Czy niechec do szkoly jest uleczalna?

jak sobie z nią radzić, jak uniknąć rutyny

Moderatorzy: Basiek70, służby porządkowe

Mandy
Posty: 9
Rejestracja: 2007-09-25, 18:00

Re: Czy niechec do szkoly jest uleczalna?

Postautor: Mandy » 2007-11-11, 16:36

Witam,

troche mnie tu nie bylo i widze, ze pare osob jeszcze wlaczylo sie do dyskusji.

Ja mam ciagle mieszane uczucia jesli chodzi o ta prace i kilka razy w miesiacu zastanawiam sie, czy nie powinnam zrezygnowac. Tu juz nawet nie chodzi o charyzme czy milion sposobow na utrzymanie dyscypliny na lekcji. Ja po prostu kazdego dnia niechecia wstaje do tej pracy, dzis juz mam caly dzien zepsuty humor, bo wiem, ze jutro szkola. I czasem mysle sobie, ze nie tak ma wygladac moje zycie, ze nie o tym marzylam i ze przeciez musi byc gdzies na swiecie praca dla mnie, ktora dawalaby i przyjemnosc.

W szkole jest raz lepiej raz gorzej. Ja ogolnie lubie dzieci, nie potrafie byc wredna nauczycielka, chociaz nie jestem poblazliwa. Nie twierdze, ze jestem wspaniala nauczycielka, ale ogolnie staram sie jakos wyposrodkowac, zeby nie pozwolic dzieciom wejsc na glowe, ale tez ich nie zastraszac. Czasem mi sie udaje, czasem nie.

Ostatnio mialam problemy zdrowotne i dwa razy bylam na zwolnieniu lekarskim. Po powrocie dowiedzialam sie, ze rodzice juz chodzili do szkoly z pretensjami, ze ich dzieci nie maja angielskiego a pozniej nie wiadomo czego od nich wymagam. Wtedy to ju mi sie w ogole wszystkiego odechcialo, przeplakalam pol wieczora i martwilam sie tym bez konca. Ja nie potrafie ignorowac takich sytuacji, nie potrafie sie nie przejmowac. A jeden fatalny dzien na tydzien wystarczy, zebym przynajmniej raz w tygodniu sie zastanawiala, czy nie pieprznac tym wszystkim. Rozmawialam z kilkoma starszym nauczycielkami i one wszystkie powiedzialy to samo- uciekaj od tego jak najdalej jesli znasz jezyki obce, tu rzadko uslyszysz dobre slowo, a pieniadze sa smieszne, tak jak bedzie twoja emerytura pozniej. I wiekszosc z nich powiedziala, ze gdyby mogly cofnac czas, to studiowalyby cos innego i znalazly inna prace. Ja nie chce byc zgorzkniala kobieta nienawidzaca swojej pracy, nie majac dosc odwagi, by odejsc.

Czasem marze sobie, ze jestem tak bardzo nierozsadna i mam dosc odwagi, ze ide do pani dyrektor i mowie, ze rezygnuje. Ale jak siebie znam to tego nie zrobie, bo bedzie tysiac rozsadnych argumentow dlaczego nie moge.

Tak naprawde nigdy nie chcialam byc nauczycielka, poszlam na anglistyke z milosci do tego jezyka. Juz wtedy wiele osob ze zdziwieniem pytalo mnie, czy mam zamiar po studiach byc nauczycielka, a ja sie wtedy oburzalam, ze absolutnie! A pozniej niestety okazalo sie, ze w mojej okolicy nie ma innej mozliwosci pracy, zreszta chyba nawet zbyt wnikliwie nie szukalam.

Do tego wszystkiego dobija mnie tysiac rzeczy, ktore ktos ciagle ode mnie chce, a ja nawet nie wiem o co chodzi. Jakies teczki, karteczki, sciezki, plany, opisy, dostosowania, frekwencje, konsultacje i pelna dyspozycyjnosc, bo przeciez to nadal jest praca 40 godzin w tygodniu. Za 900zl. O, jak ja kiedys tym wszystkim pieprzne.

P.S. a jutro pojde do pracy, dzieci beda grzeczne i beda sie uczyc, a ja pomysle sobie, ze przeciez ta praca jest calkiem fajna;-)

Awatar użytkownika
Basiek70
Posty: 2237
Rejestracja: 2007-08-24, 19:43
Przedmiot: Inne

Re: Czy niechec do szkoly jest uleczalna?

