prowokacja Użytkownika "aania84" pseudo brum brum

o tym jakie są, jak sobie z nimi radzić, jak wychowywać bez porażek

Moderatorzy: Basiek70, służby porządkowe

brum brum
Posty: 176
Rejestracja: 2010-09-01, 12:17

Re: prowokacja Użytkownika "aania84" pseudo brum brum

Postautor: brum brum » 2011-05-30, 23:19

Jolly, a dlaczego zakładasz, że to dlatego, że boimy się porażki? Nie wiem jak inni, ale ja po pracy mam tyle zajęć, że nie mam czasu zachodzić w głowę nad szkołą po lekcjach. A co do sukcesu - ja swój sukces upatruję w innych dziedzinach życia, zawodowych i pozazawodowych. I dla mnie sukcesem jest znalezienie pracy, która pozostawia mi czas na te inne sukcesy o wiele dla mnie ważniejsze. Poza tym właśnie te aspekty, o których pisze Malgala mnie osobiście wcale nie kręcą. Te sukcesy wychowawcze są kompletnie niewymierne, bo nigdy nie wiem, jak ukształtowałby się uczeń bez mojego udziału i na ile jego dobre postawy są wynikiem mojej pracy. A w innych dziedzinach sukces jest wymierny, mogę powiedzieć: tak, to moja zasługa, tego, że dobrze to zrobiłam, tego, że się starałam. Własny dom z ogródkiem, udane małżeństwo, skończone studia, certyfikat językowy, dobrze wyszkolony pies - w wypadku każdej z tych rzeczy mogę powiedzieć, że osiągnęłam je własną pracą. A to, że przy Jasiu się udało, przy Kaziu nie, ale Marianem mam się aktualnie zajmować, bo a nóż się uda to dla mnie jak gra w totolotka. A na koniec i tak nie wiadomo, kto skreślił szczęśliwe numery.

brum brum
Posty: 176
Rejestracja: 2010-09-01, 12:17

Re: prowokacja Użytkownika "aania84" pseudo brum brum

Postautor: brum brum » 2011-05-30, 23:20

miwues pisze:
aania84 pisze:na lekcjach innych nauczycieli uczniowie robią rzeczy, na które ja im nie pozwalam
Ja szanuję nauczycieli, którzy trzymają dyscyplinę. Więc teoretycznie powinna mi twoja postawa imponować. No ale jakoś do tej pory nam ten wzajemny szacunek nie bardzo wychodził :)


Ty szanujesz tego, kto Ci przytakuje.

brum brum
Posty: 176
Rejestracja: 2010-09-01, 12:17

Re: prowokacja Użytkownika "aania84" pseudo brum brum

Postautor: brum brum » 2011-05-31, 08:21

Nie lubisz psów? :roll: A może tylko tych dobrze wyszkolonych? :mrgreen:
Zaraz mi napiszesz, że nie zrozumiałam myśli przewodniej Twojej wypowiedzi. Cóż, taki wszechwiedzący, a jak się drze z niego łacha to nie widzi. :mrgreen:

Awatar użytkownika
vuem
Posty: 4148
Rejestracja: 2009-06-18, 20:30
Kto: nauczyciel
Przedmiot: Język angielski
Lokalizacja: podkarpackie

Re: prowokacja Użytkownika "aania84" pseudo brum brum

Postautor: vuem » 2011-05-31, 12:18

Adriannn pisze:Natomiast po pracy, nauczyciel ma prawo odpocząć, tak jak każdy inny człowiek. Wtedy rodzice i uczniowie mogą zwracać się o pomoc w rozwiązywaniu jakichś ich problemów życiowych np. u miejscowego cukiernika, księdza, weterynarza, tynkarza. Nie rozumiem dlaczego miałby się tym zajmować nauczyciel języka angielskiego albo WOSu.


