Dyscyplina w szkole językowej

o tym jakie są, jak sobie z nimi radzić, jak wychowywać bez porażek

Moderatorzy: Basiek70, służby porządkowe

Kumi170
Posty: 1
Rejestracja: 2018-03-21, 17:20
Kto: student
Przedmiot: Język angielski
Lokalizacja: dolnośląskie

Dyscyplina w szkole językowej

Postautor: Kumi170 » 2018-03-21, 18:16

Witam jestem jeszcze studentką 3 roku i od niedawna zaczęłam pracę w szkole językowej. Doświadczenia nie mam prawie żadnego oprócz odbytych praktyk obserwacyjnych i udzielania korepetycji, pracowałam też chwilę z przedszkolakami lecz to było zupelnie co innego. Mój problem polega na dyscyplinie w grupie 9 latków (mialam juz też zastępstwa z innymi starszymi dziećmi 11lat jak i młodszym 7lat i wszystko bylo w miarę okej, zajęcia dało sie prowadzić a dzieci byly chętne do nauki). Dzieci maja te zajęcia w poniedziałki i w środy, w poniedziałki ja nie mogę przychodzić wiec grupa liczy 9 osób a w środy jest rozdzielana i ja otrzymuję 5 dzieci. Mam za sobą 3 spotkania i to po prostu jest dramat, od początku mnie nie polubily (wydaje mi sie ze są przywiazane do innej nauczycielki) ja bez dużego doświadczenia byłam bardzo miła spokojna i pomocna a one to wykorzystały tworzac chaos. Odchodzenie od stolika krzyczenie obrażanie wyrywanie kartek, flascards, malowanie po tablicy totalne nie słuchali moich poleceń. 2 zajecia byly lepsze bo byli w miare zainteresowani grami a także tym ze mogę wyslac do ich rodziców negatywnego maila. (Po kazdych zajeciach rodzice dzieci zasługujacy na pochwalę dostają pozytywnego maila). Dzisiaj mialam 3 zajecia, myślalam ze bedzie lepiej ale bylo tylko gorzej, pomimo tego że zajęcia jak najbardziej moim zdaniem ciekawe, po jedej zabawie uznali ze im sie nudzi i nie chcieli wgl współpracować a jak juz zaczynali to zaczynaly sie kłótnie przepychanki i ostatecznie nic z tego nie wychodziło. Pod koniec zajęć mowili tylko ze chcą juz sobie iść.... Gdzie brać udziału w grach/ćwiczeniach tez nie chcieli....wiec pod koniec panował chaos i każdy robił co chciał. Karać nie mam czym bo maile juz na nich dzisiaj nie działały, ocen nie ma, nie postrasze nudnymi ćwiczeniami bo dla nich wszystko nudne. Myślałam nad nagrodami w formie naklejek albo jakis pieczątek i wymysleniem czegoś EKSTRA żeby się przekonały do mnie. W jeden poniedziałek chce tez isc na obserwacje.Myślałam ze dam radę nad nimi zapanować a tylko sie załamałam. Ktoś był w podobnej sytuacji? Moze macie jakieś wskazówki/rady? Każda pomoc sie liczy

Awatar użytkownika
Ritter von Rodewald
Posty: 213
Rejestracja: 2017-06-17, 15:50
Kto: nauczyciel
Przedmiot: Język niemiecki
Lokalizacja: dolnośląskie

Re: Dyscyplina w szkole językowej

Postautor: Ritter von Rodewald » 2018-03-21, 20:08

Rozbudzić zainteresowanie i je utrzymać - nie jest rzeczą łatwą. Z pewnością muszą być bodźce aktywizujące. Może to być rebus, asocjogram, krzyżówka, praca z materiałem interaktywnym, wyliczanka, "głuchy telefon".
Na powodzenie w osiągnięciu zakładanego celu wpływa wiele czynników, takich jak: osobowość odbiorców, ich wiedza o świecie, kontekst sytuacyjny bądź przyjęte normy postępowania.

aniaposz
Posty: 1
Rejestracja: 2019-05-15, 08:17
Kto: nauczyciel
Przedmiot: Język angielski
Lokalizacja: mazowieckie

Re: Dyscyplina w szkole językowej

Postautor: aniaposz » 2019-05-15, 11:52

Hm, ja nie poradzę w tej sprawie, za to się przyłączę, bo mam identyczny problem. Kończę studia podyplomowe z nauczania języka angielskiego (wcześniej kończyłam 5-letnie studia psychologiczne) i zaczęłam właśnie pracę w szkole językowej. Dostałam trzy grupy - dwie 9- i jedną 8-latków, z tego, co słyszę, to dwie z tych grup są jednymi z najtrudniejszych do opanowania. Dostałam je teraz, na miesiąc przed końcem roku, bo kolejna lektorka zrezygnowała. Czego się spodziewałam przed rozpoczęciem pracy? Hałasu, gadania i ogólnie dziecięcego temperamentu, który może być czasem trudny do ogarnięcia. Co mnie zaskoczyło? Poziom zblazowania, złośliwości, niechęci i bezczelności u tak małych dzieci.

