Jak widzę szkołę

jak sobie z nią radzić, jak uniknąć rutyny

Moderatorzy: Basiek70, służby porządkowe

Awatar użytkownika
malgala
Posty: 8182
Rejestracja: 2007-07-30, 18:50
Kto: nauczyciel
Przedmiot: Matematyka
Lokalizacja: łódzkie

Re: Jak widzę szkołę

Postautor: malgala » 2011-06-02, 19:11

edzia pisze:Ja w wieku 26 lat chyba taka mądra jeszcze nie byłam.

Ja stawiałam w tym wieku pierwsze kroki w zawodzie.
Błędów wtedy popełniłam sporo a i pokory zbyt wiele nie miałam.
Na szczęście trafiłam na mądrych, doświadczonych i wymagających starszych kolegów.
Bez ich początkowego mądrego wsparcia może osiągnęłabym to sama, ale z całą pewnością znacznie wolniej, albo szybko bym się wypaliła i zniechęciła.

Cytryn
Posty: 1224
Rejestracja: 2007-11-09, 12:20

Re: Jak widzę szkołę

Postautor: Cytryn » 2011-06-02, 20:08

Hm...też zaczynałam mniej więcej w tym wieku. Pokorna nie byłam- miałam sporo marzeń, myślałam, że góry przeniosę. Jednak życie prędziutko to zweryfikowało...Ale może ktoś będzie miał więcej szczęścia ode mnie i trafi na mądrych ludzi, mądrych szefów. Może jest to możliwe, nie wiem, nie doświadczyłam, ale nie wykluczam.
Po kilkunastu latach pracy widzę, jak wiele w szkole jest robione na niby, jak mało w tym wszystkim liczy się uczeń, człowiek, jak działa ów "system"...w jakim kierunku idzie psychologia, jakie głupoty się wygaduje na szkoleniach, oderwane od rzeczywistości i coraz mniej we mnie nadziei, że publiczne szkolnictwa w ogóle ma jakiś sens. Nawet jak trafi się ktoś, kto chce dobrze, to szybko go zdepczą, a indywidualności, ludzie kreatywni to w ogóle w szkole nie mają szansy bytu. Spróbuj być twórczym w małym środowisku- wszystko zrobią, żeby sprowadzić cię do odpowiedniego poziomu gdzie twoje miejsce...Zawiść, plotki, niesprawiedliwość...ech. Nie wiem, może w środowisku wielkomiejskim jest lepiej- zawsze pracowałam w małych szkołach na prowincji...nie doświadczyłam niczego dobrego. Samorządy...ojj. Straszne. Ile razy dawaliśmy koncerty dla takich urzędników- bufony i tyle! Nawet dziękuję nie potrafili powiedzieć, a jak kłamali! Mniejsza. Wykorzystać, oczernić i pozbyć się. Zawsze będzie jakaś kolejna ofiara...Cóż...
Potem trzeba się uczyć wybaczać, być cierpliwym, żeby samemu nie zgorzknieć.
Jest jak jest- jestem po 40-tce i uczę się żyć na nowo. Mieć do tego wszytskiego dystans, nie przejmować się, nie oczekiwać żadnej uczciwości, sprawiedliwości ze strony innych a i samemu umieć dbać o siebie. I jeszcze do tego wszystkiego mimo wszystko wyrabiać w sobie pozytywny stosunek do innych- taki pełen miłości, ale takiej mądrej, ani wyidealizowanej, ani wymagającej...pamiętając o tym, jakim się samemu nie jest doskonałym...

Ale szkoła to- w obecnym systemie- naprawdę nie jest dobre miejsce dla rozwoju kogokolwiek, ani dziecka, ani nauczyciela...

Awatar użytkownika
vuem
Posty: 4148
Rejestracja: 2009-06-18, 20:30
Kto: nauczyciel
Przedmiot: Język angielski
Lokalizacja: podkarpackie

Re: Jak widzę szkołę

Postautor: vuem » 2011-06-02, 20:26

Cytryn pisze:Ale szkoła to- w obecnym systemie- naprawdę nie jest dobre miejsce dla rozwoju kogokolwiek, ani dziecka, ani nauczyciela...