Nikt nie twierdził tu, że powinniśmy po pracy choćby myśleć o pracy, choć wielu ludzi w trakcie rozwiązywania określonego problemu nie potrafi łatwo o tym zapomnieć. Każdy ma swoje życie prywatne, hobby, znajomych itp.

Chodzi o to, że nasza praca, to nie tylko wpojenie wiedzy i umiejętności przedmiotowych, czyli pomoc w rozwiązywaniu "problemów z nauką".

Naszą rolą jest również pomaganie rodzicom w wychowaniu, kształtowaniu ich charakteru, postawy wobec innych ludzi itp.

Czasem zdarzyć się może, że musimy poświecić trochę czasu i energii, by pomimo godziny 20.00 zając sie problemem jednego z naszych uczniów/wychowanków.
Podobnie, jak i mnie zdarzało się dzwonić do lekarza rodzinnego po poradę po godzinach jego pracy. Nie było problemu.
Gdyby Tobie taki lekarz powiedział, że jest po pracy i idź sobie człeku do tynkarza, to byś zmienił go i jeszcze do Izby Lekarskiej skargi pisał.

Podobnie jest zresztą z zajęciami dydaktycznymi, do których musimy być przygotowani. czasem zrobimy to podczas okienka, czasem wieczorem. Piątkowych testów też nie sprawdzisz na poniedziałek, bo jesteś podczas weekendu po pracy?

Nasz czas pracy jest w dużej mierze normowany...w dużej mierze.


aania84 pisze:Poza tym właśnie te aspekty, o których pisze Malgala mnie osobiście wcale nie kręcą.


Młoda jesteś, popracujesz, to może Cie zakręci, jeśli nie, no cóż...trudno. To kwestia Twoich preferencji.
Nie musisz pracować w szkole, by uczyć języka, nie musisz uczyć, by swoją wiedzę wykorzystać.

aania84 pisze:Te sukcesy wychowawcze są kompletnie niewymierne,


Tak jak i wiele innych. Poza tym jesteśmy trybami pewnej maszyny. Trudno tu czasem wskazać i zmierzyć sukces pojedynczej osoby. Jak w wielu zawodach i stanowiskach.

aania84 pisze:A w innych dziedzinach sukces jest wymierny, mogę powiedzieć: tak, to moja zasługa, tego, że dobrze to zrobiłam, tego, że się starałam. Własny dom z ogródkiem, udane małżeństwo, skończone studia, certyfikat językowy, dobrze wyszkolony pies - w wypadku każdej z tych rzeczy mogę powiedzieć, że osiągnęłam je własną pracą.


Mieszasz korzyści własne wynikające z pracy z osiąganiem sukcesu zawodowego, wynikami tejże pracy.

brum brum
Posty: 176
Rejestracja: 2010-09-01, 12:17

Re: prowokacja Użytkownika "aania84" pseudo brum brum

Postautor: brum brum » 2011-05-31, 15:56

Vuem, to wytłumacz, bo nie wiem,o co Ci chodzi z korzyściami i sukcesem. Zbyt lakonicznie jak dla mnie.

Awatar użytkownika
vuem
Posty: 4148
Rejestracja: 2009-06-18, 20:30
Kto: nauczyciel
Przedmiot: Język angielski
Lokalizacja: podkarpackie

Re: prowokacja Użytkownika "aania84" pseudo brum brum

Postautor: vuem » 2011-05-31, 21:35

Wskazałaś na dwa aspekty mieszając je zupełnie.

Czym innym jest mój "sukces nauczycielski" - wyedukowałem Jasia, nauczyłem go czegoś wartościowego, Jaś umie posługiwać się językiem, udało mi się go też uchronić przed kilkoma zgubnymi pokusami, przekonałem do określonej postawy wobec ludzi, m.in. dzięki mnie nie zaczął na dobre palić.
Jak to wymierzyć? Jaką miarą zmierzyć swój sukces? Na jaki procent wyliczyć swój udział w tym sukcesie? Może być trudne, ale nie niemożliwe.


