co jeszcze zabrać nauczycielom

tu rozmawiamy o wszystkim czasami poważnie, czasami z przymrużeniem oka

Moderatorzy: Basiek70, służby porządkowe

Awatar użytkownika
dushka
Posty: 3940
Rejestracja: 2006-08-03, 19:39

Re: co jeszcze zabrać nauczycielom

Postautor: dushka » 2010-06-30, 19:57

i dziękuję za życzenia, vuem :)

Awatar użytkownika
vuem
Posty: 4148
Rejestracja: 2009-06-18, 20:30
Kto: nauczyciel
Przedmiot: Język angielski
Lokalizacja: podkarpackie

Re: co jeszcze zabrać nauczycielom

Postautor: vuem » 2010-06-30, 20:13

haLayla pisze:Wniosek jest jeden - amnezja :D


Stawiać diagnozy Ci się kurna zachciało, łapiduchu. Lepiej zapomnieć o gratulowaniu niż zapomnieć pogratulować. :wink:

dushka pisze:kpisz?


Często...ale nie tym razem.

Pisałaś o problemie dopełnienia dokumentacji w związku z brakiem sprzętu w szkole. Dlatego pytam, jakiego sprzętu potrzebujesz.

dushka pisze:Organizuję opiekę - jaką? bo nie wpadłeś na to, że może nie ma takiej możliwości...


Miałem na myśli kogoś z rodziny. Ale jeśli nie masz nikogo pod ręką, to znaczy jesteś w "trudnej sytuacji życiowej", a więc dyrektor może Cie z tego obowiązku zwolnić...projekt tego nie przewiduje? To trzeba na autorów wpłynąć, by się tam taki zapis znalazł.

dushka pisze:owszem, teraz macierzyński jest. ale się skończy, a ja dojeżdżam do pracy sporo. i w efekcie robi się nie 4h, a 6-7h.


No to chwilowo masz problem...ale dzieci szybko rosną :wink:

dushka pisze:i dziękuję za życzenia, vuem :)


Nie ma za co...a jest czego...a raczej kogo :wink:

zapewne za jakieś 6 tygodni znów Ci będę gratulował...zaraz po tym, jak ten halaylama mi przypomni :wink:

mapu12
Posty: 7
Rejestracja: 2010-06-06, 11:09
Kto: nauczyciel
Przedmiot: Zajęcia zintegrowane
Lokalizacja: dolnośląskie

Re: co jeszcze zabrać nauczycielom

Postautor: mapu12 » 2010-07-01, 09:31

No i nie jest prawdą, że nauczyciele to najmniej zgrana grupa zawodowa, która NIGDY i NIKOMU się nie sprzeciwi?????? Nigdy nie stawi wspólnego oporu!!! Zawsze sie znajdą Ci -przepraszam -zadowoleni - tzn tłumaczący SOBIE i nam, że przeciez zawód nauczyciel to IDEA . Zagrywka oparta na takiej ideologii -,, dla dzieci -wyższe dobro" - sprawia, że takie osoby jak ja /śmiem twierdzić że jest ich sporo/, które głośno twierdzą, że np NIE CHĄ pracować w wakacje i siedzieć w szkole przymusowo do 16tej - SĄ ODBIERANE JAKO WYRZUTKI NAUCZYCIELSKIE!!!!!!!!!!
A ja otwarcie mówię , że kocham dzieci, ale w wakacje chce od nich odpocząć!!!!! I TYLE!

A na marginesie -czy te zakusy rządu, żeby dzieci siedziały w szkole jak najdłużej w ciagu dnia i na przestrzeni roku są na pewno dla nich samych takie dobre?!?!?! A gdzie czas na rodzinę, zwyczajne ,,bycie z rodzicami"? To zrzucenie na szkołę obowiązku opieki nad dzieckiem nie przyniesie nic dobrego....

Zafer
Posty: 4
Rejestracja: 2010-06-30, 11:40
Kto: rodzic
Lokalizacja: wielkopolskie

Re: co jeszcze zabrać nauczycielom

Postautor: Zafer » 2010-07-01, 09:50

Jolly Roger pisze:Tyle, ze ten dyplom jak większość dyplomów polskich uczelni o niczym nie mówi.


Straszne słowa o własnym środowisku, o własnej pracy.

