jak nauczyć...?

poloniści, historycy, nauczyciele WOK, to miejsce dla Was

Moderatorzy: Basiek70, służby porządkowe

silije
Posty: 167
Rejestracja: 2013-11-10, 16:30
Kto: nauczyciel
Przedmiot: Język polski
Lokalizacja: wielkopolskie

Re: jak nauczyć...?

Postautor: silije » 2017-07-13, 17:35

Ech, mówię Ci, są emocje. Moja dyplomowana przyjaciółka jeszcze na etapie "konsultacji społecznych" napisała kilkunastostronicowy komentarz do tego projektu podstawy. Tak się zastanawiałyśmy, czy ludzie piszący te projekty mieli jakoś ostatnio kontakt z żywymi dziećmi, nie tymi w tabelkach na papierze.

beatac26wppl
Posty: 2
Rejestracja: 2016-09-29, 22:39
Kto: rodzic
Przedmiot: Język angielski
Lokalizacja: warmińsko-mazurskie

Re: jak nauczyć...?

Postautor: beatac26wppl » 2017-07-19, 09:59

Części mowy nie zawsze są wyzwaniem dla dziecka. Ale ja też spotkałam na swej drodze kilku "Odkrywców" zupełnie nieznanych mi prawideł i zasad gramatycznych. Pierwsza wskazówka.
1. Nie spiesz się, droga "Siłaczko" . To dzieci z kłopotami i nie pracują w domu. Jeśli z nimi powtórzysz ten sam materiał gramatyczny na 3 -4 lekcjach - coś zapamiętają. Zobaczysz, że niestety bardzo mało. Ale po 6 lekcjach TYLKO O CZASOWNIKU - coś zostanie w głowach.
2. Ćwiczenia całym ciałem- skoki i przysiady itp. TPR - coś dla tych dzieci ciekawego to pomysł stosowany przeze mnie od lat. POMAGA!
3. Układanie piosenek i wierszyków skandowanych ( do znanych melodii, przebojów). Proponowanie dzieciom wcielanie się w role, że są raperami, gwiazdami. Ale to młodzież słaba poznawczo. Zatem "Łososiu" jak ja układaj sama piosenki, wierszyki , teksty do hitów, jeśli zechcą , z uczniami. WIDZIAŁAM W INTERNECIE przykłady rymowanek, ale piosenki są lepsze. Trudno - trzeba śpiewać. Ale na lekcjach nareszcie jest inaczej.
4. Dzieci się po prostu nudzą. Wymyśl konkursy. Czasem pomaga.

POZDRAWIAM

Łosoś
Posty: 602
Rejestracja: 2013-10-05, 10:17
Kto: nauczyciel
Przedmiot: Inne
Lokalizacja: łódzkie

Re: jak nauczyć...?

Postautor: Łosoś » 2017-07-20, 20:11

Dziękuję, ale...wszystko to (i więcej) robiłam. A że jestem nauczycielką muzyki, to śpiewanie przychodzi mi z łatwością. Mogę sobie nawet sama akompaniować.
W niektórych klasach zresztą śpiewanie się kompletnie nie sprawdza. Wprowadanie takich aktywności za bardzo pobudza, a dzieciaki owszem, śpiewają...ale własne rymowanki. Najcześciej...eee...mało przyzwoite. Tudzież wydają z siebie mnóstwo róznych nieartykułowanych dźwięków.

Zresztą, rymowanki-śpiewanki nie pomogą w określaniu formy gramatycznej wyrazu, który na dodatek trzeba znaleźć w tekście. To może się sprawdza u najmłodszych, nie wiem (tej grupy wiekowej nie uczę). Dzieciaki potrafią jednym tchem podać definicję czasownika czy rzeczownika oraz wyrecytowac, na jakie pytania odpowiada przymiotnik - a potem kompletnie nie widzą tego w zdaniu. Jak jest napisane 'Czerwony kapelusz" to od biedy mówią : 'Czerwony to jaki, czyli przymiotnik". Ale w zdaniu "Nie było czerwonego kapelusza"- już nie potrafią określić, jaką częścią mową jest "czerwonego"...

