Wychowawca, rodzic, nauczyciel - współpraca

jak sobie z nią radzić, jak uniknąć rutyny

Moderatorzy: Basiek70, służby porządkowe

Awatar użytkownika
dushka
Posty: 3940
Rejestracja: 2006-08-03, 19:39

Kontakty z rodzicami

Postautor: dushka » 2006-09-27, 18:22

Temat - rzeka, prawda?

Naszej klasie, t.j. koleżanki i mojej, trafiły się takie raczej większe skarby :) Połowa rodziców to budżetówka - szkoła i służba zdrowia, wiec już to pozwala na duzą płaszczyznę porozumienia.
Jest jedna mama, która jest konfliktowa. Do tego stopnia, że w zeszłym roku zaczęła wyzywać od *** ucznia - w mojej obecności, przy innych uczniach i nauczycielach. Byłam zmuszona ustawic ja do pionu bardzo ostro, gośno, choć spokojnie wyprosiłam ja z pomieszczenia mówiac, że nie znajduje się na ulicy tylko w szkole i ze nie ma absolutnie prawa w taki sposób traktować obcego dziecka. Zareagowała, choc próbowała najpierw jeszcze psykówkę ciągnać. No cóż, tacy ludzie też się zdarzają. W tym roku znów próbowała postawić na swoim, choc w zupełnie innej sprawie, więc po prostu posłałąm ja ( po konsultacji z dyrektorką) do dyrektorki właśnie. Poskutkowało, poszłysmy na kompromis i obyło się bez dyrektorskiej interwencji :)

Druga mama, pomimo tego, iż jej dziecko jest w "mojej" grupie integracyjnej, nie kontaktuje się ze mną - uważa mnie za....hmm, powiedzmy delikatnie -zbyt młodą osobę ;) Natomiast babcia tegoż dziecka zdecydowanie bardziej woli rozmawiać ze mną. Babcia ma zapędy takie bardziej władcze, pomimo zdecydowanie podeszłego wieku i mizernej postury. Natomiast dogadałyśmy sie właśnie na bazie tej postury - obie jesteśmy równie niewielkie, i łatwo nas zgubic wśród dzieci :D

Babcia innego z kolei chłopca jest wielką panikarą, ktra uwielbia dziecko wyręczać we wszystkim. Jakby mogła, toby za niego jedzenie gryzła ;) Mody jest niepełnosprawny ruchowo, i POWINIEN uczyc się jak największej samodzielności, więc czasem są na tym tle spięcia, na szczęście zaraz z humorem rozładowywane. I tu z pomocą często dziadek przychodzi, który ma bardzo waściwą postawę w stosunku do wnuczka, więc nie mam obaw - dziecko ma jakaś drogę samorozwoju ;)

Ogólnie - nie jest źle. A u Was?

Awatar użytkownika
Piotr
Posty: 157
Rejestracja: 2006-08-14, 21:36

Każda profesja ma swą specyfikę!! Wszędzie są plusy i minusy

Postautor: Piotr » 2006-09-27, 23:32

Kto to jest biochemik? ODP.: ktoś , kto z biologiem rozmawia o chemi; z chemikiem o biologii ; a gdy się spotka z biochemikiem - rozmawiają o kobietach .
My nauczyciele zostaliśmy przygotowani (w uczelniach - przez fachowców; bywa ,że tylko teoretyków) do pracy z uczniami . Nasze mistrzostwo = szlifowane teoretycznie poza 18 -godzinnym pensum (lektura, konferencje, podyplomówki, szczeble kariery zawodowej ), a praktycznie podczas pracy lekcyjnej . Stąd powiedzenie : "Obyś cudze dzieci uczył" ma uzasadnioną wymowę ; stąd przyznany temu zawodowi dłuższy okres urlopowy. Dzieci to ŻYWE SREBERKA i dlatego walczy się ,aby klasy liczyły najwyżej 25 żywych sreberek , dlatego po każdych 45 minutach obie strony mają przerwę .
Podobnie snują opowieści milicjanci , wychowacy z więzień, sportowcy tej samej dyscypliny, księża wikarzy , i inni ,ale we własnym gronie .
Mistrzostwo , to radzenie SOBIE z problemami zawodowymi . Istnienie tych problemów świadczy o trudzie i znoju nauczyciela : różnie na różnych szczeblach edukacji , w różnych przedmiotach i u różnych nauczycieli . (Dlaczego? - podyskutujmy !!!). Piotr .