Postautor: Basiek70 » 2007-11-11, 17:00

Cytryn pisze:A przede wszystkim wprowadziłabym więcej lekcji umuzykalniających w klasach I-III, z rytmiką włącznie. Panie z I-III najczęściej( co zresztą zrozumiałe ) mało czasu poświecają na muzykę, poza tym nie bardzo potrafią.


Nie zgadzam się! Po pierwsze potrafią, edukacja muzyczna to jeden z elementów wykształcenia nauczyciela nauczania zintegrowanego, tak jak matematyczna, polonistyczna itd. Po drugie - zależy od człowieka, jedna nauczycielka minimalizuje przedmioty artystyczne, inna je eksponuje. Moi drugoklasiści śpiewają, tańczą, grają na instrumentach perkusyjnych i dzwonkach chromatycznych, potrafią ułożyć instrumentację i układ taneczny do piosenki, znają nuty i wartości nut, operują nazwami solmizacyjnymi i literowymi, taktują, określają tempo i nastrój, rozróżniają tańce, potrafią też namalować muzykę.
"Nigdy nie rezygnuj z tego, co naprawdę chcesz robić.
Człowiek z wielkimi ambicjami i marzeniami jest silniejszy od tego,
który jest tylko realistą."

Awatar użytkownika
nelke
Posty: 79
Rejestracja: 2007-11-03, 13:49

Re: Czy niechec do szkoly jest uleczalna?

Postautor: nelke » 2007-11-11, 17:32

Mandy pisze:Ja mam ciagle mieszane uczucia jesli chodzi o ta prace i kilka razy w miesiacu zastanawiam sie, czy nie powinnam zrezygnowac. Tu juz nawet nie chodzi o charyzme czy milion sposobow na utrzymanie dyscypliny na lekcji. Ja po prostu kazdego dnia niechecia wstaje do tej pracy, dzis juz mam caly dzien zepsuty humor, bo wiem, ze jutro szkola. I czasem mysle sobie, ze nie tak ma wygladac moje zycie, ze nie o tym marzylam i ze przeciez musi byc gdzies na swiecie praca dla mnie, ktora dawalaby i przyjemnosc.


Ech....... jakbyś mówiła o mnie. Mam takie same odczucia, z tym że ja zawsze bardzo chciałam być nauczycielką. Trochę się rozczarowałam. Są dni, kiedy uwielbiam swoją pracę, ale są też takie (niestety coraz częściej) kiedy jej nie lubie. :( Jeszcze te marne zarobki. :cry: Ja jestem pewna, że chce zmienić pracę.

walllly
Posty: 30
Rejestracja: 2007-10-09, 16:17

Re: Czy niechec do szkoly jest uleczalna?

Postautor: walllly » 2007-11-11, 18:47

miwues pisze:
walllly pisze:Po co mi znać cały życiorys jakiegoś muzyka?

Do zapotrzebowania na pewną wiedzę i kulturę wyższą dorasta się latami. Dość prędko w dorosłym życiu okazuje się, iż żeby dobrze przeżyć życie, trzeba włożyć w to mnóstwo wysiłku. W miarę jak dojrzewasz, dotykasz coraz mocniej swoich ograniczeń, coraz bardziej cenisz autorytety, doceniasz w ludziach talenty.

Dobrze znać biografie, żeby móc wybrać swoje życiowe drogowskazy.

walllly pisze:A co do podejścia "Czy mi się to w życiu przyda?" wg mnie jest prawidłowe. Mlodziez patrząca na cale rodziny klapiace biede, których nie stać na książki, kino, zabawy stara się podchodzić do życia realnie.

Odrzucam takie podejście. Kiedy już nie klepiesz biedy i stać Cię na kino, książki i zabawy, musisz mieć wiedzę - i obycie - żeby Twoje życie wypełnić czymś wartościowym, żeby pozostał po Tobie ślad.



Okej jak dojzeje to poslucham troche powaznej muzyki, przestudiuje kilka "głębokich" ksiązek, wybiore sie do muzeum i bede podziwiac piekno przedmiotow nieożywionych.

W tej chwili wole zastanowic sie jak ulozyc sobie zycie w najblizszej przyszlosci mam 100% pewnosc, ze moja przyszlosc nie bedzie wiazala sie z muzyka.

Wbrew pozorom moim najwiekszym autorytetem jest jeden z moich nauczycieli, a nie, bardzo utalentowany rzezbiarz klasycyzmu :P
Szanuje go za to jak poswieca swoj wolny czas dla nas, za to że stara sie zawsze jak najlepiej przekazac nam swoja wiedze,za to ze nauczyl nas kultury, za to jakim jest czlowiekiem i przewodnikiem w dojzewaniu.

Jezeli teraz w szkole nie naucze sie tego co bedzie sprawialo mi przyjemnosc a jednoczesnie przynosilo pieniadze (tj.zawodu) bedzie mi w zyciu trudno.


A moje plany na przyszłość?
Zdać maturę, skończyć studia, wyjechać za granicę. Żeby godnie żyć. Bo jak patrze na ludzi ktorzy calkowicie poswiecili sie pracy i swietnie ją wykonują a codziennie dojezdzaja tramwajami do szkoły z drugiego końca miasta to wątpie w to że zostane w tym bagnie...tzn...kraju.
Kiepski ze mnie patriota pod tym względem...

A z drugą częścią wypowiedzi absolutnie się zadzam... Ale żeby nie klepać biedy trzeba jeszcze znaleźć pracę i zarabiać pieniądze. Nie wiem czy wyrecytowanie dokładnego opisu muzyki romantyzmu mi w tym pomoże;P

Pozdrawiam!;)
''Chcąc zdobywać wiedzę trzeba być naiwnym jak dziecko''

Jestem Młodym Polakiem!
Nie Kradnę Samochodów I Nie Jestem Pijakiem.

walllly
Posty: 30
Rejestracja: 2007-10-09, 16:17

Re: Czy niechec do szkoly jest uleczalna?

Postautor: walllly » 2007-11-11, 20:16

miwues pisze:Doświadczenie uczy, że z wieloma dziełami musisz zetknąć się właśnie w latach szkolnych. Są ludzie, którzy twierdzą, że szkoła zasiała w nich ziarno, rozbudziła ciekawość, dała podstawy do samodzielnych poszukiwań w życiu dorosłym.

Dlatego do pewnych rzeczy, do obcowania z kulturą wysoką - my dorośli - musimy Cię na razie troszkę przymusić :wink:


Ładnie napisane ale wkuwanie na pamięć 5 stron na kartkówkę bardzo zniechęca mnie do głębszego poznania tematu :]
A przez to przymuszanie już nawet rady zawarte w książce "Supermożliwości Twojego Umysłu - jak uczyć się trzy razy szybciej nie działają :P

Ale ja nadal jestem za bardziej praktycznymi rozwiązaniami. Muzyka sama w sobie jest ok ale powinna byc odpoczynkiem od lekcji a nie kolejnym nudnym przedmiotem na którym piszemy tyle ile na historii.

Podobnie jest z religia. Jezeli czuje ze jestem dobrym katolikiem nie znając całego pisma świetego na pamięć to już jest moj wybor i nikt nie powinien robić mi sprawdzać mojej wiedzy bo to już kwestia mojego sumienia ;/

No nic jak na razie my biedni uczniowie musimy się podpożadkować sile wyższej ;P niestety....
''Chcąc zdobywać wiedzę trzeba być naiwnym jak dziecko''



Jestem Młodym Polakiem!

Nie Kradnę Samochodów I Nie Jestem Pijakiem.

Awatar użytkownika
wrotkap
Posty: 131
Rejestracja: 2007-10-20, 00:34

Re: Czy niechec do szkoly jest uleczalna?

Postautor: wrotkap » 2007-11-12, 13:03

walllly pisze:A co do podejścia "Czy mi się to w życiu przyda?" wg mnie jest prawidłowe.


A skąd wiesz, co Ci się przyda za 30 lat.
Skoro nie przyda ci się to później, to się nie ucz z tych przedmiotów. Dopuszczający to też ocena. Przecież co to za różnica, czy na świadectwie będzie średnia 2,0 czy 5 z hakiem.