Konkursy też się słabo sprawdzają, bo wygrywają oczywiście najlepsi. Ci słabsi nie chcąbrać w tym udziału.
Próbowałam organizować pomoc koleżeńską, ale zamiast się uczyć to wariowali w grupach.

kazik543
Posty: 5
Rejestracja: 2017-07-27, 07:22
Kto: uczeń
Przedmiot: Język polski
Lokalizacja: świętokrzyskie

Re: jak nauczyć...?

Postautor: kazik543 » 2017-07-31, 09:45

No to już nie mamy więcej pomysłów jak masz się nauczyć

Łosoś
Posty: 602
Rejestracja: 2013-10-05, 10:17
Kto: nauczyciel
Przedmiot: Inne
Lokalizacja: łódzkie

Re: jak nauczyć...?

Postautor: Łosoś » 2017-08-06, 09:20

Dochodzę do wniosku, że czas pogodzić się z paroma rzeczami:
1. Nie nauczę ucznia, który NIE CHCE SIĘ uczyć i NIE JEST TO MOJA WINA, co z zapałem mi niektórzy wmawiają.
2. Nie uda mi się każdego zainteresować, jeśli kogoś to nie ciekawi i ten ktoś jest przekonany o tym, że wiedza ta nie będzie mu przydatna (jest odporny na moje argumenty).
3. Zawsze znajdzie się taka grupa uczniów, która pomimo najlepszych metod, cierpliwości i wyrozumiałości NIE ZROZUMIE omawianych zagadnień.

Ergo- trzeba "wrzucić na luz" i przestać się przejmować zjawiskami naturalnymi.

oramge
Posty: 425
Rejestracja: 2013-11-22, 19:49
Kto: nauczyciel
Przedmiot: Język angielski

Re: jak nauczyć...?

Postautor: oramge » 2017-08-06, 14:08

Łosoś pisze:Dochodzę do wniosku, że czas pogodzić się z paroma rzeczami:
1. Nie nauczę ucznia, który NIE CHCE SIĘ uczyć i NIE JEST TO MOJA WINA, co z zapałem mi niektórzy wmawiają.
2. Nie uda mi się każdego zainteresować, jeśli kogoś to nie ciekawi i ten ktoś jest przekonany o tym, że wiedza ta nie będzie mu przydatna (jest odporny na moje argumenty).
3. Zawsze znajdzie się taka grupa uczniów, która pomimo najlepszych metod, cierpliwości i wyrozumiałości NIE ZROZUMIE omawianych zagadnień.

Ergo- trzeba "wrzucić na luz" i przestać się przejmować zjawiskami naturalnymi.

Szczerze gratuluję powyższych stwierdzeń :D
Jeśli wolno, to coś dopowiem.
Ad. 1 Zrezygnuj z orzekania o winie, wobec siebie i wobec ucznia. Bo następny krok to kara. Przypisanie komuś winy powoduje obronę i kontratak. Mogłabyś się zdziwić ile mają nam do zarzucenia. Szkoła to nie sąd. Nie jestem rzecznikiem liberalizmu w szkole, ale w tej sytuacji mówię o konsekwencjach, nie o winie.
Ad.2 Podzielam w całości. Nawet nie próbuję. Prawdą jest, że wiedza wyniesiona ze szkoły nie będzie wszystkim przydatna, co nie znaczy, że rezygnuję z tego by motywować i zainteresować niezainteresowanych. Ostateczną decyzję podejmują uczniowie. Inaczej decyzje podejmuje 7 latek, a inaczej 15 latek, ale to inna kwestia.
Ad.3 Podzielam w całości. Nie zrozumie z wolnego wyboru lub z braku możliwości psycho - społecznych.
Uwolnienie się od założenia, że nauczyciel musi nauczyć każdego zwykle przynosi pozytywne zmiany. Poza tym, nigdy nie wiesz czego tak naprawdę nauczyłaś, może czegoś więcej niż czasownika, a tego niestety zwykle nie zobaczymy. Dlatego nauczyciele potrzebują wyjątkowej cierpliwości, która nazywa się długomyślnością, która jest też celem mego pożądania.

