A ja się zgadzam. Jeśli ciągle chwalimy, to w uczniu wyrabiamy też postawę "jestem super, wszystko umiem, to po co się uczyć, skoro jestem genialny".
Pochwała jak najbardziej - zasłużona. Nagada tak samo. Za COŚ, nie za nic. I stopień chwalenia i ganienia musi być współmierny do czynu. Jeśli mi dziecko zarobi 1, bo kolejny raz nie przyniosło zadania domowego, objadę z góry na dół. ALe nie pochwalę ogniście, gdy wreszcie przyniesie - bo to jest obowiązek ucznia, a nie dobra wola.
_________________
katty
Przedmiot nauczania: Język angielski
Wiek: 27 Dołączyła: 14 Maj 2008 Posty: 428 Skąd: mazowieckie
Post nr 318, Wysłany: 2012-01-17, 17:47
Ja też nie chwalę ogniście, gdy uczeń, który wiecznie lekceważy swoje obowiązki, po moim ciągłym i nieustannym suszeniu głowy wreszcie mi coś przyniesie - bo i za co mam chwalić, za to, że nareszcie udało mu się zrobić coś, co dawno temu powinno być zrobione? Za taką postawę jednak ja zbieram regularnie ochrzan "z góry" i od pedagogów, bowiem "niedostatecznie motywuję dziecko i niedostatecznie wzmacniam właściwe zachowania". Z drugiej strony inni nauczyciele aż nadto wzmacniają "właściwe" postawy, czego efektem są dość kuriozalne postawy, jak choćby ta: uczeń na sprawdzianie rozwiązał 2 zadania z 10 (i to wcale nie idealnie, z dużą ilością błędów), na resztę nawet nie spojrzał. Jak nietrudno się domyślić, uczeń otrzymał ocenę niedostateczną. W momencie rozdawania sprawdzianów tenże uczeń wszczyna awanturę, że jak to, że co to za głupi sposób oceniania, bo przecież on coś zrobił, a jak COŚ zrobił to już z zasady powinien mieć dwójkę i skoro tak nie jest i nauczyciel jego "wysiłku" nie chce docenić to następnym razem w ogóle nic nie zrobi, bo się nie opłaca. Niestety, tego właśnie nauczyli ucznia pozostali nauczyciele.
Słusznie. To nie jest przedmiot ani potrzebny, ani poszerzający horyzonty. Jak ktoś chce się uczyć o religii, którą wyznaje, to w tym celu istnieją kościoły.
_________________ "A teraz weźmy taką statystykę [..] zakładając, że państwa razem ze mną jest sto [..] a ja nie mam jednej nogi, to statystycznie [..] każdy z państwa ma po 1,99 nogi [...] jak cena w Biedronce."
Słusznie. To nie jest przedmiot ani potrzebny, ani poszerzający horyzonty. Jak ktoś chce się uczyć o religii, którą wyznaje, to w tym celu istnieją kościoły.
Są osoby, którym jest potrzebny, może poszerzyć horyzonty.
Pytanie, czy te lekcje powinny być prowadzone w szkołach to zupełnie inny problem.
katty
Przedmiot nauczania: Język angielski
Wiek: 27 Dołączyła: 14 Maj 2008 Posty: 428 Skąd: mazowieckie
Post nr 324, Wysłany: 2012-01-18, 09:07
Oczywiście, że jest potrzebny i oczywiście, że poszerza horyzonty, jednak szkoła nie jest w żadnej mierze odpowiednim miejscem. Przydałaby się za to nauka o religiACH.
vuem, może inaczej sformułuję swoją tezę. Nie widzę możliwości, by ten przedmiot poszerzał horyzonty w swej obecnej formule. Z doświadczenia wiem, że poza ludźmi, którzy autentycznie są zainteresowani wykładaną tam tematyką, to większość chodzi tylko dlatego, że albo są na etapie bierzmowania, lub potrzebują zaświadczenia z liceum na wypadek ewentualnego ślubu, lub traktują tę lekcję jako możliwość odrobienia zadań i pouczenia się na przedmioty w dalszej części dnia.
_________________ "A teraz weźmy taką statystykę [..] zakładając, że państwa razem ze mną jest sto [..] a ja nie mam jednej nogi, to statystycznie [..] każdy z państwa ma po 1,99 nogi [...] jak cena w Biedronce."
I niektórzy nauczyciele religii o nich z ludźmi rozmawiają, traktując te zajęcia jako przedmiot szkolny o nazwie religia, a nie "katechezę"
Sam też pamiętam, że uczęszczając na katechezę -oczywiście wtedy to było poza szkołą- miewaliśmy rozmowy, czy dyskusje na temat innowierców, innego postrzegania Boga, czy bardzo uniwersalnych zasad moralnych.
Niestety wielu tego nie robi, stąd powszechne przekonanie, czy stereotyp, że lekcja religii to katecheza, "zaliczanie przedmiotu" poprzez uczestniczenie w mszach itd.
Religie świata, a chrześcijaństwo jest jednym z punktów treści podstawy programowej, jeśli się nie mylę.
haLayla napisał/a:
vuem, może inaczej sformułuję swoją tezę. Nie widzę możliwości, by ten przedmiot poszerzał horyzonty w swej obecnej formule. Z doświadczenia wiem, że poza ludźmi, którzy autentycznie są zainteresowani wykładaną tam tematyką, to większość chodzi tylko dlatego, że albo są na etapie bierzmowania, lub potrzebują zaświadczenia z liceum na wypadek ewentualnego ślubu, lub traktują tę lekcję jako możliwość odrobienia zadań i pouczenia się na przedmioty w dalszej części dnia.
Tak się pewnie często dzieje, wiele zależy od nastawienia uczestników - tj. uczniów i prowadzącego zajęcia.
natomiast mnie chodziło o przedmiot ogólnie, sens jego prowadzenia.
Natomiast - obrazowo pokazując swe zdanie - nie można ucinać reki w przypadku zmiażdżenia nawet palca.
Tak więc spore tu widzę pole do popisu dla tych, co podstawę programową takich zajęć tworzą (nie ograniczanie się do decydentów z szeregów oficjeli kościoła) i sposobu ich przeprowadzania.
Niestety, gdyby popatrzeć na problem z punktu widzenia "typowych zajęć", to można odnieść wrażenie, że nie odbywa się to tak, jak by sobie tego człowiek życzył...choć i to sprawa względna, nasze gusta, czy oczekiwania mogą się różnić.
Możliwe, że to jakaś kościelna legenda, a ja głupi ją rozpowszechniam Ale tak czy siak, nawet ksiądz na lekcjach mówił, że jak się teraz tego nie zaliczy, to potem są kursy dodatkowe.
_________________ "A teraz weźmy taką statystykę [..] zakładając, że państwa razem ze mną jest sto [..] a ja nie mam jednej nogi, to statystycznie [..] każdy z państwa ma po 1,99 nogi [...] jak cena w Biedronce."
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum