Początek pracy w szkole

miejsce dla rozpoczynających pracę (można się radzić, żalić, chwalić, dzielić doświadczeniami)

Moderatorzy: Basiek70, służby porządkowe

giszowiec24
Posty: 32
Rejestracja: 2017-03-14, 01:03
Kto: nauczyciel
Przedmiot: Historia, WOS
Lokalizacja: śląskie

Re: Początek pracy w szkole

Postautor: giszowiec24 » 2017-08-16, 12:20

Patrzycie na prywatyzację przez pryzmat obecnej sytuacji. Dzisiaj w Polsce nie ma żadnych szkół prywatnych, są jedynie płatne. Dalej istnieją na prawach publicznych, realizują program narzucony przez odpowiednie organy. To dzisiaj uczeń jest świętą krową, bo istnieje przymus edukacji, który według mnie tworzy patologię. Ok, niech i szkola podstawowa będzie obowiązkowa, państwowa do 8 klasy. Jednak dalej to uczeń powinien zabiegać o szkołę, a nie na odwrót. W szkołach językowych też jesteśmy klientami. I co? Są jakieś patologiczne szkoły językowe? Patologicznego ucznia można po prostu wyrzucić i tyle. Problemem właśnie jest powszechne kształcenie, które straciło na znaczeniu. Dawniej ojciec mógł wziąć syna na spacer po mieście, pokazać bezdomnego i powiedzieć, że jak nie chce tak skończyć to musi się uczyć. A dzisiaj? Człowiek kończy studia i zarabia grosze często pracując z osobami, które nawet studiów nie powąchały. Co do służby zdrowia, tak wyobrażam sobie, bo place co miesiąc przymusowo 2 składki zdrowotne. Jedna z działalności i druga z umowy. Za te pieniądze wykupiłbym sobie dobre ubezpieczenie prywatne. A i tak do większości lekarzy chodzę prywatnie i płace kolejny raz. Rezonans, rehabilitacja, na które musiałbym czekać kilka miesięcy. Ale zostawmy służbę zdrowia.

Łosoś
Posty: 613
Rejestracja: 2013-10-05, 10:17
Kto: nauczyciel
Przedmiot: Inne
Lokalizacja: łódzkie

Re: Początek pracy w szkole

Postautor: Łosoś » 2017-08-16, 12:35

W szkołach językowych też jesteśmy klientami. I co? Są jakieś patologiczne szkoły językowe?


Nooo....a ile ich jest? I jak trudno zebrać grupę? A ile grup się rozpada w trakcie, bo ludziom się odechciewa...? W większych miastach to jak cię mogę, w małych jest o wiele gorzej.
Likwidacja przymusu edukacji do 18 roku życia ( i redukcja tego przymusu do 15 roku życia) spowodowałaby drastyczny spadek liczby szkół. Może i dobrze, tylko mnóstwo nauczycieli straciłoby pracę. Wiele uczelni by "poleciało", bo zostałaby garstka chętnych. Najgorzej byłoby na prowincji.
No i kwestia tego, kogo by było stać na takie prywatne szkoły...W Polsce przecietny Kowalski zarabia mało. Nawet na spółkę z panią Kowalską. Pewnie powstałyby jakieś placówki dla bidoty, gdzie szerzyłaby się patologia i strach by tam było wysłać dzieci...

Jako nauczyciel musiałbyś posłać swoje dziecko do tej nędzy z bidą, bo nie byłoby Cię stać n a lepsze wykształcenie własnego dziecka...

giszowiec24
Posty: 32
Rejestracja: 2017-03-14, 01:03
Kto: nauczyciel
Przedmiot: Historia, WOS
Lokalizacja: śląskie

Re: Początek pracy w szkole

Postautor: giszowiec24 » 2017-08-16, 13:17

Żaden system nie rozwiązuje indywidualnego nieszczęścia w każdym przypadku. System liberalny przynajmniej nie utrudnia rozwiązań. Potrzebujesz się kształcić, czujesz, że masz wystarczająco wiele samozaparcia i intelektualnych predyspozycji? Możesz przekonać bank czy uczelnię, żeby skredytowały Ci kształcenie. Oczywiście ograniczy Ci to wybór kształcenia do takich kierunków, po których można coś zarobić. Fantazja o zostaniu dziennikarzem czy kolejnym politologiem może się nie spełnić. Dodatkowo w szkoły prywatne charakteryzują się szerokim wachlarzem stypendiów. Publiczna szkoła walczy o forsę z podatków. Gdyby każda była prywatna - musiałyby walczyć o dobrych studentów, pokazać kandydatom jak po jej ukończeniu łatwo znaleźć dobrze płatną robotę i dzięki temu jak łatwo uzyskać kredyt na kształcenie w niej. To dokładnie tak , jak choćby ze sprzedażą samochodów - ile jest kupowanych za gotówkę? 10%? Reszta musi udowodnić niezawodność - to rola producenta - a sprzedawcy szukają dla klientów możliwośći kredytowania. Bez tego sprzedaży nie byłoby wcale. Przejściowo można wprowadzić bon edukacyjny. Zresztą wiara w to, że szkoły publiczne są "darmowe" gdzie należy utrzymać ministerstwo edukacji, kuratoria i całą masę urzędników jest naiwna.

Łosoś
Posty: 613
Rejestracja: 2013-10-05, 10:17
Kto: nauczyciel
Przedmiot: Inne
Lokalizacja: łódzkie

Re: Początek pracy w szkole

Postautor: Łosoś » 2017-08-16, 13:31

Możesz przekonać bank czy uczelnię, żeby skredytowały Ci kształcenie

W przypadku uczniów w wieku 15 lat to raczej będzie rola rodziców. Rodzice-nieudolne sieroty, często bez wykształcenia, nie powalczą. Te dzieci będą poszkodowane. Co ze szczytnym hasłem "wyrównywania szans"? Prywatyzacja szkół to szansa dla..bogatych. Jedynie. Pojawi się zapewne spora grupa bogatych matołów po "dobrych" szkołach i spora grupa zdolnych, acz biednych zasilających fabryki i markety.
Poza tym- kredyt to trzeba spłacić. Po skończeniu nauki wchodzisz w nowe życie obciążony kredytem. Musisz harować na jego spłatę. Gdzie czas na załozenie rodziny, na zarobienie na własne lokum...? Już i tak mało dzieci się rodzi....To ma być dobre rozwiązanie?
Zresztą wiara w to, że szkoły publiczne są "darmowe" gdzie należy utrzymać ministerstwo edukacji, kuratoria i całą masę urzędników jest naiwna
.
Oczywiście, że nie są. Ale póki co- każdego na nie stać...

Nie wiem, może lepiej zostawić szkoły publiczne (szkoły prywatne można sobie zakładać, czemu nie) i faktycznie zredukować przymus edukacji do momentu skończenia podstawówki, tej ośmioklasowej. Może to uzdrowiłoby sytuację...Nie wiem. Ale prywatyzacja szkół...nie, tego nie chcę. Ze względu na te dzieciaki, które są zdolne, ambitne, ale biedne i mają nieudolnych rodziców albo niezainteresowanych nimi. Bo te byłyby najbardziej poszkodowane.

giszowiec24
Posty: 32
Rejestracja: 2017-03-14, 01:03
Kto: nauczyciel
Przedmiot: Historia, WOS
Lokalizacja: śląskie

Re: Początek pracy w szkole

Postautor: giszowiec24 » 2017-08-16, 14:37

Prywatyzacja to właśnie wyrównywanie szans, ponieważ wykształcenie powodowałoby wzrost znaczenia absolwenta na rynku. To właśnie dzisiaj dzieci bogatych rodziców mogą mieć wykształcenie w 4 literach i śmieją się z tych biedniejszych, którzy poświęcają się bezsensownej(jak się później okazuje) nauce. Tak jakby dzisiaj biedni nie zasilali szeregu pracowników fabryk czy sklepów. Ba! O zgrozo ludzie z wyższym wykształceniem, które straciło swoją wartość również je zasilają. Nie wiem, może są lepsze wyjścia z tej biurokratycznej i niewydajnej machiny, ale na pewno jakieś wyjście musi być i jest konieczne.

qjaf
Posty: 366
Rejestracja: 2010-04-09, 11:07
Kto: nauczyciel
Przedmiot: Historia, Technika, WOS
Lokalizacja: dolnośląskie

Re: Początek pracy w szkole

Postautor: qjaf » 2017-08-16, 15:06

Ciekawe jaka jest wysokosc ubezpieczenia na wypadek roznych operacji, nowotworow itd. Bo Korwin zawsze mial problem z tym. Mowil wprost, ze potrzebujacym i biednym to...fundacje beda pomagac, oczywiscie prywatne. Problem w tym, ze to jest troche podejscie XIX-wieczne (on glorytikuje tamte czasy).

Redukcja liczby urzednikow - prosze bardzo. Natomiast takie zmiany to jest olbrzymi proces. Zawsze pozostanie margines (mniejszy czy wiekszy) ludzi, ktorzy beda potrzebowali takiej, a nie innej sluzby zdrowia i takiej, a nie innej edukacji. Wladza boi sie tego ruszac, bo wie, ze tysiace urzednikow to potencjalny elektorat i to dosc zdyscyplinowany.


Tak w ogole to nie rozumiem watku dotyczacego absolwentow studiow. Ktos wybral sobie takie, a nie inne, bo tak uwazal. A to, ze na rynku jest niepotrzebny? To nie jest wina systemu, ze tyle setek tys. ludzi chodzi na studia. Kwestia wlasnie promocji, reklamy i przekonania pokoleniowego, ze wyzsze wyksztalcenie cos da. Tych elementow to bym nie wliczal do systemu.
Idac na studia nascie lat temu wiedzialem, ze bedzie ciezko, ale nie mialem o to do nikogo pretensji. Po prostu to lubilem i z tego bylem i jestem dobry. Wiadomo, ze dzis lepiej skonczyc 3letnia (?) zawodowke/branzowke i w wieku 20 lat zarabiac wiecej niz wiele ludzi, ale nie kazdy preferuje taka prace i tyle.

Prywatyzacja wyzszych uczelni - czemu nie. Ale w jakims tam zakresie. Podstawowek nie bardzo. Juz widze jak w miejsce panstwowych wprowadza sie prywatne i przychodza "klienci" z zapytaniami o czesne. No i dajmy na to taki Jaś co mial szkole bezplatna otrzymuje informacje, ze czesne wynosi tyle i tyle w okolicy. A ze okolica jest pelna sredniozamoznych to wszyscy zadowoleni no poza tymi 10% ludzi, ktorych nie stac za bardzo na przezycie. I co oni maja zrobic? Blisko jest za droga dla nich szkola, a ta tansza np. 10 km dalej. I teraz wyslij 7-latka taki kawal samego gdzies. Prywatne przewozy? No wlasnie.


Generalnie to sa oczywiscie fajne propozycje, ale na ich wprowadzenie nie widac wiekszych szans. Tak samo jak na wladze konserwatywno-liberalnej prawicy. Dobre hasla, ale jak co do czego to srednio calosc pachnie (pod wspomnianymi tylko wzledami).

Zawsze beda tluste koty i glodujace psy. Niezaleznie od systemu.

giszowiec24
Posty: 32
Rejestracja: 2017-03-14, 01:03
Kto: nauczyciel
Przedmiot: Historia, WOS
Lokalizacja: śląskie

Re: Początek pracy w szkole

Postautor: giszowiec24 » 2017-08-16, 15:45

Zgadzam się z tym co zostało napisane. Zresztą nie było nam dane tak naprawdę zobaczyć czy taki system działa, więc ciężko gdybać. Z jednym się nie zgodzę. To właśnie wina systemu, że tyle ludzi studiuje. Każdy student to pieniądze dla uczelni więc robi się masówka. Gdzieś tam czytałem, że ma się zmienić finansowanie uczelni więc może uda się coś zrobić na plus.

maniakos
Posty: 121
Rejestracja: 2008-05-04, 10:49
Kto: nauczyciel
Przedmiot: Inne
Lokalizacja: małopolskie

Re: Początek pracy w szkole

Postautor: maniakos » 2017-08-17, 09:16

Łosoś pisze:
Może krytykę warto rozpocząć od słów: "Lubię moją pracę, jest mi dobrze, jednocześnie uważam że nowa zmiana w oświacie zawiera szereg błędów....
"

No, a jak nie lubię mojej pracy, to mam kłamać, czy co, żeby Ci jakoś umilić czytanie wpisów..? I wcale nie jest mi w niej "dobrze". Lubię uczyć. Mojej pracy- nie lubię. .


Nie po to aby umilić mi życie, tylko po to abyś w przyszłości nie musiała się spotykać z sytuacją, którą sama opisałaś:

Łosoś pisze:Za każdym razem, kiedy zdarzy mi się skrytykować jakąś bzdurę oświatową, zawsze znajdzie się ktoś, kto "życzliwie " mi radzi": nie narzekaj, a jeśli ci się nie podoba, zmień pracę.


....a później dziwimy się, że w społeczeństwie nauczyciel postrzegany jest jako wiecznie narzekający.,...

Łosoś
Posty: 613
Rejestracja: 2013-10-05, 10:17
Kto: nauczyciel
Przedmiot: Inne
Lokalizacja: łódzkie

Re: Początek pracy w szkole

Postautor: Łosoś » 2017-08-17, 14:46

Piszesz tak jakby to ja była odpowiedzialna za tych krytykantów, którzy od razu zalecają mi zmianę pracy albo twierdzą, że "widocznie się nie nadaję". Piszesz tak, jakby nauczyciel w ogóle nie mógł skrytykować swojej pracy. Każdą krytykę nazywasz "narzekaniem"i przeciwstawiasz ją "pozytywnemu nastawieniu".
I dlatego się nie zrozumiemy.
Niech każdy zostanie przy swoim zdaniu i tyle.
Ja nie będę czytać "pozytywnych" i przesłodzonych wpisów, Ty nie czytaj "narzekających" iwszyscy będziemy zadowoleni :faja: Bo przecież...przymusu nie ma!

maniakos
Posty: 121
Rejestracja: 2008-05-04, 10:49
Kto: nauczyciel
Przedmiot: Inne
Lokalizacja: małopolskie

Re: Początek pracy w szkole

Postautor: maniakos » 2017-08-19, 16:12

To Ty mnie zaatakowałaś personalnie, a nie ja Ciebie. Tylko odpowiedziałem.

Łosoś pisze:Piszesz tak, jakby nauczyciel w ogóle nie mógł skrytykować swojej pracy.


Wskaż mi fragment moje wypowiedzi, która może przynajmniej sugerować że coś komuś zabraniam.

Łosoś pisze:Niech każdy zostanie przy swoim zdaniu i tyle.
Ja nie będę czytać "pozytywnych" i przesłodzonych wpisów, Ty nie czytaj "narzekających" iwszyscy będziemy zadowoleni :faja: Bo przecież...przymusu nie ma!


Świat nie jest zero-jedynkowy. Jestem krytyczny wobec różnych rozwiązań w edukacji, ale każdy kto ze mną wejdzie w polemikę, to szybko zauważy, że kocham swoją prace, a wszelka krytyka jest konstruktywna. To tyle. Poza tym to moja sprawa czy będę czytać "narzekających" czy nie. Nikt mnie nie zmusi czytać, ale też nikt nie może mi tego zakazać. W innej sytuacji mógłbym pomyśleć, że nie mogę krytykować krytykantów. :D

Łosoś
Posty: 613
Rejestracja: 2013-10-05, 10:17
Kto: nauczyciel
Przedmiot: Inne
Lokalizacja: łódzkie

Re: Początek pracy w szkole

Postautor: Łosoś » 2017-08-19, 16:46

Nie jestem krytykantem.
Tyle.

oramge
Posty: 425
Rejestracja: 2013-11-22, 19:49
Kto: nauczyciel
Przedmiot: Język angielski

Re: Początek pracy w szkole

Postautor: oramge » 2017-08-19, 17:27

Psychologowie bardzo szeroko opisali i zdiagnozowali osoby nawykowo krytykujące wszystkich i wszystko wokół. To nie jest tylko przykra dla otoczenia maniera, ani tym bardziej wybitny umysł. To problem. Aby uniknąć ataku podkreślam, że nie wskazuję na nikogo z imienia.
Ja też lubię swoją pracę, a to wcale nie oznacza, że nie dostrzegam błędów, wad czy usterek .

Łosoś
Posty: 613
Rejestracja: 2013-10-05, 10:17
Kto: nauczyciel
Przedmiot: Inne
Lokalizacja: łódzkie

Re: Początek pracy w szkole

Postautor: Łosoś » 2017-08-19, 18:49

krytykanctwo «niesłuszne i nierzeczowe krytykowanie czegoś; też: skłonność do takiego krytykowania»

Krytyka (łac. criticus – osądzający) – analiza i ocena dobrych i złych stron z punktu widzenia określonych wartości (np. praktycznych, etycznych, poznawczych, naukowych, estetycznych, poprawnych) jako niezbędny element myślenia.
Może dotyczyć wielu dziedzin np. nauki (krytyka naukowa), poprawności formalnej (krytyka logiczna), poprawności merytorycznej (krytyka merytoryczna lub krytyka empiryczna) czy też metod (krytyka metodologiczna).