Przypomniała mi się pewna sytuacja:

Siedzi dziewczyna przy barze, podchodzi do niej chłopak:
Ch: Cześć, pogadamy.
Dz: OK. Ale musisz mi odpowiedzieć na 3 pytania.
Ch: Nie ma sprawy.
Dz: Ile świnka ma nóg?
Ch: 4.
Dz: A ile ma uszu?
Ch: 2.
Dz: A kiedy urodził się Mickiewicz?
Ch: ????
Dz: Czy z tobą można tylko o świniach porozmawiać?


I jakbyś się czuł w takiej sytuacji?

I jeszcze mi taka myśl przyszła do głowy:
Co zrobisz, gdy na twoje pytanie do żony "Kochanie, czy zrobisz dziś naleśniki?" ona odpowie: "A co ja z tego będę miała?".

Dzięki takim ludziom jak Ty ja teraz zbijam kasę. Przez cały okres szkoły się nie uczyli, ale kiedy zaszła potrzeba to szukają korepetycji. Mieli wszystko za darmo, a teraz płacą grubą kasę za dodatkowe lekcje. I kto kto na tym lepiej wychodzi?

[ Dodano: 12 Listopad 2007, 13:55 ]
I jeszcze jedna sytuacja nawiązująca do tematu uczenia się niepotrzebnych rzeczy:

-Eh, trzeba było ojca słuchać, jak byłem młody. Trzeba było. A ja, głupi, nie słuchałem...
-A co on ci mówił?
-Diabli wiedzą, Przecież mówię, że nie słuchałem.
Żyj tak, abyś nie musiał się czerwienić, zwłaszcza przez samym sobą.

Awatar użytkownika
nelke
Posty: 79
Rejestracja: 2007-11-03, 13:49

Re: Czy niechec do szkoly jest uleczalna?

Postautor: nelke » 2007-11-12, 14:20

Też jestem zdania, że wszystko w życiu się przydaje (prędzej, czy póżniej), dlatego też dzieci powinny uczuć się różnych rzeczy. Nigdy przecież się nie wie, czy dana wiedza lub umiejętność się kiedyś przyda. Często się zdarza, że ludzie póżniej wydają ciężkie pieniądze na kursy i korepetycje, bo uważali wcześniej, że czegoś nie warto się uczyć, to im się to nie przyda. Albo narzekają, że trzeba było się uczyć np. francuskiego.
A poza tym to uważam, że obecni uczniowie nie mają aż tak dużo nauki.

catchmeifyoucan
Posty: 182
Rejestracja: 2007-11-01, 19:25

Re: Czy niechec do szkoly jest uleczalna?

Postautor: catchmeifyoucan » 2007-11-12, 15:36

nelke pisze: A poza tym to uważam, że obecni uczniowie nie mają aż tak dużo nauki.


Stfu! A wypluj te słowa kobieto! Co do przydatności wiedzy... ja wiem, że pewna część tego, czego muszę się uczyć, na pewno mi się w życiu nie przyda (nie chcę podawać co dokładnie, bo nie chcę zrazić do siebie pewnych obecnych tu nauczycieli) - i zazwyczaj staram się nie zaśmiecać głowy takim czymś.
"Forgive your enemies but never forget their names" Kennedy

walllly
Posty: 30
Rejestracja: 2007-10-09, 16:17

Re: Czy niechec do szkoly jest uleczalna?

Postautor: walllly » 2007-11-12, 16:01

wrotkap pisze:A skąd wiesz, co Ci się przyda za 30 lat.
Skoro nie przyda ci się to później, to się nie ucz z tych przedmiotów. Dopuszczający to też ocena. Przecież co to za różnica, czy na świadectwie będzie średnia 2,0 czy 5 z hakiem.


Co do średniej to rzeczywiscie kartkowki z muzyki i szczegolowej znajomosci pisma swietego (religia) sporo mi ja obnizaja.Boli mnie to że ja majac bdb oceny z przedmiotow typu matematyka, biologia, fizyka, informatyka mam taką średnia jak ktos kto ma dobre oceny z muzyki, plastyki, wfu, religi itp.

wrotkap pisze:
Siedzi dziewczyna przy barze, podchodzi do niej chłopak:
Ch: Cześć, pogadamy.
Dz: OK. Ale musisz mi odpowiedzieć na 3 pytania.
Ch: Nie ma sprawy.
Dz: Ile świnka ma nóg?
Ch: 4.
Dz: A ile ma uszu?
Ch: 2.
Dz: A kiedy urodził się Mickiewicz?
Ch: ????
Dz: Czy z tobą można tylko o świniach porozmawiać?