Szkoła jest miejscem, a rynek pracy Was oczywiście dotyczy. Jeśli nie ma popytu na usługi, firma zwija interes, w Waszym przypadku samorząd zamyka szkołę. Nie ma w tym nic dziwnego ani złego.
Specyfiką jest to, że:
• oferujecie swój towar za darmo i pod przymusem (szkoła podstawowa jest obowiązkowa i bezpłatna, tzn płatna ale nie bezpośrednio przez rodziców)
• nabywca nie ma wpływu na nabywany towar

Awatar użytkownika
Jolly Roger
Posty: 1671
Rejestracja: 2007-12-15, 18:34

Re: co jeszcze zabrać nauczycielom

Postautor: Jolly Roger » 2010-07-01, 10:17

Zafer pisze:
Jolly Roger pisze:Tyle, ze ten dyplom jak większość dyplomów polskich uczelni o niczym nie mówi.


Straszne słowa o własnym środowisku, o własnej pracy.


Mylisz szkolnictwo podstawowe z wyższym. Ja oskarżam wyższe uczelnie, ze ich dyplomy niewiele mówią, bo marnie przygotowują do zawodu. Zresztą nie tylko nauczyciela. Choć można to oskarżenie przenieść na całą oświatę, która wciąż koncentruje się na wiedzy, anie na umiejętnościach.

Zafer pisze:Szkoła jest miejscem, a rynek pracy Was oczywiście dotyczy. Jeśli nie ma popytu na usługi, firma zwija interes, w Waszym przypadku samorząd zamyka szkołę. Nie ma w tym nic dziwnego ani złego.
Specyfiką jest to, że:
• oferujecie swój towar za darmo i pod przymusem (szkoła podstawowa jest obowiązkowa i bezpłatna, tzn płatna ale nie bezpośrednio przez rodziców)
• nabywca nie ma wpływu na nabywany towar


No to się pogubiłem. Kto w końcu oferuje usługi nauczyciel czy samorząd?

Usługi oferuje rząd. Jaki wybrałeś takie usługi. Ja jestem drobnym wyrobnikiem przy taśmie. Mogę robić swoje mniej lub bardziej rzetelnie. W ogólnym systemie to raczej nic nie mam do powiedzenia.
Przymusu szkolnego nie ma. Na pewno nie ma go ze strony nauczycieli.

Rynek pracy by nas dotyczył gdyby o naszym losie decydował klient bezpośredni. Decyduje polityczny zarządca. Nic to z rynkiem nie ma wspólnego.
We gonna ride the sea,
we pray to the wind and the glory
That's why we are raging wild and free

Awatar użytkownika
vuem
Posty: 4148
Rejestracja: 2009-06-18, 20:30
Kto: nauczyciel
Przedmiot: Język angielski
Lokalizacja: podkarpackie

Re: co jeszcze zabrać nauczycielom

Postautor: vuem » 2010-07-01, 10:38

mapu12 pisze:No i nie jest prawdą, że nauczyciele to najmniej zgrana grupa zawodowa


Zakładam, że mówisz o "zgraniu w negocjacjach z pracodawcą/ustawodawcą".
Co wg Ciebie stanowi o "zgraniu" innych grup zawodowych?
Identyczne poglądy, czy solidarność w walce o lepsze warunki pracy?

Czy to, że piszę otwarcie, że mój zawód ma dla mnie więcej zalet niż wad, więcej na tyle, by uznać wady za nie mające wpływu na mój bardzo pozytywny stosunek do swej pracy oznacza, że nie walczę/walczyłbym solidarnie o cokolwiek?
Na jakiej podstawie tak twierdzisz?

Na podstawie faktu, że nie utyskuję, że nie zakładam wątków o tym, jak "mierzwi mnie nauczanie", że nie czuje sie sfrustrowany?


mapu12 pisze:Zawsze sie znajdą Ci -przepraszam -zadowoleni - tzn tłumaczący SOBIE i nam, że przeciez zawód nauczyciel to IDEA .


Co do dorabiania tej idei do oczywistych wydaje mi sie rzeczy, to chyba nie czytasz uwaznie lub masz z założenia negatywny stosunek do ludzi o odmiennych poglądach.

Dlaczego przepraszasz?
Czy słowo "zadowoleni" jest inwektywą?

Czy kapitalizując słowo "sobie" sugerujesz, że zadowoleni próbują sobie wmówić, że sa zadowoleni, bo przecież nie powinni?

mapu12 pisze:Zagrywka oparta na takiej ideologii


Zadowolenie i satysfakcja z wykonywania tego zawodu (pomimo nawet pewnych wad) jest wg Ciebie zagrywką?

mapu12 pisze:NIE CHĄ pracować w wakacje i siedzieć w szkole przymusowo do 16tej - SĄ ODBIERANE JAKO WYRZUTKI NAUCZYCIELSKIE!!!!!!!!!!


A kto i gdzie napisał coś tak kuriozalnego? Jakie wyrzutki? Tyś wolontariatu w jakiejś Samoobronie nie odbywał? Populizm leje się jak woda z kranu :wink:

Chcę korzystać z wakacji i nie chcę siedzieć z głupiego przymusu w szkole do 16-tej, by wykonywać pracę, która mogę zrobić byle gdzie i byle kiedy.

Napisałem, że poświęcenie małej części wakacji na prace nie jest tragedią. Wielu z nas robi to już teraz i żyją. To nie jest tragedia. To jest do zrobienia bez szwanku na naszym zdrowiu, samopoczuciu, czy szczęściu rodzinnym, jak to już tu próbowano przez łzy sugerować :wink:
Wyraźnie też napisałem, że nie uważam iż nauczyciele powinni to robić za darmo.
Ja osobiście poświęcam ten tydzień może w sumie bez oglądania się na pasek poborów, bo nie zależy mi na tym, ale patrząc na problem ogólnie mam zdanie na temat wynagrodzenia takie samo jak większość nauczycieli - niezbyt pozytywne delikatnie mówiąc.

mapu12 pisze:że kocham dzieci, ale w wakacje chce od nich odpocząć!!!!! I TYLE!



I ja tego nie neguję, chcę tego samego.
Ja przeciwstawiam się opiniom, że zabranie tygodnia z tego czasu sprawi, że nasz świat się zawali.

Zakłądam albo:

a) wynagrodzenie za dodatkową pracę (konkretne stawki za godzinę pracy),
b) wykonanie takiej pracy - opieka nad dziećmi - w ramach czasu już zagwarantowanego dyrektorowi, tyle, że na inne zadania,
... a nawet 3-cią opcję, że robimy to dobrowolnie - dla idei właśnie, dodatku motywacyjnego, czy nagród.

Zwiększanie pensum bez pokrycia na wspomnianym juz pasku wynagrodzeń uważam za rzecz naganną.

Tyle, że nawet jeśli tak się stanie nie zmienię zawodu i nadal będę swą "katechezę" uprawiał "siejąc ziarno optymizmu" wśród mych kolegów...

Nie pale trawy droga Mapu. Po prostu jestem szczęśliwym człowiekiem :mrgreen:


mapu12 pisze:A na marginesie -czy te zakusy rządu, żeby dzieci siedziały w szkole jak najdłużej w ciagu dnia i na przestrzeni roku są na pewno dla nich samych takie dobre?!?!



O jakich zakusach piszesz? Możesz link do jakiegoś projektu choćby rzucić? Zmuszające dzieci do siedzenia w szkole do 16-tej?

Bo jeśli chodzi o wakacje, to szkoła ma zapewnić opiekę "jeśli jest taka potrzeba", a nie z przymusu. Uwarunkowane jest to zgłoszeniem przez rodziców potrzeby.

Żaden rodzic, wiedząc, że dziecko ma zapewnioną opiekę w domu, w rodzinie, na wakacjach nie przyśle przecież dziecka do szkoły.

Po drugie nie odniosłem wrażenia, by sugerowany pisząc o tym projekcie, że nauczyciele kupą maja siedzieć w tej szkole i czekać, aż się ktoś pojawi.

Zafer
Posty: 4
Rejestracja: 2010-06-30, 11:40
Kto: rodzic
Lokalizacja: wielkopolskie

Re: co jeszcze zabrać nauczycielom

Postautor: Zafer » 2010-07-01, 11:17

Jolly Roger pisze:Mylisz szkolnictwo podstawowe z wyższym.


Czy kiedykolwiek dopuszczałeś myśl nie udzielenia promocji uczniowi dlatego, że faktycznie na nią nie zasługiwał?
Nie spotkałeś się z "przymknięciem oka" przez wykładowcę na uniwerku?

Stąd między innymi deprecjacja dyplomu. Nie każdy musi go mieć. Nie każdy powinien go mieć.

Jolly Roger pisze:No to się pogubiłem. Kto w końcu oferuje usługi nauczyciel czy samorząd?


Jasne że nauczyciel :D Dlatego gdy dziecko "nie umie" czegoś (zostawmy z boku powody), Ci ostatni przychodzą ze skargą do nauczyciela a nie do ministerstwa / rządu / kuratorium / burmistrza / prezydenta... Reakcja rodziców jest naturalna, swoje obiekcje zgłaszają tam gdzie jest (w ich rozumieniu) ich źródło - u nauczyciela. i Niestety nie płacą za jego usługi bezpośrednio.

Jolly Roger pisze:Rynek pracy by nas dotyczył gdyby o naszym losie decydował klient bezpośredni. Decyduje polityczny zarządca. Nic to z rynkiem nie ma wspólnego.


Oczywiście że sami decydujecie o swoim losie. Jak każdy możecie wybrać firmę dla której chcecie pracować (tzn. szkołę: w mieście, na wsi, w gimnazjum, w liceum, na pomorzu czy mazurach), warunków i zakresu obowiązków pewnie nie podyktujecie, ale za to raz na 5 lat macie możliwość zostania dyrektorem szkoły.

miwues pisze:W edukacji powinny się liczyć przede wszystkim inne wartości, nie rynek. Wychowanie, nauczanie to nie świadczenie usług. Zawężasz i to mocno.


Pewnie że rynek. Popyt na umiejętność czytania i pisania, liczenia, wreszcie myślenia jest. Dowodem są korepetycje, kursy itp.

miwues pisze:Edukacja nie jest towarem, produktem czy czym tam jeszcze.


Zgadza się. Jest nim wiedza i umiejętności, których szansa zdobycia / nauczenia jest oferowana w szkole.

miwues pisze:Nie nabywca, lecz rodzic, który powierza komuś swoje dziecko


Słusznie, masz rację.

miwues pisze:Rodzic ma wpływ na pracę szkoły, którą dla dziecka wybierze. Oczywiście zdanie jednej osoby (do tego nieponoszącej żadnej odpowiedzialności za ogół uczniów i funkcjonowanie całej szkoły) nie może mieć znaczenia decydującego.


Bardzo niewielki. Rada rodziców co prawda może w pewnym stopniu decydować o finansach, np. pożyczkach, ale nie ma wpływu na to czego uczą się dzieci, ani kto ich uczy.

Awatar użytkownika
haLayla
Posty: 3780
Rejestracja: 2008-08-24, 00:28
Kto: uczeń
Przedmiot: Inne
Lokalizacja: małopolskie

Re: co jeszcze zabrać nauczycielom

Postautor: haLayla » 2010-07-02, 00:52

Przepraszam, że się wtrącam, ale coś mnie tknęło, by parę spraw naprostować.

Zafer pisze:Nie spotkałeś się z "przymknięciem oka" przez wykładowcę na uniwerku?


Żarty sobie urządzasz? Nie wiem, jak na innych uczelniach, ale u mnie, jedyne na co przymykają oko, to dotrzymywanie terminów, spóźnienia i drobnostki. A to i tak, zależy na kogo trafisz, bo są katedry, do których na kolanach się idzie.

Stąd między innymi deprecjacja dyplomu. Nie każdy musi go mieć. Nie każdy powinien go mieć.


Ale każdy chce go mieć, bo nie ma alternatywy. Kiedyś można było po szkole podstawowej wybrać tzw. zawodówkę, bądź technikum. W obecnej rzeczywistości, rośnie zapotrzebowanie na wykwalifikowanych specjalistów, bo i profil gospodarki staje się inny. Rośnie udział usług, spada przemysłu. Owszem, magister magistrowi nierówny, ale spróbuj znaleźć pracę mają tylko maturę, bez doświadczenia zawodowego.

Jasne że nauczyciel :D Dlatego gdy dziecko "nie umie" czegoś (zostawmy z boku powody), Ci ostatni przychodzą ze skargą do nauczyciela a nie do ministerstwa / rządu / kuratorium / burmistrza / prezydenta... Reakcja rodziców jest naturalna, swoje obiekcje zgłaszają tam gdzie jest (w ich rozumieniu) ich źródło - u nauczyciela. i Niestety nie płacą za jego usługi bezpośrednio.


Oświata nie jest usługą, jak np. obcięcie włosów, czy wymiana oleju silnikowego. W ogóle, określenie tego jako usługę szalenie deprecjonuje w moim odczuciu nauczyciela, stawiając go w jednym szeregu z rzemieślnikami. Pamiętaj jednak, że źle wykonaną usługę można powetować sobie za pomocą jakiegoś wyrównania, bądź odszkodowania. Oświata ma jedną szansę w życiu.

Oczywiście że sami decydujecie o swoim losie. Jak każdy możecie wybrać firmę dla której chcecie pracować (tzn. szkołę: w mieście, na wsi, w gimnazjum, w liceum, na pomorzu czy mazurach), warunków i zakresu obowiązków pewnie nie podyktujecie, ale za to raz na 5 lat macie możliwość zostania dyrektorem szkoły.


Oświeciło mnie! Przecież praca leży na ulicy i wystarczy się ot tak po nią schylić. Nie bądź śmieszny. Oprócz wybitnych specjalistów i notariuszy, bierze się, co dają :)

miwues pisze:W edukacji powinny się liczyć przede wszystkim inne wartości, nie rynek. Wychowanie, nauczanie to nie świadczenie usług. Zawężasz i to mocno.


Pewnie że rynek. Popyt na umiejętność czytania i pisania, liczenia, wreszcie myślenia jest. Dowodem są korepetycje, kursy itp.


Korepetycje są dowodem na dysfunkcję systemu oświaty, a nie na rynkowy charakter świadczonych "usług".

miwues pisze:Edukacja nie jest towarem, produktem czy czym tam jeszcze.


Zgadza się. Jest nim wiedza i umiejętności, których szansa zdobycia / nauczenia jest oferowana w szkole.


Oprócz tego dochodzi wpojenie pewnych wartości, ukształtowanie pewnego światopoglądu i takie tam obiter dicta. Ale kogo to obchodzi...

Albo to ja nie przystaję do tej epoki, albo to ta epoka jest zdegenerowana... Aż mi się smutno zrobiło. Zresztą i tak po pójściu do pracy stracę cały swój młodzieńczy idealizm i stanę się liczącym każdy grosz rzemieślnikiem. Jeśli nie z własnej woli, to rynek i myślenie jego uczestników mnie do tego przymusi.
<3

Awatar użytkownika
Jolly Roger
Posty: 1671
Rejestracja: 2007-12-15, 18:34

Re: co jeszcze zabrać nauczycielom

Postautor: Jolly Roger » 2010-07-02, 11:59

Zafer pisze:
Czy kiedykolwiek dopuszczałeś myśl nie udzielenia promocji uczniowi dlatego, że faktycznie na nią nie zasługiwał?


Jak to kiedykolwiek? Zawsze nie daję promocji uczniowi, który na nią nie zasługuje.

Nie spotkałeś się z "przymknięciem oka" przez wykładowcę na uniwerku?

Zafer pisze:Stąd między innymi deprecjacja dyplomu. Nie każdy musi go mieć. Nie każdy powinien go mieć.

Jak dla mnie dyplom może mieć każdy. Chodzi o to, żeby ten z bazaru różnił się od tego z uczelni. Dzisiaj w dużej mierze różnic nie ma. Stąd potrzeba weryfikacji umiejętności nabytych na uczelni. Choc z drugiej strony zdaję sobie sprawę, że żaden dyplom nie da gwarancji, że dany jego posiadacz spełni oczekiwania.


Zafer pisze:
Jolly Roger pisze:No to się pogubiłem. Kto w końcu oferuje usługi nauczyciel czy samorząd?


Jasne że nauczyciel :D Dlatego gdy dziecko "nie umie" czegoś (zostawmy z boku powody), Ci ostatni przychodzą ze skargą do nauczyciela a nie do ministerstwa / rządu / kuratorium / burmistrza / prezydenta... Reakcja rodziców jest naturalna, swoje obiekcje zgłaszają tam gdzie jest (w ich rozumieniu) ich źródło - u nauczyciela. i Niestety nie płacą za jego usługi bezpośrednio.


Mamy inne doświadczenia, bo ja zauważam trend, ze rodzice z pretensjami to teraz idą do kuratorium, w najlepszym razie do dyrekcji. Do nauczyciela coraz rzadziej.

Zafer pisze:
Jolly Roger pisze:Rynek pracy by nas dotyczył gdyby o naszym losie decydował klient bezpośredni. Decyduje polityczny zarządca. Nic to z rynkiem nie ma wspólnego.


