dyscyplina w klasie

o tym jakie są, jak sobie z nimi radzić, jak wychowywać bez porażek

Moderatorzy: Basiek70, służby porządkowe

miszael
Posty: 24
Rejestracja: 2012-09-07, 00:05
Kto: nauczyciel
Lokalizacja: śląskie

Re: dyscyplina w klasie

Postautor: miszael » 2013-09-26, 00:26

iluka pisze:Nie rozumiem, dlaczego jeszcze tkwisz w szkole :?:

Bo z czegoś żyć trzeba?

Awatar użytkownika
iluka
Posty: 3020
Rejestracja: 2012-07-25, 12:23
Kto: nauczyciel
Przedmiot: Język polski
Lokalizacja: małopolskie

Re: dyscyplina w klasie

Postautor: iluka » 2013-09-26, 00:33

Ale co to za życie??? Zdrowiem płacisz.:(
W życiu bo­wiem is­tnieją rzeczy, o które war­to wal­czyć do sa­mego końca. Paulo Coelho

miszael
Posty: 24
Rejestracja: 2012-09-07, 00:05
Kto: nauczyciel
Lokalizacja: śląskie

Re: dyscyplina w klasie

Postautor: miszael » 2013-09-26, 00:43

Ano płacę i to mnie martwi. Póki co jeszcze tego nie odczuwam, ale wiadomo co będzie w przyszłości?
Może z czasem znajdę jakiś złoty środek...

edzia
Posty: 4784
Rejestracja: 2008-02-05, 23:02

Re: dyscyplina w klasie

Postautor: edzia » 2013-09-26, 05:34

miszael, ale ty spalasz każdy pomysł, nie wprowadzając go właściwie. Jesteś za miękki, uczniowie to wykorzystują i wręcz pogardzają tobą. I nie myśl sobie, że może dzięki temu masz może większy szacunek u nich (bo widzisz, że jest odwrotnie), czy że będą cię kiedyś miło wspominać. Nie, uczniowie, choćby i największe łobuzy, oczekują twardej ręki, mocnego przewodnika, nieprzekraczalnych granic, jasnych zasad. Jeśli im tego nie zapewnisz, to wykorzystują to, pogardzają tobą, prowokują do kolejnych sytuacji niedopuszczalnych, testują twoja cierpliwość, przesuwają coraz bardziej wszelkie granice, rozwalając totalnie każdą lekcję i doprowadzając cię do zawrotów głowy.

Powinieneś coś z tym zrobić, tzn. mocno popracować nad sobą (tak, nad sobą, nad poczuciem własnej wartości, nad pewnością siebie) i doszkolić się z zakresu utrzymania dyscypliny i postaw młodzieży, bo inaczej albo się wypalisz po roku, albo cię w końcu zwolnią, bo będą skargi rodziców do dyrektora na ciebie.

Metody, które stosowałeś, były dobre, ale partaczyłeś ich wprowadzanie, tym samym spalając ich ponowne wprowadzenie.

Do wprowadzenia każdej metody dyscyplinującej klasę trzeba koniecznie przyjąć odpowiednią postawę! Postawę pewności siebie, odpowiednią postawę ciała, gestów, mimiki itp., postawę, że wiesz, co chcesz osiągnąć i jesteś pewien, że to osiągniesz. Bez tego na nic się zda choćby i najsprytniejsza metoda, bo po prostu nie zadziała.

Mało tego, każda metoda, nawet i właściwie zastosowana, może nie zadziałać. Ale ty masz to przewidzieć, masz być na to przygotowany, masz mieć już plan B na tę okoliczność, masz mieć w sobie tę wewnętrzną siłę, która nie pozwoli ci złożyć broni, ale skutecznie doprowadzić każdego z kolei ucznia do wykonania twojego polecenia i zaprowadzenia dyscypliny w klasie.

Niestety, w sytuacji, gdy pod koniec pierwszego miesiąca nauki popełniłeś tak wiele błędów, nie jest proste ot tak to odkręcić i nagle stać się twardym i skutecznym. Jest wręcz niemożliwe.

Natomiast radziłabym nie testować na sobie kolejnych metod, bo to nic nie da. Radziłabym to co wyżej, popracować nad sobą (jednocześnie godząc się na niewielkie rozwalanie lekcji) i dać sobie trochę czasu, może tydzień, może miesiąc, może np. do półrocza.