I jakbyś się czuł w takiej sytuacji?


Nie móiwe że nie obcodzi mnie historia polski, mickiewicz i inne wielkie osobistości. Mowie o tym ze chocby za 30 lat i tak nie bede pamietac czy R. Wagner w swoich utworach realizował ideę Gesamtkunstwerk... Czy to naprawdę jest niezbedne?!

wrotkap pisze:I jeszcze mi taka myśl przyszła do głowy:
Co zrobisz, gdy na twoje pytanie do żony "Kochanie, czy zrobisz dziś naleśniki?" ona odpowie: "A co ja z tego będę miała?".


Z tego co wiem miłość jest uczuciem poleającym na bezinteresownym "dawaniu" siebie, nie oczeując niczego w zamian.

wrotkap pisze:Dzięki takim ludziom jak Ty ja teraz zbijam kasę. Przez cały okres szkoły się nie uczyli, ale kiedy zaszła potrzeba to szukają korepetycji. Mieli wszystko za darmo, a teraz płacą grubą kasę za dodatkowe lekcje. I kto kto na tym lepiej wychodzi?



Ciesze się że tak dobrze Ci się powodzi, jednak to co mi najbardziej potrzebne umiem. Uwielbiam matematykę, dobrze idzie mi z fizyki i bioloii. Z chemia i polskim gorzej ale sie staram, wiec przykro mi ale nikt w przyszłości się na mnie nie wzbogaci... ;P

Pozdrawiam!
''Chcąc zdobywać wiedzę trzeba być naiwnym jak dziecko''



Jestem Młodym Polakiem!

Nie Kradnę Samochodów I Nie Jestem Pijakiem.

Awatar użytkownika
renati23
Administrator
Posty: 3078
Rejestracja: 2007-06-08, 18:48
Przedmiot: Inne

Re: Czy niechec do szkoly jest uleczalna?

Postautor: renati23 » 2007-11-12, 16:06

ja stawiam na logikę - jeżeli jakieś zagadnienie rozumiesz to dobrze :twisted:
nie popieram pamięciówki - owszem pewnych rzeczy trzeba nauczyć się na pamięć ponieważ bez tego nie da się ruszyć w praktyce - z własnego podwórka: rachunkowość jeżeli uczeń nie będzie znał zasad księgowanie, kont do księgowania to nie jestem wstanie z nim pracować :evil:
na większości zajęć wyznaję zasadę - musisz wiedzieć gdzie szukać potrzebnej wiedzy :mrgreen:

Awatar użytkownika
nelke
Posty: 79
Rejestracja: 2007-11-03, 13:49

Re: Czy niechec do szkoly jest uleczalna?

Postautor: nelke » 2007-11-12, 16:21

catchmeifyoucan pisze:nelke napisał/a:
A poza tym to uważam, że obecni uczniowie nie mają aż tak dużo nauki.


Stfu! A wypluj te słowa kobieto!


W tej sprawie zdania nie zmienie! :twisted:

catchmeifyoucan pisze:Co do przydatności wiedzy... ja wiem, że pewna część tego, czego muszę się uczyć, na pewno mi się w życiu nie przyda (nie chcę podawać co dokładnie, bo nie chcę zrazić do siebie pewnych obecnych tu nauczycieli) - i zazwyczaj staram się nie zaśmiecać głowy takim czymś.


Ok. Nie chodzi mi o to żeby mieć same piątki i być super ze wszystkiego. Wystarczy być bardzo dobrym z jednego przedmiotu, a o reszcie mieć ogólne pojęcie.
Na pewno nie należy wychodzić z założenia, że czegoś uczyć się nie będziesz, bo to ci się w życiu na pewno nie przyda.

renati23 pisze:musisz wiedzieć gdzie szukać potrzebnej wiedzy


Z tym się zgadzam. :!: :!:

Awatar użytkownika
wrotkap
Posty: 131
Rejestracja: 2007-10-20, 00:34

Re: Czy niechec do szkoly jest uleczalna?

Postautor: wrotkap » 2007-11-12, 22:28

walllly pisze:Z tego co wiem miłość jest uczuciem poleającym na bezinteresownym "dawaniu" siebie, nie oczeując niczego w zamian.