Oczywiście że sami decydujecie o swoim losie. Jak każdy możecie wybrać firmę dla której chcecie pracować (tzn. szkołę: w mieście, na wsi, w gimnazjum, w liceum, na pomorzu czy mazurach), warunków i zakresu obowiązków pewnie nie podyktujecie, ale za to raz na 5 lat macie możliwość zostania dyrektorem szkoły.



To jak i dalsze odpowiedzi do miwuesa pokazują, ze zupełnie mijamy się w "rozgaworce"


Należałoby najpierw zdefiniować poszczególne elementy systemu i przełożyć na to jak funkcjonuje rynek, bo tak mylą się pojęcia. Na razie twoje pretensje to wyglądaja troche jak pretensje klienta marketu do pana co wózki ciągnie z parkingu, że w alejce z proszkami jest wylany płyn do naczyń oraz czemu ten 23 calowy telewizor LCD nie daje takich wrażeń jak 50 calowy telewizor LED. Jak doprecyzujesz kto jest klientem (uczeń czy rodzice, a kto firmą (samorząd, rząd czy nauczyciel) to pogadamy dalej.
We gonna ride the sea,

we pray to the wind and the glory

That's why we are raging wild and free

Awatar użytkownika
Jolly Roger
Posty: 1671
Rejestracja: 2007-12-15, 18:34

Re: co jeszcze zabrać nauczycielom

Postautor: Jolly Roger » 2010-07-02, 12:04

haLayla pisze:Oświata nie jest usługą, jak np. obcięcie włosów, czy wymiana oleju silnikowego. W ogóle, określenie tego jako usługę szalenie deprecjonuje w moim odczuciu nauczyciela, stawiając go w jednym szeregu z rzemieślnikami.


Mnie nie obraża przyrównanie do rzemieślnika, bo po części tak odbieram swój zawód. Nie widzę nic wstydliwego w byciu rzemieślnikiem. Mam zleceniodawcę (MEN) i odbiorcę (rodzice) Jestem podwykonawcą i zajmuję się bardzo cennym kruszcem (uczniem) Jak się sprawię wyjdzie diamencik, ale mogę spartolić i ...

Tylko, ze ludzie postronni zapominają o tym, ze działam w zespole i ja mogę ładnie ociosać, ale ten od polerki zepsuje całą robotę. No i narzędzia też są ważne. Trudno być precyzyjnym z siekiera w dłoni i normą wyśrubowaną ponad sensowne możliwości.
We gonna ride the sea,

we pray to the wind and the glory

That's why we are raging wild and free

Cytryn
Posty: 1224
Rejestracja: 2007-11-09, 12:20

Re: co jeszcze zabrać nauczycielom

Postautor: Cytryn » 2010-07-02, 20:27

A ja nie chcę pracować w wakacje. Praca z dziećmi jest męcząca, ale to pól biedy. Nienawidzę papierologii w mojej pracy. Jeśli po zakończeniu roku szkolnego przez kilka dni trzeba walczyć o napisanie ton papieru( i ciągle- telefon, do roboty, do poprawki), to jak skończę pracę w lipcu, to potem kilka dni na poprawki papierologii( bo na pewno dzienniki trzeb abędzie jakieś prowadzić, sprawozdania pisać) no i jak będę siedzieć w szkole to już moja dyrekcja zadba o to, żebym dodatkowo coś robiła, wycieczki organizowała, to potem będę pół sierpnia się z tego rozliczać, a dwa tygodnie sierpnia przed początkiem roku szkolnego już się do roboty przygotowywać( np. apele, pioseneczki, szkolenia, rady- to co zawsze). I CO MI Z TEGO URLOPU ZOPSTANIE? Bo anwet 4 nieprzerwane tygodnie się nie zubierają.
I tak odpadnie JEDYNY PLUS tego zawodu- trochę dłuższy urlop. Co dla mnie- jako kobiety i matki- jest bezcenne.

Szkoła to nie jest miejsce radosnego, twórczego opiekowania się dziećmi i młodzieżą. Szkołą dziś to chamstwo młodzieży, walka z biurokracją, nieustanny stres, strach przed tym, co jeszcze ta góra nie wymyśli i nie zabierze. I wszystko za własne- np. mamy organizować bardzo ciekawe zajęcia, indywidualizować pracę uczniów- ALE ZA CO? Bo tego już się nie mówi. Jak zorganizować pomoce dydaktyczne, skoro mi nie dają na to kasy? Jak mam prowadzić te ciekawe zajęcia świetlicowe, karciane, dodatkowe koła- ZA WŁASNE PIENIĄDZE?