Czym innym jest natomiast to, że skończyłem studia, że wyszkoliłem się w tym i owym, że założyłem rodzinę, mam fajne dzieciaki, no i oczywiście mieszkanie, czy dom, samochód, konto z określonym saldem.
To wg Ciebie jest wymierny sukces. Bo mierzony dolarami (choć oczywiście szczęśliwa rodzina jakoś wymierna nie jest, ale Ty nie miałaś wątpliwości, by ja tu włączyć, mnie nie przeszkadza).

Podobnie jest w innych zawodach.

Czym innym jest na ile ważnym osiągnięciem architekta Kowalskiego jest zaprojektowanie mostu, jak wspaniałą konstrukcję stworzył, jak ona jest przydatna i podziwiana przez lokalną społeczność.

Czym innym jest to, co Kowalski za projekt zarobił, na ile jest szczęśliwym mężem, czy dobrze wykształconym człowiekiem.

Czym innym jest czyn Mariana, który uratował przed śmiercią 5-osobową rodzinę, własne życie narażając.
A czym innym jest to, że dostał za swój czyn wiąchę kwiatów i dyplom od burmistrza...no lokalny sponsor dał mu w prezencie gitarę.

Rozumiesz co mieszasz?

brum brum
Posty: 176
Rejestracja: 2010-09-01, 12:17

Re: prowokacja Użytkownika "aania84" pseudo brum brum

Postautor: brum brum » 2011-05-31, 22:20

Tylko widzisz, dla mnie sukces architekta jest wymierny. Konkretny produkt: most. Mariana też: 5 żyć ludzkich. A nauczyciel? Jaś zdał maturę z niemieckiego. Miał korki. Jaś jest zdolny, bo ma zdolnych rodziców. Konkretny produkt: zdana matura. Czyj sukces? Jasia, bo się uczył, rodziców, bo mają dobre geny, korepetytora, bo wiedział co z nim powtórzyć, nauczyciela, bo dobrze wyłożył materiał itd. itp. Jak widzisz w tym sukcesie mój udział jest niewielki. Co więcej, gdyby nauczyciel nawalił to i tak byłaby szansa, aby Jaś dzięki pozostałym czynnikom zdał maturę. Dlatego nie potrafię odbierać sukcesów szkolnych jako własnych. Stąd są dla mnie niewymierne, bo nawet nie wiem, czy Jaś dostrzega mój wkład w swoją maturę. Może akurat uważa, że byłam beznadziejna, bo nie odpowiadał mu mój sposób prowadzenia lekcji? Gdzie tu mój sukces? Choć matura i tak jest jeszcze sukcesem związanym stricte z nauką, więc wkład nauczyciela można tu założyć z góry. Ale np. to, że Jaś przestał bekać. Może byli nauczyciele, którzy na bekanie nie reagowali, a kiedy Jaś w końcu przestał, uznali to za swój sukces wychowawczy? Bo takie postawy też znam, niestety.
Wymierność rozumiem tu raczej jako moje przekonanie, że to mi się udało. Bo np.dyplom można mieć z oceną dostateczną albo z wyróżnieniem. Dla jednego dst będzie sukcesem, dla drugiego porażką. To samo z rodziną: jeśli czuję, że mam fajne życie rodzinne to oznacza to sukces. Jeśli pies robi "siad",kiedy mu każę, to mogę uznać, że dobrze go wyszkoliłam. Według moich kryteriów. Natomiast nie widzę możliwości ocenienia mojego wkładu w sukces ucznia. A w budowę mostu tak.
Kiedy mój mąż bierze udział w jakimś projekcie, potrafi konkretnie powiedzieć, co mu się udało. Która część projektu jest jego dziełem. Jeśli uznamy, że matura to taki projekt, to czy mogę powiedzieć, jaki procent tego projektu jest moją zasługą? Albo czy w ogóle mam w tym jakiś udział? Nie.

brum brum
Posty: 176
Rejestracja: 2010-09-01, 12:17

Re: prowokacja Użytkownika "aania84" pseudo brum brum

Postautor: brum brum » 2011-05-31, 23:01

A co Ty masz z tym profesorem? Sam chodziłeś do jakiegoś na korki? Niech zgadnę, na psychoterapię związaną ze zwalczaniem objawów kryzysu wieku średniego?
Nie masz rzeczowych argumentów,więc robisz zadymę. Czy desperackie próby zwrócenia na siebie uwagi też są efektem kryzysu? Co na to profesor?