Żeby zarzucić komuś krytykanctwo, trzeba udowodnić, że jest nierzeczowy, niekonkretny, a jego krytyka nie ma żadnych podstaw. Zarzucanie komuś, kto krytycznie odnosi się do jakiejś rzeczywistości "krytykanctwa" to wygodny sposób na deprecjonowanie tego kogoś. Oczywiście...nie żeby tu takie coś miało miejsce, absolutnie :mrgreen:

maniakos
Posty: 121
Rejestracja: 2008-05-04, 10:49
Kto: nauczyciel
Przedmiot: Inne
Lokalizacja: małopolskie

Re: Początek pracy w szkole

Postautor: maniakos » 2017-08-20, 08:09

Łosoś pisze:Nie jestem krytykantem.
Tyle.


Cieszę się i na tym można zakończyć dyskusję.

Łosoś pisze:krytykanctwo «niesłuszne i nierzeczowe krytykowanie czegoś; też: skłonność do takiego krytykowania»

Krytyka (łac. criticus – osądzający) – analiza i ocena dobrych i złych stron z punktu widzenia określonych wartości (np. praktycznych, etycznych, poznawczych, naukowych, estetycznych, poprawnych) jako niezbędny element myślenia.
Może dotyczyć wielu dziedzin np. nauki (krytyka naukowa), poprawności formalnej (krytyka logiczna), poprawności merytorycznej (krytyka merytoryczna lub krytyka empiryczna) czy też metod (krytyka metodologiczna).

Żeby zarzucić komuś krytykanctwo, trzeba udowodnić, że jest nierzeczowy, niekonkretny, a jego krytyka nie ma żadnych podstaw. Zarzucanie komuś, kto krytycznie odnosi się do jakiejś rzeczywistości "krytykanctwa" to wygodny sposób na deprecjonowanie tego kogoś. Oczywiście...nie żeby tu takie coś miało miejsce, absolutnie :mrgreen:


Jednak następny post został napisany na silę po to tylko aby coś napisać. Na początku po prostu chciałem zasugerować, że warto podczas rozmów powiedzieć o dobrych stronach naszego zawodu. Później zostałem zaatakowany. Dziwne. Jednak wszystko było na poziomie merytorycznej dyskusji do czasu ostatniego postu. Pracowałem kiedyś w prywatnej firmie. Wiele spraw nie podobało mi się, ale na zewnątrz nigdy nie powiedziałem złego słowa o firmie. Ciągłe narzekanie na zewnątrz buduje negatywny obraz nauczyciela. Spotykam się czasami z osobami, które próbują mnie podejść tak abym zaczął narzekać. Wtedy tym bardziej podkreślam, że kocham swój zawód. Skończyłem studia techniczne, uczę tego co jest moją pasją. W dodatku pracuje w technikum, którego jestem absolwentem. W związku z tym jestem emocjonalnie związany z (dla niektórych) "zakładem pracy". Może to powoduje, że moja postawa jest taka a nie inna.

Chien
Posty: 59
Rejestracja: 2015-10-28, 00:40
Kto: student
Przedmiot: Historia
Lokalizacja: małopolskie

Re: Początek pracy w szkole

Postautor: Chien » 2017-08-25, 18:47

qjaf pisze:Starsi zawsze wiecej narzekaja, bo tesknia za utrata idealow mlodosci :D Mowiac powaznie to z iloma nauczycielkami bym nie rozmawial to zawsze podkreslaja, ze w miejscu pracy trzyma ich liczna dni wolnych od pracy w szkole i trudno sie z tym nie zgodzic. Zreszta praca w szkole pracy w szkole jest nierowna. O czym moze porozmawiac nauczyciel renomowanej placowki z belfrem, ktory doslownie walczy o byt na lekcji? Obaj sa nauczycielami, ale to 2 swiaty. Troche jak pilkarz okregowki i LM. Ten pierwszy mocno sie musi pokopac z "ciekawymi" przeciwnikami, a ten drugi wiadomo:)


I to jest istota problemu o którym mówimy. Zupełnie czym innym jest nauczanie w elitarnym liceum a zupełnie czym innym w rejonowym gimnazjum. Sam mam lekcje zarówno w gimnazjum jak i liceum (żadne elitarne, poziom zdecydowanie poniżej przeciętnej) a różnica i tak jest kolosalna. Po jednej lekcji w gimnazjum czuję się bardziej zmęczony niż po 5 w liceum. O ile w liceum mogę w większości skupić się na rzeczywistym nauczaniu o tyle w gimnazjum trwa nieustanna walka o dyscyplinę. Patologii u mnie na lekcjach nie ma, wiem, że bywa na innych lekcjach dużo gorzej, ale i tak mnie to niesamowicie męczy. I dziękuję Bogu, że mam tam jedynie kilka godzin.


Wróć do „Nauczyciel stażysta”