A w jakim systemie jest lub była?

Cytryn
Posty: 1224
Rejestracja: 2007-11-09, 12:20

Re: Jak widzę szkołę

Postautor: Cytryn » 2011-06-03, 09:40

W takim, w którym uczeń był uczniem, rodzic rodzicem a nauczyciel nauczycielem- każdy znał swoje miejsce , swoje prawa i obowiązki, a dorośli wspólnym frontem wychowywali dzieciaki. I było mniej "psychologii", a więcej zdrowego rozsądku i trzeźwego myślenia.

Awatar użytkownika
vuem
Posty: 4148
Rejestracja: 2009-06-18, 20:30
Kto: nauczyciel
Przedmiot: Język angielski
Lokalizacja: podkarpackie

Re: Jak widzę szkołę

Postautor: vuem » 2011-06-03, 10:23

Cytryn pisze:W takim, w którym uczeń był uczniem, rodzic rodzicem a nauczyciel nauczycielem- każdy znał swoje miejsce , swoje prawa i obowiązki, a dorośli wspólnym frontem wychowywali dzieciaki. I było mniej "psychologii", a więcej zdrowego rozsądku i trzeźwego myślenia.


Co do "mniejszej ilości psychologii" i "większej dozy zdrowego rozsądku" w działaniach to mogę się zgodzić. Pęd, moda, pewne tendencje czasem zbytnio i niepotrzebnie ingerują w naszą pracę, ale ... wydaje mi się, że jeśli się tylko chce, to można pewną równowagę zachować. :wink:

Natomiast nadal uczeń jest uczniem, rodzic rodzicem, a nauczyciel nauczycielem, to nadal tak jest. Każdy zna swoje miejsce, wspólny front istnieje...jeżeli natomiast odczuwam "niedosyt", jeśli zauważam pewną przesadę, czy niewłaściwe podejście do spraw wychowawczych, czy edukacyjnych, to raczej jako znak czasów...
Świat się zmienia (czyt. ludzie i ich podejście do pewnych spraw :wink: ).

Trudno jest mi porównywać swoje odczucia jako rodzica i nauczyciela z odczuciami, które miewałem jako uczeń, wszak to dwa różne punkty widzenia...choć jakichś złych skojarzeń czy wspomnień nie mam.

Cytryn
Posty: 1224
Rejestracja: 2007-11-09, 12:20

Re: Jak widzę szkołę

Postautor: Cytryn » 2011-06-03, 15:22

Natomiast nadal uczeń jest uczniem, rodzic rodzicem, a nauczyciel nauczycielem, to nadal tak jest


Niestety- ale nie jest. Jeśli w polskiej szkole uczeń może powiedzieć "nie pójdę na lekcję, bo mi się nie chce" i nie ma na to siły( uruchamia się sądy, wydzwania po rodzicach, którzy mają to gdzieś etc..- i zanim ta machina ruszy, to mijają trzy miesiące, a uczeń nadal robi co chce, bo siłą go do klasy nie doprowadzisz), to jest coś nie tak...Nie pamiętam z czasów, kiedy sama się uczyłam sytuacji, w której uczeń mówił wprost do nauczyciela "spadaj, nigdzie nie pójdę, bo mi się n i e c h c e ". Już sam fakt, że takie coś się dzieje, że uczeń sobie na to pozwala świadczy o jakichś nieprawidłowościach, nie sądzisz?
Rodzic jest rodzicem? Łolaboga...Jako wychowawca książkę mogłabym na ten temat napisać. O bezradności i nieporadności wychowawczej rodziców...
"Niech pan wyciągnie konsekwencje, co lubi najbardziej"?
"komputer"
"to może zabroni mu pan..."
"Nie daj Boże, pani, toż mi dzieciaka zaciuka młodszego z zemsty, kiedy zabronię"...