Awatar użytkownika
Basiek70
Posty: 2237
Rejestracja: 2007-08-24, 19:43
Przedmiot: Inne

Re: prowokacja Użytkownika "aania84" pseudo brum brum

Postautor: Basiek70 » 2011-05-31, 23:07

jaki tam wiek średni kobieto, o czym Ty piszesz?
to najlepszy czas życia
w XXI wieku wiek średni to się po pięćdziesiątce zaczyna a i to nie od razu
no ale zapomniałam ze Ty masz braki edukacyjne, więc nie wiesz
ja tam się ciesze bardzo, że moje dzieci nie trafiły na Ciebie w szkole, ze nie musiały się zetknąć z takim nauczycielem; abstrahując od Twoich językowych kwalifikacji, mogą być najwyższe w świecie, za nic bym nie chciała, żebyś moje dzieci czegokolwiek uczyła
"Nigdy nie rezygnuj z tego, co naprawdę chcesz robić.
Człowiek z wielkimi ambicjami i marzeniami jest silniejszy od tego,
który jest tylko realistą."

brum brum
Posty: 176
Rejestracja: 2010-09-01, 12:17

Re: prowokacja Użytkownika "aania84" pseudo brum brum

Postautor: brum brum » 2011-05-31, 23:20

A 40 lat to niby wiek młodzieńczy? Bo pęknę..... :mrgreen:

Ty braków edukacyjnych nie masz, ode mnie najzdolniejsi z klasy też szli na pedagogikę wczesnoszkolną. 0,2 kandydata na miejsce i egzamin wstępny z klaskania do rytmu. Zazdroszczę wybitnych osiągnięć edukacyjnych.
Ja to bym nawet nie miała nic przeciwko, żebyś moje dzieci uczyła. Ty czy inna pani "zintegrowana", co za różnica....

Awatar użytkownika
vuem
Posty: 4148
Rejestracja: 2009-06-18, 20:30
Kto: nauczyciel
Przedmiot: Język angielski
Lokalizacja: podkarpackie

Re: prowokacja Użytkownika "aania84" pseudo brum brum

Postautor: vuem » 2011-05-31, 23:22

aania84 pisze:Tylko widzisz, dla mnie sukces architekta jest wymierny. Konkretny produkt: most. Mariana też: 5 żyć ludzkich. A nauczyciel? Jaś zdał maturę z niemieckiego. Miał korki. Jaś jest zdolny, bo ma zdolnych rodziców. Konkretny produkt: zdana matura. Czyj sukces? Jasia, bo się uczył, rodziców, bo mają dobre geny, korepetytora, bo wiedział co z nim powtórzyć, nauczyciela, bo dobrze wyłożył materiał itd. itp. Jak widzisz w tym sukcesie mój udział jest niewielki.


Sukces architekta jest wymierny... a może raczej jego rodziców, bo miał dobre geny, może asystenci odwalili "czarną robotę", może wzorował się na innych konstrukcjach, może ktoś go zainspirował...


aania84 pisze:Co więcej, gdyby nauczyciel nawalił to i tak byłaby szansa, aby Jaś dzięki pozostałym czynnikom zdał maturę.


Nie wykluczone, że gdyby architekt nawalił, to most by się nie zawalił.

aania84 pisze:Dlatego nie potrafię odbierać sukcesów szkolnych jako własnych.


Ja nie uzurpuje sobie wyłączności do sukcesów moich uczniów.

Nawet w przypadku tych, co chodzą dodatkowo na kursy wiem, że większość czasu spędzają ze mną. Jeśli właściwie pożytkują czas w domu, to też jakaś cząstkę zasługi w tym mam. Bo to ja ich do tego zachęcam, czasem zmuszam, to ja egzekwuję i monitoruję postepy.

Jaka to różnica ile to procent tego sukcesu stanowi?

Moim zadaniem jest POMÓC młodemu człowiekowi, a nie "nawrzucać łopatą czegoś konkretnego do pustej głowy zupełnie bezwolnego człowieka".

Jaki jest sens rozpatrywać na ile dla piękna Twojego ogrodu przysłużyłaś się Ty sama, a na ile sprzyjająca pogoda, dobra jakość sadzonek (geny!), czy fakt iż aranżacje podejrzałaś w miesięczniku Dom.
Przecież to Ty latałaś po ogrodzie z łopatą.

aania84 pisze:Ale np. to, że Jaś przestał bekać. Może byli nauczyciele, którzy na bekanie nie reagowali, a kiedy Jaś w końcu przestał, uznali to za swój sukces wychowawczy? Bo takie postawy też znam, niestety.


Jezu, Ty nic nie rozumiesz z tego, co Ci piszę.

czemu miałoby mnie obchodzić to, że jakaś pani Kowalska wmawia sobie, że to ona ma zasługi w wychowywaniu Jasia, skoro Jaś doskonale pamięta kto mu do głowy wbijał to nie bekanie, skoro ten, który to robił doskonale to pamięta i WIE, ŻE SWÓJ OBOWIĄZEK WYPEŁNIŁ?

W jaki Ty sposób chcesz udowadniać swe zasługi w pracy?


aania84 pisze:Natomiast nie widzę możliwości ocenienia mojego wkładu w sukces ucznia.


W żadnym zawodzie nie można uznać jednoznacznego i kategorycznego sukcesu jednostki. Zawsze będą jakieś "wspomagacze".

Natomiast wiedząc jak z Jasiem postępowałaś, co z nim robiłaś podczas zajęć, kontrolując jego postępy w długim okresie czasu Ty nie potrafisz ni w ząb określić, czy masz swój udział w jego sukcesie, czy nie?

Sorry, ale to brednie. Używając Twoich kryteriów można zanegować każdy przykład "sukcesu" w dowolnym zawodzie, w dowolnej dziedzinie.

Chcesz za wszelką cenę udowodnić swą rację.

aania84 pisze:Kiedy mój mąż bierze udział w jakimś projekcie, potrafi konkretnie powiedzieć, co mu się udało. Która część projektu jest jego dziełem. Jeśli uznamy, że matura to taki projekt, to czy mogę powiedzieć, jaki procent tego projektu jest moją zasługą? Albo czy w ogóle mam w tym jakiś udział? Nie.


Możesz, bo wiesz jaki materiał zrealizowałaś z uczniem, bo wiesz, że na każdym kroku zachęcałaś lub zmuszałaś go do określonych działań samodzielnych, bo wiesz, że kontrolowałaś jego postępy dbając, by nadrobić zaległości lub właściwie kultywować już zdobyte osiągnięcia, bo pomagałaś mu, gdy cos stanowiło prpblem itd.

I założeniem jest to, że jestem częścią sukcesu, bo nikt, nigdzie tak naprawdę - wg Twoich kryteriów - samodzielnie tego sukcesu nie osiąga.

Rozpaczliwie łapiesz się każdej możliwości, by nie przyznać racji...co ciekawe nawet kosztem dezawuowania swej pracy i swych wysiłków... a zaraz powiesz jak to Cie cenią, jakie to masz zasługi, jak to dobrze swoje obowiązki wykonujesz...tylko po co?