Kilka przykładów:
- już na samym początku lekcji uderzyło mnie, że nie ma ŻADNEJ dyscypliny. Dzieci nie postrzegają zajęć jako zajęć. Robią co chcą, jest jedzenie, picie, rzucanie butelką, rozmowy, wchodzenie pod stół etc. Dopiero zdecydowane podniesienie głosu zaprowadza na moment spokój i koncentrację;
- na porządku dziennym są takie komentarze jak: "o rany, znowu ta głupia gra?", "ja nie chcę tu być", "co za beznadziejna lekcja", "mnie się już nudzi ta zabawa" etc. Generalnie NIC ich nie jest w stanie zająć na dłużej niż kilka minut;
- na porządku dziennym są również celowe złośliwości wobec lektora np. "A jak pani ma na imię?". Odpowiadam. Za moment znowu to samo pytanie i chichot. Albo - ćwiczymy struktury "Have you got...?". Niektórzy, mimo że znają dobrze odpowiedzi, specjalnie przekręcają słowa albo mówią źle, co pociąga za sobą oczywiście naśladownictwo kolejnych odpowiadających.
- jedna z uczennic oświadcza np. "ja nie będę w to grać", siedzi i pół lekcji temperuje ołówek.
- Po zabawie w odgadywanie "what's missing", jedna z drużyn mówi: "A jaka jest nagroda za wygraną? Bo zawsze dostajemy cukierki. Bez cukierków to nie gramy na drugi raz".
I tak dalej.

Moje refleksje i obserwacje:
- w szkole językowej w grupach młodszych dzieci jest jeszcze trudniej z utrzymaniem dyscypliny niż w szkole klasycznej, ponieważ nie ma tradycyjnych narzędzi dyscyplinujących w rodzaju - uwaga, minus, ocena etc., które - zdaję sobie z tego sprawę - nie działają zawsze idealnie, a czasem bywa, że wcale, ale przynajmniej jakieś są. W szkole językowej nie ma niczego w tym rodzaju, w związku z czym system kar i nagród jest praktycznie zredukowany do zera;
- jeśli już decydujemy się na jakieś nagrody to zwykle są to nagrody w rodzaju wyżej wspomnianych cukierków, co wzmacnia motywację zewnętrzną, a totalnie osłabia i tak słabą motywację wewnętrzną. Skutek? Dzieci nie są skłonne już do absolutnie żadnego wysiłku, jeśli w tle nie majaczy nagroda. W dłuższej perspektywie jest to podejście totalnie przeciwskuteczne;
- tradycyjne rady (w dużej mierze oczywiście słuszne) typu: "lekcja ma być atrakcyjna, ma mieć dobre tempo, nie za szybkie, nie za wolne, mają być angażujące gry i zabawy, żeby dzieci nie miały czasu się nudzić ani rozrabiać" nie zawsze działają albo działają przez krótki czas. Niestety lekcja nie może składać się wyłącznie z zabaw i gier, zresztą to, co podoba się jednym, niekoniecznie musi zawsze podobać się innym. Tak jak pisałam - bywa, że jakaś angażująca gra jednak generuje pojedyncze reakcje typu "ale to głupie", "ja się nie chcę w to bawić", "po co tu w ogóle jesteśmy".
- w przedszkolu, w którym miałam praktyki, młodsze przecież dzieci były znacznie bardziej zdyscyplinowane i zaangażowane w zajęcia, oczywiście zawsze były jakieś wyjątki i problemy, ale proporcje problemy vs. zaangażowanie były zgoła odwrotne niż tutaj;

Wnioski:
- nauczanie języka w szkole językowej w młodszych grupach to chyba najtrudniejsze zadanie pod kątem utrzymania dyscypliny;
- mnie się trafiła "kumulacja", bo przejęłam grupy po poprzednich lektorach z wszystkimi wykształconymi i wzmacnianymi w ciągu roku złymi nawykami;
- w ww. przypadkach absolutnie niewystarczająca jest sama "atrakcyjna lekcja", bo dzieci nie postrzegają zajęć jako atrakcyjnych w ogóle - nawet w formie zabaw. W tej sytuacji konieczne wydaje mi się zastosowanie rozwiązania odwrotnego - przyzwyczajenie ich do pracy z książką, z ćwiczeniami i innymi raczej statycznymi i tradycyjnymi formami nauki, a gry i zabawy jako nagroda i uatrakcyjnienie lekcji;
- konieczne jest zastosowanie jakiegoś systemu kar i nagród, ale nie powinny to być nagrody związane z motywacją zewnętrzną typu cukierki, naklejki etc. Musi to być jednak nagroda związana stricte z nauką angielskiego np. w nagrodę za dobre zachowanie - projekcja jakiegoś filmu (po angielsku). Tutaj oczywiście trzeba by opracować odpowiedni system - plusów i minusów albo czegoś w tym rodzaju. W każdym razie tak, aby dzieci miały absolutną świadomość natychmiastowych oraz długofalowych skutków swojego zachowania (zarówno dobrego, jak i złego).
- doraźne dyscyplinowanie stanowczym podniesionym głosem jest niestety absolutną koniecznością.

Innych pomysłów nie mam i szczerze mówiąc nie wiem, czy te powyższe odniosą skutek. Poza tym wszystko to brzmi nieźle w teorii, a gdy jesteśmy sam na sam z grupą, wyłazimy ze skóry, żeby lekcja była ciekawa, przygotowywaliśmy się solidnie, wycinając materiały, przeszukując internet, wybierając fajne piosenki czy gry, a zderzamy się z murem niechęci, znudzenia i złośliwości, to ręce opadają i wszystkiego się odechciewa. Żeby nie kończyć tak pesymistycznie powiem, że trzecia z grup, które przejęłam (też 9-latki) jest całkiem sympatyczna. Owszem, czasem też niesforna, ale właśnie tak po dziecięcemu, a nie z premedytacją, co da się z dobrym skutkiem opanować.


Wróć do „Problemy dydaktyczno-wychowawcze”