Teraz to już naprawdę trzeba z tej oświaty uciekać. Boże, jest źle będzie jeszcze gorzej. Cały rok żyję tylko myślą o tym, że zaczną sie wakacje- i zapomnę o tym kieracie.
A dzieci lubię. I lubię nauczać. Tylko że w szkole strasznie mało tego nauczania, a za to same analizy, ankiety, badania, programy naprawcze, tabeleczki, ewaluacje...na nauczanie malutko czasu i siły zostaje.

Jestem przeciwna zabieraniu nam wakacji!!!!

Jak myślę "szkoła" to mi sie niedobrze robi.

Awatar użytkownika
iTulka
Posty: 385
Rejestracja: 2010-05-17, 00:17
Kto: nauczyciel
Przedmiot: Zajęcia zintegrowane
Lokalizacja: śląskie

Re: co jeszcze zabrać nauczycielom

Postautor: iTulka » 2010-07-02, 20:49

Podobno nikt nam wakacji nie chce zabrać, a tytuł artukułu to jedynie manipulacja autora. Oby :) Moim zdaniem wakacje są tak silnie związane z tradycją tego zawodu, że jeśli je nam odbiorą, to ja wysiadam, a to już będzie wielka strata dla polskiego szkolnictwa :P

Awatar użytkownika
haLayla
Posty: 3780
Rejestracja: 2008-08-24, 00:28
Kto: uczeń
Przedmiot: Inne
Lokalizacja: małopolskie

Re: co jeszcze zabrać nauczycielom

Postautor: haLayla » 2010-07-02, 20:50

Cytryn pisze:Praca z dziećmi jest męcząca,


Jak myślę "szkoła" to mi sie niedobrze robi.


To po co zostałaś nauczycielem? Jeżeli miałbym inwestować w to, czego nie lubię robić, to byłoby to przynajmniej osobliwe.
<3

Awatar użytkownika
iTulka
Posty: 385
Rejestracja: 2010-05-17, 00:17
Kto: nauczyciel
Przedmiot: Zajęcia zintegrowane
Lokalizacja: śląskie

Re: co jeszcze zabrać nauczycielom

Postautor: iTulka » 2010-07-02, 20:58

Cytryn pisze:

Jak myślę "szkoła" to mi sie niedobrze robi.


To może być objaw SWZ, którego też się bardzo obawiam, gdyż mimo iż wszyscy kochamy nauczać, pomysły ministerstwa i poziom chamstwa wśród uczniów i rodziców potrafią skutecznie do szkoły zniechęcić.

Cytrynowi z całego serca życzę dwumiesięcznej regeneracji sił, aby z pierwszym dniem września mogła powiedzieć "Jak słyszę "szkoła" to chce mi się żyć!" :]

Cytryn
Posty: 1224
Rejestracja: 2007-11-09, 12:20

Re: co jeszcze zabrać nauczycielom

Postautor: Cytryn » 2010-07-02, 21:02

Nie czytasz dokładnie.
Lubię uczyć. Kiedy studiowałam, szkoła wyglądała inaczej. Kilkanaście lat temu miałam praktyki na Pradze- w najgorszej pod względem zachowania dzieci dzielnicy warszawskiej, w szkole podstawowej o bardzo złej sławie. Bylam tylko młodą praktykantką, a dawałam sobie radę z ósmymi klasami z palcem w nosie. Teraz obserwuję zachowania w szkołach, gdzie na ścianach wiszą dyplomy "z klasą" i wszelakie inne, a zachowanie uczących się w niej dzieciaków jest takie, że ci moi uczniowie z praskiej szkoły mogliby im buty czyścić :cry:
No i główna sprawa- BIUROKRACJA SZKOLNA. Nie cierpię roboty bez sensu. NIE WIDZĘ sensu w produkowaniu papierów pt. ewalucja szkolna, ścieżki edykacyjne i inne "wynalazki". A jest tego coraz więcej. Słownie na ostatnią radę podsumowującą oddałam kilkanaście kartek papieru A-4 zapisaynych czcionką 12-tką. I żeby to komuś pitrzebne było! A kosztowało mnie parę dni pracy i dwie zarwane noce. A jest tego dużo w ciągu roku...I coraz więcej. Nie szkoda lasów?


Wróć do „Pogaduszki”