje, u nas akurat jest muzykoterapia jako jeden z kierunków na terapii).
A ta farmacja to taka pomaturalna szkoła? A trzeba tam zdawać jakieś egzaminy?
Technik terapii zajęciowej...a co taki "technik" robi? Mam nadzieję, ze nie chodzi o pracę z dziećmi upośledzonymi. Kiedyś próbowałam z takimi prowadzić muzykoterapię. Wracałam do domu i płakałam nad tymi dziećmi- nie nadaję się.
Cytryn, przestań cholero jedna powtarzać "nie nadaję się"
Niekoniecznie z upośledzonymi, a anwet jakby - ty wiesz, jaką dzieciaki i dorośli radochę mają? guzik im po twoim płaczu czy współczuciu. No, ale można pracować w szpitalach, snaatoriach, dpsach itp.
Nie wiem czy egzaminy są jakieś - wejdźże na stronę jakiejś szkoły takiej i sprawdź.
Wejdę i sprawdzę. Myślałam, że coś więcej wiesz i chciałam pójść na łatwiznę
Pracowałam dwa lata z upośledzoną dziewczynką i wiem, że to nie dla mnie. Tak samo, jak nie umiem zajmować się dziećmi kalekimi czy umierającymi. No, nie mogę, bij mnie czym chcesz.
Ale farmacja- O.K., przy kotach- O.K.
Cytrynko, a jakie masz pasje, jakie zainteresowania. Może spróbuj coś, co sprawia Ci przyjemność zamienić w pracę. Znajdź to coś, na czym można bazować, co można rozwinąć i nie bój się wyzwań.
Czym wyżej stawiamy sobie poprzeczkę, tym więcej jesteśmy w stanie osiągnąć.
Muzyka jest moją pasją. Ale z tego trudno jest wyżyć. I wiek już nie ten. A chałtur mam dość... No i w mojej mieścinie studia nie otworzę, nawet gdybym jakimś cudem zdobyła pieniądze, zwyczajnie zapotrzebowania nie ma. Na wsi i w małych miasteczkach organista wystarczy A potem żarełko i wódeczka- taaaaka kulturka. I po co więcej?
Poza tym już nie chcę żadnych nowych wyzwań. Chcę dotrwać spokojnie do emerytury.
Pomysł z farmacją mi się podoba. Ten z "kotami" też, ale myślę, że to mniej realne. Artykuły odpadają. "Zapych" w szmatławcach.
Przedmiot nauczania: Język angielski
Wiek: 37 Dołączyła: 13 Sie 2008 Posty: 638
Post nr 22, Wysłany: 2010-12-09, 16:57
Moja starsza koleżanka (muzyk) uwielbiała piec i zaczęła piec torty. Najpierw dla rodziny, znajomych, a teraz to zapisy przyjmuje - tyle chętnych. I to na wsi. Ona to lubi - ludzie nie, albo im się nie chce bawić, bo łatwiej zapłacić i mieć na godzinę. Jak nie ma imprez tortowych, to proponuje ciasta i też idą.
Cytryn, szkoła policealna z tego co wiem, jest chyba półtoraroczna. Dziewczyna się po studiach I stopnia zamierza zapisać, by dalej mieć zniżki i mówiła, że na interesującym ją kierunku trwa to trzy semestry.
_________________ "A teraz weźmy taką statystykę [..] zakładając, że państwa razem ze mną jest sto [..] a ja nie mam jednej nogi, to statystycznie [..] każdy z państwa ma po 1,99 nogi [...] jak cena w Biedronce."
No, półtora roku brzmi nieco lepiej...mam swoje lata. Zobaczę jutro, jak jest w mojej okolicy, dziś nie mam siły. Złota polska młodzież mnie całkiem wykończyła.
antie
Przedmiot nauczania: Język niemiecki
Dołączyła: 24 Sie 2009 Posty: 360
Post nr 26, Wysłany: 2010-12-09, 21:43
Cytryn, mam koleżanke biolożkę, która mając dosyć pracy w szkole, zaczęła dwuletnią szkołę policealną na kierunku "technik farmaceuta" Planuje po jej skończeniu zacząć pracę w aptece.
Nauki wprawdzie bardzo dużo i jest dosyć ciężko, ale z pracą nie powinno być większych problemów. Jest duże zapotrzebowanie na techników farmaceutycznych.
No i zarobki tez podobno niezłe. Z tym, że praca w aptece też jest dosyć ciężka.
Może to jednak lepszy pomysł niż technikum weterynaryjne?
Bo praca technika weterynarii to naprawdę duże wyzwanie - trzeba być odpornym na różne nieprzyjemne widoki i zapachy. Być przygotowanym na różne niespodzianki - bo kot może dotkliwie podrapać, a pies ugryźć. Nie mówiąc już o dużych zwierzetach typu świnia, krowa, koń. Trzeba być przygotowanym na wyjazdy w teren - jeśli to praca na wsi, bez względu na porę dnia czy nocy.
No i przede wszystkim mieć odpowiednie podejście do zwierząt - nie bać sie ich.
Bo sama miłość do nich nie wystarcza.
Moja córka studiuje weterynarię, więc znam nieco specyfikę tego zawodu - z jej opowiadań i doświadczeń podczas praktyk
Cale życie obcuję ze zwierzętami nie tylko się do nich "przytulam" Ale fakt, trudny by teraz było robić technika weterynarii choćby z powodu odległości do tej szkoły. W sumie szkoda, bo zwierząt się nie boję, kiedyś pracowałam w stajni, obcowanie z krową też nie jest mi obce
Praca w aptece na pewno nie jest tak ciężka jak w szkole. W szkole haruję po 50 godzin tygodniowo, a zawsze słyszę, że jestem nierobem mającym 18 lekcji i 3 miesiące wakacji Jestem alfą i omegą- robię wszystko, jestem sekretarką, księgową, fizyczną od noszenia sprzętu, menagerem, urzędnikiem , wpisz co chcesz- ale zawsze słyszę teks: "pani musi to robić, bo panią obowiązuje 40-godzinny tydzień pracy". No i w ramach tego 40- godzinnego tygodnia pracy robi się nagle 50 godzin pracy- ja już nie żyję, ja tylko pracuję. Planuję imprezy, konkursy etc..Szkoła mój dom! Na własne dzieci nie mam czasu i siły.
Moja znajoma pracuje na pół etatu w aptece. Pensję ma niewiele mniejszą od mojej, wraca do domu i ma wolną głowę. Jest spokojniejsza, pogodniejsza i choć czasem ma dużo pracy, to przynajmniej...w ciszy. No i nikt jej od kur* nie wyzywa, tak jak mnie w szkole...Nie ma o czym mówić. Potrafię ciężko pracować. Ale tą pracą , którą wykonuję w szkole, trzech można by było obdzielić i jeszcze by mieli co robić.
No, a teraz pędzę do roboty. Zaczynam później, ale kończę po 16.30, jakby ktoś pytał
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum