dyżury w czasie świąt

Moderatorzy: Basiek70, służby porządkowe

Burakowa
Posty: 180
Rejestracja: 2015-03-20, 07:28
Kto: nauczyciel
Przedmiot: Inne
Lokalizacja: warmińsko-mazurskie

Re: dyżury w czasie świąt

Postautor: Burakowa » 2015-12-24, 09:03

Może dlatego, że mam dość absurdów w szkole, że już dość tego wciskania nam wszystkiego. A my jak te potulne barany godzimy się na wszystko. Niedługo każą nam przyjść w wakacje płoty malować i trawniki strzyc, bo "to nie jest nasz czas wolny", a my...przyjdziemy. I jeszcze będziemy sobie wmawiać, że może być przyjemnie i "towarzysko" :(
Wcisnęli nam karcianki, wcisnęli całą tę ewaluację i biurokrację, tyle rzeczy robimy już bez sensu, teraz od dwóch lata mamy "dyżury" (wcześniej jakoś problemu z tym nie było), wcisnęli nam IPETy....Ile jeszcze ?????
Mieliśmy prowadzić dzienniczki z zapisem godzin pracy. Chciałam taki dzienniczek prowadzić. I co? Jakoś ucichło, ciekawe, czemu.
Właśnie na takich forach jak to powinno się o takich rzeczach mówić. W szkołach nauczyciele często są ofiarami mobbingu i zwyczajnie się boją o pracę, utratą której są straszeni w razie "nieposłuszeństwa". Gdzie mamy wylewać swoją frustrację i gniew na ten stan rzeczy? W szkole każe mi się "robić dobrą minę do złej gry". Wszyscy udają, że jest OK, a jak ktoś się wyrwie, to reszta się od niego odwraca ze strachu o swój tyłek. Dlatego rada potulnie wszystko robi, co każe dyrekcja. Niestety, w pojedynkę zaszkodzę tylko sobie, a doskonale wiem, że sama jedna niczego nie zmienię. Duszę to w sobie całymi latami. Tak, podchodzę do tego "emocjonalnie", bo nie wyrabiam. Dużo się mówi o wsparciu dla uczniów, psychologach dla uczniów, sztuce motywacji uczniów. A nauczyciel traktowany jest jak śmieć, ale ma mieć zapał, ma być zaangażowany i twórczy. Można tak pociągnąć nawet kilkanaście lat, ale w końcu się człowiek wypali. Trzeba o tym mówić głośno, bo środowiskach nauczycielskich dzieje się źle. A ja wiem, może ktoś to przeczyta? Może się wreszcie przejmie (ktoś decyzyjny)? Mała kropla drąży skałę...

Awatar użytkownika
haLayla
Posty: 3780
Rejestracja: 2008-08-24, 00:28
Kto: uczeń
Przedmiot: Inne
Lokalizacja: małopolskie

Re: dyżury w czasie świąt

Postautor: haLayla » 2015-12-24, 18:22

Nie zrozum mnie źle, ale z mojej perspektywy to wygląda nieco niepokojąco. Wiem, że patologie i nieprawidłowości należy piętnować, wykazywać, bić na alarm i domagać się ich usunięcia. Ale z pozycji osoby, która czyta to co piszesz to można odnieść wrażenie, że za bardzo emocjonalnie do tego podchodzisz. Może się mylę i po prostu masz taki styl wypowiedzi. A może coś jest na rzeczy i strasznie cię ten opór materii dołuje. Rozważ to proszę, bo byłaby szkoda, gdybyś miała czynić się nieszczęśliwą z powodu rzeczy, które od ciebie nie zależą.
<3

Burakowa
Posty: 180
Rejestracja: 2015-03-20, 07:28
Kto: nauczyciel
Przedmiot: Inne
Lokalizacja: warmińsko-mazurskie

Re: dyżury w czasie świąt

Postautor: Burakowa » 2015-12-24, 20:56

Fajnie, Ale może mnie już nie analizuj. Wątek jest o dyżurach w czasie okołoświątecznym i sensie urządzania takich dyżurów (oraz podstawie prawnej, na której się je organizuje).

Melizabeth
Posty: 402
Rejestracja: 2013-08-11, 15:45
Kto: nauczyciel
Przedmiot: Język angielski, Język hiszpański
Lokalizacja: zachodniopomorskie

Re: dyżury w czasie świąt

Postautor: Melizabeth » 2015-12-30, 22:37

Ja byłam dziś na dyżurze na 7 rano. Przez 1,5h siedziałam sama, bo może ktoś przyjdzie (zresztą dyrekcja przychodzi na 9, więc nie miałby mnie kto zwolnić). o 8:30 przyszedł 1 chłopiec, tata jeszcze podpytywał czy jutro też można dziecko zostawić, jak się dowiedział, że nie, to poszedł do grupy przedszkolnej zapytać, czy może dzieciaka zostawić jutro tam. O 9 poszłam z chłopcem do grupy przedszkolnej, po pół godzinie się rozpłakał, że głowa boli, zadzwoniłam do mamy, tata zaraz wrócił po dziecko. Na 10 przyszła druga koleżanka na dyżur, właściwie weszła, dowiedziała się, że nikogo nie ma i poszła.
Nie powiem, jest irytacja: najpierw rodzice zapisują dzieci (na liście było na dziś 4 czy 5, 1 się rozchorował, mama na szczęście zadzwoniła), a potem nie przychodzą, a my siedzimy bez sensu. A z tego co mówiły koleżanki, to matki otwarcie mówią, że gdyby coś było nie tak, to dzwonić, bo one w domu będą, to dziecko zabiorą. Rozumiem, że jak ktoś pracuje, to nie ma wyjścia, musi dziecko oddać do szkoły, ale jak można oddać dzieciaka gdzie będzie się nudził (bo kolegów właściwie nie ma), kiedy jest się cały dzień w domu??


Wróć do „Prawo oświatowe”