W tym czasie zasięgnij dobrej literatury, poczytaj choćby to forum (mnóstwo wątków o tym, jak utrzymać dyscyplinę w klasie), poobserwuj kolegów w pracy, popróbuj być choć trochę silniejszy od uczniów choćby na początek i w drobniejszych sprawach, zbieraj pomysły i doświadczenie. Gdy już będziesz wewnętrznie gotów na wprowadzenie drastycznych zmian w prowadzeniu lekcji i utrzymaniu dyscypliny, to je wprowadź. Ale już nie spal.

I niestety, ale to, że nie masz innej pracy i innego źródła utrzymania, nie zwalnia cię z obowiązku nierozpuszczania dzieci.

A teraz poznęcam się nad tym, co stosujesz jako metody dyscyplinowania. :)

miszael pisze:iągle szukam środków, przy pomocy których uda mi się zdyscyplinować klasę. Problem w tym, że już mi się wyczerpują pomysły. To, co skutkuje u innych nauczycieli, u mnie nie chwyta zupełnie.
Jak już pisałam, źle je wprowadzasz.

miszael pisze:Głównym problemem na moich lekcjach jest permanentny hałas wywołany głośnymi rozmowami uczniów, niekontrolowanymi salwami śmiechu, krzykami. Uczniowie chodzą po sali gdzie chcą, jedzą, śmiecą, trzaskają się krzesłami i ławkami.
Bo im na to pozwalasz. Niestety.

miszael pisze:Nie jestem typem furiata, więc najpierw próbowałem po dobroci. Były indywidualne rozmowy, w czasie których otrzymywałem od uczniów poważnym tonem wypowiadane deklaracje, że ich zachowanie się zmieni. Na następnej lekcji nie było jednak żadnej poprawy, więc przypominałem naszą ostatnią rozmowę i słowa, które wtedy padły. Reakcje były różne: od całkowitej obojętności, jakby uczeń nie wiedział, o czym ja mówię, aż po głupkowaty szyderczy śmiech. A więc to nie działa.
Z uczniami nie wolno po dobroci. Nie licz też na to, że uczeń nawet i po indywidualnej rozmowie dyscyplinującej nagle w grupie przestanie się popisywać i błaznować. Taki wiek, oni muszą czymś zdobywać poklask kolegów.

Są nauczyciele, którzy wystarczy że krzykną, a już uczniowie trzęsą portkami. Krzyk mi jednak nie służy. Bardzo podrażniam w ten sposób gardło. Jak trzeba, to co najwyżej podnoszę głos, ale staram się oszczędzać gardło.
Krzyczeć nie zalecam. Ale musisz mieć to w zanadrzu! Nie może być tak, że nie potrafisz krzyknąć! Nie może być tak, że uczniowie ci rozwalają lekcję, a ty się nawet nie zdenerwujesz. Tys powinien się w końcu porządnie na nich wkurzyć! Dość tego! Koniec z waszym błaznowaniem!!! Siedź na miejscu! Przestań rozmawiać!
Oczywiście docelowo, gdy już będziesz się cieszył autorytetem uczniów, będziesz mógł oszczędzać gardło. :)

Raz zostawiłem w sali ucznia na całą przerwę, ponieważ nadrobił mnóstwo kawałków papieru i zostawił to wszystko pod swoją ławką na podłodze. Kazałem mu to posprzątać i zamierzałem go nie wypuścić z sali, dopóki tego nie zrobi. Uczeń wyparł się oczywiście, że to nie on naśmiecił i ostentacyjnie odmawiał sprzątania. W końcu minęła 10-minutowa przerwa, a pod salą czekała już następna klasa na lekcję. Przetrzymałem go jeszcze z dwie minuty i musiałem wypuścić, a podłoga jak była zaśmiecona, tak została. Uczeń odszedł z głupkowatym uśmiechem na ustach.
Nie powinno cie obchodzić, kto faktycznie naśmiecił. Ty wydałeś temu konkretnemu uczniowi polecenie, a on miał obowiązek je wykonać! Jemu nawet przez myśl nie powinno przejść, żeby się wykłócać z nauczycielem, że to nie on naśmiecił! Nie dopuszczaj nigdy do takiej dyskusji! No i źle, że jednak odpuściłeś. To nic, że kolejna lekcja. Ja bym w akcie desperacji nawet i zadzwoniła z komórki po wychowawcę czy nawet dyrektora i poprosiła o przybycie do tej sali. Nie wierzę, że uczeń by w końcu nie zmiękł, gdyby widział, żeś nieugięty i że chcesz faktycznie doprowadzić sprawę do końca.
Poza tym chyba lepiej byłoby zostawić ich kilku do posprzątania, bo pewnie nie tylko ten jeden śmiecił.


Rozmawiając z innymi nauczycielami otrzymywałem rady, by odsyłać takich delikwentów do wychowawcy, lub po prostu wzywać wychowawce. Oba sposoby nic nie dawały, a wręcz było gorzej. Raz, gdy próbowałem uciszyć klasę, jedna uczennica powiedziała do mnie: "a co, znowu wezwie pan wychowawczynię, bo sam sobie nie radzi?". Interweniowanie u wychowawcy obracało się w ten sposób przeciwko mnie, bo uczniowie interpretowali to jako moją słabość i bezradność, skoro sam nie potrafię dać sobie rady i muszę posiłkować się innymi nauczycielami.
No bo tak to właśnie działa! Interwencja u wychowawcy czy u dyrektora musi być absolutnym wyjątkiem! Musisz się nauczyć sam radzić. Pamiętaj, że wychowawca, pedagog czy dyrektor nie mają żadnej czarodziejskiej różdżki, za pomocą której odmienią ci ucznia. Oni mogą doraźnie i wyjątkowo pomóc, ale jutro sam będziesz musiał zdyscyplinować ucznia.

Ze dwa razy spróbowałem rozmawiać z rodzicami, ale po tych spotkaniach stwierdziłem, że rodzice są tacy sami jak ich dzieci (a może na odwrót?).
Rodzice nie mają większego wpływu na to, co ich dziecko wyczynia w szkole. Owszem, powinni je po rodzicielsku pośrednio nadzorować, ale to ty musisz najpierw jako tako umieć ogarnąć klasę. Na razie nie umiesz, więc na rodziców nie licz.

Gdy te sposoby nie pomagały, wytoczyłem cięższy oręż: zacząłem wpisywać uwagi (też za radą nauczycieli). Na niewielu to działało. Tych, którym zależało na wysokiej ocenie zachowania, raczej nie trzeba było dyscyplinować. Ci najbardziej problematyczni zupełnie się tym nie przejmowali. Powiedziałem sobie, że skoro im nie zależy, to niech przynajmniej ich zachowanie ma odzwierciedlenie w ocenie. Zacząłem wstawiać uwagi za każde przegięcie z ich strony. Przeklął - uwaga; naśmiecił - uwaga; włączał muzykę z telefonu - uwaga; pisał po ławce - uwaga, itd. Nic to nie dało oczywiście. Wręcz ich to bawiło. Dodatkowo dostałem na koniec roku burę od dyrekcji, bo 80% uwag w dzienniku było ode mnie. Teraz już nie stawiam uwag, bo to po prostu nie działa.
No rzeczywiście ciężkie działa wytoczyłeś! :twisted: Zapamiętaj sobie - uwag ci nie wolno wpisywać, bo to nieskuteczne! Na uwagi reagują może dzieci w młodszych klasach podstawówki, a nie gimnazjaliści. Czego oczekujesz po wpisaniu uwagi? Że ucznia to zaboli? Że rodzic go w domu opieprzy? Że wychowawca coś z tym zrobi? Nie żartuj. Bura od dyrektora dostała ci się słusznie, boś nie rozwiązał skutecznie żadnego niepożądanego zachowania ucznia, tylkoś je pozapisywał... Jak w jakimś pamiętniku.

Gdy wszystko powyższe zawiodło, pomyślałem, że może chociaż ocenami się przejmą. Zacząłem więc zadawać karne prace domowe lub odpytywać hałasujących uczniów. Większość tych interwencji kończyła się oceną niedostateczną, bo prac domowych z zasady nigdy nie odrabiali, a do odpowiedzi też nie byli przygotowani. Oni jednak robili sobie z tego wszystkiego jaja. Śmiali się, gdy wpisywałem im kolejną ocenę niedostateczną. Zdarzało się, że zachęcali, abym wpisał im jeszcze jedną. Jako że były to w kółko te same osoby, zaczęło mi się tych jedynek robić za dużo i pomyślałem, że stanie się to samo, co z uwagami za zachowanie. Ponieważ nic to nie dawało, odpuściłem.
Te metodę stosujesz, gdy inne zawodzą, a nie od razu. I to ostrożnie dawkując. Ale jeśli i ja odpuściłeś, to nie masz już tak naprawdę czym walczyć.
Może warto w tym momencie jakoś pozwolić uczniom na zdobycie w łatwy sposób dobrych ocen? Zachęcić ich tym sposobem do nauki, do starania się? Być może część klasy odpuści pajacowanie i będzie ci wtedy łatwiej opanować resztę?