I o to właśnie chodziło, żebyś zobaczył, że czasami coś robi się nie dla zysku.

walllly pisze:Boli mnie to że ja majac bdb oceny z przedmiotow typu matematyka, biologia, fizyka, informatyka mam taką średnia jak ktos kto ma dobre oceny z muzyki, plastyki, wfu, religi itp.


I teraz się z tobą zgadzam, że niektóre przedmioty są ważniejsze, inne mniej ważne.
Mogłeś iść do technikum (np. elektronicznego), wtedy nie miałbyś problemów z przedmiotami typu biologia (bo z tego co wiem jest tam tylko rok), muzyka, plastyka (nie ma ich wcale), a zająłbyś się matematyką, informatyką ...
Niestety to jednak rok dużej niż liceum.

Ja też kiedyś miałem pretensje, że tego niepotrzebnie się uczę, to mi się nie przyda. Osobiście od podstawówki nienawidziłem historii (przez niesprawiedliwość nauczyciela), a teraz lubię sobie czasem przeczytać ciekawą książkę historyczną.
Żyj tak, abyś nie musiał się czerwienić, zwłaszcza przez samym sobą.

Awatar użytkownika
Basiek70
Posty: 2237
Rejestracja: 2007-08-24, 19:43
Przedmiot: Inne

Re: Czy niechec do szkoly jest uleczalna?

Postautor: Basiek70 » 2007-11-13, 00:33

Walllly, naprawdę uważasz, że współczesny wykształcony człowiek nie potrzebuje znać największych dzieł kultury? Melodii, obrazów, rzeźb, budowli? To międzynarodowy język, język kultury, który jest niezbędny do właściwego funkcjonowania w świecie - a im szersze to funkcjonowanie ma być, tym głębiej należy ów język znać. Nie życiorysy z detalami, ale skąd był Strauss, a skąd Bach i melodie najbardziej znane...jeśli o muzykę chodzi. Wstydem jest nie wiedzieć, kto zacz John Lennon i kto zacz Wolfgang Amadeusz Mozart. Po prostu. Ostatnio na temat poziomu edukacji muzycznej naszła mnie refleksja przy okazji występu Grupy MoCarta, kiedy to dwudziestolatkowie nie bardzo wiedzieli, kiedy i z czego się śmiać.... ot, nie potrafili odczytać kodu kulturowego, a sam kwiat to był rzec by można. I niefajnie im było, jak starsze nieco pokolenie podśmiewało się z nich nie gorzej niż ze znakomitych występów. Uwierz, znajomość brzmienia Poloneza Kleofasa Ogińskiego może być równie ważna jak znajomość wykresów funkcji albo algorytmu dzielenia.
"Nigdy nie rezygnuj z tego, co naprawdę chcesz robić.

Człowiek z wielkimi ambicjami i marzeniami jest silniejszy od tego,

który jest tylko realistą."

Awatar użytkownika
wrotkap
Posty: 131
Rejestracja: 2007-10-20, 00:34

Re: Czy niechec do szkoly jest uleczalna?

Postautor: wrotkap » 2007-11-13, 08:10

Basiek70 pisze:znajomość brzmienia Poloneza Kleofasa Ogińskiego
nawet Michała Kleofasa. "Pożegnanie Ojczyzny" - piękny utwór.
Ja lubię "Arię na strunie G" J.S. Bacha, oraz "Bielszy odcień bieli" zespołu Procol Harum. W tym utworze dość wyraźnie widać ślady "Arii..." Bacha. I bez znajomości (a przynajmniej podstawowych wiadomości o Bachu) nigdy bym o tym nie wiedział.
Żyj tak, abyś nie musiał się czerwienić, zwłaszcza przez samym sobą.

Awatar użytkownika
Basiek70
Posty: 2237
Rejestracja: 2007-08-24, 19:43
Przedmiot: Inne

Re: Czy niechec do szkoly jest uleczalna?

Postautor: Basiek70 » 2007-11-13, 11:38

A miłośnik metalu, słuchając płyt grupy Apocaliptyca, może jej wysłuchać w pełni tylko znając oryginały.
"Nigdy nie rezygnuj z tego, co naprawdę chcesz robić.

Człowiek z wielkimi ambicjami i marzeniami jest silniejszy od tego,

który jest tylko realistą."


Wróć do „Szkolna codzienność”