Tu masz przykład rozmowy dzisiejszego rodzica. Inni płaczą, że nie mają czasu dla dzieci i "może pani coś wymyśli"...

Nie, to wszystko jest chore. W domu i w szkole zaczynają rządzić dzieci. A że do tego niedorosły i nie jest to ich rola, to mamy bałagan...

Awatar użytkownika
vuem
Posty: 4148
Rejestracja: 2009-06-18, 20:30
Kto: nauczyciel
Przedmiot: Język angielski
Lokalizacja: podkarpackie

Re: Jak widzę szkołę

Postautor: vuem » 2011-06-03, 15:33

Cytrynku,

To, że zdarzają się szkoły, w których uczeń może sobie tak powiedzieć jeszcze niczego nie udowadnia...a i Balladę o Januszku nakręcono w latach 80-tych...

Takie sytuacje się nasiliły, to fakt, ale to, czy "dzieci żądzą" zależy w domu od rodziców, a w szkole od nauczycieli i dyrekcji.

W Wlk. Brytanii powiesił się chłopak, któremu ojciec zabrał Nintendo, a w Chinach 17-latek sprzedał nerkę, by kupić laptopa.
Nauczyciele szkół w niektórych dzielnicach Amerykańskich miast boją się, by ktoś z Uzi w łapie nie wlazł im na teren...

Takie czasy...

Ja tam nie mam zamiaru włosów z głowy rwać. Trzeba siać, siać siać.... :mrgreen:

Awatar użytkownika
haLayla
Posty: 3780
Rejestracja: 2008-08-24, 00:28
Kto: uczeń
Przedmiot: Inne
Lokalizacja: małopolskie

Re: Jak widzę szkołę

Postautor: haLayla » 2011-06-03, 18:08

vuem pisze:Chinach 17-latek sprzedał nerkę, by kupić laptopa.


Co?!
<3

Syzyf
Posty: 23
Rejestracja: 2011-01-15, 22:26
Kto: uczeń
Lokalizacja: mazowieckie

Re: Jak widzę szkołę

Postautor: Syzyf » 2011-06-09, 20:23

vuem pisze:Chinach 17-latek sprzedał nerkę, by kupić laptopa.

Właściwie, to był chyba Ipad 2. Steve Jobbs, niszczyciel żyć i umysłów :?

Co do tematu - cieszę się, że nauczyciele są samokrytyczni.

Dam pewien przykład. Moja obecna anglistka to zmora szkoły. Narcystyczna, subiektywna, wyniosła, nie potrafi uczyć. O ile wiem, kiedyś uczyła rosyjskiego, potem byle jak przekwalifikowała się na anglistkę i tak nas uczy.
Jej uczniowie mają najlepsze wyniki z matur - średnia oscyluje wokół 80-90%. Problem w tym, że przychodzą do niej uczniowie posiadający w większości FC, w dodatku przygotowujący się CAE. Nie bierze słabych uczniów, najsłabsze osoby w grupie atakuje i ośmiesza na lekcjach. Potrafi wstawiać niewiadomego pochodzenia pały (kiedyś znalazłem w dzienniku 4 jedynki - nie miałem pojęcia skąd, opisane były jako "praca domowa". Ta kobieta nigdy nie sprawdziła pracy domowej...).
Był przypadek, gdy pewną dziewczynę doprowadziła do załamania nerwowego - musiała uczęszczać do psychologa. Jednak zarzuty matki nie wywołały żadnego rezultatu. Nauczycielka śmiała się z niej przy całej klasy oraz stwierdziła, że "dyrektora się nie boi".
Nie mam pojęcia dlaczego dalej uczy.

Co sądzicie?
To teraz wytłumacz mi dlaczego się mylę.

antie
Posty: 354
Rejestracja: 2009-08-24, 21:16
Kto: nauczyciel
Przedmiot: Język niemiecki
Lokalizacja: zachodniopomorskie

Re: Jak widzę szkołę

Postautor: antie » 2011-06-09, 20:36

Syzyf pisze:Co sądzicie?


To zła kobieta jest ... :wink:

Swoją drogą - to ona sobie może wybierać "najlepszych" uczniów ? :shock:
Jak to jest możliwe? Wybiera sobie z premedytacja tylko tych z certyfikatami?
To musi być jakaś dobra szkoła, skoro się tacy zdarzają.... :P
Ale takim to nawet zły nauczyciel raczej nie zaszkodzi, więc może lepiej dla tych "słabych", ze ich ta "zołza" nie uczy? :wink:

Syzyf
Posty: 23
Rejestracja: 2011-01-15, 22:26
Kto: uczeń
Lokalizacja: mazowieckie

Re: Jak widzę szkołę

Postautor: Syzyf » 2011-06-09, 20:50

Tak, szkoła jest dobra, co rok zdarza się 1-2 osoby nie zdające matury.
Nie wybiera sobie ludzi z certyfikatami. Po prostu załatwia sobie zawsze grupę, która przygotowuje się do matury rozszerzonej. Poza tym wybiera tylko te klasy, do których poszli uczniowie z najlepszymi wynikami po gimnazjum.
Chodzą plotki, że jest w jakiś sposób ustawiona na górze. Szczegółów nie znam.
Układy, układy... W każdym środowisku urzędników państwowych...

Dobrzy uczniowie mogliby być jeszcze lepsi. W końcu szkoła nie ma uśredniać, tylko nauczyć każdego na tyle ile się da. Podejście, że dla dobrego ucznia nie trzeba dobrego systemu jest mocno błędne. Mamy wypuszczać w świat mistrzów. Cytując pewnego właściciela szkoły rysunku "Mistrzowie się nie rodzą, mistrzów się produkuje". Znany jest także z cytatów typu "Zycie jest za krótkie, by się opier..." lub "Zepnij dupę i rysuj dzień i noc". Zresztą jest on dla mnie pewnym wzorem dobrego nauczyciela. Co znamienne - jego szkoła jest prywatna. I to moim zdaniem jest sposób na rozwiązanie problemów ze słabymi nauczycielami. Zwyczajnie stracą pracę. Najlepsi natomiast będą zarabiać po 6-8 tysięcy miesięcznie. Lub więcej.
To teraz wytłumacz mi dlaczego się mylę.

Awatar użytkownika
vuem
Posty: 4148
Rejestracja: 2009-06-18, 20:30
Kto: nauczyciel
Przedmiot: Język angielski
Lokalizacja: podkarpackie

Re: Jak widzę szkołę

Postautor: vuem » 2011-06-09, 21:08

Jeśli nawet tak robi, to widać sama sobie zdaje sprawę, że umiejętności ma raczej kiepskie.

Współczuję jej.

Syzyf pisze:Dobrzy uczniowie mogliby być jeszcze lepsi. W końcu szkoła nie ma uśredniać, tylko nauczyć każdego na tyle ile się da.


Dokładnie tak być powinno i tak w "niewypaczonej sytuacji" jest.

Syzyf pisze:Podejście, że dla dobrego ucznia nie trzeba dobrego systemu jest mocno błędne.


A kto Ci takie głupoty opowiada?

Syzyf pisze:Cytując pewnego właściciela szkoły rysunku "Mistrzowie się nie rodzą, mistrzów się produkuje". Znany jest także z cytatów typu "Zycie jest za krótkie, by się opier..." lub "Zepnij dupę i rysuj dzień i noc". Zresztą jest on dla mnie pewnym wzorem dobrego nauczyciela. Co znamienne - jego szkoła jest prywatna.


Praca to podstawa. Słusznie ten człek mówi. Ameryki jednakże nie odkrył.

Syzyf pisze:Co znamienne - jego szkoła jest prywatna. I to moim zdaniem jest sposób na rozwiązanie problemów ze słabymi nauczycielami. Zwyczajnie stracą pracę. Najlepsi natomiast będą zarabiać po 6-8 tysięcy miesięcznie. Lub więcej.


Wszystko pięknie, tylko sama prywatyzacja sukcesu nie przyniesie.

Działalności edukacyjnej przez analogie do biznesu nie można prowadzić...bo wtedy na pierwszym miejscu będzie nie jakość, a wynik finansowy.

antie
Posty: 354
Rejestracja: 2009-08-24, 21:16
Kto: nauczyciel
Przedmiot: Język niemiecki
Lokalizacja: zachodniopomorskie

Re: Jak widzę szkołę

Postautor: antie » 2011-06-09, 21:08

Syzyf pisze:
Chodzą plotki, że jest w jakiś sposób ustawiona na górze. Szczegółów nie znam.
Układy, układy... W każdym środowisku urzędników państwowych...


Pewnie coś w tym musi być, bo "zwykły", nie mający układów nauczyciel nie ma wpływu na to jakich uczniów dostanie.

Wiesz dla dobrego nauczyciel prawdziwym wyzwaniem jest nauczenie czegoś przeciętnego lub kiepskiego ucznia.
Czasami się tak dzieje, że w tych renomowanych szkołach wcale nie nauczają sami najlepsi nauczyciele. Przy tak dobrych i ambitnych uczniach kiepski nauczycieli może praktycznie nic nie robić, a wyniki w postaci zdanej i to dość dobrej maturze będzie miał. Większość tych ambitnych uczniów bowiem, mając kiepskiego nauczyciela albo będzie pracowała samodzielnie w domu, albo zapisze się na korki z danego przedmiotu, jeśli zależy im na bardzo dobrym, gwarantującym przyjęcie na oblegany kierunek wyniku maturalnym.

Syzyf pisze:
Dobrzy uczniowie mogliby być jeszcze lepsi. W końcu szkoła nie ma uśredniać, tylko nauczyć każdego na tyle ile się da. Podejście, że dla dobrego ucznia nie trzeba dobrego systemu jest mocno błędne. Mamy wypuszczać w świat mistrzów.


Bardzo idealistyczne podejście - byłoby wspaniale, tylko, że szkoła publiczna nastawiona jest obecnie już nawet nie na przeciętnego lecz kiepskiego ucznia....
Jeśli coś sie w tym względzie nie zmieni, to o wypuszczaniu w świat mistrzów będziemy mogli na długie lata zapomnieć....

Awatar użytkownika
vuem
Posty: 4148
Rejestracja: 2009-06-18, 20:30
Kto: nauczyciel
Przedmiot: Język angielski
Lokalizacja: podkarpackie

Re: Jak widzę szkołę

Postautor: vuem » 2011-06-09, 21:56

antie pisze:Pewnie coś w tym musi być, bo "zwykły", nie mający układów nauczyciel nie ma wpływu na to jakich uczniów dostanie.


Nie potrzeba układów.

Są szkoły, gdzie dobór uczniów do grup, podział tych grup między nauczycieli nie odbywa się bez ich udziału,a wręcz przeciwnie.

antie pisze:Bardzo idealistyczne podejście - byłoby wspaniale, tylko, że szkoła publiczna nastawiona jest obecnie już nawet nie na przeciętnego lecz kiepskiego ucznia....


No cóż, jeśli porównać liczbę uczniów szkół średnich, czy studentów obecnie z liczbą tychże dekadę, czy dwie temu, to nie ma chyba się co dziwić, że są szkoły, które chcą "łowić". :wink:

antie pisze:Jeśli coś sie w tym względzie nie zmieni, to o wypuszczaniu w świat mistrzów będziemy mogli na długie lata zapomnieć....


Ale przecież wypuszczamy... nie ma na tym świecie fabryk mistrzów, oni zawsze będą w mniejszości. :wink:


Wróć do „Szkolna codzienność”