Po tym wszystkim jedna z koleżanek sprzedała mi rzekomo genialny sposób "brania" uczniów na ciszę. Gdy klasa zaczynała hałasować, przestawałem mówić i czekałem aż się uspokoją. Gdzie tam... Im to było w to mi graj. Cieszyli się, bo przynajmniej belfer nie przeszkadzał im w harcach.
Przynajmniej fajnie to opisujesz. :)
Otóż na ciszę też trzeba umieć brać. Nie za długo i nie zawsze. Natomiast zawsze trzeba tę ciszę wykorzystać na przemyślenie planu B. No i przede wszystkim cisza zapadnie jeśli rzeczywiście coś ciekawego będziesz miał do powiedzenia, a więc dopiero gdy jakimś autorytetem będziesz dla uczniów.

Raz postanowiłem sobie, że nie zacznę lekcji, dopóki nie zapanuje kompletna cisza. Po 15 min. uczniowie zaczęli sami się nawzajem uspokajać.
Dobrze! Szkoda, że dopiero po 15 minutach, ale na początek dobre i to. Lecz uczniowie muszą czuć, że to czekanie na rozpoczęcie lekcji im się nie opłaci. Czuli to? Miałeś coś przygotowane?

Gdy w końcu stało się znośnie, tak że mogłem sprawdzić obecność, po chwili gwar zaczął się od nowa.
Powinieneś wtedy wstać i ze srogą miną poczekać na ciszę ponownie. Na twoim czole uczniowie w tym czasie widzą duży napis "Oj, nie opłaci się wam to!"

Próbowałem też zagrać im na emocjach i mówiłem, jaką to przykrość mi sprawiają swoim zachowaniem, ale błaźniłem się tylko.
Dokładnie. :)

Nie winię uczniów. Domyślam się, że to jak popełniam kardynalne błędy, ale nie wiem gdzie. Przypuszczam, że problem tkwi gdzieś w mojej osobowości, ale jej nie da się tak po prostu zmienić.
Też uważam, że to głównie wina twojej osobowości i wiem, że ciężko to zmienić. Ale jeśli chcesz pracować w szkole, musisz to zrobić. Tu trzeba silnych, twardych osobowości, nie mięczaków.

A swoją drogą uczniowie też są winni. Nie umniejszaj ich winy, nie wybielaj ich. Musisz nauczyć się panować nad nimi i prawdopodobnie dasz radę.

Awatar użytkownika
haLayla
Posty: 3766
Rejestracja: 2008-08-24, 00:28
Kto: uczeń
Przedmiot: Inne
Lokalizacja: małopolskie

Re: dyscyplina w klasie

Postautor: haLayla » 2013-09-26, 11:34

miszael pisze:Rzadko borykam się z chamstwem uczniów.


I dali:

miszael pisze:Głównym problemem na moich lekcjach jest permanentny hałas wywołany głośnymi rozmowami uczniów, niekontrolowanymi salwami śmiechu, krzykami. Uczniowie chodzą po sali gdzie chcą, jedzą, śmiecą, trzaskają się krzesłami i ławkami. [..] głupkowaty szyderczy śmiech [..] ostentacyjnie odmawiał sprzątania[..] Uczeń odszedł z głupkowatym uśmiechem na ustach [..] jedna uczennica powiedziała do mnie: "a co, znowu wezwie pan wychowawczynię, bo sam sobie nie radzi?"


Jak dla mnie to ciągle borykasz się z chamstwem uczni.
<3

miszael
Posty: 24
Rejestracja: 2012-09-07, 00:05
Kto: nauczyciel
Lokalizacja: śląskie

Re: dyscyplina w klasie

Postautor: miszael » 2013-09-26, 14:25

Edzia, dziękuję ci, że zechciałaś mi poświęcić tyle czasu, aby to napisać. Dziękuję za zdrową krytykę i słowa otuchy na koniec. Uczę już trzeci rok i tyle też trwa moje eksperymentowanie. Utwierdzasz mnie w przekonaniu, że to nie metody zawodzą, a nieprawidłowe ich wprowadzanie.

haLayla, zachowanie niektórych moich uczniów dalekie jest od kulturalnego, ale chamskie to by było za dużo powiedziane. Na ogół nie pyskują, nie obrażają mnie (co najwyżej siebie nawzajem). Są po prostu po prostu głośni. Zachowują się jak przerośnięte, rozwydrzone dzieci.

Pozostaje mi wyciągać wnioski z własnych błędów, podpatrywać innych i mieć nadzieję, że kiedyś sytuacja się zmieni. Pozdrawiam.