Łosoś
Posty: 602
Rejestracja: 2013-10-05, 10:17
Kto: nauczyciel
Przedmiot: Inne
Lokalizacja: łódzkie

Re: jak nauczyć...?

Postautor: Łosoś » 2017-08-06, 15:19

Zgadzam się w całej rozciągłości ^^

Pan Tikczer
Posty: 28
Rejestracja: 2017-07-31, 10:34
Kto: nauczyciel
Przedmiot: Historia, WOS, Inne
Lokalizacja: dolnośląskie

Re: jak nauczyć...?

Postautor: Pan Tikczer » 2017-08-12, 08:07

oramge pisze:
Łosoś pisze:Dochodzę do wniosku, że czas pogodzić się z paroma rzeczami:
1. Nie nauczę ucznia, który NIE CHCE SIĘ uczyć i NIE JEST TO MOJA WINA, co z zapałem mi niektórzy wmawiają.
2. Nie uda mi się każdego zainteresować, jeśli kogoś to nie ciekawi i ten ktoś jest przekonany o tym, że wiedza ta nie będzie mu przydatna (jest odporny na moje argumenty).
3. Zawsze znajdzie się taka grupa uczniów, która pomimo najlepszych metod, cierpliwości i wyrozumiałości NIE ZROZUMIE omawianych zagadnień.

Ergo- trzeba "wrzucić na luz" i przestać się przejmować zjawiskami naturalnymi.

Szczerze gratuluję powyższych stwierdzeń :D
Jeśli wolno, to coś dopowiem.
Ad. 1 Zrezygnuj z orzekania o winie, wobec siebie i wobec ucznia. Bo następny krok to kara. Przypisanie komuś winy powoduje obronę i kontratak. Mogłabyś się zdziwić ile mają nam do zarzucenia. Szkoła to nie sąd. Nie jestem rzecznikiem liberalizmu w szkole, ale w tej sytuacji mówię o konsekwencjach, nie o winie.
Ad.2 Podzielam w całości. Nawet nie próbuję. Prawdą jest, że wiedza wyniesiona ze szkoły nie będzie wszystkim przydatna, co nie znaczy, że rezygnuję z tego by motywować i zainteresować niezainteresowanych. Ostateczną decyzję podejmują uczniowie. Inaczej decyzje podejmuje 7 latek, a inaczej 15 latek, ale to inna kwestia.
Ad.3 Podzielam w całości. Nie zrozumie z wolnego wyboru lub z braku możliwości psycho - społecznych.
Uwolnienie się od założenia, że nauczyciel musi nauczyć każdego zwykle przynosi pozytywne zmiany. Poza tym, nigdy nie wiesz czego tak naprawdę nauczyłaś, może czegoś więcej niż czasownika, a tego niestety zwykle nie zobaczymy. Dlatego nauczyciele potrzebują wyjątkowej cierpliwości, która nazywa się długomyślnością, która jest też celem mego pożądania.

Swego czasu bardzo poruszyła mnie lektura książki Daniela H. Pinkera "Drive [...]). Podświadomie zawsze chyba wierzyłem, ze kluczem do nauczenia się czegokolwiek jest "motywacja wewnętrzna" o której on pisze. Czy motywacja niezmotywowanego, tłumaczenie niezainteresowanemu ma sens? Osobiście ten dylemat skłania mnie do obudowywania treści merytorycznych wiedzą o umiejętnościach miękkich, a więc ukierunkowywanie na samorozwój. Przykład Pinkera nie jest w tym kontekście przypadkowy: pojęcie "motywacji wewnętrznej" jako fundamentu życiowego sukcesu jest dla większości uczniów całkowicie nieznane. Przyuczeni na różnych etapach edukacji do warunkowania: nagroda-kara dowiadują się o nowych formach motywacji. A co nowe, często inspirujące. Stąd też lubię pojęcie "przełamywacz". Trzeba uzupełniać własną skrzynkę narzędziową w coraz to nowsze przełamywacze, coś zawsze trafia do innego człowieka


Wróć do „Przedmioty humanistyczne”