Uczniowie, którzy nie słuchają nauczyciela

jak sobie z nią radzić, jak uniknąć rutyny

Moderatorzy: Basiek70, służby porządkowe

Cytryn
Posty: 1224
Rejestracja: 2007-11-09, 12:20

Uczniowie, którzy nie słuchają nauczyciela

Postautor: Cytryn » 2010-10-02, 09:33

Zastanawiam się, co ma robić nauczyciel w przypadku, kiedy uczeń w ogóle nie zamierza słuchać jego poleceń. Dam może jakiś przykład: nauczyciel prosi ucznia, żeby wyszedł z łazienki( w której siedzi tłum uczniów żadnych wrażeń wszelakich)- uczeń śmieje się, tarasuje sobą drogę do wyjścia i absolutnie nie zamierza wykonać polecenia nauczyciela. Nauczyciel prosi ucznia, aby podniósł papier , który rzucił przed chwilą na podłogę i wrzucił do kosza na śmieci. Uczeń w ogóle nie reaguje lub rzuca coś w stylu "nie jestem sprzątaczką".Nauczyciel nakazuje uczniowi wykonać dodatkową, karną pracę po lekcjach za złe zachowanie. Uczeń spokojnie idzie do domu.
I teraz- nie ma współpracy z rodzicem. Nie ma współpracy z dyrekcją( która nie życzy sobie, żeby nauczyciel zawracał jej głowę i straszył nią uczniów- ma sobie radzić sam, a w przypadku zgłoszenia takiego przypadku najbardziej obrywa...nauczyciel), wychowawca w zasadzie może tylko wpisać uwagę do dziennika( no bo rodzica zachowanie dziecka nie interesuje).
JAK WYEGZEKWOWAĆ posłuch u takich uczniów i czy W OGÓLE W TAKICH OKOLICZNOŚCIACH jest to możliwe? Jak funkcjonować w takiej szkole?

Awatar użytkownika
mateoo
Posty: 425
Rejestracja: 2009-03-12, 18:48
Kto: nauczyciel
Przedmiot: Muzyka
Lokalizacja: mazowieckie

Re: Uczniowie, którzy nie słuchają nauczyciela

Postautor: mateoo » 2010-10-02, 13:43

Jakbym miał lekcje z takim uczniem to na pewno jakiś sposób by się znalazł.. :twisted: Jeśli nie, to zgłosiłbym do wychowawcy albo dyrekcji, a oni niech się kontaktują z opiekunami. Nie rozumiem jak dyrekcja może bagatelizować problem
Sztuka jest pokarmem duszy.

Cytryn
Posty: 1224
Rejestracja: 2007-11-09, 12:20

Re: Uczniowie, którzy nie słuchają nauczyciela

Postautor: Cytryn » 2010-10-02, 14:43

No dobra Mateo- skontaktowała się. Z wychowawcą, wychowawca z rodzicami. I NIC. Uczeń dalej się nie słucha. Dyrektorka czasem takiemu uczniowi nagada. I NIC> Uczeń POSTANOWIŁ nie słuchać poleceń nauczyciela. I co wtedy? Siłą mam go zmusić do - powiedzmy- wyjścia z łazienki? A może mam go jakąś tajemniczą siłą autorytetu zmusić do podniesienia papierka z podłogi? A jak mam niby wyegzekwować jego pozostanie po lekcjach? A jak niby ma to wyegzekwować dyrektor? Rodzica to nie obchodzi, uczeń oceny ma gdzieś. To co, policję mam wzywać? DO CZEGO?

Awatar użytkownika
iTulka
Posty: 385
Rejestracja: 2010-05-17, 00:17
Kto: nauczyciel
Przedmiot: Zajęcia zintegrowane
Lokalizacja: śląskie

Re: Uczniowie, którzy nie słuchają nauczyciela

Postautor: iTulka » 2010-10-02, 18:06

Cytryn, niestety, trzeba stwierdzić, że nie mamy wystarczających narzędzi, aby krnąbrnych uczniów nakłonić do posłuszeństwa. I wydaje mi się, że będzie coraz gorzej. Na ogół nie mam problemu z posłuchem u dzieci, ale są przypadki, kiedy na zaburzonego ucznia nie działają żadne metody, dyrekcja rozkłada ręce, rodzice obwiniają szkołę, nauczyciele w milczeniu próbują zachować pozory "radzenia sobie".
Jestem gorącą zwolenniczką radykalnych rozwiązań - zawieszenia w prawach ucznia, przeniesienia do innej szkoły, pozostawiania na kolejny rok w tej samej klasie - oczywiście mowa o przypadkach niereformowalnych.
Szybko pozbylibyśmy się problemu.
Niestety szkoły wolą udawać, że nic złego się nie dzieje.

Cytryn
Posty: 1224
Rejestracja: 2007-11-09, 12:20

Re: Uczniowie, którzy nie słuchają nauczyciela

Postautor: Cytryn » 2010-10-02, 18:39

Jestem gorącą zwolenniczką radykalnych rozwiązań - zawieszenia w prawach ucznia, przeniesienia do innej szkoły, pozostawiania na kolejny rok w tej samej klasie - oczywiście mowa o przypadkach niereformowalnych.


Jestem za. Tyle, że nie wiem, jak wygląda w świetle przepisów sprawa z zawieszeniem w prawach ucznia( chodzi o możliwość zakazu przychodzenia ucznia do szkoły w określonym czasie). Co do przeniesienia- czy szkoła ma prawo odmówić przyjęcia trudnego ucznia? I co wtedy? Taki uczeń ma wrócić do placówki macierzystej?
Co do pozostawania na rok w tej samej klasie- w większość przypadków to nic nie daje. Wiem, bo mieliśmy takich "recydywistów". Ich zachowanie było jeszcze gorsze. W końcu sami "podciągaliśmy im oceny, żeby...pozbyć się ich ze szkoły...

Art.3.9.UoSO
Posty: 663
Rejestracja: 2009-09-13, 23:19
Kto: nauczyciel
Przedmiot: Matematyka
Lokalizacja: mazowieckie

Re: Uczniowie, którzy nie słuchają nauczyciela

Postautor: Art.3.9.UoSO » 2010-10-03, 01:54

Ucznia będącego w obowiązku nauki nie można nie wpuścić do szkoły i na zajęcia. To byłoby ograniczenie jego praw konstytucyjnych. Jeżeli jest to szkoła ponadgimnazjalna, uczeń jest pełnoletni, to można przykładnie jednego delikwenta wybrać w szkole, zaserwować mu kolejno wszystko z regulaminu szkolnego i wywalić na zbity ... Jednego można poświęcić dla dobra ogółu. Ucznia nie wolno zatrzymać w szkole za karę i przywalić mu zadania typu sprzątanie, lub co gorsze - siedzenie w kozie. Ale można klienta nie wpuścić na szkolną dyskotekę, można nie zabrać na wycieczkę (to nic, że oleje obowiązkowe zajęcia). Może posiłkować się mądrzejszą częścią społeczności szkolnej w nierównej walce z mniejszością nieintelektualną?
Ciekawi mnie, czemu przeszkadza tłumne korzystanie z łazienki? Jest regulamin mówiący o liczbie osób w kabinie kloaczej? Chcą sobie pomóc, to niech to robią. A jeżeli palą to należy wznieść alarm przeciwpożarowy i wpaść z gaśnicą do pomieszczenia. Maksiu i Albercik zrozumieli aluzję.

Cytryn
Posty: 1224
Rejestracja: 2007-11-09, 12:20

Re: Uczniowie, którzy nie słuchają nauczyciela

Postautor: Cytryn » 2010-10-03, 08:55

Z tego, co piszesz, nic nie możemy. Zabronić przyjść na dyskotekę...ech. Pamiętam, jak jednemu zabroniłam( mowa o podstawówce). Szkoła dojazdowa. I tak przyszedł- chyba miał nadzieję, że skoro mieszka kilka km od szkoły, nie wywalimy go w nocy do domu na piechotę. Rzeczywiście, nie możemy tego zrobić( niech coś się stanie, kto za to odpowie?). Poświeciłam się i sama gada odwiozłam własnym autem do domu. Na drugi dzień mi opony poprzecinał. Fajnie? Za rękę nie złapałam, nieoficjalnie wiem, że to on. Ale "dowodów" nie ma, chłopak chodzi bezkarny. Mam dość takich "narzędzi dyscyplinowania". Zabronić pojechać na wycieczkę? Wolne żarty. A kto się tym przejmie?
A dyskoteki gimnazjaliści mają lepsze- w swoich miejscowościach. Tam nawet pijani mogą łazić i nikt im uwagi nie zwróci. Nasi gimnazjaliści w ogóle nie przychodzą na szkolne dyskoteki, to dla nich żadna atrakcja.

Z toaletą już tłumaczę- robili sztuczny "tłum" , żeby wlać "kotowi". Nie palili, palą na ogół za szkołą- latam tam na dyżurze i pędzę, alarmu zrobić się nie da, bo na powietrzu, kulturalnie to robią :twisted:

Może posiłkować się mądrzejszą częścią społeczności szkolnej w nierównej walce z mniejszością nieintelektualną?

Ależ tu nie chodzi o intelekt, a o pięści. Chodzi banda po szkole i wszyscy się jej boją. Po drugie- w tej bandzie t e ż są inteligentne dzieci. Tyle, że ciągnie ich do złego, zło ich fascynuje. To samo zauważam w klasach, pośród ogółu. Uczyłeś się? Frajer. Dostałeś jedynkę? Uwagę? Bohater! Wszystko ciągnie w "dół". Co ma do tego inteligencja? Chodzi o coś innego. O wartości, wrażliwe sumienie, a może takie przestarzałe coś jak honor...Ech, szkoda gadać.

Ja bym bardzo chciała, aby w polskiej szkole wolno było zawiesić ucznia w jego prawach- żeby można było mu powiedzieć: nie ma cię tutaj dwa tygodnie. Może rodzice( niektórzy) by się otrząsnęli. A jeśli nie, to też byłaby korzyść- wszyscy by choć na te dwa tygodnie odetchnęli...

Cytryn
Posty: 1224
Rejestracja: 2007-11-09, 12:20

Re: Uczniowie, którzy nie słuchają nauczyciela

Postautor: Cytryn » 2010-10-03, 11:19

Możliwe warianty:
1. Bardziej stanowczo wydać polecenie

Nie zabijaj mnie śmiechem.

2. Wyprowadzić ucznia za rękę, ewentualnie ukarać

A wyobraź sobie, próbowałam. Stawił "czynny opór", a że silniejszy jest ode mnie, to "wygrał". Siłować się miałam? Zero szans, Ja jestem "waga piórkowa".
3. Wezwać po godzinie na rozmowę dyscyplinującą, omówić z uczniem jego zachowanie, wyegzekwować uznanie swojej winy, ukarać.

R O Z M O W A? Łolaboga...ale się wystraszy...UKARAĆ? JAK????
Uwagą się nie przejmie, ocenę ma gdzieś, śmiech na sali. Na wycieczki jeździć wcale nie chce, dyskoteki ma u siebie lepsze niż w szkole.

Wezwać po godzinie na rozmowę dyscyplinującą, omówić z uczniem jego zachowanie, wyegzekwować uznanie swojej winy, ukarać.

Znów to samo. Omówić zachowanie...Patrzy się na ciebie, śmieje...Ja nie piszę o dzieciakach, w których jeszcze tli się odrobina wstydu, ja piszę o nastoletnich bandytach którzy już się zorientowali, że nawet policja może im "naskoczyć"!
Przewidzieć to i nie pozwolić uczniowi "spokojnie iść do domu".

Przepraszam- ale jak? Krzyczeć za nim? Ustawić zaporę wodną? Wybudować na szybko płotek?
Idzie i już. MA CIĘ GDZIEŚ. Możesz sobie kazać- gadaj zdrów.

Niestety- mam takich uczniów. Twoje rady o kant stołu rozbić w przypadku tych konkretnych uczniów. Wyśmialiby Cię. Dyrekcji się nie boją. Z policji się śmieją. Rodzice są niewydolni wychowawczo.

Piszę w zasadzie "retorycznie", bo świetnie zdaję sobie sprawę z bezradności nauczyciela w przypadku uczniów,którym na niczym nie zależy i POSTANOWILI nie słuchać nauczyciela.

Piszesz o "ukaraniu", ale poza ROZMOWĄ - żadnych konkretów nie podajesz. Piszesz: zatrzymać ucznia. Ale żadnych sposób na zatrzymanie tego ucznia też nie podajesz. Nawet gdybym chciała użyć siły, to raz: nie wolno( skończyłoby się szarpaniną i jeszcze bym oberwała), a dwa- za słaba jestem, a w szkole same baby. A te nastolatki dobrze odżywione są :twisted:

Cytryn
Posty: 1224
Rejestracja: 2007-11-09, 12:20

Re: Uczniowie, którzy nie słuchają nauczyciela

Postautor: Cytryn » 2010-10-03, 11:27

Ale można mu zrobić zajęcia indywidualne - takiego typu, żeby wolał iść na zajęcia z całą grupą,

A jak go zmusić, żeby na te zajęcia się stawił?

A poza tym- jak to technicznie rozwiązać? Zatrudnić kogoś dodatkowo? Bo nauczyciel musi przeprowadzić swoje zajęcia z całą grupą, zatem takie dodatkowe musiałyby się siłą rzeczy odbywać po jego zajęciach w planie? Zajęcia indywidualne "zamiast" grupowych? Gdzie? W której sali?

można nie zabrać na wycieczkę (to nic, że oleje obowiązkowe zajęcia)

Jak to? Na obowiązkowe zajęcia do szkoły musi przyjść, co ma do gadania?


Ano to, że może "olać" to, że "musi" :faja:

Cytryn
Posty: 1224
Rejestracja: 2007-11-09, 12:20

Re: Uczniowie, którzy nie słuchają nauczyciela

Postautor: Cytryn » 2010-10-03, 13:52

Hm...rozdęte ego nauczyciela, który został urażony, że uczeń go nie posłuchał? Mam nadzieję, że nie kierujesz tego zarzutu do mnie. Musiałbyś być dość arogancki żeby to robić, nie znając mnie. Jestem "nie wyuczalna"?

Po prostu to, co piszesz, nie przystaje do rzeczywistości. A co do wiary w człowieka- ależ wierzę, że jeśli chce, może się zmienić pozytywnie, bez względu na wyznanie( a może nawet być sobie ateistą). JEŚLI CHCE. Ty mi piszesz coś takiego- "masz sprawić, żeby jemu "się chciało chcieć". Oczywiście, trzeba próbować, walczyć, nie poddawać się etc..Tyle, że nie jest prawdą, że zawsze się uda i wtedy nie należy winić nauczyciela.

Ale dobrze, że masz świadomość tego, że:
Poza tym nie mam złudzeń, że od każdego ucznia jestem władny wyegzekwować wszystko w każdej chwili.


Dodałabym: "niektórzy są tak głęboko zdemoralizowani, ze nie wyegzekwujesz od nich niczego- mając do dyspozycji te "narzędzia", o których piszesz, czyli "psychologiczne sztuczki" niczego w żadnej chwili."

Nie wolno też zapominać o tym, że nie jesteśmy jedynymi, którzy wchodzą w interakcje z tymi dzieciakami. Pozostaje środowisko, często patologiczne, utrwalone wzorce zachowań, pijany tatuś czy klnąca jak szewc mamusia etc..

Wracając do toalety- to by się udało, gdyby:
a) przerwa nie trwała jedynie 10 minut
b) ludziska nie kłębili się tam, nie krzyczeli tak, że własnych myśli nie słychać, nie wchodzili za plecami i nie wychodzili w te i nazad
c) oprócz nastolatków nie kręciły się tam jeszcze małe dzieciaki- męska toaleta
c) tylko ładnie się w kolejce ustawili, żebym mogła wypróbowywać na nich "psychologię" i w ciągu tych paru minut zdołała sprawnie ustalić, gdzie jest lider grupy( nie znam dzieciaków, nie uczę tych klas).

Ale jestem pełna podziwu, że Tobie się to udaje.

Ps. Kompletnie nie rozumiesz założenia biblijnego, które mówi,że człowiek rodzi się ze skłonnością do grzechu i z pewnością prędzej czy później grzech wybiera. W to wierzę.
Niemniej Bóg stworzył człowieka ze zdolnością do dokonania dobrego wyboru i wierzę w to, że takiego wyboru może dokonać. Nie mam jednak złudzeń typu " w każdym człowieku siedzi głęboko ukryte dobro, trzeba się tylko do niego <dokopać>" W to akurat nie wierzę. Prędzej tak: w każdym człowieku jest potencjał, aby czynić dobrze, ale kosztuje to wysiłek, samozaparcie, wytrwałość - i najlepiej połączyć ten potencjał z Bożą pomocą. Wtedy jest pełna szansa na sukces".
Człowiek bez Boga może być miły, kulturalny, a nawet "dobry" w potocznym tego słowa znaczeniu- pomagać bezinteresownie innym czy w inny sposób. Ale te "dobre uczynki" nie stanowią "drabiny do nieba", bo nie można sobie na zbawienie zasłużyć. Mając świadomość, że większość piszących na tym forum to katolicy- lub myślący po katolicku- chciałam jakoś tę prawdę przekazać.Co nie znaczy, że kiedy patrzę na człowieka, widzę jakiegoś potwora. Ot, niedoskonałość słowa pisanego i ferwor dyskusji...Dlatego nie należy się spieszyć z wnioskami.

Awatar użytkownika
malgala
Posty: 8136
Rejestracja: 2007-07-30, 18:50
Kto: nauczyciel
Przedmiot: Matematyka
Lokalizacja: łódzkie

Re: Uczniowie, którzy nie słuchają nauczyciela

Postautor: malgala » 2010-10-03, 14:07

Cytryn pisze:Wracając do toalety- to by się udało, gdyby:
a) przerwa nie trwała jedynie 10 minut
b) ludziska nie kłębili się tam, nie krzyczeli tak, że własnych myśli nie słychać, nie wchodzili za plecami i nie wychodzili w te i nazad
c) oprócz nastolatków nie kręciły się tam jeszcze małe dzieciaki- męska toaleta
c) tylko ładnie się w kolejce ustawili, żebym mogła wypróbowywać na nich "psychologię" i w ciągu tych paru minut zdołała sprawnie ustalić, gdzie jest lider grupy( nie znam dzieciaków, nie uczę tych klas).

Cytryn, jeszcze masz siłę w takich warunkach pracować?
Co to znaczy "nie kłębili się tam, nie krzyczeli tak, że własnych myśli nie słychać, nie wchodzili za plecami i nie wychodzili w te i nazad"?
Jedni nie wyszli, był tłok i jeszcze innym pozwoliłaś wejść?
Oni się do tego przyzwyczaili, że robią co chcą a nauczyciele dla świętego spokoju udają, że nic nie widzą i nie słyszą. Gdyby wszyscy reagowali na bieżąco ubyłoby połowy problemów w ciągu 2-3 miesięcy.

Cytryn pisze:s. Kompletnie nie rozumiesz założenia biblijnego, które mówi,że człowiek rodzi się ze skłonnością do grzechu i z pewnością prędzej czy później grzech wybiera. W to wierzę.

Z takim nastawieniem nie jest możliwy, moim zdaniem, żaden sukces pedagogiczny.

Cytryn
Posty: 1224
Rejestracja: 2007-11-09, 12:20

Re: Uczniowie, którzy nie słuchają nauczyciela

Postautor: Cytryn » 2010-10-03, 14:12

Pracuję w sp i gimnazjum. Wszyscy kłębią się na małym holu, jest po prostu ciasno. Toaleta jest jedna i wielu chce z niej na przerwie skorzystać. Dzieciaczki z I-III latają w te i nazad- mam ich związać? Gimnazjaliści trochę spokojniejsi, ale klną, głośno gadają, tu i ówdzie ktoś się pobije, szturchnie, wyzwie. W Twojej szkole ładnie w kółeczku chodzą?

Gdyby wszyscy reagowali na bieżąco ubyłoby połowy problemów w ciągu 2-3 miesięcy.

No, tu masz rację. Niestety, "reagujących" i "widzących" problem jest mniejszość i to bardzo zdecydowana mniejszość.

Cytryn
Posty: 1224
Rejestracja: 2007-11-09, 12:20

Re: Uczniowie, którzy nie słuchają nauczyciela

Postautor: Cytryn » 2010-10-03, 14:13

Rozpoznanie bojem? Oświeć mnie...

Cytryn
Posty: 1224
Rejestracja: 2007-11-09, 12:20

Re: Uczniowie, którzy nie słuchają nauczyciela

Postautor: Cytryn » 2010-10-03, 14:30

Naprawdę jestem ciekawa, jak to przełożyć na szkolną "toaletową" rzeczywistość( zawsze się człowiek czegoś nowego nauczy).
która nawiązywała kontakt bojowy z nplem i walczyła jakiś czas,

Nawiązuję kontakt bojowy z grupą toaletową. Ustalam ich liczbę na , powiedzmy, osiem osób( pośród kilkunastu korzystających naprawdę z toalety, ale obojętnych dla sprawy- choć utrudniających "rozpoznanie").
Walczę? No tu nie bardzo wiem. Jak walczę?( naprawdę pytam, a nie ironizuję, chcę jakoś to sobie poukładać, żeby móc w praktyce wykorzystać). Wydaję stanowczy nakaz opuszczenia toalety? Oni nie wychodzą. Próbuję pierwszego z brzegu( ze względu na ciasnotę pomieszczenia tylko do niego mam dostęp, nie wiem, czy to lider czy "płotka" chwycić za rękę i wyprowadzić na zewnątrz. Stawia opór i ciągnie mnie trochę do środka przy głośnym aplauzie pozostałych, nawet tych spoza grupy. Puszczam go i wycofuję się( bo cóż mogę w tej sytuacji zrobić). Dzieciak krzyczy mi nad głową "niech pani leci do dyrektorki, strasznie się boję"- oklaski). Zatem wycofuję się.

identyfikując gniazda oporu, stanowiska cekamów, działa itp. a potem się wycofywała
Jestem pośród nich. Widzę jakichś ośmiu łobuzów, drwiących, śmiejących się, nie reagujących na polecenie opuszczenia łazienki, trzech z nich trzyma "kota" za kołnierz i twierdzi, że oni tylko tak się "bawią", reszcie się podoba. Co teraz? Już się wycofałam i patrzę na wszystko trochę z oddali. Nadal nikt mnie nie słucha, tzn. żaden z tych ośmiu. Nadal nie wiem, który z nich to lider? Ten, który trzyma młodego za kołnierz? No przecież niekoniecznie...

W ten sposób jednostki atakujące jako następne miały dokładnie rozpoznany system obrony npla.


Proszę, przełóż mi to jakoś na tę szkolną rzeczywistość...I to jeszcze kilkanaście sekund ma wystarczyć...Naprawdę nie wiem, jak. Może za tępa jestem. A uwierz mi,
n a p r a w d ę chciałabym poznać coś, co będzie w miarę skuteczne w takich sytuacjach, bo one się pojawiają w szkole.
Robię założenie, że piszesz na bazie własnych doświadczeń i u Ciebie to działa. Chcę, żeby u mnie też zadziałało.

Awatar użytkownika
malgala
Posty: 8136
Rejestracja: 2007-07-30, 18:50
Kto: nauczyciel
Przedmiot: Matematyka
Lokalizacja: łódzkie

Re: Uczniowie, którzy nie słuchają nauczyciela

Postautor: malgala » 2010-10-03, 14:42

Cytryn pisze:Nadal nie wiem, który z nich to lider? Ten, który trzyma młodego za kołnierz? No przecież niekoniecznie...

A no niekoniecznie. I najczęściej to nie on. Lider się nie będzie narażał. To inni muszą mu się przypodobać i robić to, co on każe.
Spróbuj zauważyć na kogo patrzą, czyjego potwierdzenia swoich działań oczekują. Tu faktycznie wystarczy kilka sekund.


Wróć do „Szkolna codzienność”