Awatar użytkownika
haLayla
Posty: 3766
Rejestracja: 2008-08-24, 00:28
Kto: uczeń
Przedmiot: Inne
Lokalizacja: małopolskie

Re: dyscyplina w klasie

Postautor: haLayla » 2013-09-26, 17:54

miszael, to niejako na granicy tematu, ale moim zdaniem chamstwo niekoniecznie musi mieć formę aktywną. Może mieć miejsce zarówno przez zaniechanie - dla przykładu nieprzytrzymanie drzwi starszej osobie, w konsekwencji czego te drzwi uderzają ją w twarz zdecydowanie jest chamstwem. Podobnie pasywna agresja, z którą, jak wynika z opisu, niestety ale się zderzasz. Ale to tylko spór o pojęcia.

Tak czy siak, życzę powodzenia i trzymam kciuki. Mam nadzieję, że nie pozwolisz by problemy zawodowe, które przecież każdy człowiek pracujący ma, wpływały także na twoje życie prywatne :)
<3

edzia
Posty: 4784
Rejestracja: 2008-02-05, 23:02

Re: dyscyplina w klasie

Postautor: edzia » 2013-09-26, 21:20

HaLayla ma rację, mówiąc o tym chamstwie uczniów. Ale to fajnie z Twojej strony, że jednak widzisz w tych dzieciakach jedynie rozbrykanie, a nie chamstwo.

Zresztą zgrabnie (poprawnie) piszesz, więc miło się to czyta. Myślę, że sobie poradzisz z dyscypliną, tylko trochę musisz popracować.


Jakiego przedmiotu uczysz?

Bo może w drodze do osiągnięcia jako takiej dyscypliny uczniów na początek warto by było zmienić tok lekcji? Może zmienić metody pracy na takie, które nie dadzą uczniom czasu na pajacowanie? Może trzeba zrezygnować na razie z takich metod, jak praca w grupach, jakaś dyskusja czy burza mózgów.

Może na przykład zamiast o czymś opowiadać, dyktuj im notatkę do zeszytu. Oczywiście najlepiej, by to była Twoja autorska notatka, najlepiej "z głowy", a nie przepisywanie podręcznika. Z tym dyktowaniem chodzi o to, że uczniowie piszący nie mają czasu na harce, więc łatwiej zapanujesz nad nimi. Oczywiście jakieś przerwy w pisaniu im rób, nie dopuszczając wtedy do zbytniego poluzowania atmosfery. Niech w czasie przerwy w pisaniu przykładowo przeczytają sobie w ciszy tę notatkę, potem zapytaj o coś, by sprawdzić, czy właściwie zrozumieli itp.

Dyktując nie siedź za biurkiem, lecz chodź po klasie, spaceruj między nimi, reagując na pierwsze próby niedopuszczalnych zachowań, sprawdzając wyrywkowo co zapisują. Bądź wyluzowany, ale stanowczy, pewny siebie. Reaguj na najdrobniejsze zakłócenia.

Gdy uda ci się zapanować nad nimi podczas takich dyktowanych lekcji, wprowadź inne metody pracy, ale też nie od razu pracę w grupach.

Bądź zawsze perfekcyjnie przygotowany do lekcji. Niech nie rozprasza ich np. jakiś nie do końca przygotowany czy obrobiony materiał, twoje niezdecydowanie, czy nadmiar czasu wolnego dla uczniów.

Zrezygnuj też na początku z takich elementów lekcji, podczas których uczniowie bezkarnie harcują, np. ze sprawdzania obecności, czy sprawdzania zadnia domowego, odpytywania przy tablicy itp. Oczywiście obecność musisz jakoś sprawdzić, ale polecam zamiast czytania listy (podczas czytania mało kto uważa, reszta przeszkadza) przeliczenie uczniów w klasie (i to najlepiej wtedy, gdy oni o tym liczeniu nie wiedzą, czyli np. wtedy gdy coś piszą, czy wykonują jakieś zadanie) i porównanie tego ze stanem klasy według dziennika. Brakujące osoby szybko wychwycisz poprzez albo porównanie nieobecności na poprzedniej lekcji, albo dopytanie uczniów, czy po prostu sam zauważysz, kogo nie ma, jeśli znasz dobrze uczniów.

Jeśli koniecznie musisz odpytywać, to nie wywołuj do tablicy, by nie dopuścić do zamieszania, lecz w ławce (ale na stojąco) zadaj uczniowi kilka pytań, cały czas utrzymując z nim i w międzyczasie z resztą klasy kontakt wzrokowy. Oceń odpowiedź i od razu zadajesz pytanie komuś następnemu, utrzymując kontakt wzrokowy. Oceniasz, wpisujesz oceny do dziennika, robisz to bardzo sprawnie, wręcz mimochodem.