[ Dodano: 2006-09-27, 23:32 ]
Kto to jest biochemik? ODP.: ktoś , kto z biologiem rozmawia o chemi; z chemikiem o biologii ; a gdy się spotka z biochemikiem - rozmawiają o kobietach .
My nauczyciele zostaliśmy przygotowani (w uczelniach - przez fachowców; bywa ,że tylko teoretyków) do pracy z uczniami . Nasze mistrzostwo = szlifowane teoretycznie poza 18 -godzinnym pensum (lektura, konferencje, podyplomówki, szczeble kariery zawodowej ), a praktycznie podczas pracy lekcyjnej . Stąd powiedzenie : "Obyś cudze dzieci uczył" ma uzasadnioną wymowę ; stąd przyznany temu zawodowi dłuższy okres urlopowy. Dzieci to ŻYWE SREBERKA i dlatego walczy się ,aby klasy liczyły najwyżej 25 żywych sreberek , dlatego po każdych 45 minutach obie strony mają przerwę .
Podobnie snują opowieści milicjanci , wychowacy z więzień, sportowcy tej samej dyscypliny, księża wikarzy , i inni ,ale we własnym gronie .
Mistrzostwo , to radzenie SOBIE z problemami zawodowymi . Istnienie tych problemów świadczy o trudzie i znoju nauczyciela : różnie na różnych szczeblach edukacji , w różnych przedmiotach i u różnych nauczycieli . (Dlaczego? - podyskutujmy !!!). Piotr .

Awatar użytkownika
Piotr
Posty: 157
Rejestracja: 2006-08-14, 21:36

Czy nauczyciel jest podmiotem w dniu 14 pażdziernika ?

Postautor: Piotr » 2006-10-14, 22:04

:evil: W tej Polsce przed 1989 rokiem byli wychowywani rodzice obecnych uczniów .PYTAM ICH :
= Czy wszystko co działo się w Waszej placówce było tylko ZŁE ? Czego było więcej ? ;
= Czy nauczyciele wszyscy czynili żle (wg treści wspomnień osoby dziś dojrzalszej i doświadczonej życiowo) ? Czy więcej było dobrych , czy złych ?;
= Czy dzisiejsza placówka posiada "różowy" wygląd ? ;
= Czy Wasze dziecko zawsze chętnie idzie do szkoły ? , Czy to wina nauczyciela i tylko nauczyciela ? Czy są inne znane Ci powody ?;
= Czy dziś czujesz się ,Rodzicu , dobrze w placówce twego dziecka ? ;
= Czy prawdą jest , że młodzi nauczyciele są lepsi dla ucznia niż ci starsi (czy wiek nauczyciela , to jedyny miernik jego " bycia lepszym" - czy jest miernik ?) ? ;
= Czy jest funkcjonalnym pojęcie "LEPSZY NAUCZYCIEL , BO MŁODSZY " ?
= Jaki dorobek szkoły z okresu Twej młodości ,Rodzicu , chciałbyś , aby był kontynuowany w szkole Twego dziecka ?
:???: Piotr ; emerytowany nauczyciel = patrzę z boku . Jako Polak ubolewam nad tą problematyką .
P.S. Nie chcę wzbudzić współczucia dla siebie. Życzę sobie dyskusji nad problemami NASZEJ oświaty .

Marzena82
Posty: 184
Rejestracja: 2007-08-09, 21:51

Re: Wychowawca, rodzic, nauczyciel - współpraca

Postautor: Marzena82 » 2007-08-10, 22:39

Hehe- temat rzeczywiście jak rzeka;) zwłaszcza jak chodzi o szkolnictwo specjalne ( 80% to sama patologia). W moim przypadku zebrania z rodzicami to doskonały czas na nadrobienie zaległości w dokumantacji, ewentualnie na miłe pogaduszki z innymi belframi...A co najgorsze,że nie było bata,żeby sciągnąć rodzica do szkoły.Moje wizyty z pedagogiem szkolnym, dyrektorem, a nawet z przedstawicielem Policji nie przynosiły żadnych skutków. Jednym "haczykiem" na ściągnięcie rodzica do szkoły była pisemna wiadomość,że na zebraniu rodziców będzie mowa o stypendium socjalnym i możliwości ubiegania się o nie...- obecność 100 % :smile: I jaki wnisoek z tego...? Pieniądze są najważniejsze!!!
PoZdRaWiAm CiEpŁo - Marzena ;)

Awatar użytkownika
malgala
Posty: 8182
Rejestracja: 2007-07-30, 18:50
Kto: nauczyciel
Przedmiot: Matematyka
Lokalizacja: łódzkie

Re: Wychowawca, rodzic, nauczyciel - współpraca

Postautor: malgala » 2007-08-11, 09:00

Coś mi się wydaje, że nie tylko specjalnych. Pierwsze zebranie w mojej klasie IV (liczącej 12 uczniów) - 2 rodziców. Byłam przerażona. Żadnych sygna łów wcześniej od poprzedniej wychowawczyni, że tak wygląda sytuacja. Nigdy dotąd nie miałam w swojej klasie na zebraniach frekwencji mniejszej niż 70-80%. I jak tu można cokolwiek powiedzieć na temat współpracy? W tym roku (klasa V) na ostatnim zebraniu było już 7 rodziców. Jak widać jest poprawa, ale jaka powolna. Mam tylko nadzieję, że teraz, jak dzieciaczki będą już w klasie VI frekwencja na zebraniach wzrośnie do takiego poziomu, do jakiego jestem przyzwyczajona.
Prawda jest taka, że czasami łatwiej jest dogadać się z uczniami niż z ich rodzicami.

Marzena82
Posty: 184
Rejestracja: 2007-08-09, 21:51

Re: Wychowawca, rodzic, nauczyciel - współpraca

Postautor: Marzena82 » 2007-08-12, 19:34

Malgolo,to co napisałaś to takie pocieszające;) Myślałam,że tylko szkolnictwo specjalne boryka się z takim problem.
PoZdRaWiAm CiEpŁo - Marzena ;)

Awatar użytkownika
dushka
Posty: 3940
Rejestracja: 2006-08-03, 19:39

Wychowawca, rodzic, nauczyciel - współpraca

Postautor: dushka » 2008-06-09, 21:25

Jak zachowujecie się w sytuacji:

jesteście wychowawcami, rodzic ma do was pretensje, że jeden z przedmiotowców zachowuje się nie tak, jest chamski (owszem, jest). Rodzic wyraża pretensje dość mocno. Tenże przedmiotowiec uważa, że nic się nie dzieje, że jest w porządku. Was na danej lekcji nie ma, nie jesteście świadkami danego zachowania, ale doskonale wiecie, że jest to wysoce prawdopodobne.


Oczywiście o mnie chodzi - ja jestem tym wychowawcą. Nie wiem, co powinnam zrobić. Rozmawiałam z tym nauczycielem, rozmawiałam z uczennicą, rozmawiałam z matką. Aktualnie jestem między młotem a kowadłem.

Awatar użytkownika
dushka
Posty: 3940
Rejestracja: 2006-08-03, 19:39

Re: Wychowawca, rodzic, nauczyciel - współpraca

Postautor: dushka » 2008-06-09, 21:46

No toteż tak powiedziałam. Matka rozmawiała z nim, teraz oczekuje, że to ja w cudowny sposób zmienię nauczyciela. Kwestia o tyle delikatna, że owszem - nie podoba mi się jego zachowanie, ale zachowanie dziecka również nie jest doskonałe ;) Dziewczynka z tendencją d gwiazdowania.

Jedyne co mogę - to raz jeszcze porozmawiać - ot, by mieć spokojne sumienie, z nauczycielem. Nie zamierzam doprowadzić do sytuacji, w której będę z nim skłócona. W końcu muszę współpracować. No i jak powiedziałeś - nie jestem zwierzchnikiem.

słonek
Posty: 83
Rejestracja: 2008-06-05, 13:49
Przedmiot: Inne
Lokalizacja: wielkopolskie

Re: Wychowawca, rodzic, nauczyciel - współpraca

Postautor: słonek » 2008-06-10, 15:58

No ale skoro nauczyciel jest chamski, jak sama napisałaś to.. coś może jest nie na miejscu (ktoś jest nie na miejscu)? Czy podejście tego nauczyciela chamskiego przeszkadza w wychowaniu uczniów i nauczaniu jego przedmiotu? Jeśli tak, to czym prędzej powinien się ktoś zgłosić do dyrektora. Tyle młodych, dobrych nauczycieli szuka pracy, a ktoś chamski, nieodpowiedni może im zajmować miejsce. Trzeba do takich spraw podejść radykalnie. Dla dobra uczniów, dzieci, ich wychowania. Bo jak to mawiał A.M. 'nie ma złej młodzieży, są tylko źli wychowawcy'. Ale tak tylko spekuluję, bo może źle rozumiem określenie "chamski nauczyciel", poczekałbym najchętniej na sprecyzowanie tego i podanie jakiś przykładów.
miwues pisze:Delikatnie się z tego wysmerfuj, taka jest moja rada :)

Najlepiej.. rozproszyć odpowiedzialność. Najlepiej. :?

słonek
Posty: 83
Rejestracja: 2008-06-05, 13:49
Przedmiot: Inne
Lokalizacja: wielkopolskie

Re: Wychowawca, rodzic, nauczyciel - współpraca

Postautor: słonek » 2008-06-10, 16:50

To nie dziecko popełnia błędy, tylko robi to co pokazało jego życie dotychczas w domu, szkole, na podwórku. To nie dziecko popełnia błędy, tylko zachowuje się tak, jak wychowano jego. To nie dziecko popełnia błędy, tylko rodzic, nauczyciel, wychowawca, "wychowawca".

Skuteczne działanie wychowawcy wyobrażam sobie właśnie m.in. przez skierowanie ich do dyrektora. Ale jak pisałem (a nie pisałam, mam taki sam znaczek określający swoją płeć jak Ty miwues ) nie znam dokładnie sytuacji, piszę takie spekulacje na podstawie tylko tego, co już mamy. Czekam na więcej, na konkretne sytuacje. Nie dziwię się też, że rodzice właśnie idą do wychowawcy i dobrze, że w ogóle poszli. Wszystko teraz zależy od tego, jaki naprawdę jest ten "chamski nauczyciel" a potem dopiero od odpowiedzialności wychowawcy za wychowanie, opiekę swoich uczniów.

słonek
Posty: 83
Rejestracja: 2008-06-05, 13:49
Przedmiot: Inne
Lokalizacja: wielkopolskie

Re: Wychowawca, rodzic, nauczyciel - współpraca

Postautor: słonek » 2008-06-10, 17:08

Spokojnie miwues , na pewno mniej więcej rozumiesz o co mi chodzi, ja natomiast nie bardzo rozumiem o co Tobie chodzi? Dlaczego to zwalczasz? Rozwiń swoją myśl.
miwues pisze:Jako można głosić takie poglądy, jednocześnie głosząc takie:
http://slonek.ovh.org/index.php/opieka- ... icielskie/
??

Normalnie, ja nie widzę żadnych różnic. Jeśli wg Ciebie są, porozmawiajmy o tym.

Awatar użytkownika
dushka
Posty: 3940
Rejestracja: 2006-08-03, 19:39

Re: Wychowawca, rodzic, nauczyciel - współpraca

Postautor: dushka » 2008-06-10, 17:34

Słonku - ale zauważ, że to dziecko tez ma swoje geny, swój charakter. Dlaczego jedne dzieci, z tzw. dobrego domu, są fajne, grzeczne, myslące itd, a inne - nie? chamskie, pyskate, bemyślne?

Co do nauczyciela i uczennicy - oboje mają twarde charakterki ;) Oboje są pewni siebie, pyskaci - każde oczywiście na swoim poziomie. Nie usprawiedliwiam nauczyciela ani ucznia! Ale tez widzę widzę obojga.

A dzisiaj sprawa została wyjaśniona pomiędzy ojcem a nauczycielem. I dobrze.

BTW, pójście do dyrektora - wątpię czy załatwiłoby to sytuację. Raczej nie, a ja za to zostałąbym z naklejką "kapuś".

słonek
Posty: 83
Rejestracja: 2008-06-05, 13:49
Przedmiot: Inne
Lokalizacja: wielkopolskie

Re: Wychowawca, rodzic, nauczyciel - współpraca

Postautor: słonek » 2008-06-10, 17:55

dushka pisze:Słonku - ale zauważ, że to dziecko tez ma swoje geny, swój charakter. Dlaczego jedne dzieci, z tzw. dobrego domu, są fajne, grzeczne, myslące itd, a inne - nie? chamskie, pyskate, bemyślne?