Awatar użytkownika
Jolly Roger
Posty: 1671
Rejestracja: 2007-12-15, 18:34

Re: prowokacja Użytkownika "aania84" pseudo brum brum

Postautor: Jolly Roger » 2011-05-31, 23:26

Adriannn pisze:
Natomiast po pracy, nauczyciel ma prawo odpocząć, tak jak każdy inny człowiek. Wtedy rodzice i uczniowie mogą zwracać się o pomoc w rozwiązywaniu jakichś ich problemów życiowych np. u miejscowego cukiernika, księdza, weterynarza, tynkarza. Nie rozumiem dlaczego miałby się tym zajmować nauczyciel języka angielskiego albo WOSu.


a kiedy jest to "po pracy", bo odnoszę wrażenie, że praca ci się ogranicza do zajęć dydaktycznych, a dla mnie największe przekleństwo zawodowe to nauczyciel wieszający klucz 2 minuty po dzwonku i już jest przy drzwiach wyjściowych.

aania84 pisze:Jolly, a dlaczego zakładasz, że to dlatego, że boimy się porażki?


uderz w stół...

aania84 pisze:Te sukcesy wychowawcze są kompletnie niewymierne, bo nigdy nie wiem, jak ukształtowałby się uczeń bez mojego udziału i na ile jego dobre postawy są wynikiem mojej pracy.


najpierw trzeba ukształtować ucznia, a potem oceniać czy to jest wymierny sukces czy nie. Ty trochę za mało pracujesz to raz, a dwa jeszcze nawet nie spróbowałaś więc teoretyzujesz o sprawach nieznanych. To trochę niepoważne.
We gonna ride the sea,
we pray to the wind and the glory
That's why we are raging wild and free

brum brum
Posty: 176
Rejestracja: 2010-09-01, 12:17

Re: prowokacja Użytkownika "aania84" pseudo brum brum

Postautor: brum brum » 2011-05-31, 23:35

A jak uczeń, dajmy na to, zachoruje na anoreksję, to również za to odpowiadam? Jak za jego sukces?
To jest ciekawe, że jak Jaś zda maturę, to nauczyciel widzi w tym swoją zasługą, jak nie zda, to nie widzi w tym swojej winy. Jak most się zawali to architekt idzie siedzieć, a jeśli nie architekt (bo projekt był dobry) to kierownik budowy, bo źle go zrealizował. A jak uczeń matury nie zda? Pociągają nauczyciela do odpowiedzialności? Nie. No to chyba jest różnica. To nie jest taki zawód jak inne pod tym względem.
To jest różnica, jaki procent sukcesu to stanowi.Bo 5% a 85% to chyba co innego?
Co do Kowalskiej, która upatruje swoich zasług w niebekającym już Jasiu. Nigdy nie przyszło Ci do głowy, że jesteś taką Kowalską? A przynajmniej bywasz? Nadymasz się z dumy, a tak naprawdę krzty Twojej zasługi w tym nie ma?

Awatar użytkownika
vuem
Posty: 4148
Rejestracja: 2009-06-18, 20:30
Kto: nauczyciel
Przedmiot: Język angielski
Lokalizacja: podkarpackie

Re: prowokacja Użytkownika "aania84" pseudo brum brum

Postautor: vuem » 2011-05-31, 23:47

aania84 pisze:A jak uczeń, dajmy na to, zachoruje na anoreksję, to również za to odpowiadam? Jak za jego sukces?


Jeśli mogłaś temu zapobiec, to powinnaś uznać to za porażkę. To tez za trudne, by zrozumieć?

Tylko nie każ sobie tłumaczyć czemu nie ponosisz 100% winy, tak jak i nie masz 100% udziału w sukcesach uczniów.

aania84 pisze:To jest ciekawe, że jak Jaś zda maturę, to nauczyciel widzi w tym swoją zasługą, jak nie zda, to nie widzi w tym swojej winy.