W ogóle podczas lekcji musisz niemal cały czas utrzymywać ten kontakt wzrokowy z klasą. Wymagaj od nich, by i oni utrzymywali z tobą ten kontakt wzrokowy, gdy coś tłumaczysz. Gdy zadajesz jakieś pytanie, wszyscy natychmiast zastanawiają się nad odpowiedzią, a nie tylko wywołana osoba i dopiero po wywołaniu.

To kilka takich sztuczek, które musisz w końcu opanować. Może nie od razu ci się uda, daj sobie czas, powoli, małymi kroczkami zmieniaj w prowadzeniu lekcji te elementy, które już bezbłędnie potrafisz wprowadzić, panując jednocześnie nad klasą.

Aha, i nie komentuj uczniom, dlaczego coś się zmieniło w prowadzeniu lekcji, np. że dyktujesz zamiast tłumaczyć. Nie mów im, że to za karę, że ci przeszkadzali. Nie wdawaj się też w żadne niepotrzebne dyskusje.

Daj znać, czy masz już jakiś plan, jak zamierzasz zmienić organizację pracy na lekcjach i jak ci to idzie.

Rysiu
Posty: 66
Rejestracja: 2012-09-04, 15:56
Kto: nauczyciel
Przedmiot: Historia, Informatyka
Lokalizacja: mazowieckie

Re: dyscyplina w klasie

Postautor: Rysiu » 2013-10-05, 16:10

miszael pisze:Uczę w gimnazjum. Rzadko borykam się z chamstwem uczniów. Głównym problemem na moich lekcjach jest permanentny hałas wywołany głośnymi rozmowami uczniów, niekontrolowanymi salwami śmiechu, krzykami. Uczniowie chodzą po sali gdzie chcą, jedzą, śmiecą, trzaskają się krzesłami i ławkami.


Przeszedłem przez ten sam etap, co Ty i u mnie trwało to u mnie aż pięć lat (na pierwszym roku najgorzej, później z roku na rok coraz lepiej, chociaż nie było chyba dnia, kiedy byłem w 100% zadowolony ze swojej pracy i swoich relacji z uczniami). U większości nauczycieli trwa to chyba krócej, młodsza koleżanka uczy teraz trzeci rok i funkcjonuje bardzo dobrze, nieporównywalnie lepiej niż ja kiedy miałem tyle stażu, co ona teraz. Uczę teraz siódmy rok. Po dwóch kolejnych latach, kiedy wiem mniej wiecej na czym polega utrzymywanie dyscypliny w klasie, mam spokój z klasą IV i V. Naprawdę, bardzo dobrze prowadzi mi się u nich lekcje, jestem zadowolony, szczęśliwy, ja ich lubię, oni mnie lubią, słuchają co mają robić, angażują się, są chętni i aktywni. Jedynie szósta klasa, będąca wciąż jeszcze reliktem mojej nieporadnej przeszłości wciąż jest dla mnie dużym obciążeniem i dopiero kiedy odejdą zacznę szczerze i prawdziwie uśmiechać się w duchu przekraczając próg szkoły.

Ogólnie: nie tyle ma znaczenie co robisz, co raczej kim jesteś. Przypomina troszkę sytuację, kiedy szeregowy pracownik podczas nieformalnego spotkania opowie przy stole dowcip (średniej jakości) i słychać tylko kilka podśmiechujących się głosów, bardziej z grzeczności niż z dowcipu. Ale kiedy za chwilę do akcji wkroczy dyrektor i opowie dowcip, choćby nie wiem jak słaby, możemy spodziewać się, że za chwilę rozlegnie się salwa śmiechu.

Obawiam się, że szóstej klasy już nie dam rady spacyfikować. Za dużo już ich przyzwyczaiłem do swoich dawnych zachowań, zbyt ciężko teraz mi jest przerwać ustalony układ. Dwa lata mojej nieporadności wobec ich pajacowania sprawiło, że widzą we mnie osobę, która na taki stan rzeczy przyzwala i zmiana mojego doskonale utrwalonego wizerunku zdaje się być zadaniem ponad moje siły. I nie ważne jest co się robi - proszenie, tłumaczenie, kartkówki karne, krzyczenie itp. na niewiele się zdają. Inni nauczyciele z tą klasą nie mają problemów, wręcz przeciwnie - czasem samo ich pojawienie się ucisza ich błyskawicznie. Przypomina mi się śmieszna sytuacja, kiedy przed wejściem do klasy próbowałem przemówić do rozsądku wciaż bawiącym się z kurtkami uczniom, aby powiesili kurtki na wieszaku (jest tuż obok drzwi od ich klasy) i weszli do srodka. Droczyli się z minutę, zaszantażowałem ich uwagą i nagle wszyscy błyskawicznie wbiegli do klasy i zajęli miejsca. Byłem zdziwiony skutecznością swojego szantażu dopóki nie okazało się, że tak naprawdę powodem ich reakcji był wychowawca, który akurat pojawił się gdzieś tam na końcu korytarza i zbliżał się w ich kierunku (pewnie nawet nie wiedział, że jest jakikolwiek problem - po prostu sobie szedł).