Ja sam uważam się za dziecko z niedobrego domu. I nie jest to tylko moje zdanie, ale również pani psycholog (do której poszedłem za prośbą mojej pani pedagog w szkole), która stwierdziła, że powinien ograniczyć kontakty z moją matką. Ale nie wracajmy do tego. Harcerstwo pokazało mi jak wychować metodą harcerską nazwaną przez nauczycieli "trudną młodzież". Mój zastęp, w którym wychowywałem się od dziecka, ludzie którzy są do dzisiaj moimi przyjaciółmi, byli wcześniej jak piszesz: chamscy, pyskaci, bezmyślni, ale jednak dało się z nimi coś zrobić. Dziś jako instruktor ZHP sam widzę to z innej strony, kiedy to bierzemy dzieciaki z ulic, najczęściej takie, które mają jakieś dysfunkcje. Bo to u nas znajdują ciepło, schronienie, uczucie, zainteresowanie, itd. I widzę jak z takich dzieciaków wyrastają już powoli młodzi ludzi, którzy są godni do tego by nazwać się dobrym obywatelem Polski.

I na podstawie tej odpowiedzi odpowiem miwues
miwues pisze:Nie rozumiem, jak można propagować metodykę harcerską, z jej stawianiem na samowychowanie oraz odpowiedzialność za własne postępowanie, jak można być przeciwnikiem nadopiekuńczości, zwolennikiem wychowania zadaniowego, w sytuacjach kształtujących sumienie wychowanka, wymagających odeń samodzielności i dokonywania moralnych wyborów, a jednocześnie napisać coś takiego:
To nie dziecko popełnia błędy, tylko zachowuje się tak, jak wychowano jego. To nie dziecko popełnia błędy, tylko rodzic, nauczyciel, wychowawca
:?:

Jak widzisz, w procesie wychowania rozróżniam już etapy człowieka. Nie ma sztywnych granic, ale mniej więcej dziecko przestaje być dzieckiem w sensie wychowawczym, a gdy już jest zdolne do samowychowania, samorealizacji, jak to sam pięknie napisałeś - to już nie jest dzieckiem w tych kryteriach o których piszę.

W innych owszem, sam jestem dzieckiem, bo mam swoich rodzic, ale to inna miara.

Jednak zgodzę się z Tobą odnośnie czegoś innego, bo harcerstwo z założenia, w swoich ideałach opiera się na pewnej hierarchii w życiu, gdzie rodzina jest najważniejsza. Nie ulega to wątpliwości. I teraz - nie chcę mówić, że rodzice, nauczyciela czyniąc swoje błędy robią to specjalnie i umyślnie - nie! Są nieświadomi tego. Ich wychowanie w latach dziecięcych też ma na to wpływ, jak i wiele innych czynników. Ale nie wracajmy do tego, że nauczyciel ma zawsze racje, nawet wtedy kiedy nie ma, bo mam wtedy przed oczami socjalistyczne wychowanie. Mam plany, mam pomysł na to, żeby było w tej kwestii lepiej. Tylko muszę jeszcze podrosnąć, posprzątać na swoim podwórku, a wtedy... mam nadzieję, że sami zobaczycie. :)

słonek
Posty: 83
Rejestracja: 2008-06-05, 13:49
Przedmiot: Inne
Lokalizacja: wielkopolskie

Re: Wychowawca, rodzic, nauczyciel - współpraca

Postautor: słonek » 2008-06-10, 18:17

miwues pisze:
słonek pisze:To nie dziecko popełnia błędy, tylko zachowuje się tak, jak wychowano jego.

To nie dziecko popełnia błędy, tylko zachowuje się tak, jak wychowano jego.
Moim zdaniem nadal nie udowodniłeś tej tezy.

Widzisz, każde dziecko wychowuje się w pewnych określonych warunkach. W pewnej określonej grupie, w pewnej określonej kulturze. Ooo, kultura, to już wystarczy. Dziecko wychowujące się w takich, a nie innych poglądach, w takim a nie innym stylu życia, jest pozbawione na samym wstępie wolności, jest skazane na to, że nie jest wolne. Dziecko rodzi jest w katolickim kraju, w katolickiej rodzinie i najprawdopodobniej będzie katolikiem, albo chociaż wychowa się wg katolickich wartości jeśli nie zostanie katolikiem (np. ja i wielu innych moich znajomych i przyjaciół). I analogicznie, dziecko które urodzi się w Afryce, w jakieś wiosce biednej, która ma takie a nie inne priorytety w życiu (inne niż u nas, bo przecież oni walczą z zaspokojeniem tych podstawowych potrzeb ludzkich), wychowa się w innych wartościach, które w jej warunkach, będą adekwatne i odpowiednie. Niestety.

Idźmy jednak dalej. Przykład, który w mojej specjalizacji będzie chyba najczęstszy. Dziecko wychowujące się w rodzinie z problemem alkoholowym, wychodzi w życie, pracuje, jest mężczyznom, który znalazł kobietę swojego życia. Jak myślicie jakie będzie prawdopodobieństwo, że on sam pije alkohol i ma zadatki na alkoholika? Duże. Jak myślicie, jakie jest prawdopodobieństwo, że wybierze sobie partnera alkoholika? Duże. Dlaczego? Bo innej rzeczywistości - niestety nie zna. Mówimy tu głównie i tych dzieciach, których nie dotyka program socjoterapeutyczny, terapie indywidualne i inne pomoce specjalistyczne dla takich dzieci. A mówię, że prawdopodobieństwo jest dużo, bo dzieci które mają szczęście uczestniczyć w programach socjoterapeutycznych, czy takie, które uzyskują fachową pomoc, jest mniejszość. Jest to o tyle przykre, że większość dzieci jest nawet niezidentyfikowana jako grupa zagrożonego ryzyka.

Ale spróbujmy dać przykład przyziemny. Ojciec nerwus, może nawet choleryk, impulsywny. Oczywiście, rzecz jasna swoje zachowanie, emocje wyraża również w relacjach on - dziecko. Dziecko próbuje zrozumieć te emocje, zachowanie i ocenić, czy jest to dobre, czy złe. W pewnym jednak okresie dla dziecko rodzic jest autorytetem, więc każde niemal malutkie potknięcie może utkwić dziecko dobrze w pamięci, w nieświadomości? Całkiem możliwe. Potem okazuje się, że dziecko też jest nerwowe. Hm?

Ale o czym ja tutaj piszę, miwues , przecież sam czytałeś chyba mój tekst o postawach rodzicielskich, bo powoływałeś się na niego. Więc powinieneś wiedzieć, że zachowanie rodzica, stosunek rodzica do dziecka, czyli wychowanie dziecka przez rodzica, ma ogromny wpływ na przyszłe zachowania, osobowość dziecka!

Ziaba
Posty: 23
Rejestracja: 2008-06-11, 01:19
Kto: uczeń
Przedmiot: Inne
Lokalizacja: mazowieckie

Re: Wychowawca, rodzic, nauczyciel - współpraca

Postautor: Ziaba » 2008-06-11, 13:12

Dziewczynka jest odpowiedzialna za to, co robi, regularnie ponosi konsekwencje, i nic to nie daje. Wychowawca może się zastanowić, jak uczennicaa powinna się zachowywać, co powinna robić zamiast tego, co robi źle. Co możecie jej zaproponować zamiast "gwiazdowania", jak to ktoś określił? Zachowuje się tak, bo nie potrafi inaczej, bo jej nie nauczono, bo lubi być najważniejsza, zwracać na siebie uwagę. Ale przecież możecie jej pokazać, że potrafi się dobrze zachowywać na lekcji i wtedy też może być "ważna" w klasie.

W podstawówce wiele razy nie zgłaszałam, że jestem ofiarą przemocy ze strony uczniów, bo miałam złe oceny, a od rozmowy o mojej sytuacji w klasie wychowawczyni automatycznie przechodziła do rozmowy o moich marnych osiągnięciach. Myślę, że naprawdę warto to rozdzielać, i rozmowę o niewłaściwych zachowaniach ucznia przeprowadzić osobno, bo to naprawdę nie jest dobra okazja. Potem wychowawca może stać się osobą która jako ostatnia dowiaduje się o problemach ucznia- a przecież nie o to chodzi. Słaby czy niegrzeczny uczeń ma takie same prawa, jak prymus z wzorowym zachowaniem. Tak samo nikt nie powinien go obrażać.

Rodziców należy pokierować do dyrektora, wychowawcamoże wyraźnie zapewnić dziewczynkę że rozumie jej sytuację i że nauczyciel rzeczywiście nie postępuje właściwie.


Wróć do „Szkolna codzienność”