Jeden widzi, drugi nie. Ty potrafisz dostrzec swoje porażki?

aania84 pisze:Jak most się zawali to architekt idzie siedzieć, a jeśli nie architekt (bo projekt był dobry) to kierownik budowy, bo źle go zrealizował.


Jeśli doszło do zaniedbania, a nie nieprzewidzianego tsunami, to ktoś za to odpowiada.

aania84 pisze:A jak uczeń matury nie zda? Pociągają nauczyciela do odpowiedzialności?


Udowodnij winę nauczyciela - tak samo jak i tego architekta, czy kierownika budowy - a poniesie konsekwencje.

aania84 pisze:To nie jest taki zawód jak inne pod tym względem.


Boże, sa zawody w których trzeba machać łopatą, w innych trzymac skalpel. W jednych ryzykujesz nudę całodzienną w innych życie.

No każdy zawód jest inny...tylko jakie to ma znaczenie? Co Ty chcesz udowodnić?

Bredzisz jak opętana, zaczynasz nudzić.

aania84 pisze:To jest różnica, jaki procent sukcesu to stanowi.Bo 5% a 85% to chyba co innego?


Ale jak chcesz to wyliczać?

Ja przyjmuję, że jest znaczący...nie próbuję wyznaczyć procentów, bo to nie ma dla mnie znaczenia. Mój wkład jest NA TYLE ZNACZĄCY, ŻE WIDZĘ SENS SWOJEJ PRACY.

aania84 pisze:Co do Kowalskiej, która upatruje swoich zasług w niebekającym już Jasiu. Nigdy nie przyszło Ci do głowy, że jesteś taką Kowalską? A przynajmniej bywasz? Nadymasz się z dumy, a tak naprawdę krzty Twojej zasługi w tym nie ma?


Przecież to ja napisałem przykład z dziewczyną, więc to mnie najpierw, nie Tobie przyszło do głowy, że TO INNI, NIE JA, MOGĄ SKUTECZNIEJ NA MOICH UCZNIÓW WPŁYNĄĆ.

Co ty chcesz udowodnić. Chociaż TY sama wiesz? :wink:

Dziewczyno, edukacja, to nie budowa mostów.

Tak jak wychowywanie dzieci jest bardziej skomplikowanym procesem niż samo zapłodnienie.

Daj sobie z tym zawodem spokój. Nie męcz się w szkole.

Awatar użytkownika
Basiek70
Posty: 2237
Rejestracja: 2007-08-24, 19:43
Przedmiot: Inne

Re: prowokacja Użytkownika "aania84" pseudo brum brum

Postautor: Basiek70 » 2011-06-01, 12:04

aania84 pisze:A 40 lat to niby wiek młodzieńczy? Bo pęknę..... :mrgreen:

Ty braków edukacyjnych nie masz, ode mnie najzdolniejsi z klasy też szli na pedagogikę wczesnoszkolną. 0,2 kandydata na miejsce i egzamin wstępny z klaskania do rytmu. Zazdroszczę wybitnych osiągnięć edukacyjnych.
Ja to bym nawet nie miała nic przeciwko, żebyś moje dzieci uczyła. Ty czy inna pani "zintegrowana", co za różnica....


ani młodzieńczy ani średni; to pełnia dorosłości moja droga - tylko Ty nie wiesz co to dorosłość
ani egzamin z klaskania z rytmu (swoją drogą umiesz?), ani pedagogika wczesnoszkolna po maturze; to późniejszy wybór
nie chcę uczyć Twoich dzieci, chcę, żeby je uczyła pani z podejściem takim jak Ty masz, żebyś doświadczyła tego o czym piszesz
a różnica owszem wielka, bo od pierwszych trzech lat w szkole zależy bardzo wiele
ale nie będę Ci tego tłumaczyć
"Nigdy nie rezygnuj z tego, co naprawdę chcesz robić.

Człowiek z wielkimi ambicjami i marzeniami jest silniejszy od tego,

który jest tylko realistą."


Wróć do „Problemy dydaktyczno-wychowawcze”