Jeszcze raz powtórzę, bo to meritum całej sprawy: nie ma znaczenia co robisz, ważne kim jesteś w ich oczach. To jest właśnie powód, dla którego 60-letnia nauczycielka z gigantycznym kokiem na głowie, zawsze gotowa do ciętej riposty i przyglądająca się wszystkim podejrzliwie spode łba oraz WF-ista przypominający posturą Pudziana, a spojrzeniem płatnego mordercę nie mają żadnych problemów z dyscypliną. Jeżeli jesteś młody, z jakąś aparycją wzbudzającą sympatię i zaufanie zamiast szacunku czy przestrachu - będzie Ci ciężko z samej natury rzeczy i o swoją pozycję będziesz musiał walczyć.

A walczy się, jak to ktoś mądrze napisał na jednej z wcześniejszych stron, od pierwszej minuty pierwszej lekcji na początku września. Później może być za późno, aby pokazać, że nie jest się tym, na kogo się wygląda. Napiszę z moich doświadczeń, że moim właśnie problemem jest taka nie wzbudzająca raczej postrachu aparycja, zaś potężnym błędem - spoufalanie się z uczniami, chęć bycia lubianym i akceptowanym. Poza tym jestem ofiarą współczesnej myśli pedagogicznej, która nakładła mi do głowy takich rzeczy podmiotowość ucznia, że dziecko trzeba kochać, a samo będzie wiedziało, jak ma się zachować, że to jest "mały dorosły" i tym podobne bzdety. Wyleczenie się ze skutków tej indoktrynacji było początkiem końca moich problemów z dyscypliną.

Ten rok niestety musisz przeczekać. Próbuj oczywiście, staraj się, udoskonalaj i ćwicz w różnych metodach - ale z góry mówię, że będzie bardzo ciężko i przygotuj się na ewentualność klęski. Ale cały czas szukaj, na forum padło wiele cennych rad. Z literatury najlepszą ze znanych mi jest "Kiedy pozwolić, kiedy zabronić w klasie" (autora nie pamiętam niestety).

Głowa do góry! Dyscypliny idzie na szczęście się nauczyć. Zawsze kiedy było mi ciężko przypominałem sobie moją katechetkę z podstawówki, świeżo po studiach. Ileż to ona przez nas nacierpiała! Płakała w trakcie lekcji, leciała po wychowawczynię, krzyczała, męczyła się - byliśmy twardzi i się nie daliśmy. Dziś po latach oczywiście zal mi kobiety, ale mieliśmy niezły ubaw. Ważne jednak jest to, że uczy po dziś dzień w tej samej szkole (przekształconej w gimnazjum) - i z tego co wiem, to teraz problemów z dyscypliną raczej nie ma. Właśnie jej wspomnienie było moim natchnieniem i wsparciem w walce z moimi słabościami - niechaj teraz Ciebie natchnie do boju!

Awatar użytkownika
linczerka
Posty: 4376
Rejestracja: 2011-11-04, 19:49
Kto: nauczyciel
Lokalizacja: Polska

Re: dyscyplina w klasie

Postautor: linczerka » 2013-10-05, 16:17

Rysiu pisze:(autora nie pamiętam niestety).

Robert MacKenzie
Trzeba umieć iść słoneczną stroną życia

Awatar użytkownika
iluka
Posty: 3020
Rejestracja: 2012-07-25, 12:23
Kto: nauczyciel
Przedmiot: Język polski
Lokalizacja: małopolskie

Re: dyscyplina w klasie

Postautor: iluka » 2013-10-05, 16:48

Rysiu pisze:Jeżeli jesteś młody, z jakąś aparycją wzbudzającą sympatię i zaufanie zamiast szacunku czy przestrachu - będzie Ci ciężko z samej natury rzeczy i o swoją pozycję będziesz musiał walczyć.
Miałam 157 wzrostu i 47 wagi, lekko nie było, ale walka trwała krótko. Nie to co u pana o wzroście koszykarza i umięśnieniu Arnusia, zaczynał w tym samym roku i uczył matematyki, a raczej usiłował. Już dawno pracuje w innym zawodzie :mrgreen:
W życiu bo­wiem is­tnieją rzeczy, o które war­to wal­czyć do sa­mego końca. Paulo Coelho

Rysiu
Posty: 66
Rejestracja: 2012-09-04, 15:56
Kto: nauczyciel
Przedmiot: Historia, Informatyka
Lokalizacja: mazowieckie

Re: dyscyplina w klasie

Postautor: Rysiu » 2013-10-05, 20:18

agridulce pisze:Wychowawczyni doradza postawienie jedynek na okres, ale ja mam niebezpodstawne obawy, że za te jedynki najbardziej odpowiem ja.


Kolega katecheta (a katecheci grają w grę "dyscyplina" na poziomie hard, a może nawet i nightmare) postawił w pierwszym roku swojego nauczania całej klasie dopy na półrocze - od góry do dołu. Nie wiem jakie to miało skutki w relacjach z dyrektorem, ale klasę ponoć wystraszył i spacyfikował. Nie sądzę jednak, aby był to jedyny sposób i żeby sam w sobie zadziałał - tego typu rzeczy muszą współgrać z innymi podejmowanymi środkami, bo jeżeli ktoś po prostu po półrocznych harcach całej klasy postawi na półrocze mnóstwo pał to mogą być dwa możliwe odbiory tego faktu:
a) Nauczyciel się mści - to zwiększa agresję klasy i sprawia, że uczniowie mają gdzieś nauczyciela (zazwyczaj nawet po półrocznym ostrzeżeniu nie traktują groźby jedynki na koniec roku poważnie, podobnie jak nie traktują poważnie nauczyciela).
b) Nauczyciel jest nieudolny - to druga interpretacja. Nawet jeżeli jedynki były sprawiedliwe i były obiektywnym podsumowaniem pracy uczniów, to wtedy widzimy, że ten brak pracy bierze się z tego, że to nauczyciel nie był w stanie wyegzekwować od ucznia zaangażowania w naukę. I że z innym nauczycielem ten sam uczeń miałby może nawet czwórkę. Można w uproszczeniu rzec, że dyrektor płaci nauczycielowi za pracę i wymaga pewnych jej wyników - a mianowicie postępów w nauce. Jedynki świadczą o tym, że postępów w nauce nie ma.

Nauczyciel w takiej sytuacji jest naprawdę między młotem o kowadłem - z jednej strony gówniarzowi ewidentnie się należy pała, a jej brak odebrany może zostać przez niego jako "upiekło mi się" i "ona tylko straszy", co nie wróży niczego dobrego w przyszłości. Z drugiej jednak strony postawienie pały powodować może problemy w relacjach z samym uczniem (czyli i tak źle, i tak niedobrze!), z rodzicami, z dyrektorem.

Awatar użytkownika
linczerka
Posty: 4376
Rejestracja: 2011-11-04, 19:49
Kto: nauczyciel
Lokalizacja: Polska

Re: dyscyplina w klasie

Postautor: linczerka » 2013-10-05, 20:28

Chyba wsadzę kij w mrowisko
A co z ocenami/punktami z zachowania?
Przenosimy do oceniania przedmiotowego?
Trzeba umieć iść słoneczną stroną życia

Rysiu
Posty: 66
Rejestracja: 2012-09-04, 15:56
Kto: nauczyciel
Przedmiot: Historia, Informatyka
Lokalizacja: mazowieckie

Re: dyscyplina w klasie

Postautor: Rysiu » 2013-10-05, 20:38

linczerka pisze:Chyba wsadzę kij w mrowisko
A co z ocenami/punktami z zachowania?
Przenosimy do oceniania przedmiotowego?


To by było pewne rozwiązanie, ale chyba nieprawne. Mnie w każdym razie uczulano na to na początku kariery - jeżeli już zdecyduję się stawić pałę za zachowanie, to niech to ma chociaż pozory że to nie jest za zachowanie (np. kartkówka karna, jedynka za przyłapanie na braku wypełniania zeszytu ćwiczeń w czasie lekcji; w ostateczności - zadaję proste pytanie z tego, co mówiłem 30 sekund temu). Chociaż nawet takie rzeczy noszą już pewne znamiona desperacji.

Awatar użytkownika
linczerka
Posty: 4376
Rejestracja: 2011-11-04, 19:49
Kto: nauczyciel
Lokalizacja: Polska

Re: dyscyplina w klasie

Postautor: linczerka » 2013-10-05, 20:42

No właśnie.
Dlatego pytam.
To jak interpretować dopuszczające katechety?
Trzeba umieć iść słoneczną stroną życia


Wróć do „Problemy dydaktyczno-wychowawcze”